BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI

IP: *.telia.com 17.07.04, 20:37
- Pod tym tytulem "wikul" opublikowal po watkiem "rezim poprawnosci
politycznej w Szwecji", bardzo ciekawy material. - Wypowiedz Agnieszki(?)
Kolakowskiej, miazdzacej idiotyzm i kretynstwo feministek(w oparciu
o "wywody" polskiej "macicznomyslacej" Uminskiej - jesli dobrze
zapamietalem), celnie punktujacej doslowny TERROR tzw. "poprawnosci
politycznej" i fizycznego eliminowania krytykantow tej oblednej mody na
fenizm i poprawnosc polityczna z lamow prasy i wydawnictw i....

Nie zdazylem skopiowac do swego archiwum swietnej rozprawki p.A.Kolakowskiej
gdy... dzisiaj z watku "rezim poprawnosci politycznej w Szwecji" ta
wypowiedz "wikula" ZNIKLA..

Doslownie ZNKNELA, jak gdyby nigdy jej nie bylo.. A jednak BYLA.. Jakby
to "giwi" nie tlumaczyla, to TERROR poprawnosci politycznej wlasnie dotarl i
na to forum i to bez zachowywania jakichkolwiek pozorow. Zwyczajnie.. tak jak
pastora w Szwecji za gloszenie swoich pogladow - PUBLICZNE gloszenie.. tak i
tu na tym forum, za krytyke "correctness political" i za krytykowanie
FEMINIZMU(bo chyba nie o zadne "antysemityzmy" - co juz byloby beznadziejna
kompromitacja - chodzilo?) posty "wikula" zwyczajnie i poprostu "giwi"
USUNELA..
- Hitler palil ksiazki.. Komunisci sadzali do wiezien i do szpitali
psychiatrycznych za gloszone poglady..
Dzisiaj.. w tej rzekomej DEMO-KREACJI, w ktorej rzekomo obowiazuje wolnosc
slowa i prawo do wlasnych pogladow, wsadza sie do wiezienia kaplana dlatego,
ze publicznie wyjawil iz jest przeciwny pedalstwu.. A w Polsce.. w Polsce nie
wygodnego najzwyczajniej w swiecie rozne "giwi" WYKASOWUJA i znowu
spoleczenstwo jest zgodne i zgodnie kocha pedalow, feministki i poprawnosc
polityczna.. Ale tak poza tym.. to przeciez nikt spoleczenstwem nie
manipuluje, kazdy ma prawo do swoich pogladow i wypowiedzi(szczegolnie
pedalstwo i feministki), nikogo sie za poglady nie terroryzuje i nie
przesladuje.. Zadnej tam cenzury nie ma..
- Tylko posty "wikula" "wyparowaly".. Zniknely jak sen zloty.. - Pytanie
kiedy za takie posty "wikul" trafi do wiezienia.. Bo to tylko kwestia czasu..
Pytanie tylko.. KIEDY..
---------------------------------------

"Wikul"..

- Jesli mozna cie prosic, umiesc owa polemike Agnieszki(?) Kolakowskiej -
wraz z dodatkowymi informacjami o tej madrej i dzielnej kobiecie na witrynie
www.ipln.org - tam zadnej policji politycznej nie ma, jest autentyczny
liberalizm i PELNA swoboda wypowiedzi, a ja bylbym tobie osobiscie wdzieczny
za tresc tego artykulu, - gdzie sie ukazal, informacje o osobie autorki i
okolicznosciach napisania tej rozprawki..

lancet
    • Gość: wikul Re: BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.07.04, 20:52
      Agnieszka Kołakowska
      Brygady politycznej poprawności

