“Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu?

IP: 157.158.68.* 18.05.01, 08:03
Od kilku dni huczy, także na Forum, o wyczynie szefa "Wiadomości" TVP Piotra
Sławińskiego.
Sprawa znana, proponuję dyskusję nad postawami jej głównych aktorów oraz
SKUTKAMI tych postaw.

1. Piotr Sławiński. Zadziwił mnie: czy dziennikarz na tak wysokim stanowisku
nie wie, że:
a. w Polsce “w tym temacie” przesada jest dozwolona tylko w jedną stronę.
Przejdą każde, najbardziej piramidalne, bizantyjskie i faraońskie zadęcia, ale
autor najdrobniejszego zgrzytu w ceremoniale będzie bezlitośnie tępiony.
Osobista skromność, poczucie humoru i autoironia Papieża (dowodem choćby
PUBLICZNIE OPOWIEDZIANA historyjka o okrzyku “niech żyje łupież!”,
czy „gderanie” na gliwickim lotnisku: „Co to za Papież, ma przyjechać - nie
przyjeżdżo, ma nie przyjechać - przyjeżdżo...”wink tu nie ma nic do rzeczy.
Bardziej papiescy są wszędzie.
b. prawo Murphy’ego też działa wszędzie. Jeśli istnieje możliwość, że ktoś
doniesie, to znaczy, że NA PEWNO doniesie.
A Sławiński - jakby się prosił o to, co go spotkało. Fakt, że inkryminowany
tekst był KORESPONDENCJĄ i NIE BYŁ przeznaczony do publikacji (nie był nawet
wewnętrznym okólnikiem, adresat był JEDEN!), w Polsce AD 2001 też nie ma
znaczenia.

2. Szef TAI Michał Maliszewski. Jego postawę oceniam ze zrozumieniem. Szybkie
udzielenie kary, zupełnie nieważne czy zasłużenie, ale w TAKIEJ sytuacji:
a. stanowiło niezbędny d...chron dla samego Maliszewskiego. W końcu to też
człowiek, nie pomnik.
b. dawało pewną, nikłą co prawda, szansę ukaranemu, że na tym sprawa się
skończy.

3. Janusz Cieliszak, adresat pisma Sławińskiego. Nie wykazał przytomności
umysłu cechującej Maliszewskiego. Błąd!!!

4. KZ PZPR w TVP (Komisja Zakładowa Przed”S”tawicielstwa Związkowego
Pracowników Radiowotelewizyjnych). Podejmuje rutynowe, od półwiecza stosowane
czynności: żąda przykładnego ukarania warchoła Sławińskiego oraz jego
protektora Cieliszaka, sługusa wiadomych sił.

5. Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Juliusz Braun.
Stwierdził, że nagana “nie załatwia tej sprawy”, czym poparł hasło do dalszej
nagonki. Też mnie zadziwił. Dotychczas robił wrażenie człowieka spokojnego, ale
odważnego. W głębi duszy może pozostał sobą, ale - patrz pkt 2a. Pytanie: kto
JEMU aż tak zagraża, że...

6. Łańcuch ludzi dobrej woli: anonimowa gnida z TVP kradnąca cudzą
korespondencję, Luiza Zalewska - autorka tekstu-donosu w “Rzepie”,
naczelny “Rzepy” Maciej Łukasiewicz - dający Zalewskiej błogosławieństwo na
drogę, Agnieszka Kublik - wzór dziennikarskiej etyki i solidarności zawodowej,
Hierarchowie oraz inni. Znamienne, że łańcucha nie przerwał nikt.

7. GW, przemiła gospodyni tego Forum. Związanie ze sprawą pytanie dnia
brzmi: “Czy jest grubiaństwem nazywanie Jana Pawła II “panem Karolem Wojtyłą”?”
Cóż, może i jest, choć znam grubsze, np. nazywanie (w tym wypadku - bezkarne)
Prezydenta Polski prezydentem wszystkich esbeków. Nie padło pytanie dalej
idące, np.: “Czy akcja “Rzepy” jest etyczna?” albo: “Czy reakcja Wysokich
Czynników była współmierna do treści pisma Sławińskiego?” Trąciłoby polityczną
niepoprawnością?

8. Chór Obrońców Imienia Papieża pobudzony do działania artykułem “Rzepy”.
Wdzięczny przykład - tytuł jednego z wątków Forum: “sławiński, BYDLAKU,
przeproś i idź precz!!! A TVP milczy-chroni gnoja!” Autor: Gość portalu: JaPoz.

Wnioski do dyskusji.
1. W Polsce istnieje podatny grunt dla odrodzenia maccarthyzmu. Jeśli nie
jesteś wielbłądem - zawsze miej na to dowody. Jeśli nie ufasz koledze
bezgranicznie, lepiej nie zwierzaj mu się z niczego. Jeśli ufasz - patrz
poprzednie zdanie. Jeśli kolega ujawni ci coś, donieś natychmiast - może
zdarzyć się, że ktoś inny doniesie szybciej, a wtedy kłopoty będzie miał i
kolega i ty.

2. Zalecenia zawarte w pkcie 1 nie dotyczą wyłącznie środowiska dziennikarzy,
są uniwersalne. Jeśli jesteś brygadzistą, a kolega chce wskoczyć na twoje
miejsce - mów Papież zawsze z dużej litery. Szef też człowiek. Nie zaryzykuje
bojkotu firmy przez JaPoz-ów.

3. Dzięki paniom Zalewskiej i Kublik Polacy, nawet najbardziej naiwni, już
wiedzą: nie należy być pewnym dnia ani godziny. Najlepsza cenzura to
autocenzura! Dwójmyślenie (Wielki Brat kłania się) znów obowiązuje!

4. Akcja zainicjowana przez “Rzepę” była pożyteczna: ujawniła fakt opisany w
pkcie 1. Koszt akcji, jak dotychczas, minimalny: Piotr Sławiński, sztuk 1,
który sam tego chciał.
    • Gość: tyu Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? c.d. IP: 157.158.68.* 22.05.01, 08:02
      Poprawka. Janusz Cieliszak to oczywiście nie adresat, tylko rzecznik TVP.
      Adresat nazywa się Jarosław Szczepański. Nie wiem co Szczepański zrobił
      dotychczas, ale jeśli chce mieć swoje miejsce w łańcuchu ludzi dobrej woli, czy
      po prostu mieć święty spokój, powinien jak najszybciej odciąć się od ohydnego
      tekstu Sławińskiego, z którym oczywiście niewątpliwie nie ma nic wspólnego.
      • Gość: paul Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? c.d. IP: 203.202.95.* 22.05.01, 09:09
        Brawo tyu!

        Wspominalem o mniej wiecej tym samym w poscie "Orwell: Rok 2001". A ostatnio
        naglowek w "Coriere della Serra" zaczynal sie od slowa "Wojyula...", nie bylo
        nawet "pan". Na pierwszej stronie! Na pewno Wlosi tez za to wywalaja z roboty!
        • Gość: alek Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? c.d. IP: *.ipsnet.it 22.05.01, 09:27
          Signor Wojtyla brzmi duzo gorzej bo ironicznie. A tak naprewde Wlosi kochaja
          papieza.
          • Gość: paul Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? c.d. IP: 203.202.95.* 23.05.01, 01:11
            Gość portalu: alek napisał(a):

            > Signor Wojtyla brzmi duzo gorzej bo ironicznie. A tak naprewde Wlosi kochaja
            > papieza.


            Gorzej? Ironicznie? Mysle ze dokladnie tak samo, jak po polsku. We Wloszech,
            podobnie jak w Polsce, jedni kochaja papieza, a inni nie - to nie o to chodzi.
            Chodzi o to, ze jest to normalne i nikt nie widzi w tym problemu. Chodzi o
            histerie, bigotyzm i balwochwalcza bezmyslnosc w iscie stalinowskim (kult
            jednostki) stylu.
    • Gość: Jurek Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? IP: *.bukowe.sdi.tpnet.pl 23.05.01, 01:46
      No Tyu, zapracowałeś sobie na stos.
      Ktoś juz pewnie na Ciebie doniósł.
      Myślę, że jedyną formą rehabilitacji dla Ciebie jest wygłaszanie non stop
      deklaracji, że popierasz polskich Talibów i żądasz stworzenia policji
      religijnej w Polsce. Niestety smutne jest to, że u nas ludzie muszą donosić.
      Za komuny większość wynosiła (z zakładów pracy co się dało), a niektórzy
      donosili, teraz nie ma co wynosić to donoszą.
    • luzer Re: “Rzepa” kolebką polskiego maccarthyzmu? 23.05.01, 02:29
      Cześć tyu. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś. Twój post był równie trafny,
      co błyskotliwie napisany, Watpliwości ogarnęły mnie tylko w jednym momencie -
      gdy czytałem to, co napisałeś o skromności i autoironii papieża. Z moich
      obserwacji wynika zupełnie co innego. Mam wrażenie, że papieżowi bardzo podoba
      się owa bizantyjskość, tromtadracja i pompa wokół jego osoby podczas
      pielgrzymek. Wydaje mi się, że w najmniejszym stopniu nie rażą go ulice, place,
      szkoły i szpitale jego imienia, nie wadzą mu setki jego pomników w naszym kraju
      i nie bulwersują go ludzie klęczący przed owymi pomnikami i modlący się do
      człowieka. Poczucie humoru? Owszem, ale tylko w sferze gestów poczas spotkania
      z tłumami. W sprawach religii Jan Paweł II, w przeciwieństwie, na przykład, do
      Jana XXIII, nigdy nie cierpiał na nadmiar poczucia humoru.
      Co do opisania zjawiska pt. "polowanie na czarownice" - nic dodać, nic ująć.
      Jest to tym bardziej niepokojące, że czynny udział w tej haniebnej aferze
      wzięła, w osobie Agnieszki Kublik, "Gazeta Wyborcza", której nigdy bym o to nie
      podejrzewał.
      Opisane przez Ciebie symptomy są w najwyższym stopniu niepokojące, ale w tym
      przypadku najlepszym sprzymierzeńcem normalności jest, po prostu, czas. Myślę,
      że, na szczęście, maccarthyzm w Polsce po prostu nie zdąży się rozwinąć.
      Zabraknie mu czasu.
      • Gość: Jurek Do Luzera IP: *.bukowe.sdi.tpnet.pl 23.05.01, 03:33

        Dosyć delikatnie powiedziane o braku poczucia humoru w sprawach religii. Przy
        całym szacunku do osoby papieża powtórzę tylko zdanie wielu światłych ludzi w
        tym teologów, że Jan Paweł II jest najbardziej konserwatywnym papieżem w całej
        historii Kościoła.

