"Prawo" do "darmowej" służby zdrowia?

20.03.02, 20:34
"Prawo" do zasiłku dla bezrobotnych?
"Prawo" do dotacji dla byznesmena leppera?
"prawo" do koncesji chroniącej przed wolną konkurencją i wolnym rynkiem?

...faszyzm?

a któż będzie bronić praw (rozumianych w sposób anarchistyczny prawa od... -
tzn. Do nie bycia bitym, zabijanym ,okradanym itd. ??

    • wild CZY NIE MAM PRAWA DO PRACY lub DO EUTANAZJI? 20.03.02, 20:35
      CZY NIE MAM PRAWA DO PRACY?
      prof. John Hospers


      Jesteśmy dzisiaj świadkami ogromnego rozmnożenia się praw, albo przynajmniej
      domagania się praw. "Mam prawo do pracy". "Mam prawo do płatnych wakacji na koszt
      mojego pracodawcy". "Mam prawo do godziwego życia". "Mam prawo do darmowego
      korzystania z miejskich kortów tenisowych i basenów". I tak dalej bez końca. Jak
      już ludzie przyzwyczają się do pewnej usługi, co często zaczyna się jako
      przywilej rozszerzony na kolejnych beneficjentów, zaczynają o niej myśleć jako o
      swoim prawie, zaś o wstrzymaniu tejże usługi jak o pogwałceniu ich prawa. Pośród
      tych roszczeń gubią się następujące pytania: czy to są prawa? Co sprawia, że to
      są prawa? Skąd pochodzą i kto ma je zapewniać?

      Nasz kraj (Stany Zjednoczone dop. redakcji) został zbudowany na koncepcji praw.
      Uznano, że pewne prawa moralne są własnością wszystkich istot ludzkich po prostu
      na mocy ich natury jako istot rozumnych. "Mam prawo do X" oznaczało, że nikt inny
      nie może ingerować w moje sprawy ze względu na X; prawo jest jak tabliczka z
      napisem "wstęp wzbroniony". "W stosunkach ze mną możesz iść do tego miejsca, ale
      nie dalej." Prawa dają mi autonomię działania w ich obszarze, wytyczają "moralną
      przestrzeń", której nie wolno przekraczać. (Dla kontrastu można dodać, że prawo
      stanowione to po prostu to, na co pozwala prawo w narodzie lub państwie, w którym
      żyjesz. Inaczej jest z prawem moralnym: prawo do życia istnieje na przykład nawet
      wtedy, kiedy żyjesz w państwie totalitarnym, które nie respektuje tego prawa).
      Prawa zachowują godność i autonomię każdej jednostki.

      Prawo nie jest zwykłym przywilejem. Możesz obdarzyć mnie przywilejem chodzenia po
      twoim trawniku każdego dnia, bo to krótsza droga do twojego domu, ale też w
      każdym czasie możesz odwołać ten przywilej. Według prawa nie należy on do mnie.
      Prawo jazdy jest przywilejem (zwykle nadanym przez państwo), który może zostać
      zabrany, jeśli istnieje wyraźny dowód, że nie jeździsz bezpiecznie.

      Posiadanie prawa wiąże się nierozerwalnie z obowiązkami i odpowiedzialnością.
      Jeżeli masz prawo, zawsze istnieje coś, co muszą wykonać albo powstrzymać się od
      wykonania inni, właśnie ze względu na twoje prawo. Prawo jednej osoby nakłada na
      wszystkie inne obowiązek respektowania tego prawa. Jednakże wielu ludzi tak
      uporczywie domaga się uznania pewnych rzeczy za prawa, że w ogóle nie myśli o
      obowiązkach, które te prawa nakładają; ta "obowiązkowa" strona monety jest mniej
      popularna i rzadziej się ją podkreśla niż stronę "prawną".

      Jakie zatem obowiązki czy zobowiązania przynoszą prawa? Ważną rzeczą jest tutaj
      rozróżnienie pomiędzy prawami pozytywnymi a negatywnymi. Prawo pozytywne jakiejś
      osoby zawiera w sobie obowiązek innych osób uczynienia czegoś w celu
      respektowania tegoż prawa; chodzi tu zwykle o pieniądze, czas czy wysiłek. Jeśli
      masz prawo, by cię wspierano, to inni muszą coś zrobić, żeby cię wspierać. Prawo
      negatywne jakiejś osoby nie zawiera w sobie obowiązku, by inni mieli coś zrobić,
      lecz jedynie obowiązek nie ingerowania (czy też powstrzymania się od działania,
      które stanowi ingerencję) w to, do czego dana osoba ma prawo. Jeżeli masz prawo
      do angażowania się w pewne działanie, inni mają obowiązek czy też powinność nie
      ingerowania w to działanie.

