"Eutanazja" w Oregon - jeszcze inne podejscie

21.03.02, 18:36
.......Oregonskie prawo zezwala wybranym lekarzom na przepisanie dozy
smiercionosnych medykamentow pacjentom mentalnie zdrowym, ktorzy sa smiertelnie
chorzy fizycznie, na ich prosbe wyrazona – w obecnosci drugiego lekarza –
zarowno ustnie jak i na pismie.
Przepisywany jest zwykle jeden z dwu dostepnych na rynku a szybko dzialajacych
barbituratow***
....Na skorzystanie z dobroci “Smierc z Godnoscia Akt” decydowal sie jeden
pacjent na 1000 – w kazdym roku obowiazywania prawa, od 1998r. Do konca roku
2001 przepisano medykamenty dla 140 pacjentow a uzylo je 91 pacjentow. W
pozostalych przypadkach pacjenci zeszli z przyczyn naturalnych (bez uzywania)
badz nadal zyja.
....Median wieku osob ktore zdecydowaly sie na popelnienie samobojstwa wynosi
68 lat, przy czym byly to w wiekszosci biale kobiety (pozostali to biali
mezczyzni, plus 3 Azjatow).
....Pomimo przestrog o zmasowanym naplywie ludzi z innych stanow, presji na
osoby starsze, itp. liczba samobojcow ustabilizowala sie na niskim poziomi, i
wyniosla: 16 osob w 1998r.; 27 – 99r.; 27 – 2000r.; 21 – 2001r. W srod
zainteresowanych “SGA” wiekszosc doswiadczyla nieuleczalnych przypadkow raka.
....Bardzo interesujace wydaja mi sie argumenty tych z lekarzy ktorzy sa
przeciwnikami “SGA”. Otoz ich zdaniem tak slabe zainteresowanie “SGA” swiadczy
jedynie o tym, ze naprawde to akt wcale nie byl potrzebny – wystarczylaby
lepsza opieka oraz skuteczne srodki usmierzajace bol. Zdaniem Dr. S. Tolle,
dyrektora miejscowego Centrum Etyki i Opieki Zdrowotnej, lekarze powinni
przepisywac wszelkie niezbedne srodki, gdyz cierpienie nalezy eliminowac, a
rodziny pacjentow winny byc bardziej agresywne w stosunku do lekarzy.
....Prosze zwrocic uwage, ze tu nikt nie kwestionuje mentalnego stanu pacjenta
decydujacego sie na “SGA”, i nie przypisuje mu juz z gory psychicznej choroby,
lub niezdolnosci w zakresie podejmowania decyzji, bez wzgledu na
specjalistyczna ewaluacje. Sugestie tego typu uznawane sa tu jako ponizajace
danego czlowieka, godzace w jego godnosc.
....Kilka wazniejszych danych statystycznych. Otoz najczesciej podawana
przyczyna decyzji byla: 1)poczucie utraty autonomii - 74; 2)niemoznosc
partycypowania w aktywnosciach - 67; 3)utrata kontroli nad funkcjami
fizjologicznymi - 55; 4) poczucie bycia ciezarem dla rodzin, przyjaciol,
opiekunow - 30; 5)niesatysfakcjonujaca kontrola bolu - 18.
Wyksztalcenie: mniej niz pelne srednie – 10 pacjentow; srednie do niepelne
wyzsze – 42 pacj. ; wyzsze – 39.
Plec: kobiety – 47; mezczyzni – 44
Status matrymonialny: w zwiazku malzenskim – 40; owdowiale – 22 osoby;
rozwiedzione – 23; formalnie nigdy niezwiazane – 6
..
Mam nadzieje, ze powyzsza informaca okaze sie uzyteczna w naszej dyskusji.
..
K.P.
..
PS....*** - Do Karpia. Karpiu, jesli znowu przekrecilem do daj znac raz
jeszcze; Ty siedzisz w tych proszkach to jestes oblatany, a ja nawet nie wiem
co to jest bol glowy czy zoladka, wiec sam rozumiesz . Z proszkow przyjmuje
tylko witamine C . Zima.
    • don_carpio Re: Oregon 21.03.02, 19:15
      Zacznę od końca. Ja się na prochach nie znam. To ty się chwaliłeś że masz w
      domu jakieś barbiturianty ( na teściową ? ).
      A teraz krótko za to rzeczowo ( i szczerze ). Wkrótce będzie tak, że jeśli ktoś
      rzeczywiście bardzo będzie chciał odejść to odejdzie i nikt ( nic ) go nie
      powstrzyma. Coraz więcej jest takich co to chetnie "pomagają" odpłatnie albo
      nawet ideowo. Tego procesu nie da się powstrzymać nawet tu u nas w Polsce. Tabu
      zostało przełamane - uśmiercanie ciężko ( nieuleczalnie ) chorego jest dość
      powszechnie postrzegane jako dobrodziejstwo. W moim odczuciu jest to jednak
      pójście na łatwiznę. Ten argument, który już poprzednio ( przy podobnym
      temacie ) poruszyłem, że człowiek umierający jest prawie zawsze w ciężkim
      stresie i depresji ( co dziwić raczej nie powinno ) wydaje się być wołającym o
      radykalne zwiekszenie troskliwej opieki dla chorego w tych ostatnich zwłaszcza
      chwilach. W moim przypadku dochodzą także zastrzeżenia natury religijnej ( o
      których racjonalnie dyskutować się nie da ) tak więc zmuszony jestem obywać się
      bez barbituriantów. A w razie czego mam w zanadrzu modlitwę o dobrą śmierć.
      polecam i pozdrawiam
      • Gość: krzys52 Oregon sie Trzyma IP: *.proxy.aol.com 22.03.02, 05:57

        ..Karp.
        A teraz krótko za to rzeczowo ( i szczerze ). Wkrótce będzie tak, że jeśli ktoś
        rzeczywiście bardzo będzie chciał odejść to odejdzie i nikt ( nic ) go nie
        powstrzyma. Coraz więcej jest takich co to chetnie "pomagają" odpłatnie albo
        nawet ideowo. Tego procesu nie da się powstrzymać nawet tu u nas w Polsce. Tabu
        zostało przełamane - uśmiercanie ciężko ( nieuleczalnie ) chorego jest dość
        powszechnie postrzegane jako dobrodziejstwo.
        ..
        ..
        .......Karpiu
        ....Gdy jakies piec lat temu opowiadalem historie o holenderskim Dr. Admiraall,
        o poczatkach praktykowania eutanazji, rozwoju, wielu owczesnych aspektach tej
        problematyki (etyka, system zabezpieczen, itp.) slyszalem z drugiej strony netu
        gromkie pukanie sie w glowe – w Polsce to nie ma najmniejszych szans,
        strofowano i wysmiewano, a i tam sie zawali. Bo przeciez nie do pomyslenia
        jest - zeby moglo przetrwac. Nawiasem mowiac to jeszcze wtedy znaczace sily
        miedzynarodowe probowaly wywierac naciski na Holendrow – zaniechania praktyki.