      Rzeczpospolita - 2000.01.29

      Dotarła do mnie z Polski przygnębiająca wiadomość. Okazuje się mianowicie, że
      na Uniwersytecie Warszawskim istnieje wydział o nazwie "Gender Studies". O jego
      istnieniu dowiedziałam się z artykułu Bożeny Umińskiej "Naród z natury
      egzystencjalny, płeć z natury metafizyczna", w lipcowo-sierpniowym numerze
      miesięcznika "Res Publica Nowa" z 1999 roku. Smutna to rzecz i niepokojąca;
      świadczy bowiem (jak zresztą sama treść artykułu) o tym, że po Polsce krąży
      groźna amerykańska choroba, z trudem uleczalna, zwana polityczną poprawnością.
      Choroba ta atakuje mózg, powodując całkowitą i definitywną utratę zdrowego
      rozsądku, zdolności do racjonalnego myślenia i - co może najsmutniejsze -
      poczucia humoru. U pani Umińskiej objawia się ona w formie feminizmu. W Stanach
      Zjednoczonych, po blisko dwudziestu latach szaleństwa, zjawisko politycznej
      poprawności, od dawna wyśmiewane, zaczyna już wymierać; w Polsce zaś, gdzie
      modne ideologie zachodnie docierają z opóźnieniem, dopiero od niedawna się
      rozwija.

      Nie będę wdawać się w analizę artykułu pani Umińskiej - jeśli seria dowolnie
      wybranych cytatów, poprzeplatanych okrzykami oburzenia, na taką nazwę
      zasługuje. Na część pierwszą, o antysemityzmie, odpowiedziała już rozsądnie
      Agata Bielik-Robson ("RPN", listopad-grudzień 1999, a ostatnio, w nieco
      zmienionej wersji, w "Życiu" z 17.01.2000). Część druga, o zjawisku, dziwacznie
      określanym przez panią Umińską jako "antyfeminizm", składa się prawie wyłącznie
      z okrzyków oburzenia, a z okrzykami oburzenia trudno dyskutować. Obie części są
      mało oryginalne i niezwykle nużące. Cóż można odpowiedzieć osobie, którą oburza
      urocza historyjka Oscara Wilde'a (niesłusznie chyba przypisana Churchillowi) o
      pociechach pijaństwa; którą oburza Wajda (ponieważ "obsesyjnie poniża
      kobiety"); którą oburza Beckett (ponieważ uważa ona, na podstawie czyjejś
      absurdalnej tezy, że Beckett "utożsamia kobiety z jej funkcjami rozrodczymi");
      którą oburza właściwie wszystko?

      Jest w Ameryce stara, wytarta seria dowcipów "żarówkowych" - dowcipów,
      wyśmiewających po kolei wszystkie możliwe ugrupowania, narodowości,
      pochodzenia, rasy i zawody. Pośród najbardziej popularnych jest taki: "Ile
      potrzeba feministek, żeby wkręcić żarówkę?". Odpowiedź: "To wcale nie jest
      śmieszne!". Ten wariant ma już brodę do pasa, co najmniej dwudziestoletnią;
      wątpię jednak, by był znany paniom z wydziału "Gender Studies", a gdyby go
      usłyszały, ich reakcja byłaby zapewne świetnym dowodem jego trafności. Bożena
      Umińska robi wrażenie postaci karykaturalnej - wiecznie oburzonej, wiecznie
      obrażonej, śmiertelnie poważnej feministki z dowcipu o żarówkach; podejrzewałam
      momentami, że czytam złośliwą parodię. Z karykaturą nie sposób rozmawiać, a z
      parodii można tylko się śmiać - reakcja, która pani Umińskiej jest wyraźnie
      obca. Zwracam jedynie uwagę, że między mizoginizmem i antyfeminizmem jest
      istotna różnica, której pani Umińska, bezdyskryminacyjnie oskarżając, kogo się
      da, o jedno i o drugie, zdaje się nie dostrzegać: mizoginizm jest niechęcią do
      kobiet; antyfeminizm jest niechęcią do feminizmu i feministek. Pierwsze zakłada
      drugie, drugie jednak bynajmniej nie zakłada pierwszego. Dla mnie, na przykład,
      osoby płci żeńskiej, konsekwentne wyznawanie mizoginizmu byłoby trudne;
      antyfeminizm natomiast, zwłaszcza w obliczu ideologicznego feminizmu w jego
      bardziej szaleńczych wydaniach, przychodzi mi, przyznaję, z największą
      łatwością. No, ale pani Umińska posiada rzadki talent, którego nie należy
      lekceważyć; wolno sądzić, że osoba zdolna do podejrzewania Henryka
      Krzeczkowskiego o antysemityzm okazałaby się nie mniej zdolna do wykrywania
      mizoginizmu u kobiet.