      Wszyscy ludzie, zgodnie z Deklaracją Niepodległości, mają prawo do życia,
      wolności oraz poszukiwania szczęścia (w innych miejscach wymienia się życie,
      wolność i własność). Istotne terminy są tutaj niejasne; co bowiem dokładnie
      oznacza prawo do życia i czy komuś wolno robić, co mu się podoba? Karta Praw [1]
      pomaga odczytać zakres tych praw, chociaż prawnicy do dzisiaj różnią się co do
      ich interpretacji w poszczególnych przypadkach.

      Prawo do życia oznacza przynajmniej to, że powinieneś być chroniony przed tymi,
      którzy chcieliby odebrać ci życie, lub by mu zagrażali. Jeżeli jakaś osoba nie
      postępuje z tobą w sposób dobrowolny lecz przy użyciu siły, czy też grozi użyciem
      siły, masz prawo użyć siły w odwecie, by się obronić (jest to prawo do
      samoobrony) albo użyć wyznaczonego pośrednika - policji - w swojej obronie. Prawo
      do życia nie miałoby znaczenia bez prawa do samoobrony przed tymi, którzy je
      naruszają. Jako środek do tej obrony masz prawo nosić broń (Druga Poprawka do
      Konstytucji Stanów Zjednoczonych [2]).

      "Kongres nie może stanowić ustaw [.] ograniczających wolność słowa lub prasy.".
      Niezależnie od tego, jakie głosisz poglądy, nikt nie użyje siły, by zabronić ci
      je wyrażać. Wszelako dokładny zakres stosowania tego prawa nie jest określony;
      czy możesz wyrażać swoje poglądy co do własności prywatnej innego człowieka? Na
      głos, o północy, zakłócając spokój, czy też podżegając do buntu? W każdym razie
      nikt cię nie powstrzyma ze względu na treść tego, o czym mówisz. (Jak zawsze w
      Konstytucji jednostka ma prawa, których państwo nie może naruszyć; nacisk jest
      położony na to, czego rząd federalny nie może uczynić). Trzeba jasno sprecyzować,
      czego prawo nie zawiera; nie gwarantuje ci forum, sali wykładowej, czy też wolnej
      reklamy w prasie, żebyś mógł propagować swoje poglądy, bo to ingerowałoby w prawa
      innych do podejmowania ich własnych decyzji. Prawo nie jest do jakiejś rzeczy,
      lecz do angażowania się w pewną działalność. Prawo nie nakłada żadnego
      ograniczenia na innych, jak tylko to, żeby nie ingerowali w twoją działalność;
      prawo nie wymaga od nich akceptowania tego, co mówisz ani nawet słuchania ciebie.
      Gdyby gazeta musiała przyjąć twoje ogłoszenie, to ingerowałoby to w prawo wydawcy
      do podejmowania jego własnej decyzji w tej sprawie. Nie może być prawa
      ingerowania w prawa innych.

      Prawo do własności (czy to rzeczy osobistych czy też ziemi) nie jest prawem
      zabierania jej innym, lecz jedynie prawem uczynienia czegoś w celu pozyskania
      własności w sposób, który nie koliduje z równymi prawami innych. Zwykle własność
      przekazywana jest na drodze sprzedaży, wymiany, darowizny czy też dziedziczenia;
      nikt nie ma prawa do uzyskania jej na drodze kradzieży.

      Twoje prawo szukania szczęścia nie jest prawem do robienia wszystkiego co lubisz,
      by zwiększyć swoje szczęście, na przykład przez okradanie banków albo strzelanie
      do ludzi. Możesz spróbować zwiększyć swoje szczęście za pomocą środków
      pokojowych, które nie gwałcą praw. Jak zauważył w Man versus the State [3]
      Herbert Spencer, każda osoba może robić, co chce, jeśli tylko siłą nie ingeruje w
      równe prawa innych do robienia tego, czego oni chcą (Prawo Równej Wolności
      Spencera).