        Całkowicie się z Toba zgadzam odnośnie "bizantyjkości" papieża. Gdyby mu to nie
        odpowiadało to episkopat nigdy nie zgodziłby się na nazywanie ulic czy
        stawianie pomników osobie żyjącej.

        Swoja drogą jest w Polsce ustawa zdaje się, że w dalszym ciągu obowiązująca
        który zabrania takich praktyk. Powoływano się na niego w latach
        osiemdziesiątych gdy w Warszawie zmieniano nazwę ulicy Józefa Cyrankiewicza
        motywując to faktem, że były premier był wtedy jeszcze pośród żyjących.
      • Gość: tyu Re: Do Luzera ale nie tylko IP: 157.158.68.* 23.05.01, 16:25
        Witam, miło porozmawiać osobiście - nie tylko dlatego, że prawisz mi
        komplementy. Mogę zresztą odwzajemnić ci się tym samym. Dokonałeś dwu trudnych
        sztuk: 1. przekształciłeś głupawy wątek „Czy mężczyzna...” w b. ciekawą
        dyskusję o kulturze, 2. Luka prowadzi(ł) z tobą długą, poważną, merytoryczną
        polemikę - mnie to się zdarza jedynie w porywach. Nie muszę chyba dodawać, że
        jestem tego samego zdania, co ty. Jedyna różnica - ty jesteś w tych sprawach
        lepszy ode mnie.

        Nasze wątpliwości są dokładnie takie same!
        1. Zupełnie inaczej odbieram osobę Papieża w bezpośrednich wystąpieniach,
        szczególnie w sytuacjach „rozmowy z tłumem”, a inaczej - skutki jego milczenia
        tam, gdzie wystarczyłoby JEDNO słowo - słowo „nie”. Nie muszę chyba rozwijać.
        2. Sprawy religii i Kościoła jako instytucji (ktoś zapala w tej chwili drugi
        stos). Człowiek, który podpisał „Laborem exercens” niszczy ruch teologii
        wyzwolenia, a Leonardo Boff - jeden z liderów ruchu dostaje karę roku
        milczenia. Charyzmatyczny czarnoskóry kapłan (nazwisko uleciało) z Afryki,
        gdzie skutecznie nawracał (ale...) wezwany do Rzymu do przekładania papierów.
        Krótkie piłki. Zarazem „w temacie” Rydzyka, Jankowskiego, stawiaczy krzyży na
        oświęcimskim Żwirowisku itp - „se ne da”, albo są ćwierćśrodki.
        1 + 2. Nie wie ten, kto nie chce wiedzieć...
        Analogia, jaka mi się nasuwa, fortunna albo nie, to Piłsudski. Podobno
        prywatnie był autentycznie człowiekiem skromnym (co nie znaczy, że np. nie
        używał „wyrazów” wobec osób sobie niemiłych), b. uczciwym itp. Zarazem - jego
        rola polityczna, szczególnie od 1926 r., jest dla mnie niezwykle kontrowersyjna.

        AK i GW. Kiedyś na tym Forum b. chwaliłem GW za zasługi w szerzeniu dialogu,
        porozumienia itp. A jest takie przysłowie: „nie chwalić dnia przed zachodem”...

        Czas (czy tylko?) na rozwój maccarthyzmu. Myślę, że zbyt wiele obecnych Ważnych
        Osób kiedyś walczyło o wolność słowa, likwidację cenzury itp. Wielu, jak się
        okazało, walczyło dla siebie, ale pod hasłami ogólnymi. Teraz wpadli we własne
        sidła i szamocą się. Historia pełna jest paradoksów...

        Pozdrawiam!
        • luzer Re: Do Tyu, ale nie tylko... 24.05.01, 20:31
          Tyu, dzięki za miłe słowa, ale z tym wątkiem (o męskości), to zasługa połowiczna,
          sam widzisz, że, zrówno Luka, jak i Perła stanęli na wysokości zadania jako
          polemiści i jakoś to nieźle wyszło. Natomiast, co do komplementów pod Twoim
          adresem, to nic "ino szczyro prowda". Naprawdę (pisałem to już do Ala) czytam
          Wasze posty z ogromną osobistą przyjemnością, zazdroszcząc (ale tak - bez
          zawiści) Wam daru i temperamentu polemicznego, dzięki którym Wasze (piszę w
          liczbie mnogiej, bo większość rzeczy, które chciałbym powiedzieć Tobie, odnosi
          się też do Ala) spory z Luką, Perłą czy Różą mają odpowiednią temperaturę i
          trochę pieprzu, przy zachowaniu logiki, precyzji wypowiedzi i wysokiego poziomu
          merytorycznego. Mam nadzieję, że będzie mi dane czytać wasze posty jak
          najczęściej.
          Co do oceny religijnej polityki papieża, jesteśmy zgodni. Z jednej strony:
          stalowa stanowczość wobec "niepokornych i nieprawomyślnych", z drugiej:
          traktowanie, znanych z quasifaszystowskich wypowiedzi, Jankowskiego, Rydzyka et
          consortes jako, ot, takich sobie "enfants terribles", "swawolnych Dyziów"
          polskiego kościoła, którym, owszem, można pogrozić paluszkiem, ale to wszystko.
          Od siebie dodałbym jeszcze coś. Kiedy w Watykanie pracowała, powołana jeszcze
          przez Jana XXIII, a przejęta przez Pawła VI, komisja do spraw wypracowania
          stanowiska stolicy apostolskiej wobec, nowego wówczas, zjawiska, jakim była
          pigułka antykoncepcyjna, w składzie tejże komisji znajdowali się: psychologowie,
          psychiatrzy, interniści, lekarze innych specjalizacji, filozofowie, duchowni oraz
          kilkanaście, losowo wybranych katolickich rodzin z różnych krajów. Komisja ta
          obradowała przez ładnych parę lat i przez spory czas jej działania jej członkiem
          z ramienia Watykanu był ówczesny (to tak, na wszelki wypadekwink) kardynał Karol
          Wojtyła. Przez cały czas swego przebywania w składzie owej komisji późniejszy
          papież nie był obecny NA ŻADNYM jej posiedzeniu!! Ów fakt nieźle tłumaczy
          konserwatyzm Jana Pawła II. On po prostu na wiele niewygodnych dla siebie i dla
          religii spraw od wielu, wielu lat ma "oczy szeroko zamknięte". Tak jak mówiłeś:
          nie widzi, bo nie chce widzieć. W uzupełnieniu wspomnianej historyjki mogę
          jeszcze napisać, że papieska komisja wydała jak najbardziej pozytywną opinię dla
          stosowania pigułki (podobno pod wpływem prac w grupach roboczych, wiele osób,
          początkowo bardzo niechętnych pigułce, radykalnie zmieniło zdanie - może szkoda,
          że nasz kardynał chodził wtedy na wagary?), natomiast Paweł VI, wkrótce po
          ogłoszeniu stanowiska swej komisji, ogłosił encyklikę "Humanae vitae", w której
          jednoznacznie potępił używanie pigułki antykoncepcyjnej, jako sprzeczne z
          obowiązujacą doktryną kościoła katolickiego. Można się tylko domyślać czy sam, ot
          tak sobie, sprzeniewierzył się opinii, powołanego przez swego wielkiego
          poprzednika, ciała opinii (opinii, bynajmniej nie pochopnej, lecz podjętej po
          wieloletniej intensywnej pracy) czy też, być może, zasięgał wcześniej rady
          swojego w tejże komisji obserwatora?...
          Co do analogii z Piłsudskim, wydaje mi się, że istotnie jest wiele podobieństw:
          uczciwość, osobista skromność, ascetyczny tryb życia (w przypadku Piłsudskiego -
          bezsporny, w przypadku papieża - hmm...), zdolność do pracy ponad siły w celu
          osiągnięcia zamierzonych celów. Z drugiej strony: przekonanie o własnej
          nieomylności czy wręcz natchnieniu, o proroczym widzeniu wielu rzeczy. Coś w tym
          jest...

