czy Marks leży w grobie?

IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:36
KRYTYKA LABORYSTYCZNEJ TEORII WARTOŚCI
Don Ernsberger (red. Jarret Wollstein)

W centrum teorii ekonomicznych leży pojęcie wartości. Co daje przedmiotowi
wartość? Czy jest to coś w nim zawarte, czy też jest to jakiś inny czynnik? Czy
wartość wywodzi się z wysiłku ludzkiego, czy z czegoś innego? Dwa główne i
całkowicie przeciwstawne systemy ekonomiczne – kapitalizm i marksizm – dają
całkowicie różne odpowiedzi.



TEORIA LABORYSTYCZNA

Laborystyczna teoria Karola Marksa stwierdza, że wartość przedmiotu jest
wyłącznie wynikiem pracy, zużytkowanej na jego wyprodukowanie. Według tej
teorii, im więcej pracy lub czasu pracy zużyte jest na przedmiot, tym więcej
jest on warty. Marks zdefiniował wartość jako „zużyty czas pracy" i stwierdził,
że „wszystkie dobra w pojęciu ekonomicznym są owocem pracy i nie kosztują nic
oprócz pracy".

Laborystyczna teoria wartości jest głównym podłożem marksowskiej ekonomii i
podstawą jego analizy wolnego rynku. Jeśli byłaby słuszna, wówczas wiele z jego
krytyki kapitalizmu byłoby słuszne. Ale jeśli jest fałszywa, to faktycznie cała
teoria ekonomiczna Marksa jest od podstaw zła.

Oto przykład działania laborystycznej teorii wartości: robotnik w fabryce
dostaje materiał wartości 30 $ i po 3 godzinach produkcji i zużyciu paliwa do
maszyny za 10 $, wytwarza produkt, który jest sprzedawany za 100 $. Według
Marksa, wyłącznie ta praca tego robotnika zwiększyła wartość surowców do 100 $.
W ten sposób robotnik zasługuje na wynagrodzenie w wysokości 60 $ (20 $ za
godzinę).

Jeśli robotnik jest zatrudniany przez właściciela fabryki, który płaci mu tylko
15 $ za godzinę, według Marksa te 5$, które dostaje właściciel fabryki, to po
prostu pieniądze przywłaszczone. Właściciel fabryki nie zrobił nic, by zarobić
te pieniądze i te 5 $, które otrzymuje jest „wartością nadwyżkową", świadectwem
wyzysku robotnika. Nawet narzędzia, zapewnione przez właściciela fabryki,
zostały wg Marksa wyprodukowane z konieczności przez innych robotników.

Według laborystycznej teorii wartości, wszystkie zyski są prawowitymi zarobkami
robotników i gdy są oddzielane od robotników przez kapitalistów, robotnicy są
po prostu okradani. Na podstawie tej teorii Marks wezwał do eliminacji zysków,
do przejęcia fabryk przez robotników i do obalenia „tyranii" kapitalizmu. Jego
wezwanie do działania zostało podjęte w wielu krajach na całym świecie.



POCHODZENIE WARTOŚCI

Istnieją dwie z gruntu odmienne odpowiedzi na pytanie, skąd wywodzi się
wartość. Według "wewnętrznej" teorii wartości, wartość jest zawarta w
przedmiotach; pozostaje stała pomimo zmian popytu, upływu czasu i innych
czynników i może być „obiektywnie określona" przez obliczenia oparte na pewnych
podstawowych zasadach naukowych. Laborystyczna teoria wartości jest
zdecydowanie "wewnętrzną" teorią wartości.

Innym podejściem jest teoria wymiany rynkowej. Według tej teorii wartość nie
jest zawarta w produktach, lecz jest efektem wielu różnych ocen konsumentów.
Według teorii wymiany rynkowej wartość zależy od upodobań ludzi: im bardziej
cenią dany przedmiot i bardziej chcą nim handlować, tym więcej jest wart. Ta
teoria jest podstawą wolnorynkowego kapitalizmu, któremu Marks ostro się
sprzeciwiał.

Na pierwszy rzut oka, obie teorie mają sens. Generalnie, prawdą jest, że im
więcej pracy włożone jest w produkt, tym więcej jest wart, ale jest również
prawdą, że im więcej ludzi chce czegoś niezależnie od tego, ile pracy poszło na
to – tym więcej jest to warte.

Która teoria jest właściwa? Obie naraz nie mogą, ponieważ prowadzą do
diametralnie przeciwstawnych systemów ekonomicznych. Będziemy twierdzić, że
teoria laborystyczna jest od podstaw zła, a rynkowa teoria wartości jest
właściwa.



BŁĘDY W TEORII LABORYSTYCZNEJ

Założenie, że praca jest jedynym wyznacznikiem wartości jest trudna do
zaakceptowania po prostu na gruncie zdrowego rozsądku i doświadczenia. Takie
założenie ignoruje fakt, że wiele rzeczy w naturze, w które nie włożono żadnej
pracy – np. widoki, czysta woda, kamienie szlachetne i minerały – mają wartość
ekonomiczną. Teoria laborystyczna nie może z natury wyjaśnić faktu, że ludzie
cenią niektóre przedmioty naturalne, takie jak diamenty, o wiele bardziej niż
inne, np. liście.

Teoria laborystyczna nie bierze również pod uwagę zmieniających się preferencji
konsumenta i względnego charakteru wartości. W czasach przed wynalezieniem
samochodu podkowy były rzeczą bardzo wartościową, ale w społeczeństwie nie
używającym koni są praktycznie bezużyteczne. Podobnie w społeczeństwie w którym
ludzie mają dużo wolnego czasu, gry i sprzęt do rekreacji stają się ważne,
natomiast w gospodarce, w której ludzie pracują prawie bez przerwy, by utrzymać
się przy życiu, takie rzeczy mogą istotnie mieć wartość ujemną.