      Wszystkie te powyższe prawa to prawa negatywne, wymagające od innych jedynie
      obowiązku nieingerowania. Inaczej ma się rzecz z tak zwanymi prawami pozytywnymi
      (rzeczywistymi czy rzekomymi). Jeśli posiadasz prawo pozytywne, zarówno ja jak i
      inni musimy coś uczynić, by to prawo uszanować; możesz mieć pozytywne prawo
      jedynie kosztem kogoś drugiego. Prawa pozytywne, czy dyskusja na ich temat, to
      rzecz bardzo dzisiaj popularna. Słyszy się na przykład "Mam prawo do pracy".
      Jednakże jeśli ja mam prawo do pracy, inni muszą mi tę pracę zapewnić. A co jeśli
      nie ma żadnej pracy w dziedzinie, do której zostałem przygotowany, albo też z
      powodu zaawansowanej technologii nie istnieje już rynek na mój produkt? Albo
      żadnemu pracodawcy nie opłaca się płacić wynagrodzenia za moją usługę? A może
      jestem leniwy i odwalam robotę? Albo przychodzę do pracy pijany, nie potrafię
      pracować w zgodzie z innymi, codziennie spóźniam się do pracy, albo biorę wolne
      popołudnia, bo akurat jest ładna pogoda? Czy ciągle jeszcze posiadam prawo do tej
      pracy albo do jakiejś innej? Jeśli moja odpowiedź brzmi "tak", to znaczy że
      odbieram pracodawcy wolność wyboru w tej sprawie. Faktycznie, mam prawo szukać
      pracy, przyjmować lub odrzucać tę, którą mi oferują, lub stworzyć samemu własną
      (rozpocząć swój własny interes). W takich przypadkach jak zawsze moje (negatywne)
      prawo polega na angażowani
      • wild "prawo do... " i bullshit 20.03.02, 20:36
        W takich przypadkach jak zawsze moje (negatywne) prawo polega na angażowaniu się
        w daną działalność, a jedyną powinnością innych jest nie ingerowanie.

        Podobnie jeśli mam (pozytywne) prawo do bycia wspieranym przez ciebie, musisz
        rozstać się z częścią swojego dochodu, by mnie karmić i zapewnić mieszkanie.
        Jeśli jednostki posiadają prawo do wsparcia kosztem rządu, wtedy od każdego w
        państwie czy społeczeństwie wymaga się, by pomagał w tym wsparciu, bez możliwości
        korzystania ze swego indywidualnego osądu co do tego, czy jednostki te są godne
        tego wsparcia. (Dla kontrastu można dodać, że hojność w zakresie tego, co
        posiadasz, nie narusza żadnego prawa). Prawo do wspierania innych wydaje się
        bardzo ludzkie, lecz nikt nie może korzystać z tego rzekomego prawa bez okradania
        czyjejś kieszeni. To samo dotyczy prawa do mieszkania, prawa do samochodu, do
        telefonu i tak dalej. To są (rzekome) prawa do rzeczy, które muszą zapewnić inni.

        Spójrzmy też, co będzie, jeżeli źródło dostawy się wyczerpie? A co jeśli wielu
        ludzi domaga się prawa, które nie każdy może otrzymać? Gdyby mieszkaniec
        Bangladeszu żądał prawa do trzech posiłków dziennie, nie starczyłoby w całym
        kraju pożywienia, by spełnić to żądanie. A gdyby ludzie Średniowiecza zażądali
        prawa do 48-godzinnego tygodnia pracy, większość z nich umarłaby z głodu, bowiem
        w przedindustrialnej epoce nie byłaby w stanie wyżyć przy tak małym wymiarze
        czasu pracy. Problem ten nie występuje w przypadku praw negatywnych; moje prawo
        do życia zakłada jedynie, żeby inni nie usiłowali pozbawić mnie życia, a liczba
        ludzi nie ma znaczenia, by to prawo mogło być uszanowane.

        Objawem wielkiej mądrości ze strony Ojców Założycieli [4] Stanów Zjednoczonych
        było to, że wśród praw człowieka nie wymienili żadnego z owych rzekomych praw
        pozytywnych. Bez wątpienia przewidywali, do czego takie rzekome prawa mogą
        doprowadzić, a może nawet uważali, że lepiej będzie pozostawić przemysłowi i
        rolnictwu wolność produkcji, a konsumentowi prawo wyboru pomiędzy konkurującymi
        produktami. Lepiej jest też zostawić ludziom swobodę gromadzenia kapitału, jeśli
        potrafią, ponieważ tworzy się w ten sposób szeroki rynek zatrudnienia i
        prosperującą gospodarkę. Wówczas, choć ludzie nie mają prawa do pracy, będzie
        więcej miejsc pracy, i choć ludzie ci nie mają prawa do dochodu innych, będą
        mogli zarobić dla siebie dużo więcej niż to, co w opinii większości współczesnych
        liberałów [5] powinni otrzymać od państwa na podstawie praw pozytywnych.