          Pozdrawiam bardzo serdecznie!
          • Gość: tyu Re: Do Luzera... IP: 157.158.68.* 28.05.01, 16:38
            Dziękuję za kolejne "smaczki" i kolejne dowody podobieństw poglądów.
            Skoro tyle nas łączy, to odważę się spytać:
            Kiedyś pisałeś o swej sympatii do ś.p. ROAD-u. To była i moja sympatia, choć
            nie jedyna. Moją dewizą jest raczej "uczciwi lewicowcy wszystkich genealogii -
            łączcie się!" (analogia nieprzypadkowa). Do obecnych poglądów zbliżałem się od
            zainteresowania eurokomunizmem (że można lansować radykalnie lewicowe poglądy,
            a zarazem respektować zasady demokracji parlamentarnej, a nawet rządzić - np. w
            prowincjach środkowych Włoch) przez lekturę "Zdania" i sympatie do "Kuźnicy"
            krakowskiej. Ty jednak uznałeś ROAD za lewicę, a SLD za -? coś koło centrum.
            Moim zdaniem ROAD był socjalliberalny i bliższy centrum niż SLD, w którym obok
            silnej socjalliberalnej grupy jest nadal dość znaczące lobby związkowe. Ponadto
            ROAD (później także UD) popełniał, moim zdaniem błąd "czystości rewolucyjnej" -
            postkomuna be - skutek taki, że utonął w liberalnej większości. Nie robi tego
            UP Pola (Bugaj pewnie by nie dopuścił) i moim zdaniem ma rację, "zachorował na
            czystość" natomiast PPS. Myślę, że współczesny model partii politycznych, gdzie
            można wypracowywać wspólne zdanie wśród ludzi ufających sobie, choć o dość
            szerokim spektrum poglądów, jest właściwszy, a koalicja SLD+UP+? ma przyszłość.
            Co Ty na to?
            • Gość: luzer Re: Do Tyu IP: *.opole.dialup.inetia.pl 29.05.01, 03:11
              Witam Cię z prawdziwą przyjemnością, Tyu.
              Swoim pytaniem niejako zmusiłeś mnie do obejrzenia się wstecz, do spojrzenia na
              moją drogę do aktualnie wyznawanych poglądów. Efektem owego spoglądania stała się
              refleksja, iż zbliżałem się do nich raczej z odmiennych pozycji niż Ty. W
              czasach, kiedy, być może, Ty baczniej przyglądałeś się politykom w rodzaju Enrico
              Berlinguera, ja byłem dość radykalnie antykomunistyczny. Wydawało mi się, że z
              ludźmi takimi jak np. Aleksander Kwaśniewski, dzieli mnie dosłownie wszystko, a
              nie łączy nic. Co więcej, w swej naiwności nie wyobrażałem sobie, że cokolwiek
              mogłoby zmienić to moje nastawienie. I tak to trwało, aż do rozpętanej przez
              Lecha Wałęsę "wojny na górze". Wtedy, po raz pierwszy, miałem wrażenie, iż
              znajduję się na jakiejś lodowej krze, która oderwała się od stałego pola i
              dryfuje gdzieś w niewiadomym kierunku. Od wyłaniających się z OKP partii
              prawicowych (PC, KLD) odstręczały mnie, bądź ich polityczne (czy raczej -
              niepolityczne) obyczaje i archaiczna retoryka, bądź też bezduszność wobec kwestii
              społecznych. Poczułem się jak obudzony z głębokiego snu i, niestety, było to
              przebudzenie z ręką w nocniku. Powstanie ROADU (byłem na zebraniu założycielskim
              w auli Politechniki) powitałem z ogromną nadzieją, tym bardziej, że, jak Ci już
              napisałem, wtedy nie widziałem dla siebie, żadnej innej możliwości
              zidentyfikowania się z jakąkolwiek partią polityczną. Pamiętam atmosferę tego
              zebrania, miałem wrażenie, że wrócił sierpień... Dziwiłem się tylko, że zamiast
              bardzo popularnego wówczas, charyzmatycznego Jacka Kuronia, wysunięto jako
              kandydata na prezydenta - Tadeusza Mazowieckiego. Pamiętam, że to był dla mnie
              jedyny, zauważalny zgrzyt tego dnia. Może nawet nie zgrzyt, po prostu jakiś
              dziwaczny brak logiki. Kiedy po przegranych wyborach prezydenckich, Mazowiecki
              utworzył UD, już do niej nie wstąpiłem. Nie wyczuwałem tam tej atmosfery, którą
              pamiętałem z ROADU. Im dalej, tym było gorzej. Unia Wolności, poza pretensjonalną
              nazwą, niosła ze sobą wizerunek ugrupowania stricte "balcerowiczowskiego", a
              więc - mądrego (czasem wręcz - przemądrzałego), ale oschłego, niedbającego o moje
              interesy i pozbawionego charyzmatycznych postaci. Z etosu Unii został już tylko
              Balcerowicz i jego budżet. O ile ceniłem Balcerowicza jako ekonomistę, o tyle
              miałem go za bardzo marnego polityka, co się zresztą w pełni potwierdziło - Unia
              Wolności straciła swój tradycyjny elektorat i balansuje na granicy progu.
              To, co się działo na tzw. "prawicy" (skrajne rozdrobnienie, permanentne
              potępieńcze swary i kłótnie) napełniało mnie intensywną niechęcią do tej strony
              sceny politycznej. Wszystko to razem sprawiło, iż, aczkolwiek z trudem, ale
              jednak porzuciłem swój naiwny idealizm i, co się z nim wiązało, kierowanie się w
              politycznych wyborach sympatiami i antypatiami. Zacząłem zastanawiać się, którzy
              politycy będą (a przynajmniej zapowiadają, że będą) realizować program rządzenia,
              choćby w przybliżeniu zapewniający mi taki sposób życia, do którego mam
              największe przekonanie. Zapytałem siebie, kto z nich daje mi największą rękojmię,
              iż będę mógł żyć tak, jak mi się podoba. Że nikogo z kręgów władzy nie będzie np.
              obchodzić czy chodzę do kościoła i ile razy w tygodniu.
              Niestety, wyszło mi, że będą to Ci, których akurat nie lubię, ale już, na
              szczęście, nie byłem uzależniony od "emocjonalnych wyborów".
              Patrząc wstecz, istotnie zgadzam się z Tobą, iż ROAD, (jak i ja), mocno grzeszył
              emocjonalnością i, nawet egzaltacją , a więc brakiem profesjonalizmu, w
              uprawianiu polityki.
              Ci ludzie, dla mnie wówczas mądrzy i szlachetni, nie potrafili (może poza
              Kuroniem) wznieść się poza swoje osobiste uprzedzenia (czego wówczas nie
              dostrzegałem, bo i ja tego nie potrafiłem). Jedyna satysfakcja, jaka pozostała
              moim udziałem, to ta, iż ja, w przeciwieństwie do wielu z unijnych polityków,
              owej sztuki zdołałem się nauczyć.
              Napisałeś, że uważałem ROAD za lewicę. Tak było, choć teraz widzę, iż nie całkiem
              logicznie i precyzyjne. Po prostu jakoś, ot tak, uwierzyłem w etykietkę "lewicy
              laickiej" przyczepioną ROADowi przez m.in. Porozumienie Centrum i z czasem
              przyzwyczaiłem się do niej (trochę, przyznaję, bezmyślnie).
              W całej rozciągłości zgadzam się z ostatnim zdaniem Twego postu. Mówiąc
              najkrócej - tak właśnie obecnie postrzegam przyszłość polityczną kraju.
              I, właściwie, nie widzę żadnej innej rozsądnej alternatywy. Najwyższy już czas
              (to nie ukłon w stronę UPRuwink), aby wyborcy przestali "myśleć hormonami" i
              wyzwolili się spod dyktatu sfery emocjonalnej nad racjonalną.
              Bardzo serdecznie pozdrawiam.

              • Gość: tyu Re: ponownie do Luzera IP: 157.158.68.* 29.05.01, 16:43
                Witam ponownie, cieszę się, że po paru dniach zwłoki (wyjazdy + Perła!) od razu
                zauważyłeś przesyłkę. Cieszę się tym bardziej, że trafnie oceniłem Twoje
                poglądy, „pochodzenie” zresztą też. I vice versa.
                Ja jestem komuchem „od zawsze”: może skutek urodzenia się w Czerwonym Zagłębiu?
                Tam tradycje lewicy były autentyczne. Tyle, że tradycje tradycjami, a coraz
                bardziej raził mnie rozziew między hasłami PRL, werbalnie szczytnymi, a miałką,
                bezideową praktyką, obecność równych i równiejszych, dobrowolne „dwójmyślenie”
                tych, co teraz często leżą krzyżem i płaczą, że wtedy byli zmuszani! Poza tym -
                jeśli coś robi się „dla ludu”, to niechże ten lud ma prawo ocenić, czy to coś
                mu się podoba. Rozwiązanie PZPR i, „pokalane” co prawda, narodziny
                socjaldemokratycznej następczyni, oceniłem jako nadzieję na stworzenie tego,
                czego mi na polskiej lewicy brakowało (w „S” słowo „lewica” było przecież
                wyklęte, Twoja „lewica laicka” to było podwójne wyzwisko!). Może uznasz to za
                paradoks, ale WŁAŚNIE TERAZ ta moja nadzieja słabnie... Znów klei się g... do
                okrętu, bo okręt nie zatonął, jak 10-12 lat temu mądre głowy sądziły, co
                więcej - zmierza do bogatego portu... Proces klejenia nieuchronny, ale zawsze
                niemiły. Na razie widać lokalne kliki. GW wskazuje je arcychętnie. Lokalna
                mutacja GW parokrotnie wracała np. do skandalu wokół SLD-owskiego burmistrza
                Czeladzi. Kolejny paradoks, ale wygląda, że tym razem to centrala SLD tępi te
                kliki skuteczniej, niż „doły” - często już obezwładnione przez lokalnych
                bonzów. Syntezą paradoksów jest to, że na tych bonzów pracuje obecne,
                relatywnie dobre imię SLD, w minionych latach tworzone przez innych, wówczas
                skazywanych na ostracyzm... Czyżby błędne koło, z pętlą histerezy na dodatek?
                W „S” zresztą było podobnie...
                Zawsze byłem niepoprawnym optymistą, więc liczę, że tym razem z tego tępienia
                klik coś wyjdzie, że nadal warto... Nie tylko dlatego, że gorzej, niż teraz,
                chyba już być nie może (choć podobno zawsze może). No i wierzę, że „wspólnymi
                siłami” tym bardziej warto.
                Odnośnie „S” i Twoich wspomnień: ja kandydaturę Mazowieckiego przyjąłem jako
                naturalną i wartościową, sam zamierzałem na niego głosować, tyle, że w II
                turze... i przyszło mi oddać, po raz pierwszy w życiu, świadomie nieważny głos.
                Co do Kuronia - 5 lat później wyszło, że sympatie dlań są „nieprzekładalne” na
                wynik wyborów, więc może wtedy była to mała strata? A inni kandydaci „S” na
                Prezydenta RP stanowią, moim zdaniem, dobrą ilustrację degrengolady „S” w
                minionych latach. Moje opinie o nich są oczywiście subiektywne.
                Mazowiecki - mądry i uczciwy, choć mało efektowny,
                Wałęsa - prymityw, ale z momentami wielkości,
                Krzaklewski - zero, gładki cwaniaczek grający ludźmi.
                Jaki będzie następny? Poniżej zera teoretycznie spaść nie można...