      Można jednak zastanowić się nad zjawiskiem, którego artykuł ten jest
      przykładem. Chciałabym więc powiedzieć kilka słów, w charakterze przestrogi, o
      politycznej poprawności i jej niebezpieczeństwach. Zacznijmy od "Gender
      Studies" - wydział, na którym pani Umińska indoktrynuje nowe pokolenie polskich
      humanistów.

      Oba człony samej nazwy tej dziedziny są podejrzane. Słowo "studies" powinno
      wzbudzić naszą czujność, ponieważ cechuje ono niechybnie pseudodziedziny,
      powstałe w celach propagandowych, z nauką niewiele mających wspólnego.
      Tradycyjne dziedziny mają nazwy proste i przezroczyste, budzące
      zaufanie: "Matematyka", "Historia", "Geografia", "Fizyka". Wiemy mniej więcej,
      co się w nich dzieje. W dziedzinach "studies" natomiast mieliśmy już "Peace
      Studies" (gdzie uczyliśmy się, że jednostronne rozbrojenie uratuje nas przed
      wstrętnym amerykańskim imperializmem), "African-American Studies" (gdzie uczymy
      się, że kultura Zulusów jest o wiele więcej warta od zachodniej, że Beethoven
      był czarny, że starożytni Grecy to naprawdę Egipcjanie, którzy byli czarni, i
      że wszystko jest względne), "Women's Studies" (które niewiele się różnią
      od "Gender Studies", i gdzie uczymy się, że Szekspir był ohydnym mizoginistą i
      żałosnym wyrazem społecznych energii swojej epoki, a także, że wszystko jest
      względne), "Cultural Studies" (gdzie uczymy się przede wszystkim, że wszystko
      jest względne, a wartości i osiągnięcia zachodniej cywilizacji, zwanej niegdyś
      judeochrześcijańską, najwzględniejsze), i tak dalej.

      Słowo "gender" też powinno wzbudzać naszą czujność, ponieważ jest ono terminem
      gramatycznym, odnoszącym się nie do płci, a do rodzaju; jego użycie w tym
      pierwszym znaczeniu jest dobrym przykładem sposobu, jakim feministki, i inne
      grupy chcące zmienić świat przez ideologiczną indoktrynację na uniwersytetach,
      gwałcą i na siłę przywłaszczają sobie język. (Choć świadczy także, a może
      głównie, o ich braku wykształcenia.) Manipulacja języka jest, jak dobrze wiemy,
      znamienną, a może i najgroźniejszą cechą prób manipulacji społeczeństwa; pani
      Umińska też wykazuje skłonności do takiej manipulacji.