        Pozostawiając ludziom swobodę takiego awansu, do jakiego są zdolni, stworzy się
        pomyślność, której liberałowie sami prawdopodobnie pragną. Przyczyną ich
        niepowodzenia jest właśnie droga, jaką wybrali do osiągnięcia celu; to oni
        stworzyli formułę powszechnej biedy. Jedynie pozwolenie ludziom na wolne
        działanie w ich własnym najlepszym interesie, na produkowanie, powiększanie i
        wystawianie na próbę swoich oczekiwań w stosunku do rynku, tworzy gospodarkę, w
        której ludzie są wolni od pokusy, by domagać się praw kosztem innych. Do stopnia,
        w jakim zapewnia się (rzekome) prawa pozytywne, prawa negatywne muszą być
        naruszane, a wraz z ich naruszaniem przychodzi bieda, której wszyscy pragniemy
        uniknąć.
    • Gość: wild SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE IP: *.net.bialystok.pl 24.03.02, 19:05
      Motto :

      W tym celu wymyślono pojęcie wolności pozytywnej, czyli wolności do (czegoś
      tam). Poprzez obronę własnej wolności do posiadania cudzych pieniędzy
      socjalista może przeto zostać „liberałem”. Niemało przez to krwi psuje
      prawdziwym liberałom, którzy znalazłszy się w takim towarzystwie, muszą się
      tłumaczyć albo zmieniać polityczne szyldy.







      SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE

      www.bezuprzedzen.pl/varia/socjalisci.html

      SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE

      Po bankructwie socjalizmu i kompromitacji jego ideologii niezrażona lewica
      próbuje działać dalej pod zmienionymi nazwami. Szczególnie często przyjmowanym
      przez socjalistów pseudonimem są „liberałowie”. Szeroko zakrojona akcja
      propagandowa, prowadzona na całym świecie przedstawia dotychczasowych
      socjalistów, komunistów, socjaldemokratów, itp. jako obrońców wolności i praw
      człowieka.

      W tym celu wymyślono pojęcie wolności pozytywnej, czyli wolności do (czegoś
      tam). Poprzez obronę własnej wolności do posiadania cudzych pieniędzy
      socjalista może przeto zostać „liberałem”. Niemało przez to krwi psuje
      prawdziwym liberałom, którzy znalazłszy się w takim towarzystwie, muszą się
      tłumaczyć albo zmieniać polityczne szyldy.

      Odwieczna broń lewicy - kłamstwo, ma jednak krótkie nogi. Nietrudno odróżnić
      liberała od „liberała”, wystarczy umieć odróżniać swobody od przywilejów.
      Liberałowie bronią swobód, podczas gdy „liberałowie”domagają się przywilejów.
      To, że w prasie, radiu i telewizji nazywa się te przywileje wolnościami
      (najczęściej równymi), sprawiedliwością społeczną czy tolerancją, nie powinno
      zmylić człowieka samodzielnie myślącego.

      Kłamstwo widać gołym okiem, kiedy „liberałowie” domagają się „równych praw” dla
      rozmaitych mniejszości (najczęściej wymyślonych na użytek kampanii wyborczej).
      Okazuje się bowiem, że te „równe” prawa dotyczą tylko „równiejszych”, czyli
      przedstawicieli tych mniejszości, a większość obywateli nie tylko zostaje
      ograniczona w swoich swobodach, ale jeszcze musi ponosić koszta
      tego „wyrównywania praw”.

      Niech no tylko jakiś rozsądny człowiek spróbuje to zauważyć i głośno
      powiedzieć, od razu staje się celem histerycznej nagonki - że to rasizm,
      nietolerancja, bezduszność, ksenofobia, itp. Bo też zwykle chodzi o pieniądze
      lub o głosy w wyborach, czyli władzę dającą możliwość zarobienia pieniędzy, i
      to niemałych. A za takie pieniądze nietrudno o „oburzone głosy”. A i ci, dla
      których przewidziano przywileje, nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.

      Nie mam nic przeciwko temu, żeby kobiety pracowały (jeżeli chcą, a nie muszą),
      przedstawiciele mniejszości narodowych zasiadali w parlamencie, a
      homoseksualiści żyli między normalnymi ludźmi. Ale jeśli „liberałowie”chcą
      zadekretować np. prawo do pracy dla kobiet, to od razu pytam: kto mianowicie ma
      tę pracę kobiecie zapewnić? Jeśli ma do niej prawo, to jak to prawo egzekwować?
      Przecież nie można żadnego pracodawcy zmusić do przyjęcia do pracy kogoś, kogo
      on sobie nie życzy.