                No, tośmy sobie powspominali...
                Pozdrawiam jeszcze bardziej serdecznie, niż Ty mnie!
                • luzer Re: Do Tyu 30.05.01, 03:02
                  Witam Cię nocną porą. Przeczytałem uważnie to, co napisałeś i zgadzam się z
                  Twoją diagnozą, co do zjawiska okrętu i lepkich substancji. Ja to też u siebie
                  obserwuję i nie jest mi, bynajmniej, z tego powodu wesoło. Zwróć jednak uwagę,
                  na fakt że w przypadku SLD istnieje przynajmniej wyraźna różnica poziomów i
                  klasy między w miarę światłą i postępową "górką", a betonowymi "dołami", jest
                  zatem szansa na to, by sytuacja zmieniła się na lepsze. Ugrupowania tzw.
                  prawicy są monolitycznymi blokami betonu - w większości wypadków nie ma żadnej
                  różnicy w mentalności i poziomie intelektualnym między prawicowym ministrem, a
                  sołtysem z tejże politycznej opcji. Wiem, że w czasach istnienia SdRP sytuacja
                  była lepsza, ale myślę iż po zamąceniu, bedącym efektem powstawania nowych
                  struktur, sytuacja wróci do normy, a z czasem młode pokolenie wyprze
                  stary "beton" i SLD pozbędzie się swego PZPRowskiego ogona, a tym samym zyska
                  wielu nowych i wartościowych członków, których obecnie odstręcza właśnie
                  obecność w tej partii starych bonzów. Ja też jestem optymistą.
                  Co do Jacka Kuronia, to pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Uważam, że zjawisko o
                  nazwie "Jacek Kuroń" w czasie pierwszych wyborów prezydenckich i cztery lata
                  później, to dwa różne zjawiska. Czasem w życiu bywa tak, że trzeba wykorzystać
                  sprzyjającą szansę, bo może się nie powtórzyć. Nie jestem żadnym politologiem
                  (nawet amatorem), ale wydaje mi się, że w przypadku wystawienia za pierwszym
                  razem Kuronia, była realna szansa na sukces. Niestety została zaprzepaszczona
                  przez... chyba, tak myślę, brak wyobraźni. Podczas drugich wyborów polityczno-
                  społeczny świat był już całkiem inny i nawet ja nie wierzyłem, że Jackowi się
                  uda (chociaż oczywiście głosowałem na niego w pierwszej turze), a sądzę, że
                  gdyby Kuroń został prezydentem na pierwszą (ew. jeszcze na drugą kadencję)
                  Mazowieckiemu byłoby łatwiej w następnych wyborach. Poza tym, w przypadku
                  prezydentury Kuronia, stałby się on (Kuroń) naturalnym liderem Unii, co, być
                  może, pozwoliłoby uniknąć atrofii "społecznego" skrzydła w tej partii i
                  nienaturalnej dominacji liberałów. Wówczas Balcerowicz nigdy nie znalazłby się
                  w unijnych szeregach i, co za tym idzie, nie dorobiłby Unii gęby "partii
                  budżetu", ergo: nie rozłożyłby jej na łopatki. Ale, co tam, to se uż ne vrati.
                  Jeśli chodzi o Mazowieckiego, zgadzam się z Twoją opinią i, w związku z nią
                  właśnie, jeszcze raz twierdzę, że nie był on właściwym kontrkandydatem
                  dla "wiecowego idola" - Wałęsy.
                  Ja, niestety, nie widzę u Lecha momentów wielkości. Wydawał się wielki, kiedy
                  miał mądrych doradców i na tyle oleju w łepetynie, by ich słuchać. Kiedy
                  po "wojnie na górze" odeszli od niego ci, którzy przez lata tworzyli "image"
                  przewodniczącego, jego "wielkość" prysła jak bańka mydlana. Został tylko mały,
                  mściwy, zawistny człowieczek. Na pobojowisku "wojny na górze" napisałem o nim
                  poniższą fraszkę:

                  Choćby pod krzyżem ciągle stał
                  i w piątki nie jadł mięsa,
                  choćby mi miód na serce lał,
                  ja nie dam za to pensa.
                  I choćby wszystkich za sobą miał,
                  mnie nie drgnie nawet rzęsa -
                  Wiem: kto był wał, ten będzie wał...
                  Nawet jeżeli -ęsa.

                  Choć to było dziesięć lat temu, dzisiaj nie wycofuję się z ani jednego słowa
                  wówczas napisanego.
                  O Krzaklewskim cokolwiek by się powiedziało, to i tak będzie za dużo. Spuśćmy
                  więc na niego zasłonę miłosierdzia i niech mu polityczna ziemia lekką będzie.
                  Następny kandydat AWSu? Jak go wyłonić? Najlepiej losowo. Nie będzie to miało
                  żadnego wpływu na jego kompetencje i przydatność na urzędzie prezydenta, a
                  zaoszczędzi wielu kłótni i, zapewne, wydatków.