      Nie wiem dokładnie, jakie zajęcia odbywają się na warszawskim wydziale "Gender
      Studies"; na wszystkich jednak wydziałach o tej nazwie, jakie znam, polegają
      one, po pierwsze, na pełnym oburzenia oskarżaniu kultury zachodniej, w tym nauk
      ścisłych, o systematyczne, zakodowane nawet w języku, jakim się posługujemy,
      poniżanie, wykluczanie, zniewalanie, lekceważenie i prześladowanie kobiet; po
      drugie, na próbach zmieniania języka przez fiat, by dopasować go do
      ideologii "nowego oświecenia"; po trzecie, na wykładaniu postmodernistycznej
      feministycznej teorii literackiej, która z kolei polega na reinterpretacji
      ludzkich działań według tezy, że płeć tłumaczy wszystko. Skutki tego pierwszego
      widzimy chociażby w stylu wypowiedzi pani Umińskiej; skutki drugiego i
      trzeciego, równie żałosne, lecz o wiele groźniejsze, widać na wszystkich
      amerykańskich uniwersytetach. Nie jest przesadą powiedzieć, że są one
      orwellowskie. Na amerykańskich wyższych uczelniach od blisko piętnastu lat
      panuje terror: terror feminizmu, antyrasizmu, antyseksizmu, antyelitaryzmu, i
      wszystkich innych możliwych tego rodzaju "anty" i "izmów" (z wyjątkiem,
      oczywiście, antykomunizmu). Pracownicy uniwersytetów boją się tej fali
      przeciwstawiać: wiedzą, że słowo krytyki "nowego oświecenia" grozi utratą
      pracy; wiedzą, że książki, której język nie jest podporządkowany regułom
      politycznej poprawności, żadne wydawnictwo uniwersyteckie nie tknie; wiedzą, że
      wyrażanie się pochlebnie o tak zwanej zachodniej cywilizacji, wykładanie
      Platona, Arystotelesa, Kartezjusza, Szekspira, i wszystkich innych "zmarłych
      białych mężczyzn", bez caveat, bez potępiania (wolno jednak, alternatywnie,
      przedstawiać ich jako modnych i poprawnych postmodernistów), bez wspominania o
      niewspółmiernie większych literackich i filozoficznych osiągnięciach Zulusów,
      jest nie do przyjęcia. Słowem, wiedzą, że próba nauczania czegokolwiek w
      normalnym sensie tego słowa, na podstawie jakichkolwiek elementarnych dla
      nasz
      • Gość: wikul Re: BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI(dok.) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.07.04, 20:56
        (...)Słowem, wiedzą, że próba nauczania czegokolwiek w normalnym sensie tego
        słowa, na podstawie jakichkolwiek elementarnych dla naszej cywilizacji
        wartości, jest oznaką faszyzmu, "elitaryzmu" i potwornego zwyrodnienia. Skutki
        te (bynajmniej nie ograniczone do wydziałów filologii, literatury porównawczej,
        socjologii, psychologii i różnych rodzajów "studies", choć tam są najsilniej
        odczuwalne) są nieuchronne; tak też będzie na Uniwersytecie Warszawskim.
        Atmosfera psychologicznej presji może tylko gęstnieć. Już jest wyczuwalna;
        przepowiadam, że rychło stanie się przytłaczająca.

        Reinterpretacja świata według tezy, że płeć (jak niegdyś Freudowska
        podświadomość) tłumaczy wszystko, wymaga założenia, że kryteria, według których
        budujemy własną wizję i ocenę świata, wolno nam narzucać jako stosowne do oceny
        wszystkich wizji świata - założenie, które w artykule Bożeny Umińskiej rzuca
        się w oczy w sposób jaskrawy. Założenie to opiera się na kolejnej,
        niewypowiedzianej (ponieważ wewnętrznie sprzecznej) relatywistycznej metatezie,
        iż absolutnych wartości ani kryteriów do oceny świata nie ma, a zatem nasze
        własne, prywatne obsesje są równie dobrą podstawą do analizy i oceny ludzkich
        działań, jak wszystko inne. Abstrahując od nieuchronnego błędnego koła, w które
        notorycznie wpadają wszystkie warianty relatywizmu, ideologia feministyczna,
        która zakłada, że płeć tłumaczy wszystko, okazuje się zawierać w sobie zalążki
        własnego rozpadu. Jeśli bowiem przyjmujemy, że wszystkie dziedziny ludzkich
        działań, z matematyką i fizyką włącznie, są uwarunkowane nie tylko społecznie i
        historycznie, (co dawno już uświadomiły nam postmodernistyczne "teorie
        społeczne", wykładane na rozmaitych innych wydziałach, których nazwy kończą się
        słowem "studies"), lecz także biologicznie, to znaczy, płcią, przyjmujemy też,
        że umysł kobiety różni się w sposób zasadniczy od umysłu mężczyzny. Tak właśnie
        piszą rozmaite feministki najbardziej radykalnego pokroju: czytałam już teksty
        o wyższości umysłu kobiety, wynikającej z tego, iż kobieta jest w ściślejszym
        związku z "naturą", wrażliwsza na oddziaływanie księżyca i zdolna do czerpania
        głębszego zrozumienia świata przez filozoficzny wgląd w Byt, jaki daje
        menstruacja.