        A Ty mi mowisz teraz, ze tabu zostalo zlamane a procesu nie da sie powstrzymac
        nawet w Polsce. Przeciez juz dziesiec lat temu wiadomo bylo zainteresowanym, ze
        to musi! nastapic. Gdy na poczatku ubieglej dekady eutanazja stala sie
        przedmiotem dyskusji na zachodnim wybrzezu USA oraz w Australii spodziewano
        sie – na szczescie blednie - ruszenia lawiny.
        ....W Stanach i Australii przez kilka lat trwala zywa dyskusja nt.
        zalegalizowania eutanazji (w jakiejs formie). Oczywiscie srodowiska
        konserwatywne przepowiadaly wiele paskudnych skutkow tego kroku i staraly sie o
        udupienie realizacji pomyslu – na wszelkie mozliwe sposoby. W kosciolach
        duchowienstwo odstawialo swe zwykle szopki z rozrywaniem szat i przepowiadaniem
        zalamania sie spoleczenstw – rowni pochylej prosto do piekiel. Mnostwo bylo
        przy tym przywolywania hitlerowskich praktyk usmiercania chorych psychicznie,
        Oswiecim, oraz wyzywania chylacych sie ku poparciu – od mordercow, Mengele, i
        czego tylko. Odsadzania od czci i wiary. Kroku bardziej pragmatycznego, tj.
        wyjscia nowemu wpol drogi, nikt sie oczywiscie nawet nie probowal rozwazac. A
        szkoda, bo w Polsce spadnie to nowe na leb starego az ziemia zadudni;
        pokoleniowy szok mych Rodakow czeka i wielu z nich zwali z nog. Tylko dlatego,
        ze starym zwyczajem probowano zapobiec temu co nieuniknione, w miejsce
        przygotowania sie na jego odpowiednie przyjecie, przez co, zlagodzenie wstrzasu.
        ....Zwlaszcza w Polsce Kosciol kat. nagminnie stosuje stara i wyprobowana
        metode nieustepowania przed nowym – do upadlego. Zazwyczaj odnosil tez sukcesy:
        np. Reformacja zostala pogoniona a Oswiecenie bylo...jakby go nie bylo. Gdy juz
        nie mmozna bylo inaczej – raptownie robil zwrot, i ustepowal przed nowym. W tym
        samym czasie w inych krajach i kulturach odnosne dyskusje nie byly tabu a
        zmiany zachodzily plynnie, rozlozone byly w czasie – bezbolesne. Nowe kreowane
        bylo z doglebna wiedza o nim samym. W Polsce jakos nigdy nie bylo czasu na
        poznanie uzasadnienia dla danego rozwiazania. Skads sie wzielo i bylo – po
        prostu. Ktoz zatem zawracalby sobie glowe nad MYSLA lezaca u podstaw tegoz. Czy
        to opisanych mysla spoleczna, techniczna, czy filozoficzna. Zbiorowy zasob
        wiedzy doswiadczal zaistnienia jeszcze jednej czarnej dziury. Notorycznie.
        Nazbyt statyczny konserwatyzm owocuje bezruchem nie tylko na obszarze tego co
        sie zwie tradycja (religia, obyczajowosc). Powoduje kostnienie wszelkich
        dziedzin zycia.
        ....Zmierzam do tego, ze jeszcze teraz, zamiast walczyc z pomyslem eutanazji
        tradycyjnymi sposobami (niech sie wies spali a racja i tak moja), jest czas na
        wywolanie szeroko zakrojonej dyskusji. Przy czym nie mam na mysli propagowania
        eutanazji a rzeczowa dyskusje - nad wszystkimi za i przeciw. Widzisz przeciez
        Karpiu, ze i z Toba moge w koncu sensownie rozmawiac. I bez wzgledu na Twoje
        religijne przekonania. Tym bardziej, ze karygodna jest walka z nieuniknionym,
        ktore wkroczyc musi gdyz jest oczekiwane przez ogromne rzesze ludzi – jest
        witane przez nich z wielka nadzieja.
        ..
        ....
        ..Karp
        W moim odczuciu jest to jednak pójście na łatwiznę. Ten argument, który już
        poprzednio ( przy podobnym temacie ) poruszyłem, że człowiek umierający jest
        prawie zawsze w ciężkim stresie i depresji ( co dziwić raczej nie powinno )
        wydaje się być wołającym o radykalne zwiekszenie troskliwej opieki dla chorego
        w tych ostatnich zwłaszcza chwilach. W moim przypadku dochodzą także
        zastrzeżenia natury religijnej ( o których racjonalnie dyskutować się nie da )
        tak więc zmuszony jestem obywać się bez barbituriantów. A w razie czego mam w
        zanadrzu modlitwę o dobrą śmierć.polecam i pozdrawiam
        ..
        ....
        ..K.P.
        A w moim odczuciu chodzeniem na latwizne jest niechec do poszukiwania nowych
        drog, bo sa przeciez stare.
        Popatrz, czy zrobiono cos w kierunku przygotowania lekarzy do stosownia
        silniejszych srodkow w sytuacjach beznadziejnych. W dalszym ciagu zwiekszenie
        dawki morfiny (jakze czesto i tak nieskutecznej) postrzegane jest jak
        wyreczanie Boga, a wiec grzech i zbrodnia. Jest bardzo malo zrozumienia
        pomiedzy rodzinami pacjentow a lekarzami. Wsrod tych ostatnich sa oczywiscie
        ludzie mniej i bardziej wrazliwi, niemniej wszystko odbywa sie w atmosferze
        niedomowien, tajemniczosci, nieobecnosci tak waznej nici zaufania. Bo krewni
        boja sie brania odpowiedzailnosci i grzechu a lekarz denuncjacji i
        konsekwencji. A obok wije sie w agonii po bozemu umierajacy pacjent – trzeci
        tydzien na przyklad. W czym problem? Czyz nie od zawsze umieramy?
        ....Mysle, ze jeszcze nie jest zbyt pozno na kopanie tej przyslowiowej studni i
        przygotowanie spoleczenstwa na nowe. Takze tej wierzacej, jak Ty, czesci
        spoleczenstwa. Wyrazniejsza akceptacja pomocy w umieraniu, lagodzeniu agonii
        lecz nie przyspieszaniu jej – zwlaszcza, ze i tak tajemnica poliszynela jest
        praktykowanie przedozowania – a wiec w lagodzeniu niepotrzebnych cierpien moze
        tylko zwiekszyc poparcie dla tradycyjnego podejscia. To znaczy zapewnic moze
        brak akceptacji dla propozycji eutanazji. Jesli nie na zawsze to na jakis czas
        przynajmniej. A pozniej...? No coz, nie da sie przewidziec wszystkiego “raz na
        jutro”, czyli – pozyjemy i zobaczymy.
        ....Latwizna polega moim zdaniem na eliminowaniu alternatyw – w miejsce
        ulepszania ich, oraz/badz poszukiwania coraz to doskonalszych.