                  Zawsze dobrze powspominać w miłym towarzystwie.
                  Trzymaj się ciepło, Tyu, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.
                  • Gość: Al Re: Do Luzera&Tyu IP: 192.168.1.* / *.piwet.pulawy.pl 30.05.01, 11:50
                    Witam was
                    Z przyjemnością przeczytałem wasze teksty o ewolucji
                    poglądów. A ja, no cóż,z perspektywy czasu czuję
                    raczej niedosyt z braku idealnego dla mnie miejsca, w
                    które mógłbym złożyć swoje poglądy. Wcześniejsze
                    zafascynowanie w czasie studiów NZS-em minęło równie
                    szybko jak przyszło a światełko błysnęło na końcu
                    tunelu przy powstaniu UD ( dlaczego do licha zawsze
                    cechowało ją jakieś przemądrzałe niezdecydowanie,
                    pozostawione potem w spadku UW).
                    Podobnie jak ty Luzer nie dostrzegałem momentów
                    wielkości u pana L.W. i raczej ceniłem go za
                    przynalezność do tego samego związku co ja: Polskiego
                    Związku Wędkarskiego, jedynego słusznego. I lepiej
                    byłoby aby pozostał i działał raczej w jego
                    strukturach. Pozostawiony po wojence na szczytach
                    sprawiał żałosne wrażenie. A jego wyczucie polityczne
                    podkreślane przez niektórych swojego czasu włozyłem
                    dawno między bajki.
                    A tak poważnie - najbliżej mi było niemalże od
                    początku istnienia do UP. I tej Bugaja i Pola.
                    Ewolucja tego ugrupowania i związanie z SLD powinny
                    dobrze zrobić i jednym i drugim. Jak słusznie zauważył
                    Tyu choroba czystości nie służy.
                    Dzięki Luzer za fraszkę. Pozdrawiam.
                    • luzer Re: Do Ala 31.05.01, 21:46
                      Cześć Al, miło, że włączyłeś się do naszej rozmowy. Wiesz, ja kiedyś mocno
                      sympatyzowałem z Unią Pracy (a wcześniej jeszcze z "Solidarnością Pracy").
                      Ceniłem bardzo Ryszarda Bugaja i Aleksandra Małachowskiego jako ludzi uczciwych
                      i mądrych. Wydawało mi się, że partia ta ma realną szansę na stworzenie
                      polskiej, nowoczesnej lewicy, nieobciążonej garbem PRLu. Niestety, nie wyszło.
                      Mam tu swoją teorię, nie wiem czy słuszną - otóż sądzę, że gdyby nie
                      Wałęsowa "wojna na górze" nie nastąpiłaby konsolidacja i zwarcie szeregów
                      dawnych członków PZPR - beton by się wykruszył, a ludzie myślący
                      powoli "przesączyliby się" do Unii Pracy (gdzie nie patrzono na to, kto skąd
                      przychodzi, tylko na kompetencje), która w tym przypadku stałaby się naprawdę
                      znacząca siłą po lewej stronie polityki. Tak więc, to Wałęsa, moim zdaniem,
                      reanimował lewicę postpezetpeerowską w jej obecnym kształcie.Powinien chyba
                      otrzymać honorowe członkostwo SLD?wink)
                      A propos Bugaja - co sądzisz o jego przystąpieniu do PSL? Mnie to bardzo
                      zdziwiło - rozumiem, że Bugaj nie lubi SLD, ale ja, gdybym już musiał wybierać
                      między SLD, a PSLem, wybrałbym chyba jednak to pierwsze. Z kim on tam
                      porozmawia o czymś innym niż o pogodzie? Jedyny myślący peeselowiec (którego
                      zresztą jego koledzy szybko się pozbyli - może wpędzał ich w kompleksy?) to był
                      prof. Mikołaj Kozakiewicz...
                      Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.
                  • Gość: tyu Re: Do Luzera (ale do Ala też) IP: 157.158.68.* 31.05.01, 07:35
                    Witaj , Sowo! Noc to wspaniała pora dla ludzi twórczych! I kolejne podobieństwo
                    upodobań, choć siedzieć do 3.02 nad ranem nawet mnie rzadko się zdarza. Potem
                    niestety trzeba wstać, np. o 6.00-7.00, a rodzina też nie lubi, gdy ktoś jej
                    świeci po nocy...
                    Jeśli nie masz dość - kolejna porcja reminiscencji. Może tym razem od końca
                    (respektując zasłonę miłosierdzia).
                    Niedawno poznałem Cię jako autora limeryków, teraz - poezji zaangażowanej...
                    Mnie, szczególnie za studenckich czasów, też się to zdarzało i też w podobnym
                    duchu. Obiektami byli co prawda częściej koledzy, niż VIPy. Ostatni, po latach
                    milczenia, był spóźniony „wkład” do wirtualnego tomiku poezji pozdrawiaczy
                    Luki - czyli tam, gdzie i Ty publikowałeś.
                    Twoją poprawkę - teorię zaistnienia domniemanych dowodów momentów wielkości
                    Lecha W. oraz skutków wymiany zespołu doradców na „mnietkopodobnych” -
                    oczywiście przyjmuję. A że jeszcze Al popiera - nec Hercules...
                    Trzy większe, sprowokowane przez Ciebie tematy.
                    1. Kuroń. To nazwisko zawsze kojarzy mi się z nazwiskiem Michnik i budzi
                    podobne uczucia. Podobieństwa między nimi, jakie zauważam (kontroluj, czy się
                    zgadza): wielkoduszność i wielka sztuka zapominania krzywd, ale zarazem pewien
                    (naiwny?) idealizm, każący wierzyć ludziom - nawet tym, którzy na to nie
                    zasługują. Może to jest przyczyna naszego wspólnego niesmaku po wyczynie p.
                    Kublik? Takich wyczynów, kłócących się z ogólną liberalną (także, co rzadkość,
                    w sprawach „ducha”wink linią, bywało w GW więcej. Czyżby Szef miał zbyt miękkie
                    serce, by to czy owo ukrócać?
                    I może to jest jedna z przyczyn wielkiej sympatii społecznej dla Kuronia, nie
                    przekładającej się (czy istotnie dopiero w 1995 r. - może?) na wynik wyborów
                    prezydenckich. Społeczeństwo chyba jednak woli mieć za swych przedstawicieli
                    ludzi twardo stąpających po ziemi, nawet jeśli są mniej kochani. Może to
                    zdecydowało o wyborze w UW twardego biurokraty Balcerowicza, a nie
                    intelektualisty Mazowieckiego? W UD Mazowiecki miał chyba inne zadanie: w miarę
                    bezboleśnie połączyć skrzydło prospołeczne z liberałami. Potem, po atrofii tych
                    pierwszych, przestał być potrzebny...
                    2. Ogon. Moim zdaniem „betonowość” poglądów części (ale chyba nie
                    większości) „dołów” SLD nie ma aż tak wielkiego znaczenia dla programu i - co
                    ważniejsze - praktyki działania SLD jako całości. Co najwyżej jakiś „stary
                    działacz” pogdera na małą przebojowość góry. Podobnie - obecność dawnych
                    funkcjonariuszy PZPR, choć propagandowo jest to na pewno spory balast. Tu
                    właśnie dobrym pociągnięciem było stworzenie od podstaw nowej partii, do której
                    wstąpiło sporo nowych ludzi, dotychczas od zawsze bezpartyjnych. Ale... Za
                    znacznie większe niebezpieczeństwo uważam właśnie przyklejanie się INNYCH
                    ludzi, których poglądy są z definicji identyczne z obowiązującą linią - byle
                    coś z tego mieć. A czas prosperity zdaje się nadchodzić... Tacy (chyba w
                    znacznej większości) byli w PZPR - także w „aparacie”, a obecnie są w RS AWS
                    (czy tym, co zeń pozostało). Ci z PZPR poszli w rozsypkę (do czasu? - oby
                    nie!), błyskawicznie przeorientowali poglądy i zaaklimatyzowali się w nowych
                    warunkach, często znakomicie. Ci z AWS właśnie przymierzają nowe maski. Liczę,
                    że walka z takimi „sympatykami” (niezależnie od punktu sceny politycznej) przy
                    pomocy metod pośrednich, np. ustawowego zakazu brania od nich pieniędzy na
                    działalność partii (np.nowa ordynacja), zakazu korupcjogennego łączenia różnych
                    funkcji itp - może być nawet skuteczniejsza, niż próby samooczyszczania,
                    słuszne i chwalebne skądinąd. I ja zresztą liczę, że z kolei to samooczysz-
                    czanie jest i będzie skuteczniejsze w SLD, niż w AWS. Obecna lewica JUŻ czegoś
                    nauczyła się na swoich, w dużym stopniu, błędach...
                    3. Lewica ogólnie. Przejrzałem wątek Nurt Lewicy Rewolucyjnej, a nawet część
                    zalecanej tam lektury (trockistowski manifest programowy). Sądzę, że wg ich
                    kryteriów Ty nigdy nie byłeś lewicowcem, a ja - co najwyżej - jestem
                    reformistycznym zdrajcą. Reminiscencje z niedawnej dyskusji z Luką (sytuacja w
                    Chile za Allende, dołożę jeszcze Hiszpanię za Republiki) + to wskazywałyby, że
                    ludzie o takich poglądach - często b. młodzi i działający w najlepszej wierze -
                    stanowią wymarzony pretekst dla różnych „mężów opatrznościowych” ratujących
                    kraj przed lewicową zarazą i anarchią.
                    A jednak nie potrafię ich winić. Jeśli w 25 godzinie doby wygospodaruję trochę
                    czasu, to może i tam napiszę jakąś polemikę, skoro zachęcają do dyskusji?
                    (mikrowstęp już jest - replika nań będzie sygnałem, że może warto). Chyba
                    skutki nie będą bardziej nikłe, niż skutki dowodzenia Luce, że Pinochet to
                    zbrodniarz, demokracja jest lepsza od tyranii, a nakaz jeżdżenia w pasach -
                    zasadny? Poza tym - jeszcze jedna reminiscencja, ale już ostatnia, przynajmniej
                    dziś: ciekawe, gdzie byłbym z TYMI SAMYMI poglądami, ale gdyby mój życiorys
                    różnił się od obecnego, np. gdybym niegdyś poznał jakieś alternatywne postacie
                    politycznych przeciwników, a TEŻ lewicy, np. Andrzeja Gwiazdę? Kolejny
                    przyczynek do konieczności dialogu i prób zbliżania.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie, Ala oczywiście też.
                    • luzer Re: Do Tyu 31.05.01, 22:50
                      Witaj, dzisiaj o bardziej "chrześcijańskiej" porze. Żart z "poezją
                      zaangażowaną" udał Ci się świetnie. Ja tego rodzaju wierszyki nazwałbym
                      raczej "poezją żółci", względnie "poezją wentyla bezpieczeństwa". No, cóż... w
                      chwilach stresowych jedni piją, inni bijają żony, a jeszcze inni ulewją żółci
                      na papier i... też pomaga.
                      Co do Kuronia, oczywiście zgadadzam się z Twoją opinią o jego (i zapewne -
                      Michnika, choć tu już nie byłbym taki pewny) naiwnym idealizmie. Wydarzeniem,
                      które dodatkowo potwierdza Twą tezę jest fakt, opowiedziany przez samego Jacka,
                      okradzenia jego mieszkania przez bezdomnych, których zaprosił do domu na
                      kolację (przypomina się "Viridiana" Bunuela).
                      Co do Mazowieckiego, jego pozycja, pewnie jednak na skutek przegranej w
                      wyborach prezydenckich, nie była w Unii zbyt mocna. Może trzeba było poszukać w
                      prospołecznym skrzydle kogoś młodszego i energiczniejszego (nie wiem, może
                      Grażynę Staniszewską,), by był bardziej zdecydowanym rywalem Balcerowicza w
                      walce o stanowisko przewodniczącego.
                      Jeśli chodzi o lewicę, nie potrafię wysnuć jakichkolwiek prognoz. Mam nadzieję,
                      że bedzie trwał proces samooczyszczania i napływu nowych, świeżych umysłów.
                      Zobaczymy też jak zachowa się SLD po wygranych wyborach parlamentarnych - czy
                      wykaże wyobraźnię i dalekowzroczność i nie będzie powielać obyczajów AWSu
                      (TKM), ale też i swoich, podobnych grzeszków, po wygranych wyborach'93.
                      Co do NLR, trochę to, oczywiście, lewackie, ale, jak mawiał dziadek
                      Piłsudski: "Kto nie był za młodu socjalistą, na starość będzie łajdakiem", więc
                      jest to zapewne objaw, per saldo, pozytywny. Bardziej na pewno pozytywny niż
                      powstawanie quasifaszystowskich organizacji typu "Ligi Republikańskiej".
                      Pozdrawiam bardzo serdecznie.
                      • Gość: Al Re: Do Luzera&Tyu IP: 192.168.1.* / *.piwet.pulawy.pl 01.06.01, 12:03


