Gość: Skrzypek
IP: *.interklub.pl
03.04.02, 20:14
Rafał A. Ziemkiewicz
Stosy kłamstw o Inkwizycji
(artykuł ukazał się w Gazecie Polskiej 26 września 1996 roku)
Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie
ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile
Księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z prawdziwą Mołdawią.
O Świętej Inkwizycji słyszał każdy. Przy dziesiątkach okazji przywołuje się ją
jako symbol najstraszliwszego w dziejach cywilizacji masowego prześladowania,
fanatyzmu i kontroli myśli. Liczni autorzy każą nam widzieć w niej historyczny
pierwowzór hitleryzmu i stalinizmu. Każda napaść na Kościół i religię katolicką
obowiązkowo zawiera odwołanie do jakoby powszechnie znanych, a nie
odpokutowanych zbrodni Świętego Officjum. O owych enigmatycznych zbrodniach
przypomina bez przerwy - ale i bez konkretów - prasa, filmy, literatura. Nawet
pornografia z lubością wyżywa się w kojarzeniu tortur z lochami Inkwizycji i
zakapturzonymi mnichami.
Kto by jednak chciał ową najczarniejszą z legend skonfrontować z dziełami
historyków - nawet tych nie kryjących swej niechęci do Kościoła i religii -
przeżyje głębokie zdumienie, że wszystko było inaczej. Znajomość choćby tylko
podstawowych faktów każe stwierdzić, że cała ta wymyślona w ostatnich
stuleciach legenda okrutnej, fanatycznej i zbrodniczej Inkwizycji ma tyle
wspólnego z historyczną prawdą, ile księstwo Mołdawii z serialu "Dynastia" z
istniejącym naprawdę państwem o takiej nazwie.
Nie twierdzimy tu, że Inkwizycja nie istniała ani że poszczególni jej sędziowie
nie dopuszczali się postępków, z dzisiejszego punktu widzenia, godnych
głębokiego ubolewania. Niektóre fakty z dziejów Inkwizycji, wyrwane z
historycznego kontekstu, budzą w dzisiejszym człowieku zrozumiały odruch
sprzeciwu. Kłamstwo czarnej legendy opiera się jednak na całkowitym
przeinaczeniu historycznego tła i proporcji. W istocie bowiem, jak piszą Jean i
Guy Testasowie, na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej
obiektywną instytucją swej epoki.
O wydarzeniach sprzed wieków nie można wyrokować nie znając mentalności czasów,
w których miały miejsce, ani wypadków, które do nich doprowadziły. Potoczna
wiedza o Inkwizycji, ukształtowana przez osiemnastowiecznych, fanatycznych
antyklerykałów i rozbudowana przez ich następców, opiera się właśnie na
oderwanych faktach, przeinaczanych, wyolbrzymianych i obudowywanych całkiem
fantastycznymi hipotezami. Co istotne, czarnej legendy Inkwizycji nie tworzyli
historycy, nawet najbardziej stronniczy.
Autorytetami od okrzyczanych zbrodni Świętego Officjum stali się głównie
pisarze i scenarzyści, których nikt nigdy nie próbował rozliczać z rzetelności
czy obiektywizmu.
Czym w ogóle była Inkwizycja? Czarna legenda każe widzieć w niej coś na kształt
kościelnej tajnej policji, stojącej ponad prawem i dysponującej
nieograniczonymi prerogatywami do więzienia, torturowania i mordowania kogo
tylko jej się spodobało. W istocie zaś Inkwizycja powołana została w chwili
ogarniającego Europę kryzysu społecznego właśnie po to, aby położyć kres
szerzącemu się bezprawiu, i, lepiej lub gorzej, zadanie owo wypełniła,
oszczędzając staremu kontynentowi wielu krwawych zawieruch.
Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i
zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby
pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się
przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych
podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i
prawa obywatela. W przypadku większości herezji zakwestionowanie owej
ideologicznej podstawy było środkiem służącym walce z ustrojem. Atak na dogmaty
wiary zbiegał się nierozdzielnie z atakiem na króla lub feudalnego pana,
towarzyszyły mu zawsze żądania natury politycznej, zazwyczaj także odwieczny
postulat wszelkich rewolucji, aby wymordować bogatych i rozdzielić ich mienie
między biednych - czyli samych heretyków. W formie sporów religijnych
znajdowały ujście konflikty o podłożu ekonomicznym lub narodowościowym, i to
one właśnie nadawały tym konfliktom temperaturę prowadzącą do okrucieństw.