        ..
        Pozdrawiam
        K.P.


      • krzys52 Gdzie Ciebie Wcielo, Karpiu (ntxt) 01.04.02, 07:46
        ....................
    • Gość: doku W Oregonie fajnie jest, dobrze się zabawię IP: *.mofnet.gov.pl 22.03.02, 11:16
      wezmę babci barbi lek i sam się zaprawię.

      Oczywiście bez aluzji. A na poważnie, to czy tamtejsza czarna propaganda nie
      szerzy paniki wśród ludzi starych i chorych? W UE podobno katolickie bojówki
      straszą ludzi, którzy przez to boją się szpitali i domów starców w Holandii, że
      niby tam taśmowo usypiają chorych w ramach bezkarnej eutanazji. Fanatycy teraz
      boją się zasnąć, żeby ich we śnie rodzina nie wywiozła do Holandii.
      • Gość: krzys52 W Oregonie fajnie jest_________:O) IP: *.proxy.aol.com 24.03.02, 03:26
        .......Czesc Doku
        ....Alez oczywiscie, ze byly i tu przepychanki, oswiadczenia, apele kosciolow
        (najbardziej aktywny byl kk ale nie jedynie) niemniej zwlaszcza w porownaniu z
        Polska to byla to jednak pelna kultura. Argumenty padaly rzeczowe, w
        kulturalnej formia a calej dyskusji nie powstydzilyby sie grupy europejskich
        filozofow. Tu rozdzieranie szat i te inne cyrki przynosi inne zgola efekty.
        Tutejsza kilkumiesieczna publiczna(!) dyskusja byla nawet dla koneserow istna
        uczta intelektualna.
        ....Pozniej oczywiscie bylo glosowanie powszechne (to byl jeden z wielu punktow
        poddanych referendum, co jest normalna praktyka; no i odbywaly sie w tym samym
        czasie normalne wybory). Propozycja przeszla bodajze 2 procentowa przewaga by
        natychmiast spotkac sie z zarzutem niezgodnosci z konstytucja (co takze jest
        czesta praktyka w Oregonie poniewaz zdecydowano kiedys, ze “sprawdzanie po”
        daje wieksze szanse wielu cennym inicjatywom). Sedzia okregowy zastopowal prawo
        na rok (to bylo asekuranctwo ale mial prawo do tego roku), a pozniej znow bylo
        na rok zastopowane w sposob niezgodny z konstytucja (w tym przypadku rzad
        federalny nie mial prawa ingerowania). Zaraz po tym, w 1998r. prawo weszlo w
        zycie.
        ....Osobiscie takze bym wolal, w miejsce tego koktajlu, by bylo tak egzekwowane
        jak w Holandii, i nie tylko ja tak bym wolal, jednakze w innym ksztalcie prawo
        podlegaloby merytorycznej (nie tylko formalnej) ocenie gdy o zgodnosc z
        konstytucja idzie – przez Sad Najwyzszy USA. I tam by poleglo bez dwoch zdan.
        To bylo pierwsze na swiecie powszechne glosowanie nad dopuszczalnoscia
        eutanazji. Ktore pokazalo, ze jednak mozna glosowac nad moralnoscia. Wyborcom
        rece nie pousychaly, ziemia nie zapadla sie pod nimi, a koniec swiata nie
        nastapil takze.
        ....Widzisz Doku, gdyby Holandia byla katolicka to nawet przy poparciu dla
        eutanazji na obecnej wysokosci, tj. ok 90 proc. “Autorytety” i tak postawilyby
        na swoim. Starym zwyczajem tak manipulujac by najpierw nie dopuscic do
        ujawnienie preferencji a pozniej, ewentualnie, do spolecznej decyzji.
        Narobiliby takiego wrzasku i zamieszania, ze odnioslbys wrazenie, iz to wlasnie
        oni sa w absolutnej wiekszosci.
        ....Im bardziej przejrzysta polityka, tj. im mniej mozliwosci zakulisowych
        wplywow – tym mniej mozliwosci zakulisowych kantow, korupcji i dranstwa. A tym
        samym lepiej slychac to co ma do powiedzenia przecietny czlowiek. No i predzej
        urzeczywistniane sa jego postulaty.
        ..
        Pzdr.
        K.P.
    • Gość: emilian Re: IP: 192.168.200.* 24.03.02, 15:49
      "....Na skorzystanie z dobroci "Smierc z Godnoscia Akt" decydowal sie jeden
      pacjent na 1000 – w kazdym roku obowiazywania prawa, od 1998r. Do konca roku
      2001 przepisano medykamenty dla 140 pacjentow a uzylo je 91 pacjentow. W
      pozostalych przypadkach pacjenci zeszli z przyczyn naturalnych (bez uzywania)
      badz nadal zyja..."

      Wg mnie to bardzo dobra metoda skracania ludziom cierpienia, poniewaz:
      1. Sam decyduje o swojej smierci,
      2. Lekarz przepisuje mu tylko specyfik, co on z tym zrobi to juz nie jego
      klopot, wiec ma "czyste sumienie"
      3. Wlasciwe nie potrzeba do tego jakichs specjalnych ustaw, ktore w
      konsekwencji moga byc kiedys "metoda drobnych kroczkow", wykozystane przez
      jakies totalitarne wladze do zalatwiania wlasnych problemow z elektoratem.
      4. Wszystko sprowadza sie tylko do dostarczenia srodka ktory pozwala w miare
      humanitarny sposob rozstac sie z zyciem, cos jak sprzedaz sznura dla samobojcy.

      Powinni przemyslec taki sposob szczegolnie zwolennicy eutanazji.
      Naprawde nie trzeba "ulepszac" prawa, aby dac czlowiekowi mozliwosc wyboru
      kiedy ma zejsc z tego swiata.

      pozdrawiam
      • Gość: krzys52 Wielkie Oczy Strachu IP: *.proxy.aol.com 24.03.02, 16:53
        .......Emilianie
        ....Zarowno inicjatorzy jak i szerszy elekorat kierowali sie i tymi
        przeslankami do ktorych nawiazujesz Ty. Chodzilo o swiadoma decyzje
        umierajacego czlowieka oraz eliminacje niepotrzebnych cierpien. Te wszystkie
        lamenty, ze przeciez mozna stosowac lepsze i wiecej srodkow znieczulajacych
        byly efektem tej akcji. Do tego momentu etyczne autorytety, na czele z
        koscielnymi, grzmialy na stosowanie srodkow znieczulajacych jako ingerencje w
        naturalny proces umierania. Tuz zaraz byla oczywiscie rownia pochyla ktora
        zaczynala sie od srodka przeciwbolowego a konczyla na jego przedawkowaniu.
        Skrecajacy sie tygodniami w strasznych mekach czlowiek absolutnie nie liczyl
        sie bo chodzilo o ZASADE.