                        Witajcie Luzer i Tyu

                        Odnośnie twojej teorii o wojnie na górze jako przyczynie konsolidacji członków
                        nieboszczki PZPR myślę, że było to jednak zjawisko niezależne. Sądzę, że próba
                        znalezienia wspólnego miejsca dla siebie miałaby i tak miejsce po lewej
                        stronie, niezależnie od wałęsowej siekierki. Pan LW przyczynił się jednak do
                        zaprzepaszczenia szansy prawicy i nie tylko. Żałować należy też, że lewicowy
                        nurt wyłaniający się ze zrywu był niechcianym dzieckiem i należy ubolewać i
                        zazdrościć sąsiadom z południa rządzonych przez lewicowców o opzycyjnym
                        rodowodzie. Masz rację, etap budowania UP i tandem Bugaj&Małachowski było wtedy
                        najbardziej pociągającą, lewicową alternatywą. I jesli jesteśmy przy Bugaju.
                        Flirt z PSL uważam za jego śmierć polityczną. Z pewnością "światli" i
                        zasiedziali PSL-owcy nie dadzą mu należnego miejsca i sądzę, że będą traktowali
                        jego trzeźwy osąd jako partyjny margines. Szkoda polityka. W UP cenię też
                        należne miejsce jakie dają kobietom i równie trzeźwy osąd wielu aktualnych
                        spraw p. Jarugi-Nowackiej. Postpezetpeerowska lewica i obecne SLD mogłoby się
                        jednak trochę "przewietrzyć" (tochę sztuczne wydało mi się jednak lansowanie
                        Sylwii Pusz).
                        Tak, rzeczywiscie wyorazam sobie dyskutujących ze sobą jedynie Bugaja i
                        Kozakiewicza - ci dwaj, gdyby mieli możliwość współpracy ze sobą mogliby
                        doprowadzić PSL do rangi naprawdę znaczącej partii a nie "języczka" u wagi
                        różnych spraw. A z innymi Bugaj może nie znaleźć wspólnego jezyka.
                        I słowo o znaczącym człowieku: Jacek Kuroń: Tak się składa, że dzisiaj nad
                        ranem wiozłem z lotniska kolegę wracającego z Krety. Mówił mi, że spotkał tam
                        właśnie (Heraklion)wypoczywającego Kuronia. I tak prawde mówią był załamany tym
                        spotkaniem. Kuroń sorawiał wrażenie człowieka ciężko chorego a po dłuższej
                        rozmowie sprawiał wrażenie zagubionego w meandrach polityki. Cień Kuronia.
                        Myslę, że ten ceniony polityk może się już nie podnieść i przestanie odgrywać
                        jakąkolwiek rolę na politycznej scenie. A szkoda. Siłą rozpędu ludzie mogą
                        jeszcze w rankingu popularności i wiarygodności wskazywać na niego ale, jak
                        słusznie zauwazyłeś, jest to co innego jak tzw. nadawanie się na świecznik. I
                        chyba nie zawinił tu termos.

                        Pozdrawiam was serdecznie i życzę udanego weekendu.
                        • Gość: tyu Re: Do Ala&Luzera IP: *.BMJ.net.pl 02.06.01, 21:18
                          Tak nam się miło dyskutuje w tym naszym kąciku, że aż zaczynam się zastanawiać:
                          a co z "PRL"? Perła płodzi wątki, Róża złożyła wizytówkę i tyle, Luka gdzieś na
                          sparringu... a my sami!
                          Odnośnie teorii dziejów najnowszych, bliższe mi jest stanowisko Ala. "Wojna na
                          górze" przyspieszyła wypadki, ale podstawowe przyczyny rozpadu tkwiły w samym
                          systemie: przecież w tej 1."S" spektrum poglądów było arcyszerokie: od, z
                          przeproszeniem, H.Jankowskiego po P.Ikonowicza. To się nie mogło utrzymać na
                          stałe, gdy wspólny wróg legł. Fakt, że styl rozejścia się był fatalny.
                          Co do faktu budowy nowoczesnej lewicy przez ugrupowanie, wydawałoby się,
                          najmniej do tego przystosowane. Jeszcze po 1990 r. politolodzy wróżyli tę rolę
                          właśnie UP (czy m.in. nie J.Giedroyc?) Myślę, że różnica polskiej specyfiki w
                          stosunku do np. Czech miała 2 źródła.
                          1. Dość "olewacki" stosunek władz PZPR (w tym - rola Gomułki!) do "pryncypiów".
                          Po latach ułatwiło to myślenie w kategoriach pragmatycznych, nie ideolo. CSRS,
                          NRD itd - bez komentarza.
                          2. Rola Kościoła i znaczenie Kościoła - tam i u nas. Czesi od czasów Husa byli
                          dość odlegli od tych spraw, w naszych kategoriach wręcz libertyńscy. Polacy...
                          Ponadto w Polsce (kraju Osób Bez Nazwiska) Kościół odgrywał szczególną rolę we
                          wspieraniu opozycji. No to potem i rachunek wystawił odpowiedni. Czy w tych
                          warunkach utworzenie liczącej się post"S" lewicowej partii miało szanse? Polska
                          specyfika i polska paranoja: tworzenie prawicowych partii, AWS i nie tylko, na
                          bazie związku zawodowego
                          Do tego dochodzi jeszcze propagandowe utożsamienie lewicy z PZPR i post-PZPR (w
                          założeniu - lewica to sama ohyda) a prawicy z "S". Oraz skutki władzy "S".

                          Osoba Bugaja. Dla mnie Bugaj - taki, jak pamiętam go z lat 1980-81 i ten po
                          1989, to niemal dwie różne osoby. W 1981 był niemal moim idolem, jako szef UP
                          zawiódł mnie bardzo, gł. swym uporem w sabotowaniu współpracy z SLD. Wg mnie
                          rząd SLD-PSL-UP mógł zrobić zdecydowanie więcej i w lepszym stylu, niż bez UP.
                          Kolejne niemiłe zdziwienie to właśnie ta decyzja o zbliżeniu do PSL. Nie chodzi
                          mi naweto to, że PSL jest taki-siaki. KTOŚ potrafi wycofać się z honorem, ktoś -
                          nie.
                          Sympatie do pozostałych, liderów UP (wymienioych przez Ala + Ziółkowskiej)
                          podzielam. Od Małachowskiego zaczynam lekturę "Przeglądu".
                          Kuroń. Użycie go, schorowanego ale wciąż b.popularnego człowieka, do kampanii
                          ratowania UW przyjąłem z niesmakiem. To chyba jednak było w ich stylu.
                          Pozdrawiam serdecznie Was obu!
                          • luzer Re: Do Ala & Tyu 03.06.01, 16:06
                            Witam Was po raz kolejny i, jak zawsze, z równą przyjemnością.
                            Właśnie, Tyu, ja też zauważyłem fakt, że poruszamy tu, w owym zaciszu,
                            różne „śliskie” tematy, wygłaszamy „bluźniercze” (wszystko, co jest powiedziane
                            o papieżu nie w tonie pochwalnego hymnu, jest w Polsce jawnym bluźnierstwem)
                            opinie, a tu – cisza, spokój. Nie mówię już o Perle, Róży i Luce (ha, ha... za
                            PRL przyznaję Ci co najmniej 100 punktów!), z którymi dyskutuje się z
                            przyjemnością, ale, nawet żaden dyżurny oszołom nie wyleje na nikogo z nas
                            przysłowiowego kubła pomyj! Baardzo dziwne.
                            Zgadzam się z Wami, iż rozpad pierwszej „S” był nieuchronny, podobnie jak
                            rozpadła się armia mudżahedinów po wycofaniu się (na z góry upatrzone
                            pozycje) „krasnoj armii” z Afganistanu. Mnie chodzi jednak o nieco inny
                            problem. W owym czasie zauważyłem, że większość posłów klubu PZPR
                            w „kontraktowym” sejmie traktowało ową przynależność klubową i partyjną jako
                            dopust losu, i niemalże wstydziła się jej. Jakoś nie było to wówczas „en mode”.
                            Pamiętam, że pezetpeerowscy posłowie grzecznie głosowali tak jak OKP i, dzięki
                            temu, ów wyszydzany przez zoologicznych antysocjalistów, „kontraktowy”
                            parlament był bodaj najsprawniej pracującym sejmem III RP.
                            Z tej właśnie przyczyny mniemam, że, niezależnie od nieuchronności podziałów w
                            OKP i, szerzej, w „S”, dzieło „filtrowania” lewicy, odrzucania plew i
                            zatrzymywania pożytecznego ziarna, zostało przez Lecha W. zmarnowane.
                            On stwierdził, że tam (po lewej stronie) wszystko to plewy, więc nie ma sobie
                            co nimi głowy zawracać. A może, zresztą, inaczej – może, zapatrzony w
                            prezydencki fotel i aureolę nad własną (pustą) głową, nie zawracał sobie głowy
                            czymś tak błahym, jak racja stanu. Ludzi, którzy uświadamiali mu fakt, iż
                            szkodzi Polsce, po prostu oddalał. Myślę, że to, m.in. z winy Wałęsy nie został
                            odpowiednio wykorzystany dla kraju ktoś taki jak Tadeusz Fiszbach – człowiek
                            uczciwy, cieszący się zaufaniem obydwu stron i pezetpeerowskiej, i opozycyjnej.
                            Na skutek machania przez Lesia siekierką, jego (Fiszbacha) rola w życiu
                            politycznym została zmarginalizowana i szansa stworzenia ze światłej części
                            członków PZPR (choćby tych z tzw. „struktur poziomych”wink i takiejż części
                            opozycji została bezpowrotnie stracona.
                            Winię tu również oponentów L.W. Im także, pomimo całego ich wykształcenia i
                            inteligencji, zabrakło im wyobraźni, by, tworząc ROAD, nie przepoczwarzać go
                            potem w politycznie poprawną wobec kościoła Unię Demokratyczną, a uczynić zeń
                            programowo – właśnie platformę do spotkań z wartościowymi ludźmi
                            „z tamtej strony”. Niestety, opozycja (prócz Bugaja, Małachowskiego i spółki)
                            tak bardzo bała się przyklejenia etykietki „lewicy” iż zawrócono dyszel w drugą
                            stronę. Skutki wiadome. Myślę, iż, gdyby wykorzystane zostały te wszystkie
                            głupio stracone szanse, losy lewicy w Polsce potoczyłyby się zupełnie inaczej.
                            Al, bardzo przejąłem się tym, co napisałeś u Kuroniu. Naprawdę, niezmiernie
                            lubię tego człowieka. Moja sympatia sięga jeszcze lat siedemdziesiątych, kiedy
                            słuchałem z RWE o działalności KORu. Kiedy mogłem go posłuchać „na żywo”
                            polubiłem go już „nie na żarty”. Tak właśnie zawsze wyobrażałem sobie człowieka
                            o „lewicowej wrażliwości”, człowieka myślącego, bezinteresownego,
                            nonkonformistycznego. Od czasu pamiętnego wypadku rowerowego to już nie ten
                            człowiek. Widzę, jak zmaga się z własną niemocą i chorobą i bardzo mi go żal.
                            Mnie też, Tyu, napełniło niesmakiem postępowanie Unii Wolności wobec Kuronia.
                            To tak bardzo w stylu tej już „balcerowiczowskiej” Unii – wycisnąć człowieka
                            jak tubkę pasty, niech się jeszcze chociaż do czegoś przyda. No cóż: „le style
                            c’est l’homme”. Właśnie z przyczyny takiej atrofii wrażliwości społecznej Unia
                            Wolności straciła mój głos.
                            Bardzo serdecznie Was pozdrawiam.