      A może jednak można? A może to państwo ma zapewnić tę pracę za pieniądze
      podatników? Tak czy inaczej, koszty takiego absurdalnego prawa poniosą wszyscy,
      kobiety również, a korzyści odniesie kandydat „liberałów”, szczególnie jeśli
      jest przystojny (zazwyczaj bywa).

      Dzielenie ludzi na kategorie „równych” i „równiejszych”, rozdawanie przywilejów
      kosztem ogółu, pogarda dla jednostki i własności prywatnej pozwala nieomylnie
      rozpoznać przebranego socjalistę.

      A jego wroga - liberała, też nietrudno rozpoznać. Kiedy na oczach
      tłumu „łaskawcy” rozdają nie swoje pieniądze w zamian za głosy, usłyszeć można
      czasem okrzyki: „nie twoje, żebyś dawał”, „ręce precz od naszych kieszeni”. Bo
      liberał wie, że prywatna własność jest ostoją wolności, a prawdziwie wolnym
      człowiek jest na swojej ziemi.

      Wojciech Główkowski
      • Gość: AndrzejG Re: SOCJALIŚCI W LIBERALNEJ SKÓRZE IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.03.02, 19:19
        'prywatna własność jest ostoją wolności,
        a prawdziwie wolnym człowiek jest na swojej ziemi.'

        Andrzej

    • lisa2 A jak nazwać prawo człowieka do Ziemi ? 24.03.02, 21:09
      No ładnie. Amerykańska Konctytucja.

      Umożliwia okradanie ludzi z ich części Ziemi. Tylko dlatego, że są biedniejsi,
      niedołężniejsi czy głupsi od innych.

      A może by wyjść nie z prawa własności indywiduwalnej, a współwłasności
      zbiorowej Ludzkości.

      Ziemia i Człowiek.

      1) Człowiek ma prawo do swobodnego rozmnażania się.

      2) Za potomstwo wydane na świat, odpowiedzialni są jego naturalni rodzice do
      czasu usamodzielnienia się potomstwa. W przypadku gdy potomstwo utraci
      naturalnych rodziców przed usamodzielnieniem się, opiekę rodzicielską sprawuje
      prawny opiekun, który wybiera rodzinę zastępczą.

      3) Każdy samodzielny człowiek, ma prawo do swojej równej z pozostałymi części
      Ziemi, która jest w jego dyspozycji.

      4) Część Ziemi będąca w dyspozycji Człowieka jest jego kapitałem początkowym i
      niezbywalnym. Na bazie tej części Człowiek ma miejsce do życia.

      Następne prawa i własności oprócz prawa do potomstwa i własności swej części
      Ziemi mogą pochodzić z Konstytucji USA, Konstytucji RP, czy Konstytucji ZSRR.

      lisa2
      • Gość: wild Re: A jak nazwać prawo człowieka do Ziemi ? :) IP: *.net.bialystok.pl / *.net.bialystok.pl 07.05.02, 22:33
        lisa2 napisał(a):

        > 1) Człowiek ma prawo do swobodnego rozmnażania się.

        to z filmu "człowiek-dżdżownica"? smile pączkowanie?
    • Gość: artur Re: Te prawa akurat nikogo nie obchodzą IP: *.interserv.net.pl / 192.168.2.* 15.05.02, 01:01
      • Gość: wild mnie obchodza - nie chce być napadany i okradany IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 15.05.02, 06:27
        Gość portalu: artur napisał(a):


        a Ty? smile kim jestes i czego chcesz od innych ludzi?
    • Gość: kluba1 Re: prawo do darmowej sluzby zdrowia IP: *.we.client2.attbi.com 15.05.02, 06:56
      jasne, to ma sens - jesli nie, ci co maja prawo zostana zarazeni przez tych, co
      nie !! Po co byc chorym, po co sie leczyc jesli mozna uniknac choroby ?
      Posiadane ubezpieczenie nie zabezpieczy nikoko o ile wokol beda ci, co go nie
      maja, i moga spowodowac epidemje lub inne zdrowotne problemy.
      • Gość: wild Kluba1 komu chce postawić darmowy obiad? :) IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.* 15.05.02, 07:12
        Gość portalu: kluba1 napisał(a):

        > jasne, to ma sens - jesli nie, ci co maja prawo zostana zarazeni przez tych, co
        >
        > nie !! Po co byc chorym, po co sie leczyc jesli mozna uniknac choroby ?
        > Posiadane ubezpieczenie nie zabezpieczy nikoko o ile wokol beda ci, co go nie
        > maja, i moga spowodowac epidemje lub inne zdrowotne problemy.

        dla mnie? wow! jakie bedzie danie?
Pełna wersja