        ....Rozumiem, ze w duzej mierze chodzilo o holubienie klimatu nieingerencji
        (tabu) jako panaceum na ewentualne pojawienie sie pomyslow odmiennych. Bo, ze
        przedawkowywanie morfiny bylo codzienna choc cicha praktyka - i tak bylo
        wiadomo. Problem w tym, ze czesc lekarzy calkiem doslownie brala te
        nieingerencje i przyczyniala sie do narastajacego niezadowolenia spolecznego.
        Przecietnie wrazliwy czlowiek nie jest w stanie zrozumiec lekarskiego chlodu i
        formalizmu w obliczu strasznych nieraz cierpien konajacego. Od lekarza
        oczekujesie jednak empatii. Tymczasem zachowanie wielu o pomste do niebios
        dopraszalo sie wrecz.
        ....No wiec mamy teraz te "Godna Smierc" i diametralna zmiane w podejsciu do
        opieki jak i samego umierajacego. Choc osobiscie wolalbym miec dostep do uslugi
        w stylu holenderskim to jednak, z drugiej strony, widze te niewatpliwa zalete
        naszego prawa, ktora jest gwaracja bezpieczenstwa. Rzeczywiscie tego prawa nie
        da sie rozszerzac krok po kroku.
        ....Jesli zas idzie o obawy ekspansji tej "kultury smierci" to doprawdy moga
        one brac sie jedynie z nieznajomosci zachodnich spoleczenstw - ich systemow
        wartosci i, w tych ramach, wzajemnego stosunku czlowieka do czlowieka.
        Oczywiscie, ze moze sie zdarzyc jakas presja; oczywiscie, ze moze gdzies dojsc
        do zbrodni. Wydaje mi sie jednak, ze zarowno szybciej rzuci sie ona w oczy,
        jak - z uwagi na jawnosc praktyki - pozwoli szybsze wykrycie sprawcy. Przeciez
        jak jakis zwyrodnialec chcial udusic babcie to nie musial czekac na "Smierc z
        Godnoscia Act". Mial poduszke i korzystal z niej.
        ..
        Pzdr.
        K.P.
    • krzys52 ______T A B U______ 25.03.02, 05:07
      ....Tradycyjnie u podstaw dyskusji o dopuszczalności eutanazji leżało
      przekonanie każdej ze stron, że jest jakaś jedna (wyższa) prawda, od której
      wszystko bierze początek - daje się od niej wywieść oraz sprowadzić do niej.
      Tymczasem wszystko pochodzi jednak od człowieka. Który – jeśli ustanowił tabu
      dla niepodważalności naturalnej śmierci – to także jest władny tabu to obalić.
      I zdecydować, że istnieją przypadki w których uzasadniona jest akceptacja
      kolejnego wyjątku od zasady nieingerencji w życie ludzkie. Tak jak uczynili to
      Holendrzy.
      ....Funkcją tabu otaczającego umieranie było stworzenie atmosfery w której, dla
      uzyskania znacznie większego dobra, nikomu na myśl przyjść nie mogła
      interwencja w proces umierania – bez względu na jego dotkliwość, zarówno dla
      osoby umierającej jak i jej najbliższych. “Bóg dał życie i tylko Bóg ma prawo
      je zakończyć” nie jest bowiem jakaś chrześcijańską sztuką dla sztuki, lecz ma
      na celu, m.in., ochronę ludzi słabych, bezbronnych a często narażonych na ataki
      ze strony otoczenia. Jest przedostatnim klockiem w układance pt. “bezwarunkowy
      szacunek dla życia oraz godności ludzkiej”. Bardzo istnotnym jest on elementem,
      albowiem zapobiega groźbie wymknięcia się spod kontroli czynników składających
      się na wykreowną atmosferę szacunku dla ludzkiego życia i godności. Tak
      przynajmniej widzą problem obrońcy tabu - przeciwnicy eutanazji, zarazem.
      ....Uważaja oni, że rozluźnienie dyscypliny w miejscach w których wydaje się
      ona rażąca, przesadna czy okrutna spowoduje reakcję lańcuchową, w wyniku której
      ludzie będą chadzać na coraz to bardziej pragmatyczne kompromisy i ułatwienia.
      Zapoczątkuje proces którego konsekwencje odbiją się na najsłabszych i
      najbardziej bezbronnych. Tych wszystkich, których możliwa egzystencja coraz
      częściej postrzegana będzie poprzez pryzmat kosztow ich utrzymania – wygody.
      Wraz z godnością ich życie zdane zostanie na kaprysy otocznia.
      ....Czy powyższe doprawdy jest tak skomplikowane, że aż nie nadające się na
      użytek anty-eutanazyjnych apeli? Nie wydaje mi się. Jednakże przyznaję, że vivi-
      sekcja tabu połączona z jego racjonalną projekcją oznacza też koniec
      egzystencji tabu. Które po to w końcu zapanowało, by - operując straszeniem,
      autorytetami, tajemniczościa i grzechem - uniknąć można było znacznie bardziej
      skomplikowanego porozumiewania się z użyciem wyłącznie racjonalnych argumentów.
      ....To dlatego Autorytety ślizgają się zaledwie po istotnych aspektach
      zagadnienia eutanazji, straszą, gromią, drą szaty, stosują wszelkie chwyty i
      wpływy, by eutanazji zapobiec – w miejsce wyłożenia parafianom o co naprawdę
      chodzi z tą “równią pochyłą”. Albowiem wtedy musiałoby wyjść na wierzch, że
      ich obawy dotyczą jeszcze jednej równi: tej po której zjeżdżać będzie
      dotychczasowy system kontroli ludu poczciwego, oparty na “myśleniu magicznzm”.
      Bo jak raz zacznie się coś wyjaśniać w miejsce oczekiwania wiary - iż tak ma
      być i już, a więc i posłuchu – to wyjaśnianiu nie będzie końca. A przecież od
      zawsze wiadomo, że przeciętny parafianin to barania głowa – odporna na wiedzę i
      racjonalne argumenty. Co oznacza, że trzeba myśleć za niego, i wskazywać
      właściwe postępowanie. Także stosować tabu.
      ....Przeciwnicy zalegalizowania eutanazji, za wyjątkiem oszołomów którzy nie
      ukrywali religijnego podłoża swych postaw, sięgali zwykle po takie argumenty
      jakich użył Dr. K.Szałata w niedawnej “Kropce nad i”. Zatem usłyszeć można, że
      nikt nie ma prawa zabijać a więc eutanazja jest jednak zabójstwem. Przy czym
      pomoc w akcie samobójczym także jest niezgodna z prawem, bądź choćby moralnie
      naganna. Ponadto pomoc na zasadzie holenderskiej jest, tak naprawdę, również
      zabójstwem bo to jednak nie sam pacjent wstrzykuje sobie śmiercionośny płyn. W
      przypadku oregońskiego systemu przepisywania trucizny argumenty opozycji
      odwołują się do przysięgi Hipokratesa, podnoszą obowiązek uniemożliwiania
      samobójstw, czy zaliczają sam akt do niemoralnych. Podsumowując, odkrywamy że
      zakorzenione w umysłach ludzkich tabu, niejako w sprzeżeniu zwrotnym, pomaga
      teraz w znalezieniu wszelkich możliwych uzasadnień na okoliczność odrzucenia
      eutanazji. Jak tylko może – broni własnej egzystencji.