        Założenie, że wszystkie ludzkie działania są uwarunkowane płcią - że wszystko,
        co robi kobieta (lub mężczyzna), robi jako kobieta (lub mężczyzna) - tworzy
        między kobietą i mężczyzną przepaść, która jest nie do pokonania (nie mówiąc o
        tym, że jest obraźliwe zarówno dla mężczyzn, jak dla kobiet). U niektórych
        feministek występuje przekonanie, iż tylko kobiety mogą naprawdę zrozumieć
        literaturę, napisaną przez kobiety, a zatem tylko one powinny ją wykładać. Do
        tej pory jednak nikt, o ile wiem, nie wysunął tezy, która zdawałaby się
        logicznie z tej myśli wynikać, mianowicie, że tylko mężczyżni są zdolni do
        wykładania literatury, napisanej przez mężczyzn.

        Z przekonaniem, że określa nas płeć, wiąże się inna, ogólniejsza teza,
        utrzymywana przez ogromną większość feministek i wyznawców politycznej
        poprawności różnych odmian. Uważają oni mianowicie, że określa nas też, i to w
        sposób podstawowy, nasza przynależność do grup mniejszościowych -
        mniejszościowych etnicznie, rasowo czy seksualnie. (Kobiety traktujemy w tym
        kontekście jako mniejszość, mimo że bynajmniej nią nie są, ponieważ są one
        prześladowane; doświadczenie prześladowania zaś automatycznie nadaje nam status
        mniejszości i vice versa.) Przypuszczam, że na podstawie tej właśnie tezy
        Bożena Umińska upodabnia zjawisko antysemityzmu do zjawiska "antyfeminizmu".
        Jest to może najważniejsza, a zarazem najbardziej szokująca, obraźliwa i
        budząca sprzeciw część jej artykułu.

        Teza, że zjawiska antysemityzmu i mizoginizmu są w jakiś podstawowy sposób
        spokrewnione, opiera się na założeniu, iż (a) przynależność do grupy
        mniejszościowej określa nas w sposób podstawowy; (b) najważniejszym
        doświadczeniem takiej przynależności jest doświadczenie prześladowania; (c)
        doświadczenie prześladowania - jak wynika z (a) i (b) - jest tym, co w
        podstawowy sposób określa i łączy wszystkich członków wszystkich tych grup; (d)
        jedynie człowiek, który należy do (jakiejś) mniejszości, może zrozumieć innego
        człowieka, który należy do (tej lub innej) mniejszości. Innymi
        słowy: "Prześladowani wszystkich mniejszości, łączcie się!". Wszystko jedno, o
        jakiego rodzaju prześladowanie chodzi: obowiązkiem prześladowanych, czyli
        mniejszości, jest solidarność wobec wszelkich innych mniejszości, czyli
        prześladowanych. Założenie to jest obecne, w takiej czy innej formie,
        wypowiedzianej lub nie, w prawie wszystkich nurtach amerykańskiej myśli
        lewicowo-liberalnej; jest też jedną z niekwestionowalnych podstaw ideologii
        poprawności politycznej.

        Ja zatem, jako (wiecznie prześladowana) kobieta, powinnam popierać wartości,
        dążenia i roszczenia wszystkich innych prześladowanych, czyli mniejszości.
        Okazuje się jednak, że mniejszości nie tylko p o w i n n y być między sobą
        solidarne, lecz po prostu takimi s ą, z samej swojej natury. (Niejasne jest, co
        było założeniem, a co wnioskiem: czy powinny takie być, ponieważ takie są, czy
        też takie są, ponieważ takie być powinny. W obu wypadkach logika wywodu jest,
        mówiąc delikatnie, wadliwa.) Członek mniejszości, który nie solidaryzuje się
        wyraźnie z innymi "prześladowanymi" tego świata, który pozwala sobie na
        kwestionowanie ich wartości, dążeń czy roszczeń, jest postrzegany jako
        perwersyjny, zwyrodniały. Jeszcze krok podobnej logiki i już za powyższym (d)
        czyha (e): człowiek, który należy do (jakiejś) mniejszości, n i e m o ż e n
        i e rozumieć człowieka należącego do (tej lub innej) mniejszości. Tak też,
        pokrętną i logicznie dość zaskakującą drogą, można dojść do przekonania -
        przekonania, którego pani Umińska w swoim artykule wprost nie wyraża, lecz
        które można u niej podejrzewać - że kobieta w sposób aprioryczny n i e m o ż
        e być antysemitą.

