Gość: V.C.
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
03.08.04, 17:47
Spore zamieszanie na lotnisku w Chicago wywołał japoński turysta, który na
pokładzie samolotu uczył się angielskiego. Słowa, których znaczenie próbował
rozszyfrować, brzmiały "suicide bomb", czyli "samobójcza bomba". 60-letni
Japończyk znajdował się na pokładzie samolotu, który leciał z Chicago do
Dayton w Ohio. Niedługo po starcie napisał na papierowej serwetce niepokojące
słowa. Notatkę zauważył siedzący obok Japończyka Amerykanin i zaalarmował
obsługę samolotu.
Pilot natychmiast zawrócił maszynę na lotnisko, gdzie na podejrzanego
pasażera czekała już policja. Mężczyznę zatrzymano. Wszystkim 120 pasażerom
nakazano opuszczenie samolotu, który został dokładnie przeszukany. Żadnej
bomby jednak nie znaleziono.
Podczas przesłuchań Japończyk wyjaśnił, że uczył się angielskiego czytając
gazety. Słowa "suicide bomb" zanotował na serwetce po to, by później
sprawdzić w słowniku ich znaczenie. Po przesłuchaniu mężczyznę zwolniono ale
samolot odleciał z 3 godzinnym opóźnieniem.
Rzecznik Agencji Bezpieczeństwa Transportu przestrzegł później podróżnych by
zastanawiali się, jak zachowują się na pokładach samolotów, gdyż amerykańskie
władze traktują zagrożenie terrorystyczne bardzo poważnie. (IAR)