      ....Nie usłyszymy jednakże od nikogo, że tak naprawdę to nie tyle idzie o kilku
      staruszków co o racjonalny wyłom w starannie dopasowanej układance powszechnego
      systemu wierzeń. Do tego, że jest to jednak religia, a nie filozofia i
      humanitaryzm, przyznać się oczywiście nie można. Bo i w czasach gdy
      religia “została sprywatyzowana” coraz więcej jest takich którzy obróciliby to
      wyznanie przeciwko wyznającym.
      ....Doprawdy nie bardzo wiadomo skąd bierze się przekonanie przeciwników
      eutanazji o nieuniknionej “równi pochyłej” i coraz to większym obszarze
      zawłaszczanym przez nowe podejście. Przecież nigdy(!) i nigdzie(!) nie było to
      praktykowane, a nowatorskie podejście Holendrów uwzględnia jedynie eutanazję
      pacjentów mentalnie zdrowych i na ich życzenie, oraz eutanazję w skrajnie
      patologicznych przypadkach noworodków. Czy humanitarne jest utrzymywanie przy
      życiu stworzenia człekokształtnego dotkniętego bezmózgowiem(?)
      ....Do tego typu wiążących orzeczeń tradycyjnie powołane były różnego rodzaju
      Autorytety moralne, na czele z kościelnymi. Były niekwestionowana wyrocznią w
      tych sprawach – sędzią ostatecznym. Tradycja wspierana była przez paternalizm i
      religię. Z wzajemnością zresztą. Opornych zaś wycinano bądź tępiono na wszelkie
      inne możliwe sposoby. Współcześnie natomiast, w warunkach swobodnego przepływu
      informacji, nieskrępowanego wyrażania poglądów oraz organizowania wokól nich
      grup interesów, no i oczywiście w obliczu niemożności użycia tradycyjnych
      środków “przekonywania” – paternalizm wraz z Autorytetami tracą oparcie, grunt
      pod nogami, oraz monopol decyzyjny.
      ....W warunkach liberalnych demokracji opinia chłopka-roztropka Kowalskiego, o
      potrzebie dopuszczalności eutanazji, z uwagi na nakaz unikania zbędnego
      cierpienia, okazuje się raptem niemal tak samo ważna jak opinia rektora KUL,
      którego zdaniem “nie wolno nam decydować o tym, czy i kiedy można skracać aktem
      zabójstwa trudnych po ludzku do zniesienia cierpień”. Gdy dojdzie do głosowania
      różnice wagi tych opinii całkowicie znikną. Pomijając ten oto “drobiazg”, że
      UZASADNIENIE niedopuszczalności ingerencji jest niczym innym jak wyrażonym w
      innej formie AKSJOMATEM nieingerencji w życie ludzkie, czyli Nie bo – Nie. Lub
      Tak bo – Tak. Co oznacza, że także z filozoficznego punktu widzenia obie
      opinie są równoważne. A raz zastosowana opinia Kowalskiego stanie się kluczowym
      aksjomatem.
      ....”Filozoficzna przewaga” opinii rektora KUL wynikała do niedawna z
      siły “środków perswazji”, które za nią stały. Teraz, gdy straszenie, gromy i
      używanie zakulisowych wpływów dość ograniczony mają zasięg, wyszło na jaw,
      że “król jest nagi”.
      ....Szaty filozoficznej wyższości aksjomatu absolutnej nieingerencji w ludzkie
      życie okazały się kolejną mistyfikacją. Pada więc następne tabu, pada kolejny
      absolut.
      ..
      K.P.
    • krzys52 ___G O D N O S C_____________________ 25.03.02, 06:32
      ....Co to znaczy “godna śmierć”? Jak wygląda “godne umieranie”? Co to
      jest “godność”? Należały tradycyjnie do tego zbioru pytań na które w księgach
      znaleźć można było uznaną przez Najwyższe Autorytety odpowiedź. Była to
      odpowiedź którą wkuwano od dziecka aż do śmierci. Była to odpowiedź jedyna.
      Oraz dana. Tak jak wszystko co od Boga pochodziło, a dane było człowiekowi -
      tak i “godność” miała swe źrodło w Bogu. Zatem także jej definicja była
      niepodważalna.
      ....Jeśli więc częścią “godnego” życia, które w myśl boskich nakazów wyglądać
      musiało, był wiek starczy – a jakby mogło być inaczej – wraz z agonią i aż do
      śmierci, przy czym śmierć musiała być naturalna, to oczywistym jest, że, bez
      względu na własny charakter, także agonia musiała być godna. Tak długo jak
      była pozostawiona samej sobie. Bo jakże mogło być inaczej.
      ....Nawiasem mówiąc nie tylko godność była dość precyzyjnie zdefiniowana.
      Wszyscy mieli też jednakowe wyobrażenie o szczęściu oraz miłości, życiu
      poczciwym i uczciwym, niegodziwości... każdy z tych stanów był wyraźnie
      zdefiniowany i przeznaczony do powszechnego uzytku. Bez względu na pochodzenie
      i stan posiadania wszyscy mogli żyć godnie aż do śmierci, tak długo jak swym
      postępowaniem potrafili zmieścić się w ramach odgórnie nakreślonej godności.
      ....Redefinicja “godności” także nie do pomyślenia była wtedy na szczeblu
      zwykłego zjadacza chleba. Jako taka zrodzić musiała się więc w innych zgoła
      warunkach - z indywidualnego poczucia godności, które jest całkiem nowym
      wynalazkiem. Co ciekawe, poczucie to zaczęto brać pod uwagę w obliczu ciągle
      funkcjonujacych tradycyjnych definicji godności. Postęp technologiczny oraz
      coraz to lepsze warunki bytowania doprowadziły (obok przemian w świadomości
      społeczeństw rozwiniętych) do zwiększenia się wrażliwości ludzkiej. Także
      rozumianej w kategoriach wrażliwości etycznej. A w tych ramach, także do
      większego uwrażliwienia na własne cierpienie oraz cierpienie innych.
      Tradycyjne, OBIEKTYWNE definicje “godności” okazały się niewystarczające –
      także GODNOSC okazała się SUBIEKTYWNA.
      ....Wprowadzenie w kilku krajach eutanazji, czy śmierci na żadanie, czy też
      godnej śmierci, jest właśnie jednym z efektów owych przemian świadomości.
      Obiektywne definicje przygotowane przez autorytety – dla wszystkich i na
      zawsze – zaczynają się sypać. W świecie mocno już zindywidualizowanym, praw
      człowieka i obywatela, prywatności podniesionej do rangi świętości, nie ma już
      miejsca dla średniowiecznego paternalizmu.