        Są pewne oznaki, że feminizm, przynajmniej w swoich najbardziej radykalnych
        formach, zaczyna umierać naturalną śmiercią. Powodem może być fakt, że,
        zatoczywszy pełne koło, doprowadził do tezy sprzecznej z tą, od której zaczął.
        Zaczął od dążenia do równości i oburzenia mizoginistycznym "utożsamieniem
        kobiety z jej funkcjami rozrodczymi": sprowadzaniem jej, jak mówi pani Umińska,
        do "biologicznych i kulturowych cech płci". Kończy na twierdzeniu, że kobieta
        jest wyższa od mężczyzny, ponieważ tymi właśnie cechami jest uwarunkowana.
        Zaczął od tezy, że między kobietą a mężczyzną nie ma różnicy; kończy na tezie,
        że różnica taka nie tylko jest, lecz jest kluczowa, i w podstawowy sposób
        wpływa na wszystkie nasze działania, na naszą wizję świata, na nasze
        rozumowanie. Radykalny feminizm wymiera nie tylko dlatego, że wszystkich już
        doszczętnie zanudził; wymiera także dlatego, że został doprowadzony do reductio
        ad absurdum, i niektóre feministki zdały sobie z tego sprawę. W Polsce jednak
        dopiero się zaczyna; przygotujmy się zatem na dwadzieścia lat nudnego absurdu -
        a także rozszerzającego się stopniowo psychologicznego terroru i cenzury.
        Zakusy politycznej poprawności są silne; jej największą ambicją jest utrwalenie
        się w prawie. W Stanach Zjednoczonych ambicję tę do pewnego stopnia udało się
        spełnić - w regulaminach uniwersyteckich. Przytłaczająca jest ilość rzeczy,
        których nie wolno nam mówić. Jeśli polityczna poprawność rozszerzy się w taki
        sposób w Polsce, starszemu pokoleniu może się przypomnieć niezbyt miła, a nie
        tak dawna przeszłość tego kraju.

        Nie chodzi o to, że mizoginiści mogą bezkarnie się wypowiadać i nikt nie piśnie
        słowa (piśnie chociażby, i to dość przeraźliwie, pani Umińska); chodzi o to, że
        ideologiczna indoktrynacja może być bezkarnie uprawiana, pod nazwą nauczania,
        na uniwersytetach. Chodzi o to, że uniwersytet, który symbolizuje rozum i
        racjonalną dyskusję, pozwala na podw
        • Gość: wikul Re:BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI(dok.II) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.07.04, 21:04
          (...)Nie chodzi o to, że mizoginiści mogą bezkarnie się wypowiadać i nikt nie
          piśnie słowa (piśnie chociażby, i to dość przeraźliwie, pani Umińska); chodzi o
          to, że ideologiczna indoktrynacja może być bezkarnie uprawiana, pod nazwą
          nauczania, na uniwersytetach. Chodzi o to, że uniwersytet, który symbolizuje
          rozum i racjonalną dyskusję, pozwala na podważanie swoich podstawowych
          wartości. Tutaj właśnie odbywa się prawdziwe "obniżanie poprzeczki". Nie w
          języku i zachowaniach, nad którymi pani Umińska ubolewa, i które chciałaby
          kontrolować i manipulować, lecz na uniwersytetach, które uległy presji
          poprawności politycznej i zdradzają swoich studentów. Nie ma bowiem innego
          słowa: to jest z d r a d a. Nie tylko zdrada intelektualna wobec siebie samego -
          zdrada rozumu, rodzaj trahison des clercs, ze strony tych, którzy polityczną
          poprawność wyznają; jest to także zdrada młodego pokolenia, ze strony
          uniwersytetów, które godzą się na odrzucanie wartości, dzięki którym i dla
          których istnieją. Obrona przed falą terroru, którą niesie polityczna
          poprawność, wymaga odwagi; miejmy nadzieję, że Uniwersytet Warszawski się na
          nią zdobędzie. Jest to ostatnia chwila, by fali tej dać skuteczny opór.