Trzeba wyjątkowo złej woli, by kwestionować fakt, iż Kościół wczesnego
średniowiecza był wobec herezji bardzo wyrozumiały.
Jego reakcją na rozmaite nauczania, kwestionujące ustalenia Kościoła, były z
reguły dyskusje, polemiki i synody, na których w świetle Pisma Świętego starano
się znaleźć prawdziwe rozwiązanie spornych kwestii. Interwencje władz świeckich
zdarzały się sporadycznie, zazwyczaj wtedy, gdy pojawiało się realne
niebezpieczeństwo rozbicia jedności kościoła, co zagrażałoby także państwu.
Atmosfera wieku XII różniła się jednak zasadniczo od stuleci poprzednich.
Przede wszystkim, nad chrześcijańską Europą zawisło śmiertelne
niebezpieczeństwo Islamu. Prowadzona z nim walka i ruch krucjatowy oraz
związana z tym spirala obustronnych wojennych okrucieństw w ciągu kilku pokoleń
pogrzebały średniowieczną tolerancję. Zarazem stopniowe przemiany ekonomiczne
zachwiały wewnętrznym pokojem, pchając zubożałe tłumy do rewolt, a feudałów do
wyniszczających wojen domowych. Było to stulecie nie notowanych od czasu
wielkiej wędrówki ludów społecznych napięć, dzikich okrucieństw i obłędnych
nierzadko ideologii, pragnących przewrócić świat do góry nogami.
Głoszenie takich ideologii spotykało się, z oczywistych względów, z ostrą
reakcją zagrożonych władców. Pod hasłem walki z herezją stosowali oni coraz
okrutniejsze represje. Z drugiej strony, oskarżenie o herezję było dobrym
sposobem zniszczenia przeciwnika lub wymówienia posłuszeństwa feudalnemu
suwerenowi. Herezja stała się powszechnie nadużywanym orężem w politycznych
rozgrywkach, często pretekstem do zwykłych grabieży. Tradycyjnie wyrokowanie o
herezji leżało w kompetencjach biskupów, ale szybko przestało to wystarczać -
lokalni dostojnicy Kościoła byli nazbyt często zastraszani lub korumpowani
przez feudałów.
Powołanie systemu obiektywnych sądów, podlegających bezpośrednio papieżowi,
władnych ustalać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie, było w tej sytuacji
jedyną możliwością przeciwstawienia się ogarniającemu Europę chaosowi.
Nieprzypadkowo w dekrecie Papieża Grzegorza IX, określającym zasady
funkcjonowania trybunałów inkwizycyjnych, czytamy iż jednym z ich podstawowych
celów ma być niedopuszczenie do karania za herezję osób niewinnych.
Jedną z charakterystycznych cech antykatolickiej propagandy jest wybielanie
wszystkich historycznych przeciwników Kościoła Rzymskiego. Człowiekowi
dzisiejszemu podsuwa się prostacki, czarno - biały obraz historii. Wszyscy,
którzy kiedykolwiek z jakichkolwiek pozycji zwalczali katolicyzm, obsadzani są
w nim w roli szlachetnych idealistów, prześladowanych za śmiałość myślenia
przez fanatyczny, żadny władzy i kierowany wyłącznie chęcią ugruntowania swej
pozycji kler.
W taki wyidealizowany, krańcowo odmienny od prawdy sposób przedstawia się
zwłaszcza sektę Katarów, zwanych również Albigensami, głównego wroga Kościoła u
zarania Inkwizycji i bezpośrednią przyczynę jej powołania. Doktryna Katarów
zakładała generalne potępienie dla świata, a nade wszystko dla ciała ludzkiego.
Świat był bowiem według "doskonałych" dziełem szatana, seks i prokreacja -
najgorszą z możliwych zbrodnią, spędzanie płodu uczynkiem zalecanym, a jedyną
drogą ratunku dla grzeszników "oczyszczenie" przez rytualną śmierć głodową
(osoby wskazane przez katarskich przywódców zamurowywano w głodowym bunkrze,
zupełnie tak, jak czynili to kilka wieków później hitlerowcy). Sekciarze
dopuszczali się na katolikach, a zwłaszcza na duchownych, masowych morderstw,
które burzyły krew współczesnych. I choć jest faktem, że potem dorównały im z
nawiązką okrucieństwa pacyfikujących Prowansję wojsk krzyżowych - złożonych
głównie z od pokoleń ś