      ..
      Godnym jest to, co Ja(!) sam jestem w stanie zaakceptować jako godne. Albowiem
      NIKT(!) nie jest władny narzucenia mi mojego osobistego poczucia godności. To!
      wiem TYLKO JA.
      ..
      Zrozumienie powyższego przez społeczeństwo polskie wydaje mi się – wobec
      pękania murów tradycji – kluczowym elementem, niezbędnym dla ogarnięcia
      rewolucyjnego zjawiska współczesnej eutanazji.
      ....Z drugiej zaś strony, bez zrozumienia powyższego, oraz bez dokonania się
      odnośnych przemian w świadomości, a więc bez możności zrozumienia zachodzących
      w świecie przemian, niemożliwe będzie takie przygotowanie się na
      przyjęcie “NOWEGO”, które mogłoby zaowocować najwiekszymi możliwymi zyskami -
      przy jednoczesnych najmniejszych obrażeniach.
      ..
      Z powazaniem
      K.P.
      • Gość: krzys52 Utrata Autonomii. Dyskomfort. Funkcje Fizjologicz. IP: *.proxy.aol.com 29.03.02, 07:15

        ....Nie tylko spodziewane fizyczne czy/oraz psychiczne cierpienie skłania ludzi
        ku myślom o przyspieszonej śmierci. Ból i cierpienie jest dajacym się
        zaakceptować uzasadnieniem w oczach osób trzecich, jednakże nie są też one
        wyłączną przyczyną zerkania w kierunku “godnej śmierci”. Dla części pacjentów
        jest to wybór bezpośrednio odnoszący się do poczucia godności, oraz poziomu
        akceptowalnego dyskomfortu psychicznego.
        ....Najczęściej wymienianymi powodami wyboru “godnej śmierci”, w przypadku
        pacjentów oregońskich były: 1)poczucie utraty autonomii ; 2)niemożność
        partycypowania w aktywnościach ; 3)utrata kontroli nad funkcjami
        fizjologicznymi. Tu warto zwrócić uwagę na nieobecność wzmianki o bólu i
        cierpieniu. Te znajdują się na ostatniej, piątej pozycji na liście przyczyn.
        ....Zatem trzy najważniejsze przyczyny decyzji, bezsprzecznie, choć na różnych
        płaszczyznach, odnoszą się do poczucia godności – a raczej, poczucia jej
        utraty. Oregońscy respondenci najczęściej wymieniali poczucie utraty autonomi,
        co wydaje się współbrzmieć z indywidualistycznym charakterem społeczeństw
        zachodnich.
        ....Tak w Holandii, jak w Stanach człowiek nastawiony jest na samodzielność i
        dawanie sobie rady bez oglądania się na rodziców, zazwyczaj wraz z uzyskaniem
        pełnoletności. Wcześniej przygotowywany jest w ramach wychowania do czerpania
        poczucia dumy z własnej zaradności. Człowiek zachodniej cywilizacji nie jest po
        prostu przygotowany do sytuacji w których mógłby poczuć się bezsilny – by być
        zdanym na czyjąś pomoc. Bo o oglądaniu się raczej nie może być mowy. Tu godność
        mocno związana jest z dumą - a ta z niezależnościa i autonomia.
        ....Oczywiście należy też pamiętać o innym niż w Polsce charakterze przeciętnej
        rodziny. Tutejsza składa się z rodziców i dzieci, których wczesno-dorosłe
        wyfruwanie z domu traktowane jest w wielu rodzinach jak pokoleniowy obowiązek,
        jeśli nie zwyczaj. Rodzice zostają bardzo często sami, a dzieci mają już swoje
        własne rodziny. Bardzo częstą praktyką są więc przeprowadzki do – opłacanych z
        emerytur – pensjonatów i domów opieki (których nie należy mylić z przytułkami).
        Z tamtąd trafiają do domów poważnie zaawansowanej starości, a następnie do
        hospicjów. Jest też wiele indywidualnych gospodarstw domowych specjalizujących
        się w opiece nad (jednorazowo) dwoma czy czterema pacjentami. Starzy ludzie
        niechetni są ewentualnej pomocy ze strony własnego potomstwa. Uważają, że taką
        właśnie starość i ostatnie dni, jaką sobie zapewnili sami(!) - najbardziej im
        odpowiada.
        ....Do poczucia utraty autonomii należy jeszcze dodać niemożność partycypowania
        w aktywnościach, oraz utratę kontroli nad funkcjami fizjologicznymi, które,
        każde na swój sposób, związane jest z poczuciem utraty godności lub/oraz
        psychicznego komfortu. Powyższe, a więc coraz mniejszy kontakt z życiem(!) przy
        jednoczesnym, jakże krępującym dla wielu, uzależnieniu w sytuacjach wyjątkowo
        intymnych, bynajmniej nie uszlachetnia – wręcz przeciwnie.
        ....Dla szeregu osób właśnie ta perspektywa - nieubłaganej a powolnej utraty
        godności - jest wręcz nie do zaakceptowania. Do tego zdają sobie oni sprawę z
        niebezpieczeństwa przekroczenia punktu krytycznego poza którym skazani byliby
        nawet na długą wegetację, ale już bez możliwości skutecznego zwrócenia się z
        prośba o jej przerwanie. Nawet w przypadku postepujących cierpień i bólu.
        ..
        K.P.

    • krzys52 __C I E R P I E N I E______________ 27.03.02, 08:39
      ....W publicznych dyskusjach i wypowiedziach dot. eutanazji bardzo często
      podważana jest suwerenność pacjenta, oraz stan świadomości w chwili wysuwania
      żądania przyspieszenia śmierci. Nie można polegać – argumentuje się – na
      świadomości żadań oraz decyzji człowieka znajdującego się w, zazwyczaj
      spowodowanych cierpieniem, stanach głębokiej depresji. Innnymi słowy, gdy
      domaga się taki ktoś pomocy w zejściu to znaczy nie wie on co mówi. Lub
      przynajmniej nie możemy być pewni, że jest to w pełni świadome żądanie, co
      także – w obliczu niepewności – sprowadzać się musi do zlekceważenia próśb czy
      żądań pomocy w zejściu.
      ....Zaiste interesująca to argumentacja, samo założenie możliwości mentalnej
      niekompetencji jest podstawą dla odmowy żądaniu spowodowania śmierci i
      przerwania cierpień. ....Argumentujący powiadają wtedy: “on tyko dlatego prosi
      o szybszą śmierć, gdyż jest oszalały z bólu. No cóż, nic dodać - nic ująć.
      Właśnie o to chodzi, że ból i cierpienie są przyczynami dla których pacjent
      domaga się pomocy w zejściu, a więc zakończenia mąk. A niejednokrotnie jest to
      jedyna(!) możliwość ich przerwania.
