dokowski
07.09.04, 10:09
Co chcielibyśmy robić, gdy słyszymy o wyczynach terrorystów? Czy nie rozpiera
nas oburzenie i żądza zabijania? "Śmierć terrorystom i ich poplecznikom!" -
to właśnie wołają nasze dusza, choćbyśmy na co dzień udawali pacyfistów czy
inne cioty, choćbyśmy musieli przed jakimiś ciotami udawać łagodnych i
zimnokrwistych, to w głębi duszy czujemy, że jedynym lekarstwem jest śmierć,
że terroryści zabijający dzieci są potworami, którzy nie przestaną mordować,
choćby nie wiadomo co.
Oczywiste jest więc, co powinien zrobić każdy uczciwy człowiek, jeśli chce
zachować szacunek dla samego siebie - powinien zrobić to, co może zrobić, aby
pomóc pozabijać terrorystów. To, co my czujemy, odczuwają też żołnierze i ich
dowódcy, a więc ludzie specjalnie szkoleni i utzrynywani przez nas do
zabijania. Jeżeli teraz, w chwili największej potrzeby ludzie ci nie ruszą do
ataku, jeżeli pozwolimy im pozostać bezczynnymi, jeżeli pozwolimy im
piecuchować w garnizonach i udawać skautów, to ich dusze zostaną zatrute.
Nie po to człowiek zostaje żołnierzem, żeby bezsilnie patrzeć jak terroryści
mordują kobiety i dzieci coraz bezczelniej na oczach świata. Nie po to
utrzymujemy armie, aby siedziały bezczynnie o obliczu zła tak wielkiego.
Hańbią się politycy i ich elektorzy, których kraje nie chcą przyłączyć się do
wojny przeciwko terroryzmowi. Hańba ta rzuca cień na całe narody, które nie
chcą pomagać USA.