cepekolodziej
06.09.14, 09:51
Kilka lat po Polskim Październiku. W ramach prowadzonej przez Artos akcji zaznajamiania młodzieży szkolnej z wysoką kulturą do miasta K. przybywa słynny poeta. Broniewski.
Zagoniono młodzież ze wszystkich liceów i techników do teatru. Siedzimy najpierw w ciszy, po kilkunastu minutach nic-nie-dziania-się zaczynamy przerzucać się kulkami z papieru, kawałkami bułek.
Na scenę wychodzi mocno starszy, raczej tłustawy gość. Przerzedzone siwiejące włosy, wymięty garnitur, przekrzywiony krawat. Coś bełkoce, niezrozumiale. Chwieje się.
Zaczyna recytować, ale najwidoczniej nie wszystko pamięta. Wykrzykuje:
kolbami w drzwi załomocą -
ty, ze snu podnosząc skroń,
I milknie. Cieszy to nas. Po raz pierwszy w życiu widzimy pijanego poetę, schlanego w trupa.
Wstajemy i wykrzykujemy:
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!
Znów kulki papieru i kawałki bułki, na scenę, zamiast kwiatów.