      ....Lekko przyjmując możliwość mentalnej niekompetencji umierającego pacjenta
      akceptuje się jednak jego kompetencję w przypadku podpisywania testamentu czy
      ostatniej woli, oraz składania zeznań w sprawach kryminalnych. Gdy natomiast o
      jego własne i trzeźwe przekonanie co do szybszego zejścia idzie - zawsze(!)
      zakładana jest jego możliwa niekompetencja. “Cierpię więc może nie jestem” –
      formą kartezjanizmu stosowanego. Gdy jednak w grę wchodzi zeznanie w wyniku
      którego ktoś może trafić na szafot – obowiązują inne kryteria i inne założenia.
      Tu spowodowanej cierpieniem kiepskiej wiarygodności pacjeta (zazwyczaj) pobożni
      etycy-filozofowie nie rozważają. Ale też jaką szkodę mogłaby ludzkość ponieść
      na kompletnie fałszywym oskarżeniu kogoś... Zabranie ludzkości kwadransa
      cierpienia, natomiast, to już poważna sprawa, która wymaga bardzo wnikliwego
      potraktowania.
      ....Założenie, że miotany bólami pacjent może jednak być przekonany co do
      poprawności swego błagania o skrócenie cierpień, nie wchodzi oczywiście w
      rachubę. Albowiem zawsze, zdaniem etyków, pozostaje wątpliwość, że jednak nie
      wie on co mówi. Wiadomo – w silnej depresji jest. To nic, że skowyczy z bólu a
      w oczach nic prócz cierpienia nie widać – to się nie liczy. Istotne jest by
      uczeni etycy nie popełnili przypadkiem błędu w ocenie. A co będzie gdy
      otoczenie posłucha prośby pacjeta i - z lekarską pomocą – zakończy jego męki,
      które bez interwencji trwałyby jeszcze ze cztery dni. Tymczasem pacjent tak
      naprawdę nie chciał ich skrócenia a jedynie tak mu się wydawało – w wielkiej
      depresji tak typowej dla agonii. Skąd to przypuszczenie - możemy spytać - że
      mógł nie chcieć, itd., skoro nigdy tego nie wyjawił? Obrońcom status quo, otóż,
      wystarcza, że istnieje taka hipotetyczna(!) możliwość. Realne koszmary oraz
      błagania – mało są ważne. Ale też, czy istnieją takie sytuacje, w których, w
      identyczny sposób, nie można się wykpić z brania serio kogokolwiek(?)
      ....Czy nie sądzicie, że przynajmniej z tą depresją “ktoś nas tutaj robi w
      konia? Bo właśnie o to chodzi, że pacjenci błagają o litość i przerwanie
      strasznych cierpień z powodu silnej depresji spowodowanej chorobą,
      wyniszczeniem, bólem, poczuciem utraty godności...niewysłowionym cierpieniem. A
      w jakim niby mają być wtedy stanie – radosnej euforii?! Na żarty i
      dowcipkowanie ma im się wtedy zbierać? I dopiero w tak pogodnym nastroju będąc,
      oraz w trakcie opowiadania zebranym krewnym różnych zabawnych anegdotek, ich
      żartobliwe prośby o eutanazje staną się w końcu wiarygodne, z punktu widzenia
      świadomości w podejmowaniu decyzji? Nie ma jak odwracanie kota ogonem –
      specjalność pobożnych etyków-filozofów.
      ....No dobrze, ale są przecież sytuacje w których pacjenta nie dopadły jeszcze
      horrory agonii. Który, będąc w całkiem niezłej kondycji psycho-fizycznej, i na
      chodzie, zdaje sobie sprawę z czekających go koszmarów. Ponieważ z właśnie
      postawionej diagnozy bez wątpienia wynika, że dotknięty jest bardzo złośliwym
      przypadkiem raka. Takim, przy którym konwencjonalne środki uśmierzające ból nie
      działają, a działające i tak graniczą z “usypianiem”. W takim przypadku nie
      można przecież użyc argumentu ograniczonej poczytalności. Zanim “godna śmierć”
      zaczęła być praktykowana typowy argument mówił wtedy o uzbrojeniu się w
      nadzieję, i przygotowaniu raczej na lepsze niż gorsze. Ponadto, argumentowano,
      któż przy zdrowych zmysłach mógł zastanawiać sie nad eutanazją gdy nawet
      choroba go jeszcze nie złożyła. Krótko mówiąc – jak nie kijem go to pałką.
      ..
      ....Nasze współczesne rozważania nad “godną śmiercią” nie odnoszą się do
      pacjenta którego agonia skręca w precel – do pacjenta “hipotetycznie
      niepoczytalnego”. Nasz pacjent zwraca się z prośbą o pomoc gdy co do stanu jego
      psychiki i umyslu nie można jeszcze wysuwać zastrzeżen. On nie jest pacjentem
      od którego zacząła sią niniejsza dyskusja, a więc wcześniejsze (etyczno-
      filozoficzne) argumenty, na okoliczność konieczności odmowy eutanazji - nie
      jego mogą dotyczyć.
      ....Po załatwieniu wszystkich niezbędnych formalności pacjent nasz – jeśli
      wcześniej nie zmieni zdania – może liczyć na godną śmierć, bez względu na
      wyniki etyczno-filozoficznego dzielenia włosa na czworo. Który, tak się
      przypadkiem składało, nie jego w dodatku był włosem.
      ..
      K.P.
    • Gość: krzys52 Dla D_nutki - Podniesienie (ntxt) IP: *.proxy.aol.com 11.04.02, 05:18
      .....................
    • Gość: U Re: IP: *.gis.net 11.04.02, 05:47
      krzys52 napisał(a):

      > .......Oregonskie prawo zezwala wybranym lekarzom na przepisanie dozy
      > smiercionosnych medykamentow pacjentom mentalnie zdrowym, ktorzy sa smiertelnie
      >
      > chorzy fizycznie, na ich prosbe wyrazona � w obecnosci drugiego lekarza &
      > #8211;
      > zarowno ustnie jak i na pismie.
      > Przepisywany jest zwykle jeden z dwu dostepnych na rynku a szybko dzialajacych
      > barbituratow***
      > ....Na skorzystanie z dobroci �Smierc z Godnoscia Akt� decydowal si
      > e jeden
      > pacjent na 1000 � w kazdym roku obowiazywania prawa, od 1998r. Do konca r
      > oku
      > 2001 przepisano medykamenty dla 140 pacjentow a uzylo je 91 pacjentow. W
      > pozostalych przypadkach pacjenci zeszli z przyczyn naturalnych (bez uzywania)
      > badz nadal zyja.
      > ....Median wieku osob ktore zdecydowaly sie na popelnienie samobojstwa wynosi
      > 68 lat, przy czym byly to w wiekszosci biale kobiety (pozostali to biali
      > mezczyzni, plus 3 Azjatow).
