Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl
26.03.02, 17:54
bajki o wyższości "wolnego" rynku na Kubie i Polsce?
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=759284&dzial=010301
Kuba mówi stop komputerom
dac, Wired.com (25-03-02 18:03)
Kubańskie ministerstwo handlu wewnętrznego zakazało osobom prywatnym i
organizacjom non profit kupowania komputerów osobistych. Resort zezwala na to
tylko w wyjątkowych przypadkach na podstawie specjalnego zezwolenia.
O rozporządzeniu z końca grudnia donosi hawański korespondent opozycyjnego
serwisu CubaNet z siedzibą w Miami. Decyzja rządu kończy krótki, półroczny
okres wolnorynkowej sprzedaży komputerów osobistych na Kubie. Teraz sklepy
komputerowe podzielono na dwie strefy - rządową, gdzie można kupić wszystko, i
ogólną, gdzie przeciętny Kubańczyk może kupić jedynie dyskietki, płyty CD i
inne drobiazgi. Serwis Wired.com zdołał potwierdzić informację dopiero w
anonimowym źródle zbliżonym do kubańskiego rządu. Oficjalnie waszyngtoński
rzecznik władz Kuby odpowiedział, że "gdyby nie amerykańskie embargo, każdy
Kubańczyk mógłby kupić sobie komputer". Na razie jednak na wyspie rządzonej
przez Fidela Castro obowiązuje rozporządzenie nr 383/2001, gdzie w sekcji 3,
rozdział II, pt 19 czytamy: "Sprzedaż komputerów, offsetowych urządzeń
drukarskich, mimeografów, fotokopiarek i innych środków do masowego drukowania
oraz części i akcesoriów do nich jest niedozwolona w przypadku stowarzyszeń,
fundacji, stowarzyszeń obywatelskich i non profit oraz osób fizycznych". W
piśmie sygnowanym przez minister Barbarę Castillo dopuszcza się sprzedaż tylko
za specjalnym zezwoleniem resortu.
- Podejrzewam, że ma to związek z naszym serwisem - mówi Manrique Iriarte,
współpracownik Kubańskiego Instytutu Niezależnej Gospodarki z Miami. Strona
internetowa tej instytucji krytykującej ekonomiczną rzeczywistość Kuby pojawiła
się w sieci kilka tygodni przed rozporządzeniem rządu. Władze wyspy
najwyraźniej obawiają się komputerowych korespondencji z Kuby. Sęk w tym, że
kontakt i tak nie jest prosty: rząd monitoruje e-maile, zaś sam dostęp do
internetu trzeba rejestrować w Narodowym Ośrodku Automatycznej Wymiany Danych
(CENAI). Mało tego, cena zań jest zupełnie nie z tej ziemi: miesięczny
abonament kosztuje 260 dolarów, podczas gdy średnia roczna (!) pensja na Kubie
to 240 dolarów. Ci, którzy mimo to zdołają wejść do sieci, dzięki staraniom
władz nie zobaczą w niej na pewno pornografii, niektórych stron medialnych i
serwisów opozycyjnych wobec Castro.
a ktoś kojarzy to...
zamiast "Kuba mówi stop komputerom" "Polska mówi stop lawetom" tak urzedniku
Doku?? jest różnica??? w czyim mózgu? :]