                            • Gość: tyu Re: Do Ala & Luzera IP: *.BMJ.net.pl 03.06.01, 20:15
                              Witajcie, kochani!

                              Piszę natychmiast po przeczytaniu listu Luzera, aby nie być posądzonym o
                              plagiat. 100 punktów słusznie się ALOWI należy! Ja tylko zacytowałem jego
                              koncept z jego bojów z "PRL". A zacytowałem, bo i ja uznałem go za przedni.

                              Fiszbach i jeszcze trochę Bugaja. W poprzednim moim liście trochę zabrakło
                              kropki nad "i" (może pół kropki) odnośnie mojej oceny jego osoby. Otóż, sądzę,
                              że fakt nie wejścia przez UP do koalicji w 1993 r. spowodował taki trochę "po-
                              czątek końca" tej partii. Byli ni to opozycją, ni to stroną popierającą rząd
                              (jak teraz UW), czymś mało wyrazistym, a na dodatek słowo lewica (wówczas skrót
                              myślowy brzmiał przecież "lewica rządzi") tym silniej zaczęło się kojarzyć z
                              tylko jednym ugrupowaniem. Oby obecny układ SLD-UP okazał się trwały, wtedy
                              będzie można powiedzieć, że tak czy siak, koniec wieńczy dzieło.
                              A Fiszbach? Myślę, że - przy jego chwalebnej postawie z dawniejszych czasów -
                              zaszkodziła mu mocno niewczesna pochwała Wałęsy, ale również fakt, że on nie
                              umiał znaleźć się w tamtej sytuacji. Jego partia, utworzona już tylko jako
                              próba wyrwania z SdRP bodaj części reformatorów była, jak sądzę, egoistyczna i
                              z punktu widzenia interesów państwa i polskiej lewicy szkodliwa. Dobrze, że
                              przynajmniej część z nich odnalazła się potem w UP.
                              Tyle na dziś (milczenie w jakiejś sprawie tradycyjnie oznacza zgodę z
                              przedmówcą). Pozdrawiam serdecznie!
                              • luzer Re: Do Tyu i Ala 05.06.01, 02:21
                                Witajcie, już jestem z powrotem. Mam nadzieję, że weekend był udany? Tu, u nas
                                wrócił niespodziewanie listopad.
                                Tyu, podzielam Twą opinię, że Unia Pracy miała swoją szansę w '93 i tę szansę,
                                przez, niestety, krótkowzroczność i brak politycznej wyobraźni Bugaja (akurat o
                                to bym go nie podejrzewał, a tu masz!) zmarnowała. Teraz ma drugą, ale, myślę,
                                już nie tak wielką, na istotne zaistnienie na politycznej mapie. SLD już nie to
                                samo, co osiem lat temu, to i warunki dla koalicjanta będą chyba twardsze.
                                A co do Fiszbacha - to wszystko prawda, co napisałeś, ale to tak wyraziście
                                widać dopiero z dzisiejszej pespektywy. Wtedy był zamęt i nie bardzo było
                                wiadomo, co trafne, a co nie. Może Fiszbach przecenił swoje siły i wpływy, ale,
                                będę się trochę upierał przy swoim, gdyby nie mobilizacja i przegrupowanie sił
                                zafundowane postpezetpeerowcom przez Lecha W., struktura dzisiejszej polskiej
                                lewicy byłaby diametralnie inna.
                                I pewnie nie Kwaśniewski byłby prezydentem po Wałęsie, ale Małachowski. wink)
                                Co byś powiedział na taki wariant?

                                Bardzo serdecznie Was obu pozdrawiam.
                                • Gość: tyu Re: Do Ala i Luzera IP: *.BMJ.net.pl 05.06.01, 19:04
                                  Witajcie!
                                  Kolejne listy świadczą, że i informacje w zasadzie pełne i rozbieżność zdań
                                  coraz mniejsza. I ja więc spróbuję w tym duchu. Tradycyjnie: brak uwag =
                                  zgodzie.
                                  Luzer pisze: “gdyby nie mobilizacja i przegrupowanie sił zafundowane
                                  postpezetpeerowcom przez Lecha W., struktura dzisiejszej polskiej lewicy byłaby
                                  diametralnie inna.”
                                  1. Prawdopodobnie tak, zawsze “kompleks oblężonej twierdzy” i wspólny wróg
                                  jednoczy i wtedy różnice poglądów stają się drugorzędne. I to, moim zdaniem,
                                  był istotny udział Lecha W. (z jego punktu widzenia - błąd!) - owe gniewy i 3
                                  miesiące dawane przez niego SdRP. Jednak przy innym, bardziej otwartym
                                  podejściu lewicy “S” (fakt, że nastroje i świeże jeszcze, złe doświadczenia
                                  z “wadzą” nie rokowały wówczas szans na to) mogło i to nie zadziałać. Natomiast
                                  co do ewolucji programów i poglądów ludzi dawnej PZPR (tych z poglądami) -
                                  myślę, że tu zasiew był znacznie wcześniejszy, tylko sytuacja wymusiła
                                  przyspieszony zbiór. Do tych “siewców” zaliczałbym kolejno:
                                  “Politykę” (i tu zasługa Rakowskiego!, którego właśnie za to cenię, choć
                                  jego “sztandar wyprowadzić” też przejdzie do historii i też, jak sądzę, w
                                  pozytywnym aspekcie; dla porównania - zgnicie KPZR, dobitej administracyjnie i
                                  zachowania partii na jej bazie odtworzonych, czy trudności NIErozwiązanych
                                  partii komunistycznych b. NRD i CSRS w odnalezieniu się w nowej
                                  rzeczywistości). “Politykę”działającą przez dziesiątki lat “na granicy prawa”
                                  (np. słynne “dobry fachowiec, ale bezpartyjny”wink. Bez jej konformizmu i
                                  wyrzeczenia się hasła “wszystko albo nic”, sporo głów może do dziś byłoby
                                  napakowane cytatami z... zamiast refleksjami.
                                  krakowską “Kuźnicę” z jej pismem “Zdanie” - elitarnym, ale wśrodowiskach
                                  intelektualnych opiniotwórczym - rozwiązywanej i odtwarzanej, zależnie od
                                  stopnia odwilży,
                                  “struktury poziome” i ruchy programowe (np. Ruch 8 Lipca - najsilniejszy i
                                  najkonsekwentniej socjaldemokratyczny) u schyłku PZPR działające już legalnie;
                                  do tego momentu b. pozytywnie dostrzegam Fiszbacha.
                                  pierwsze władze SdRP - z b. pozytywną rolą Kwaśniewskiego, m.in. w
                                  PRZEŁAMYWANIU “kompleksu oblężonej twierdzy” (kiedyś słyszałem opinię, że on w
                                  duchu pozostanie na zawsze ministrem Mazowieckiego. Chyba przesada, ale chyba
                                  też coś w tym jest).
                                  2. Jak by nie było - obecną sytuację NADAL uważam za przejściową. Końcem
                                  wieńczącym dzieło będzie - mam nadzieję, że dożyję - jednolita lewicowa partia,
                                  skupiająca - poza osobami zupełnie nowymi, które dojdą w trakcie - ludzi lewicy
                                  od PPS po b. ROAD. Partia, gdzie nikt nie będzie pytał o rodowód, a jeśli - to
                                  jak o ciekawostkę, nie legitymację do czegokolwiek, czy powód do szufladkowania
                                  i gdzie różnice programowe, nawet duże, będzie się dyskutować i załatwiać tak
                                  choćby, jak my teraz.
                                  Co do Małachowskiego - jako jego admirator od dawien dawna, z pewnością
                                  głosowałbym na niego - i najchętniej (truizm) przeciw Wałęsie, nie po!
                                  Natomiast w przypadku rozwoju sytuacji takiego, jak opisujesz - może
                                  Kwaśniewski zostałby jego NASTĘPCĄ I KONTYNUATOREM (gdy nikt nie pyta skąd
                                  jesteś, a jesteś dobry...) wink)?
                                  Pozdrawiam!
    • Gość: Indris Re: �Rzepa� - dwie strony medalu IP: *.ibspan.waw.pl 23.05.01, 17:26
      W "aferze" Sławińskiego są dwie strony, tyu i inni dyskutanci piszą tylko o jednej. Tą jedną była
      histeryczna reakcja polskiej prawicy i tych, którzy chcieli się jej z sobie znanych powodów przymilić.
      Ale jest i druga strona.
      Wszyscy pamiętają reklamy "piwa bezalkoholowego mocnego" i wszyscy wiedzą, o co w nich
      chodziło. Podobnie: użycie w korespondencji między mieszkańcami Polski zwrotu "p. Karol Wojtyła,
      zwierzchnik religijny rzymskich katolików, szef państwa watykańskiego" zamiast po prostu 'papież' nie
      jest oczywiście żadnym "grubiaństwem" ale - też wszyscy wiedzą o co chodziło. Przecież nikt tak w
      Polsce normalnie nie mówi ? Jest oczywiste, że tu chodziło o sformułowanie złośliwości wobec JP II.
      I tak to chyba wszyscy w Polsce odczytali.
      A złośliwość ta była wyrażona na drodze służbowej. Nie trzeba być szczególnie przenikliwym, żeby
      przewidzieć, że się po firmie rozejdzie i z firmy wyjdzie.
      Otóż o ile w Polsce jest wolność słowa i każdy może sobie (a w każdym razie powinien móc)
      prywatnie wbijać szpile czy nawet wymyślać komu chce, to pracownik mediów ma zawodowy
      obowiązek liczyć się z mentalnością odbiorców. Również wtedy gdy jej nie podziela i uważa np za
      "papolatrię". Ma również - a w każdym razie powinien mieć - obowiązek nie wyładowywania w
      działalności służbowej swoich emocji polityczno-religijnych.
      Dlatego gdybym ja był właścicielem stacji prywatnej w Polsce, w której szef dziennika wysłałby takie
      pismo służbowe - to bym go z tego stanowiska zwolnił. Nie za obrazę Papieża, ale za obrazę uczuć
      widzów.
      Przypomnę historię z Francji sprzed kilku lat. Jakaś firma konfekcyjna wyprodukowała sukienki z
      wzorkami z liter arabskich. Okazało się, że były to wersety z Koranu... Po reakcji muzułmanów
      francuskich i zagranicznych, groźbach bojkotu firmy czy nawet wyrobów francuskich, firma natychmiast
      wycofała kolekcję i jeszcze co najmniej kilka razy wylewnie przepraszała kogo się tylko dało.
      Nieszczęsny projektant żadnego procesu rzecz jasna nie miał, ale w firmie była na pewno burza.
      A to, że publicyści prawicy nie potrafią zobaczyć istoty sprawy i wpadają w histerię to już nie moja wina
      i uprzejmie proszę mnie z nimi nie łączyć. Pozdrowienia dla wszystkich.
      • Gość: tyu Re: �Rzepa� - dwie strony medalu? Tak, są! IP: 157.158.68.* 23.05.01, 17:42
        Obaj opisujemy "dwie strony medalu" - ja tylko podkreślam fakt, że ta druga też
        istnieje. Bynajmniej nie usprawiedliwiam Sławińskiego - vide pkt 1 pierwszego
        postu. Ponadto podkreślam fakt, że pismo to NIE BYŁO przeznaczone dla
        słuchaczy. Nie można zatem histeryzować - mimo głupiego, pretensjonalnego
        języka listu - że "obraża uczucia" itp. To raczej ta - cytuję samego siebie -
        gnida, która zdecydowała się upublicznić głupawe pismo, ponosi winę za
        ewentualne (i chyba dobrze wykalkulowane) zgorszenia.
        Analogia: kto ponosi winę za upublicznienie zdjęcia "kochającej się" pary,
        zrobionego ukrytą kamerą - owa para, czy publikujący? A że za głupotę trzeba
        karać, to już inna historia...
        Pozdrawiam.
      • Gość: Róża Re: Indris IP: 212.160.135.* 30.05.01, 12:19
        Drogi Indrisie, to chyba najlepszy post jaki
        czytałam "w tej sprawie". Jest mi tym b. miło, że
        pochodzi od Ciebie. Nie zgadzałam się do tej pory z
        Tobą.
        Pozdrawiam
    • sceptyk Re: ?Rzepa? kolebką polskiego maccarthyzmu? 03.06.01, 19:02
      Ale, Tyuje i Luzery
      Wzajem prawia se dusery.
      Jak szlachetni, jacy czysci...
      To na pewno socjalisci!