      > ....Pomimo przestrog o zmasowanym naplywie ludzi z innych stanow, presji na
      > osoby starsze, itp. liczba samobojcow ustabilizowala sie na niskim poziomi, i
      > wyniosla: 16 osob w 1998r.; 27 � 99r.; 27 � 2000r.; 21 � 2001
      > r. W srod
      > zainteresowanych �SGA� wiekszosc doswiadczyla nieuleczalnych przypa
      > dkow raka.
      > ....Bardzo interesujace wydaja mi sie argumenty tych z lekarzy ktorzy sa
      > przeciwnikami �SGA�. Otoz ich zdaniem tak slabe zainteresowanie 
      > 220;SGA� swiadczy
      > jedynie o tym, ze naprawde to akt wcale nie byl potrzebny � wystarczylaby
      >
      > lepsza opieka oraz skuteczne srodki usmierzajace bol. Zdaniem Dr. S. Tolle,
      > dyrektora miejscowego Centrum Etyki i Opieki Zdrowotnej, lekarze powinni
      > przepisywac wszelkie niezbedne srodki, gdyz cierpienie nalezy eliminowac, a
      > rodziny pacjentow winny byc bardziej agresywne w stosunku do lekarzy.
      > ....Prosze zwrocic uwage, ze tu nikt nie kwestionuje mentalnego stanu pacjenta
      > decydujacego sie na �SGA�, i nie przypisuje mu juz z gory psychiczn
      > ej choroby,
      > lub niezdolnosci w zakresie podejmowania decyzji, bez wzgledu na
      > specjalistyczna ewaluacje. Sugestie tego typu uznawane sa tu jako ponizajace
      > danego czlowieka, godzace w jego godnosc.
      > ....Kilka wazniejszych danych statystycznych. Otoz najczesciej podawana
      > przyczyna decyzji byla: 1)poczucie utraty autonomii - 74; 2)niemoznosc
      > partycypowania w aktywnosciach - 67; 3)utrata kontroli nad funkcjami
      > fizjologicznymi - 55; 4) poczucie bycia ciezarem dla rodzin, przyjaciol,
      > opiekunow - 30; 5)niesatysfakcjonujaca kontrola bolu - 18.
      > Wyksztalcenie: mniej niz pelne srednie � 10 pacjentow; srednie do niepel
      > ne
      > wyzsze � 42 pacj. ; wyzsze � 39.
      > Plec: kobiety � 47; mezczyzni � 44
      > Status matrymonialny: w zwiazku malzenskim � 40; owdowiale � 22 oso
      > by;
      > rozwiedzione � 23; formalnie nigdy niezwiazane � 6
      > ..
      > Mam nadzieje, ze powyzsza informaca okaze sie uzyteczna w naszej dyskusji.
      > ..
      > K.P.
      > ..
      > PS....*** - Do Karpia. Karpiu, jesli znowu przekrecilem do daj znac raz
      > jeszcze; Ty siedzisz w tych proszkach to jestes oblatany, a ja nawet nie wiem
      > co to jest bol glowy czy zoladka, wiec sam rozumiesz . Z proszkow przyjmuje
      > tylko witamine C . Zima.

      Wszystko byloby nie tak straszne,gdyby w tej akcji dobroczynnosci nie znajdowal sie jeden element -
      chciwosc i kieszenie bez dna firm ubezpieczeniowych.Nic tak nie smierdzi,jak skurwysynstwo ubrane w
      szatki aniolka.Jeden z senatorow pierwszego kraju swiata powiedzial swoim wyborcom wprost,ze w
      pewnym momencie zycia powinni spasc,jak liscie z drzew by zrobic miejsce nowym.
      • Gość: krzys52 Niebezpieczenstwo Naduzyc IP: *.proxy.aol.com 12.04.02, 05:42
        Gość portalu: U napisał(a):

        Wszystko byloby nie tak straszne,gdyby w tej akcji dobroczynnosci nie znajdowal
        sie jeden element - chciwosc i kieszenie bez dna firm ubezpieczeniowych.Nic tak
        nie smierdzi,jak skurwysynstwo ubrane w szatki aniolka.Jeden z senatorow
        pierwszego kraju swiata powiedzial swoim wyborcom wprost,ze w pewnym momencie
        zycia powinni spasc,jak liscie z drzew by zrobic miejsce nowym.
        ..
        ....
        ..K.P.
        Zgadzam sie z Toba, ze istnieje niebezpieczenstwo naduzyc. Przypuscmy, ze nawet w
        tak wielkim wymiarze jaki podsunales. Bo z cala pewnoscia beda naduzycia na mala
        skale - jednostkowa. Zreszta sa i teraz a nazywaja sie zabojstwem (dziadka,
        rodzica czy spadkodawcy). Jeszcze nie tak dawno w polskich wsiach praktykowano
        wystawianie (rozgrzanego przy piecu) staruszka na mroz - by sie ochlodzil nieco.
        Z reguly byly to biedne wsie, ale trafialo sie i w innych. To tez byly zabojstwa
        choc ich sprawcy oszukiwali samych siebie. Trudno sie zyje z taka straszna
        swiadomoscia. Zatem indywidualne przestepstwa przeciw zyciu byly i beda, bez
        wzgledu na legalizacje "godnej smierci".
        ....Czy istnieje realna(!) szansa na sugerowane przez Ciebie posuniecia firm
        ubezpieczeniowych? Jestem bardziej optymistyczny - Nie Istnieje. Prawie kazdy ma
        jakas rodzine ktora, jesli dany ktos nie chce pomocy w umieraniu, tym bardziej
        dopilnowywac bedzie by tej "pomocy" nie otrzymal. Czy wyobrazasz sobie sytuacje w
        ktorej firma ubezpieczeniowa sugeruje Twoim rodzicom by szybciej zmarli bo
        stawiaja pod znakiem zapytania mozliwosci platnicze firmy? Ja sobie tego nie
        wyobrazam. Sami reprezentanci Firmy beda mieli podobne problemy - maja dzieci i
        maja rodzicow. Tak niewyobrazalne numery po prostu nie przechodza w
        spoleczenstwach w miare cywilizowanych.
        ....Oczywiscie opowiadam sie takze za taka legislacja ktora zagwarantuje dostep
        do "godnej smierci" wylacznie na zyczenie "w miare zywotnego" zainteresowanego,
        czyli wyeliminuje mozliwosc decydowania za dogorywajacych staruszkow. Cena bedzie
        oczywiscie odmowa pomocy w zejsciu osobom mniej zapobiegliwym, ale kazde
        rozwiazanie ma jakies zle strony.
        ....Umierajacy staruszkowie nie znajduja sie w jaskini biznesu ubezpieczeniowego.
        Maja zazwyczaj swych bliskich tuz obok, a ci zdaja sobie sprawe, ze sa nastepni w
        pokoleniowej kolejce do umierania.
        ....Tak mi sie przynajmniej wydaje.
        ..
        Pzdr.
        K.P.
        ..
        PS....Planowalem napisanie o tym osobnego posta, w powyzszej serii, ale jakos mi
        umknal ten pomysl. Dziekuje za przypomnienie.

Pełna wersja