          Agnieszka Kołakowska pisze i tłumaczy. Studiowała filozofię i filologię
          klasyczną na uniwersytetach w Ameryce (Yale, Columbia) i w Anglii (Cambridge).
          Mieszka w Paryżu.

          Agnieszka Kołakowska pisze i tłumaczy. Studiowała filozofię i filologię
          klasyczną na uniwersytetach w Ameryce (Yale, Columbia) i w Anglii (Cambridge).
          Mieszka w Paryżu.

          www.niniwa2.cad.pl/feminizm5.htm

          Nie znam strony na której zostł zamieszczony ten artkuł, ale myślę że po linku
          będzie mozna do niej trafić (o ile jeszcze istnieje).
          Pozdrawiam i czuję sie raźniej.
          W.
      • Gość: lancet Re: BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI IP: *.telia.com 17.07.04, 21:14
        Serdecznie dziekuje "wikul".. zdazylem przekopiowac..
        Ceiekaw jestem czy caly watek ZNIKNIE..

        - A normalnych i normalnie myslacych, jest znacznie wiecej niz przypuszczasz..
        Dopiero budza sie i dopiero otrzasaja sie z tego lewackiego amoku poprawnosci
        politycznej i z tego oblednego "tanca chocholow".. - Dopiero nabieraja odwagi i
        dopiero UCZA SIE odwaznie wypowiadac co mysla i przyznawac sie iz tak naprawde
        to nie wszystko toleruja i akceptuja.. Po przekroczeniu okreslonej bariery
        strachu, przestaje skutkowac terror i strach..

        lancet
        • Gość: wikul Re: BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.07.04, 21:37
          Gość portalu: lancet napisał(a):

          > Serdecznie dziekuje "wikul".. zdazylem przekopiowac..
          > Ceiekaw jestem czy caly watek ZNIKNIE..
          >
          > - A normalnych i normalnie myslacych, jest znacznie wiecej niz
          przypuszczasz..
          > Dopiero budza sie i dopiero otrzasaja sie z tego lewackiego amoku poprawnosci
          > politycznej i z tego oblednego "tanca chocholow".. - Dopiero nabieraja odwagi
          i
          >
          > dopiero UCZA SIE odwaznie wypowiadac co mysla i przyznawac sie iz tak
          naprawde
          > to nie wszystko toleruja i akceptuja.. Po przekroczeniu okreslonej bariery
          > strachu, przestaje skutkowac terror i strach..
          >
          > lancet



          Nie zauważyłem że mi wycieli te materiały. Pewnie bym zauważył ale później. Na
          wszelki wypadek link do art.zamieściłem na podanej stronie PLN. Nie umiem sie
          tam jeszcze poruszać więc wkleiłem link gdzie popadło.
          W.
          • Gość: lancet Re: BRYGADY POLITYCZNEJ POPRAWNOSCI IP: *.telia.com 17.07.04, 21:54
            > Nie zauważyłem że mi wycieli te materiały. Pewnie bym zauważył ale później.
            Na
            > wszelki wypadek link do art.zamieściłem na podanej stronie PLN. Nie umiem sie
            > tam jeszcze poruszać więc wkleiłem link gdzie popadło.
            > W.
            --------------------------------------

            - Super.. ale tam ( www.ipln.org ) poprostu wchodz na Hyde Park i dodawaj nowy
            temat.. Ja tez tam sie zblaznilem na wstepie smile

            - Znalazlem to miejsce i uznalem za znakomite, gdyz wlasnie tam nie ma ZADNEJ
            kontroli dyskutujacych i piszacych..

            lancet

        • Gość: Zed Popieram IP: 216.65.64.* 17.07.04, 21:46
          precz z polityczną poprawnością:

          www.geocities.com/zed_the_comedian
          • a.adas Zed, to Ty żyjesz? 17.07.04, 21:55
            cool trendy postepowi intelektualni terroryści nie wykończyli Cię jeszcze?
Pełna wersja