      pozdr.
      sc-k

      PS. Chociaz komunisci tez byli podobni.
      • luzer Re: ?Rzepa? kolebką polskiego maccarthyzmu? 03.06.01, 19:54
        sceptyk napisał:

        > Ale, Tyuje i Luzery
        > Wzajem prawia se dusery.
        > Jak szlachetni, jacy czysci...
        > To na pewno socjalisci!

        Sceptyk z dala zaś spoziera,
        Trochę trzęsie nim cholera,
        Że prawica - szlag go trafia -
        Oni tego nie potrafią!!

        Witaj z powrotem, Sceptyku! Cieszę się, że, po dłuższej
        nieobecności, znowu jesteś.
        Pozdrawiam serdecznie.


      • Gość: tyu Re: Do Sceptyka IP: *.BMJ.net.pl 04.06.01, 20:21
        Raz Sceptyk z Medalikowa
        po Forum sobie buszował.
        Że socjaliści
        są duchem czyści
        strasznie bolała go głowa!

        W związku z czym polecam APAP i zdrowia życzę!
        • Gość: Al Re: Do Tyu IP: 192.168.1.* / *.piwet.pulawy.pl 05.06.01, 09:20
          Ci z lewa głosu nie szczędzą
          kotów tu ze sobę nie drąc
          lecz Róża i Sceptyk
          to nie te efekty
          co z Luką sam na sam będąc

          Pozdrawiam
          • Gość: Róża Re: Do Poetów IP: 212.160.135.* 05.06.01, 09:27
            Al gdy rano wstał
            to miał pomysł lichy
            jak napisać wierszyk
            całkiem pospolity
      • sceptyk Re: poezja 05.06.01, 13:53
        Przejrzalem tych pare rymów. Mój zdecydowanie
        najlepszy, Rózy tez niezly, ale reszta - pozal sie
        Boze.

        Tak, tak panowie, Jak mawial Kisielewski: albo
        socjalizm, albo wiersze.*

        pozdr.
        sc-k

        * Troche zmienilem. W oryginale bylo: albo bagietka,
        albo socjalizm (po zwyciestwie socjalistów w którychs
        tam wyborach we Francji)
        • Gość: tyu Re: Do Sceptyka-samochwały IP: *.BMJ.net.pl 05.06.01, 19:01
          Nie udaj Perły, dwóch prowokatorów (zamień na wyraz
          łagodniejszy, jeśli chcesz) w jednym Forum, to już za
          wiele.
          Pomimo absurdalnej i samochwalczej oceny, z mojej
          strony polemiki nie będzie. Trwaj nadal w dobrym
          samopoczuciu.

          • Gość: sceptyk Re: Do zazdrosnika Tyu IP: 195.15.57.* 06.06.01, 11:44
            Gość portalu: tyu napisał(a):

            > Pomimo absurdalnej i samochwalczej oceny, z mojej
            > strony polemiki nie będzie. Trwaj nadal w dobrym
            > samopoczuciu.
            ----------------------------

            Nie bardzo rozumiem. Skoro mój rym byl zdecydowanie najlepszy (nikt tego nie
            zanegowal), to dlaczego nazywasz takaz jego ocene 'absurdalna'? A ze musialem to
            sam zrobic? Cóz, gdybys postapil szlachetnie i pochwalil mnie pierwszy, to bym,
            nie musial sam. Ale zreszta, spojrz na mistrzow: kazdy sam sie chwali (Golota,
            Miller, Clinton, Kwach itp - ze przytocze Twoich idoli). I ludzie to kupuja. Tak
            juz jest teraz, mój Tyu, na tym swiecie.

            Twoj lek przed polemika ze mna - rozumiem. To realizm, jakzez kazdemu w zyciu
            potrzebny.

            A za zyczenia trwania w dobrym samopoczuciu (oby jak najdluzej!) - serdecznie
            dziekuje. Milo jest czuc sie dobrze. Odwzajemniam.

            pozdr
            sc-k

            • Gość: tyu Re: Do Sceptyka-nudziarza IP: *.BMJ.net.pl 06.06.01, 22:31
              Sceptyku!

              Gdzie Rzym, a gdzie Częstochowa?
              Niech Sceptyk wiersze swe schowa!
              Pękaj z zazdrości:
              u WIESZCZÓW gościsz!
              Lepszyś? Do kogo ta mowa!

              Ponadto piszesz: “Gołota, Miller, Clinton, Kwach itp - że przytoczę Twoich
              idoli”.
              Daj “pół na pół”, będziesz bliższy prawdy (tylko nie pomyl połówek, tego bym Ci
              nie wybaczył!)
              Piszesz o mnie: “Twój lęk przed polemiką ze mną...”
              Kolejny dowód na Twoje dobre samopoczucie. Miej - nie żałuję Ci.
              Piszesz: “Odwzajemniam.”
              Zadziałało, dziękuję i do zobaczenia!

              P.S. Janko Muzykant przesyła ukłony!
        • Gość: Luzer Re: poezja IP: *.opole.dialup.inetia.pl 05.06.01, 21:51
          sceptyk napisał(a):

          > Przejrzalem tych pare rymów. Mój zdecydowanie
          > najlepszy, Rózy tez niezly, ale reszta - pozal sie
          > Boze.

          No i już wiem, dlaczego "ludzie prawicy" nie nadają się na krytyków literackich
          (nie tylko!) - "nic, że droga wyboista, ważne, że kierunek słuszny". wink)

          > Tak, tak panowie, Jak mawial Kisielewski: albo
          > socjalizm, albo wiersze.*

          Kisiel był: (powtarzam za śp. Jerzym Waldorffem)
          - świetnym felietonistą
          - przeciętnym kompozytorem
          - a na poezji znał się jak kura na pieprzu.

          Pozdrowionka. Widzę, że urlopik od forum poprawił samopoczucie.wink
    • Gość: borys Mc Carthy OK. IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 06.06.01, 01:43
      Więc Rzepa tym bardziej.
      • Gość: tyu Re: Mc Carthy OK.? IP: *.BMJ.net.pl 06.06.01, 07:42
        Rzecz gustu, ale gustu ci nie zazdroszczę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja