perla
13.12.12, 17:38
z Tuskowej relacji jest:
„Kiedy tylko dowiedziałem się, że jest stan wojenny, pojechałem do MKZ. Zebrałem kolegów i wieczorem poszliśmy do stoczni. Jeszcze nie była obstawiona. W nocy, pamiętam, pojechaliśmy do kolegi, o którym wiedzieliśmy, że ma bilet do wojska. Ponieważ w pierwszych komunikatach podawano, że kto ma bilet i nie zgłosi się natychmiast do służby, zostanie rozstrzelany, kazaliśmy mu jechać do jednostki. I upiliśmy się na pożegnanie. W poniedziałek rano znowu poszliśmy do stoczni - z pełnym przekonaniem, że przyjdzie nam zginąć - i siedzieliśmy aż do jej pacyfikacji. Kilkudziesięciu osobom, w tym mnie, udało się uciec tuż przez szturmem i w ten sposób uniknąłem aresztowania. Gospodarz domku, w którym wynajmowaliśmy z żoną pokój, powiedział mi, że podczas mojej nieobecności przyszło trzech facetów i dopytywali się o mnie.”
+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++
sęk w tym, że Tuskowej martyrologii nie ma w IPN w materiałach SB.
Tuska nie pamiętają z tamtych czasów też ówcześni opozycjoniści. Służba Bezpieczeństwa nie prowadziła wobec Tuska żadnego rozpracowania operacyjnego - nie miał założonej teczki, którą mieli inni opozycjoniści.
Na dodatek Tusk był posiadaczem paszportu na wsie kraje mira, z czego korzystał pracując u bauerów w Raichu i Norwegii.
Aresztowany był tylko raz w 83 r. i zwolniony następnego dnia. Pewno zrobił jakąś burdę po pijaku.
Słowem, niech nie pierdzieli teraz o swojej martyrologii, że niby świadomie poszedł polec do stoczni jako opozycjonista właśnie.