Teoria laborystyczna ignoruje również znaczenie czasu i miejsca.
Dwudziestoletnie wino i wołowina we właściwym wieku są dużo bardziej przyjemne
niż wino jednoroczne i wołowina za stara lub za młoda. Ropa naftowa na pustyni
jest potencjalnie wartościowym zasobem, ale w zbiorniku wodnym albo na środku
pola uprawnego jest zagrożeniem.

Chyba najcięższym błędem teoretycznym teorii laborystycznej jest to, że nie
bierze pod uwagę tego, co ekonomiści nazywają preferencją czasową. Preferencja
czasowa to powszechna, zdecydowane preferowanie towarów i usług tu i teraz, niż
później. Konsumpcja obecna jest bardziej wartościowa niż konsumpcja w
przyszłości.

Na przykład większość pracowników woli dostać zapłatę, gdy skończą pracę, a nie
wtedy, gdy ich produkty będą sprzedane, co może nastąpić miesiące później. Aby
pracownicy dostali zapłatę teraz, a nie później, ktoś musi założyć za ich
pensje, a ta usługa zdecydowanie ma wartość. Jednak zwolennicy teorii
laborystycznej chcieliby to połączyć: pracownicy mieliby otrzymywać teraz pełna
wartość ich produktów w przyszłości.

Ostatnim brakiem teoretycznym teorii laborystycznej jest błędne pojęcie
wartości wysiłku. Szaleństwem jest twierdzenie, że każdy wysiłek daje coś
wartościowego. Każdy z nas codziennie marnuje czas na bezowocnych czynnościach.
Zrównywać pracę z automatycznym wytwarzaniem wartości to fałszywie implikować,
że każdy wysiłek ludzki jest celowy i produktywny.



ABSURDY TEORII LABORYSTYCZNEJ

Teoria laborystyczna jest jeszcze bardziej absurdalna w praktyce. Jeśli każda
wartość wywodzi się z pracy, a wysiłek menedżera jest „pasożytniczy", kto
miałby zajmować się inwestowaniem czasu i pieniędzy niezbędnych do budowania
fabryk, planowania rozwoju produkcji lub organizacji procesu produkcji? Jeśli
wszystkie zyski są „wyzyskiem", jaki bodziec ma ktokolwiek, by ryzykować
inwestowanie w nowy i nie wypróbowany produkt czy usługę? Skąd wezmą się
pieniądze na finansowanie nowych inwestycji w narzędzia?

Kraje komunistyczne nie zabroniły zysków. One po prostu przeniosły wszystkie
zyski na państwo, które zazwyczaj wykorzystuje je do budowy potężnego aparatu
wojskowego kosztem produkcji dóbr konsumpcyjnych.

Teoria laborystyczna jest z natury wroga konsumentowi. Pod rządem tej teorii,
sprzedawcy są zmuszani do wyceniania wszystkich towarów według pracy, która
jest w nie włożona, a nie według tego, na ile są poszukiwane przez konsumentów.
W ten sposób sklepy nie mogą żądać wyższej ceny za stare zagraniczne wino, niż
za tanie wino miejscowe (w oba włożono tyle samo pracy). To niewątpliwie
stwarza nadwyżkę niewykwalifikowanej i marnej siły roboczej, a niedobór
pracowników wykwalifikowanych – dokładnie taka sytuacja istnieje w krajach
komunistycznych.

Teoria laborystyczna oznacza również koniec wszelkiej wolności ekonomicznej.
Engels, uczeń Marksa, napisał: „Dla czystego społeczeństwa marksistowskiego,
dobrowolna wymiana między jednostkami mus
    • Gość: wild czy Marks leży w grobie?[2] IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:38
      Teoria laborystyczna oznacza również koniec wszelkiej wolności ekonomicznej.
      Engels, uczeń Marksa, napisał: „Dla czystego społeczeństwa marksistowskiego,
      dobrowolna wymiana między jednostkami musi być zabroniona." W społeczeństwie
      komunistycznym produkuje się to, co każą rządzący i konsumuje się te odrobiny, na
      które oni pozwolą. Jeśli nie podoba ci się to, możesz oczywiście przenieść się –
      do obozu pracy przymusowej.

      BŁĘDY METODOLOGICZNE

      Najbardziej interesującymi błędami w teorii laborystycznej są błędy
      metodologiczne. Teoria laborystyczna wyrosła z dwóch niezwykle słabych metod
      badań ekonomicznych. Po pierwsze próbowała ustanowić zasady ekonomiczne badając
      tylko podaż, całkowicie ignorując zapotrzebowanie.

      Co gorsza, cała teoria jest niesprawdzona. W całym pierwszym tomie „Kapitału",
      gdzie Marks zaproponował teorię laborystyczną nie ma ani jednego
      dowodu „pozytywnego". Marks oferuje za to fałszywe dowody „negatywne", w których
      twierdzi:

      Przesłanka nr 1 – pewien czynnik w produkcji towaru daje mu wartość (prawda);

      Przesłanka nr 2 – tylko te rzeczy, w które człowiek włożył swoją pracę, mają
      wartość (fałsz);

      Rozumowanie – Sprawdzić wszystkie czynniki wytwarzające produkt przez odrzucanie
      tych, które nie wytworzyły równej wartości w równej ilości i zakończyć na jednym
      czynniku – pracy. (arbitralne)

      Konkluzja – praca musi być źródłem wartości (fałsz).

      Marks obiecał, że przedstawi „pozytywny" dowód w trzecim tomie „Kapitału". Jednak
      ta książka nie podaje dowodu „pozytywnego", domyślnie odrzuca go. Marks twierdzi,
      że w produkcji istnieją dwa rodzaje kapitału, z których tylko jeden może
      wytworzyć „wartość nadwyżkową". W ten sposób wymiana rzeczy równej wartości może
      mieć nierówne mieszanki tych dwóch rodzajów kapitału – to oznacza, że sama praca
      nie jest jedynym wyznacznikiem wartości.

      CZY KAPITALIZM OZNACZA WYZYSK?

      Teoria laborystyczna jest nonsensem zarówno w teorii, jak i w praktyce. Ignoruje
      wiele nie związanych z pracą czynników, które tworzą wartość ekonomiczną, jest
      oparta na nie sprawdzonych założeniach i prowadzi do ekonomicznego chaosu i
      politycznego niewolnictwa.

      W przeciwieństwie do tego, wolny rynek opiera się na dobrowolnym obrocie. Jeśli
      pracownicy chcą pracować w fabrykach zamiast na swoich farmach czy produkować
      wyroby rzemieślnicze, to dzieje się tak z powodu tego, że wolą płace i warunki
      pracy w fabrykach.

      Menedżer wnosi wielką wartość swoich zdolności organizacyjnych, przewidywanie i
      zdolności zarządzania. Ponieważ wartość nie jest owocem wyłącznie pracy, te
      zdolności są niezwykle wartościowe. Zyski to jego prawowite wynagrodzenie za
      ryzykowanie swoim kapitałem w niepewnym i zmieniającym się świecie.

      Prawdziwy wolnorynkowy kapitalizm, wolny od interwencjonizmu państwowego,
      zakazów, subsydiów i protekcjonizmu, oznacza ekonomiczne powodzenie i wolność dla
      wszystkich. W rzeczywistości wolny rynek jest jedynym systemem ekonomicznym,
      który umożliwia konsumentom, a nie biurokratom zdecydowanie, co jest produkowane
      i po jakiej cenie.

      Marks leży w grobie od ponad stu lat. Czas, by pochować również jego teorie.
    • Gość: wild WARTOŚĆ I WYZYSK-------------------------------[1] IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:45
      http://sierp.tc.pl/mcfarlan.htm
      Kevin McFarlane

      WARTOŚĆ I WYZYSK W MARKSIZMIE: KRYTYKA
      Marks twierdził, że umowa o pracę, z racji tego, że praca opłacana jest poniżej
      wartości, którą tworzy, jest aktem wyzysku pracownika przez kapitalistycznych
      pracodawców; różnica (przypadająca kapitaliście) jest wartością dodatkową. Ta
      wartość dodatkowa jest następnie dzielona na inwestycje i osobisty dochód
      kapitalistów.

      PRACOWA* TEORIA WARTOŚCI

      Według Marksa wartość to praca społecznie niezbędna do wyprodukowania
      towaru. "Wartość dodatkowa" jest tą częścią pracy społeczeństwa, która wykracza
      poza to, co jest potrzebne do wyprodukowania środków utrzymania samych
      pracowników. Żeby kapitalista miał jakikolwiek bodziec do ich wynajęcia, ich
      wydajność musi przekraczać koszt ich utrzymania. Kapitalistyczny schemat
      przebiegu od pieniędzy przez towary do przyszłych pieniędzy opisywany jest w
      skrócie jako M-C-M (money-commodities-money). Jak pisze Marks (1): "schemat M-C-M
      byłby absurdalny i bez sensu, gdyby zamierzano wymieniać w ten sposób dwie równe
      sumy pieniędzy". I: "Dokładną postacią tego procesu jest zatem M-C-M', gdzie
      M'=M+dM = pierwotna suma plus przyrost. Ten przyrost czy nadwyżkę ponad pierwotną
      wartość nazywam wartością dodatkową". Siła robocza pracownika, odpowiadająca tej
      części wartości, którą on faktycznie otrzymuje, jest wielkością zmienną. Marks
      nazwał ją "kapitałem zmiennym", V (variable). Część kapitału zainwestowana w
      środki nie będące pracą została nazwana "kapitałem stałym", C (constant). Jeśli S
      reprezentuje "wartość dodatkową" (surplus), to wówczas całkowita wartość towaru =
      C+V+S. Jednak wartość, jaką towar ma przy sprzedaży, jego wartość wymienna
      (exchange value), niekoniecznie jest taka sama, jak jego wartość towarowa
      (commodity value). Wartość wymienna jest tylko zewnętrznym pozorem. Przedstawia
      ona postać, w jakiej wartość jest mierzona, nie jej istotę. Wartości wymienne
      będą oczywiście zmieniać się wskutek konkurencji między kapitalistami. Skoro
      według marksizmu praca jest źródłem wartości, stopą wyzysku siły roboczej jest
      S/V, podczas gdy stopą zysku jest w przybliżeniu S/(C+V). Przybliżenie bierze się
      stąd, że wartość towaru na ogół będzie różnić się od jego ceny. Ceny towarów
      będą, wskutek konkurencji, dążyć do wyrównania się.

      Jeśli w tym momencie sądzisz, że koncepcja wartości dodatkowej jest zagmatwana,
      to prawdopodobnie masz rację. Ale oto bardziej konkretne wyjaśnienie, autorstwa
      McLellana:

      "Jeśli wartość siły roboczej pracownika (z grubsza koszt utrzymania jego i jego
      rodziny przy życiu i w zdolności do pracy) wynosiłaby 4 funty dziennie i jeśli
      mógłby on ucieleśnić 4 funty wartości w produkcie czterech godzin swej pracy, to,
      gdyby pracował on osiem godzin, druga połowa jego dnia pracy przynosiłaby wartość
      dodatkową - w tym przypadku 4 funty (...). Kapitaliści stale próbują podnieść
      wskaźnik wartości dodatkowej albo przez wydłużanie godzin pracy, albo przez
      czynienie pracy intensywniejszą bądź produktywniejszą" (2).

      Wydaje się to sugerować, że "wartość" jest czymś związanym z czasem pracy lub
      stopą produktywności, z zastrzeżeniem, że praca ta jest społecznie niezbędna.
      Jednak nie jest jasne, jak wartość towaru może być różna od jego ceny czy
      wartości wymiennej. Twierdzenie, że "zysk" jest zewnętrznym zjawiskiem, podczas
      gdy istotą tkwiącą u jego podstawy jest "wartość dodatkowa", jest całkowicie
      nieadekwatne. W rzeczywistości warunek "pracy społecznie niezbędnej" w
      marksowskiej definicji wartości wydawałby się sugerować, że wartość towaru musi
      być identyczna z jego ceną - skoro cena, w kontekście wolnego rynku,
      przedstawia "społecznie obiektywną wartość" (3) rozpatrywanego towaru. Ale więcej
      o tym potem.

      Jeśli według Marksa wartość jest w pewnym sensie pracą wcieloną w towar, to o ile
      miałoby nie być wyzysku, pracownik powinien otrzymywać pełną wartość swego
      produktu. Ci socjaliści, którzy żądali ponadczasowego moralnego potępienia
      kapitalizmu i zysku właśnie w to wierzyli. Na przykład niektórzy z nich
      zarządzali, że dobra powinny:

      "być wymieniane proporcjonalnie do czasu pracy poświęconego ich produkcji.
      Niektórzy chcieliby, aby każdy pracownik otrzymywał zaświadczenie czy
      pokwitowanie pokazujące, ile godzin pracował i upoważniające go do odpowiadającej
      temu ilości dóbr" (4).

      Ale Marks i Engels nie zgadzali się z takimi propozycjami. Oto Marks krytykujący
      schemat Proudhona:

      "Niech pan Proudhon weźmie na siebie sformułowanie i ustanowienie takiego prawa,
      to zwolnimy go z konieczności przedstawienia dowodów. Jeśli jednak obstaje on
      przy słuszności swojej teorii nie jako prawodawca, ale jako ekonomista, to musi
      dowieść, że czas potrzebny do wytworzenia towaru ściśle wskazuje stopień jego
      użyteczności i wyznacza jego proporcjonalny udział w popycie, i co za tym idzie w
      ogólnej ilości bogactwa" (5).

      Engels pisze również:

      "Jedynie przez niedowartościowanie lub nadwartościowanie produktów indywidualni
      producenci przekonują się, jakie rzeczy i jaką ich ilość potrzebuje
      społeczeństwo".

      Bez takiego mechanizmu

      "(...) jakie mamy gwarancje, że zostanie wyprodukowana potrzebna ilość - i nie
      więcej - każdego produktu, tak, byśmy nie cierpieli głodu kukurydzy czy mięsa
      dławiąc się jednocześnie cukrem i tonąc w spirytusie, by nie brakowało nam spodni
      do okrycia naszej nagości, podczas gdy zaleją nas miliony guzików do spodni" (6) -
      dziwił się Engels.

      A co z opłacaniem pracownika pełną wartością produktu jego pracy - co
      sugerowałoby brak wyzysku? Oto znów Engels:

      "jest charakterystyczną cechą wszelkiego społecznego zamętu związanego z
      rozważaniem prawdziwej wartości wyobrażać sobie, że w istniejącym społeczeństwie
      pracownik nie otrzymuje całkowitej wartości swej pracy i że przeznaczeniem
      socjalizmu jest temu zaradzić" (7).

      Według Marksa:

      "Potrącenia z niepomniejszonego dochodu świata pracy (undiminished proceed of
      labour) są koniecznością ekonomiczną i (...) nie można ich w żaden sposób
      sprawiedliwie obliczyć" (8).

      Najbardziej zdumiewające w powyższych spostrzeżeniach jest to, ze są one
      całkowicie słuszne. Dają one w ukryty sposób do zrozumienia, że wartość jest w
      rzeczywistości mierzalna jedynie w odniesieniu do rynku i (zwłaszcza u Engelsa)
      że proces rynkowy jest niezbędny do dopasowania produkcyjnej podaży do
      konsumpcyjnego popytu. Biorąc pod uwagę chaos w kalkulacji ekonomicznej
      występujący w krajach socjalistycznych, Marks i Engels słusznie wypowiadali takie
      uwagi.

      Jednak Marks i Engels, choć z jednej strony bezlitośnie krytykowali naiwną ideę,
      że można obliczyć wartość tworzoną przez pracę, to z drugiej strony twierdzili,
      że w socjalizmie problem "wartości" zostanie jakoś rozwiązany. Marks na przykład
      pisze:

      "Jedynie wtedy, gdy produkcja będzie pod świadomą i zaplanowaną z góry kontrolą
      społeczeństwa, społeczeństwo to ustanowi bezpośrednią relację między ilością
      społecznego czasu pracy poświęconego produkcji określonych artykułów a ilością
      popytu społecznego na nie" (9).

      Ale będzie to wymagało pewnego okresu rozwoju:

      "Życiowy proces społeczeństwa, oparty na procesie produkcji materialnej, nie
      zrzuci swej mistycznej zasłony dopóki nie potraktuje się go jako produkcji
      wykonywanej przez swobodnie zrzeszonych ludzi i świadomie przez nich regulowanej
      zgodnie z ustalonym planem. To jednak wymaga osiągnięcia przez społeczeństwo
      pewnej materialnej podstawy, warunków egzystencji będących spontanicznym
      produktem długiego i bolesnego procesu rozwoju" (10).

      Rozwój Związku Sowieckiego za Lenina i Stalina był "długim i bolesnym procesem".
      Zaowocował on hurtową rzezią około, być może, sześćdziesięciu milionów ludzi.

      Oto inna wypowiedź Engelsa:

      "Użytkowe efekty rozmaitych artykułów konsumpcyjnych, porównane jeden z drugim
      oraz z ilością pracy wymaganej do ich produkcji, ostateczn
      • Gość: wild WARTOŚĆ I WYZYSK-------------------------------[2] IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:47
        Oto inna wypowiedź Engelsa:

        "Użytkowe efekty rozmaitych artykułów konsumpcyjnych, porównane jeden z drugim
        oraz z ilością pracy wymaganej do ich produkcji, ostatecznie określą plan. Ludzie
        będą mogli zarządzać wszystkim w bardzo prosty sposób bez interwencji osławionej
        wartości" (11).

        Jak? Marks i Engels nie dają żadnej odpowiedzi.

        WYZYSK MUSI ISTNIE RÓWNIEŻ W SOCJALIŹMIE

        Powyższe rozważania prowadzą do pewnych nieubłaganych dla marksizmu wniosków.
        Zbadajmy je. Skoro "potrącenia z niepomniejszonego dochodu świata pracy są
        ekonomiczną koniecznością" i "w żadnym możliwym do wyobrażenia stanie
        społeczeństwa pracownik nie może otrzymać do konsumpcji pełnej wartości swego
        produktu" (12), to w socjalizmie musi dalej istnieć wartość dodatkowa i, co za
        tym idzie, wyzysk. Marksiści odpowiadają, że choć owa nadwyżka jest ekonomiczną
        koniecznością, to będzie się ona znajdować we własności publicznej i dlatego nie
        będzie wywłaszczona, jak w przypadku własności prywatnej. Ponadto w socjalizmie
        (patrz odnośnik 9 powyżej) społeczeństwo ustanowi "bezpośrednią relację" między
        ilością pracy a "popytem społecznym" na rozmaite towary - pomimo że Marks i
        Engels twierdzą, że taka procedura jest niemożliwa!

        Często podaje się następujące rozróżnienie między stosunkami ekonomicznymi
        charakterystycznymi dla socjalizmu i dla komunizmu:

        W socjalizmie panującą zasadą jest "od każdego według jego możliwości, każdemu
        według jego pracy". Przypuszczalnie znaczy to, że pracownik opłacany jest według
        tego, jak społeczeństwo szacuje wartość jego pracy, minus potrącenia
        z "niepomniejszonego dochodu świata pracy". Z punktu widzenia pracowej teorii
        wartości wydawałoby się, że jest to najsprawiedliwszy i najsłuszniejszy porządek
        społeczny.

        W komunizmie panującą zasadą jest "od każdego według jego możliwości, każdemu
        według jego potrzeb". Wynika z tego jasno, że niektórzy (najmniej kompetentni)
        byliby opłacani powyżej wartości swej pracy, a niektórzy (najbardziej
        kompetentni) - poniżej. Zatem komunizm jest w oczywisty sposób systemem opartym
        na wyzysku, tak samo jak kapitalizm.

        Socjalizm, w sensie stadium poprzedzającego komunizm, ma trudności własnego
        rodzaju. Nie ma żadnej gwarancji, że znajdująca się w publicznej własności
        nadwyżka będzie użytkowana słusznie i sprawiedliwie. (W mikroskali - patrz
        zachowanie demokratycznie wybranych rad pracowniczych). Ponadto, jeśli w
        socjalizmie rozumianym w ogólnym sensie (jako publiczna własność środków
        produkcji) pracownik nie może otrzymać całej wartości produktu swej pracy, to
        zarówno socjalizm, jak i kapitalizm są systemami politycznymi opartymi na
        wyzysku. Problem zatem sprowadza się do tego, który z tych dwóch systemów
        dostarcza pracownikowi większego bogactwa. Jeśli można wykazać, że kapitalizm -
        prywatna własność środków produkcji - jest od socjalizmu produktywniejszy, to w
        socjalizmie nie pozostaje już nic więcej, co można by komukolwiek zaoferować -
        poza obietnicą większej wolności dla pracownika (obietnicą, której złudność można
        wykazać tak logicznie, jak i empirycznie).

        Jako że Marks i Engels ustawicznie odmawiali wnikania w naturę organizacji
        społeczeństwa socjalistycznego (bo takie dochodzenie byłoby "utopijne", a
        socjalizm tak czy inaczej wyłoni się w "naturalny" sposób z procesu
        historycznego), musimy liczyć na odpowiedzi współczesnych marksistów. Nie ukazują
        się żadne. A więc nie mają oni w rzeczywistości żadnych wymówek dla hurtowej
        rzezi, obozów pracy niewolniczej i izb tortur tworzonych przez
        dwudziestowiecznych praktykujących zwolenników marksizmu.

        WYZYSK: ANALIZA LOGICZNA

        Teraz, gdy zostały wykazane absurdy marksistowskiej koncepcji wyzysku, pouczającą
        rzeczą będzie zająć się staranniejszą, logiczną analizą tak wyzysku, jak i
        wartości.

        Potocznie przez "wyzysk" rozumie się wykorzystywanie innej osoby.

        "Ale wszelkie racjonalne ludzkie działanie pociąga za sobą wykorzystywanie innych
        ludzi (...) gdy ludzie angażują się w interakcje społeczne, robią tak, bo
        wartość, którą oddają jest mniejsza niż wartość, którą zyskują" (13).

        Innymi słowy, przy jakiejkolwiek dobrowolnej wymianie między dwiema osobami każda
        z nich musi spodziewać się korzyści z tej wymiany, inaczej nie będzie ona miała
        miejsca. Korzyść może być materialna lub duchowa. Duchową korzyścią byłaby
        wartość taka, jak przyjaźń, miłość, zachwyt itd. Na przykład jeśli zrzekasz się
        pewnych korzyści materialnych, by pomóc komuś, kogo kochasz (tj. wyżej
        wartościujesz), masz z tego czysty zysk, skoro w danym kontekście pomyślność
        tego, kogo kochasz jest dla ciebie wartością większą niż poświęcone korzyści
        materialne.

        Spróbujmy teraz sformułować bardziej sensowną definicję wyzysku:

        "Wyzysk jest taką interakcją społeczną, na której korzysta się ze szkodą dla
        innych osób biorących w niej udział" (14).

        Zatem jakakolwiek moja interakcja z innymi ludźmi, która przynosi mi korzyść nie
        szkodząc innym, nie może być nazywana wyzyskiwawczą. Jeśli jednak miałbym działać
        na szkodę innych ludzi, to nie wybiorą oni współdziałania ze mną dobrowolnie.
        (Jeżeli wymiany są dobrowolne, ale uciekam się do oszustwa, to posłużyłem się
        formą przymusu, tj. wyzysku). Oczywiście jeśli chodzi o socjalistę, to nie będzie
        on robić tej analizy. Jednakże, jak pisze John Scott Shea:

        "Socjaliści mogą argumentować, że przyjęcie niskiej płacy jest korzystne jedynie
        dlatego, bo jest się zmuszanym głodem do jej zaakceptowania. Ale zaniedbują oni
        rozróżnić tu pomiędzy przymusem więzów narzucanych przez warunki życia (każdy
        jest krępowany przez swe osobiste położenie życiowe), a przymusem w sensie
        społecznym, narzucanym przez inną osobę czy osoby. Na przykład mogę być zmuszony
        do pracy, by przetrwać, przez biedę, ale mogę być też dosłownie zmuszony przez
        rabusia do zrzeczenia się produktu swej pracy pod groźbą użycia przez niego
        pistoletu. Mieszanie tych dwóch radykalnie odmiennych sensów przymusu i
        opisywanie ograniczeń wynikających z warunków życia jako rodzaju złego przymusu
        podobnego do rabunku jest w oczywisty sposób błędne. Mówienie zatem, że
        kapitalista wyzyskuje pracownika, bo oferuje mu w zamian za pracę zapłatę, która
        ma wykorzystywać przejawianą przez tego pracownika potrzebę zdobycia środków
        egzystencji, zmuszającą go do pracy jest połączeniem błędów w definiowaniu
        wyzysku i przymusu. Pracodawca może zmusić pracownika do zaakceptowania płacy
        jedynie przez bezpośrednie lub pośrednie stosowanie przymusu. Jeśli nie istnieje
        niewolnictwo lub politycznie (przymusowo) narzucone warunki życia, takie jak w
        totalitarnym czy autorytarnym państwie, umowa o płacę nie może by narzucona
        pracownikowi siłą (...) (technicznym marksistowskim opisem pracy w kapitalizmie
        jest niewolnictwo na pensji (wage slavery)).

        (...) Marksista prawdopodobnie odpowie, że prywatne posiadanie własności jest
        przymusem. To ono zmusza pracownika do przyjęcia płacy na warunkach przynoszących
        mu szkodę. Ale tak mogłoby być jedynie wtedy, gdy ci, którzy posiadają własność
        zabroniliby posiadać własność innym. Jeżeli jestem produktywny i wytwarzam
        kapitał (środki produkcji do tworzenia innych dóbr), lub uzyskuję go poprzez
        wymianę owoców mej pracy, czy z mej strony jest przymusem posiadanie tego, co
        wytworzyłem i proponowanie innym umów dla wspólnej korzyści, w celu produkowania
        dóbr za pomocą tego majątku?" (15).

        WARTOŚĆ: ANALIZA PRAKSEOLOGICZNA

        Ukrytym założeniem pracowej teorii wartości jest to, że źródłem wartości jest
        praca jako taka. Jest ono dzielone z dominującą w czasach Marksa ekonomią
        klasyczną. Daje się wywnioskować z pierwszego zdania wstępu do "Bogactwa narodów"
        Adama Smitha:

        "Coroczna praca każdego narodu jest funduszem, który dostarcza mu pierwotnie
        wszystkich artykułów pierwszej potrzeby i udogodnień życiowych corocznie przezeń
        konsumowanych i składających się zawsze albo z b
        • Gość: wild WARTOŚĆ I WYZYSK-------------------------------[3] IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:52
          WARTOŚĆ: ANALIZA PRAKSEOLOGICZNA

          Ukrytym założeniem pracowej teorii wartości jest to, że źródłem wartości jest
          praca jako taka. Jest ono dzielone z dominującą w czasach Marksa ekonomią
          klasyczną. Daje się wywnioskować z pierwszego zdania wstępu do "Bogactwa narodów"
          Adama Smitha:

          "Coroczna praca każdego narodu jest funduszem, który dostarcza mu pierwotnie
          wszystkich artykułów pierwszej potrzeby i udogodnień życiowych corocznie przezeń
          konsumowanych i składających się zawsze albo z bezpośredniego produktu tej pracy,
          albo z tego, co jest za nią kupowane" (16).

          U Smitha jednak jest to mglista koncepcja niezgodna z wieloma rzeczami zawartymi
          w "Bogactwie narodów". Ale w rzeczywistości praca nie jest jedynym źródłem
          wartości. Dla przykładu, Thomas Sowell pisze:

          "Jako system teoretyczny ekonomia marksistowska zaczyna historię produkcji gdzieś
          w środku - z firmami, kapitałem i aparatem zarządzającym (management) już gdzieś
          istniejącymi i potrzebującymi do rozpoczęcia produkcji jedynie dodatku pracy.
          Stąd produkt jest funkcją substratu, jakim jest praca, przy wszystkich innych
          czynnikach już gdzieś zgromadzonych, skoordynowanych i skierowanych na określony
          cel gospodarczy. O produkcie na jednostkę pracy mówi się zatem jako o produkcie
          pracy, jak to robiono tradycyjnie w ekonomii klasycznej na długo przed Marksem.
          Ale długowieczność to nie logika. Tam, gdzie jest wiele substratów, podział
          produktu ze względu na jeden szczególny substrat jest całkowicie arbitralny.

          (...) skoro produkt rozpatrywany jest jako funkcja licznych substratów, a
          substraty te - jako dostarczane przez więcej niż jedną klasę ludzi, to
          twierdzenie, że wartość dodatkowa pochodzi z pracy staje się wyraźnie arbitralne
          i nieuzasadnione. Faktycznie jest nawet dla niego gorzej. Empirycznym następstwem
          specjalnej lub/i wyłącznej produktywności pracy byłoby to, że kraje pracujące
          dłużej i ciężej miałyby wyższy produkt i wyższy standard życia. Ale rzeczywistość
          jest bliższa czemuś wprost przeciwnemu - kraje, których wkładem jest w mniejszym
          stopniu praca, a w większym przedsiębiorczość, zmierzają do zdecydowanie wyższego
          standardu życia, w tym do krótszego dnia pracy dla swych pracowników.

          (...) Nie jest to też po prostu kwestią posiadania większej ilości fizycznego
          kapitału, z którym można pracować. Wielkie transfery fizycznego kapitału do
          krajów Trzeciego Świata, poprzez nacjonalizację i pomoc międzynarodową, były
          często wstępem do zepsucia tego kapitału" (17).

          Przed rewolucją rosyjską Lenin czynił lekceważące uwagi na temat roli managementu
          w procesie produkcji. Pisał na przykład:

          "Ogromna większość funkcji starej władzy państwowej została tak uproszczona i
          może być zredukowana do takich niezmiernie prostych operacji rejestracji,
          archiwizowania i sprawdzania, że funkcje te może wykonywać każda piśmienna osoba
          i swobodnie mogą być one wykonywane za zwykłe pensje pracownicze" (18).

          Za kluczowe zmienne Lenin uważał "księgowanie i kontrolę", które kapitalizm już

          "sprowadził do nadzwyczajnie prostych operacji - które może wykonywać każda
          piśmienna osoba - nadzorowania i rejestrowania, znajomości czterech działań
          arytmetycznych i wydawania odpowiednich kwitów".

          Dopiero będąc u władzy Lenin zobaczył, jak bardzo jest to wszystko skomplikowane.
          Jak pisze Sowell (19):

          "W kilka lat pisał on o kryzysie paliwowym, który grozi przerwaniem całego
          sowieckiego dzieła (20), o ruinie, przymieraniu głodem i zniszczeniu w kraju
          (21), o głodzie" (...)

          W tej rozpaczliwej sytuacji Lenin ogłosił swoją Nową Politykę Ekonomiczną (...)
          Drastycznie zmienił również swój pogląd na temat ważności kwalifikacji. Lenin
          zadeklarował, że (...) potrzebujemy ludzi obznajomionych ze sztuką
          administrowania i że poza starą klasą nie ma nigdzie zwrócić się po takich ludzi
          (22). Gdy Nowa Polityka Ekonomiczna rozwinęła się, Lenin z trudem, ale zdecydował
          się poprzeć prerogatywy kapitalistycznego managementu, w tym niezależną władzę
          ustalania płac w celu produkowania rosnących zysków, z naciskiem na uważne
          selekcjonowanie najbardziej utalentowanego i zdolnego personelu administracyjnego
          (23). Przestrzegł, że wszelka bezpośrednia ingerencja związków zawodowych w
          zarządzanie fabrykami musi być uznana za bezwzględnie szkodliwą i niedozwoloną
          (24). Zadeklarował natomiast, że związki mają działać jako mediatorzy między
          pracownikami a managementem (25), a ich skuteczność ma być osądzana na podstawie
          stopnia, w jakim udaje się im unikać sporów zbiorowych (26)".

          (Jest to coś niezgodnego ze współczesnymi ideami marksistowskimi i
          socjalistycznymi).

          Chociaż "wartość" jest w pewnym sensie tworzona przez każdego, kto jest
          zaangażowany w proces produkcji i handlu, to jest to wysoce mylący sposób
          widzenia rzeczy. Wydaje się to sugerować, że wartość powinno się dać zmierzyć,
          przynajmniej częściowo, w odniesieniu do czasu pracy i produktywności. Zatem
          powinno być zagadką, czemu nie może być ona tak zmierzona. Marks i Engels, jak
          widzieliśmy, niekonsekwentnie twierdzili, że z jednej strony nie można jej
          zmierzyć, ale z drugiej strony jakoś zmierzy się ją w socjalizmie

          Oto związany z tym problemem przykład autorstwa Ludwiga von Misesa:

          "Do wyprodukowania samochodu potrzeba rozmaitych maszyn, rozmaitych surowców,
          pracy rozmaitych pracowników fizycznych i - przede wszystkim - planu projektanta.
          Ale nikt nie może zdecydować, jaki udział w gotowym samochodzie ma być przypisany
          każdemu z tych rozmaitych czynników, których współpracy wymaga jego produkcja"
          (27).

          Innymi słowy, nie ma sposobu zmierzenia wartości pracy "ucieleśnionej" w
          produkcie poprzez analizowanie wkładu każdej z części tej pracy.

          Jednak w rzeczywistości nie jest żadną niespodzianką, że ta ucieleśniona wartość
          nie może być zmierzona. Jest tak dlatego, że "wartość" nabiera sensu jedynie w
          odniesieniu do prakseologii (28) (ogólnej nauki o ludzkim działaniu). To znaczy,
          wartość jest subiektywna. Wartość ma sens w systemie kapitalistycznym (i w każdym
          innym, ale najłatwiej zanalizować jej znaczenie w odniesieniu do kapitalizmu) i
          jest mierzalna, ale jedynie w sensie porządkującym, a nie zasadniczym. To znaczy,
          wartości jako takie nie są ilościowo absolutne. Są one względne i hierarchiczne,
          stopniują się. Za chwilę będzie to oczywistsze. Prakseologicznie "wartość"
          zależna jest od dobrowolnych osądów wszystkich uczestników procesu produkcji i
          handlu. Jak pisze Ayn Rand:

          "Wolny rynek nigdy nie traci z oczu pytania: wartość dla kogo?" (29).

          W ogólnym sensie wartość towaru (tj. jego cena) zależy od tego, jak jest on
          dostępny i ilu ludzi go pragnie. (Chociaż wydaję się być w sprzeczności z samym
          sobą, dając "wartości" ilościową miarę, to nie jest tak - jako że cena towaru
          nabiera sensu jedynie w odniesieniu do innych towarów na rynku i subiektywnej ich
          oceny przez jednostkę). W przypadku pracy

          "ekonomiczna wartość pracy człowieka jest określana na wolnym rynku przez
          pojedynczą zasadę: przez dobrowolną zgodę tych, którzy są chętni handlować swą
          pracą lub, w zamian, produktami" (30).

          Rozważmy kilka konkretnych przykładów. Przypuśćmy, że Producent A może sam
          wyprodukować domowy komputer. Zatem jest on w stanie kupić wszystkie części i
          złożyć je według swego własnego projektu. Kalkuluje, że wartość jego dzieła
          wynosi powiedzmy 1000 funtów - w czym zawiera się cena surowców oraz wartość jego
          czasu pracy. Teraz zamierza on sprzedać ten komputer za tę cenę Konsumentowi B.
          Niestety Konsument B jest gotów zapłacić jedynie 500 funtów, jako że komputer nie
          jest dla niego tak wartościowy, jak chciałby Producent A. Przypuśćmy teraz, że
          Producent C robi miecze. Sprzedaje on miecz Konsumentowi B za 2000 funtów
          (Konsument B chce zapłacić tę sumę). Miecz ma dla Konsumenta B większą wartość w
          danym kontekście niż domowy komputer. Fakt, że być może zrobienie komputera
          • Gość: wild WARTOŚĆ I WYZYSK-------------------------------[4] IP: *.net.bialystok.pl 13.04.02, 01:53
            Fakt, że być może zrobienie komputera jest sto razy trudniejsze i kosztowniejsze
            jest nieistotny, jeśli chodzi o Konsumenta B. "Wartość" nie ma żadnego
            wewnętrznego sensu. "Wolny rynek nigdy nie traci z oczu pytania: wartość dla
            kogo?".

            Uogólniając ten przykład, płace jednostek w społeczeństwie są odzwierciedleniem
            tego, jak społeczeństwo ocenia ich wartość. Tak więc mające powodzenie gwiazdy
            pop zarabiają rocznie miliony funtów, podczas gdy - powiedzmy - mający powodzenie
            projektanci samochodów zarabiają rocznie 20 000 funtów. Ja, jako "zawodowy"
            inżynier, mógłbym czuć, że należy mi się większy zarobek niż takiemu przeciętnemu
            gwiazdorowi jak Paul Young (moja subiektywna ocena, rzecz jasna). Ale jeśli wielu
            ludzi znajduje w pracy Paula Younga większą wartość niż w mojej, mają oni prawo
            wydawać swoje pieniądze dla swej przyjemności. Nie mam żadnego prawa spodziewać
            się, że ludzie uznają mą pracę za tak wartościową, jak sam chciałbym.
            Niewątpliwie taki system jest "nieszlachetny", ale nie jest niesprawiedliwy.

            Nawiasem mówiąc mający powodzenie gwiazdor pop, mogący dostawać 5% ceny płyty z
            zysków firmy fonograficznej, jest pracownikiem tej firmy i zatem jest, według
            marksizmu, "wyzyskiwany", mimo bycia milionerem. Podczas gdy dyrektor firmy,
            mogący zarabiać jedynie 70 000 funtów rocznie, jest niegodziwym kapitalistycznym
            wyzyskiwaczem, bo przywłaszcza sobie "wartość dodatkową" swej siły roboczej.

            DOBRODZIEJSTWO NAJWYŻEJ KWALIFIKOWANYCH "TWÓRCÓW WARTOŚCI"

            Charakterystyczne dla marksizmu jest uznawanie fizycznego tworzenia dóbr za
            podstawową czy zasadniczą część tworzenia bogactwa, co też, obok rewolucyjnego
            potencjału klasy robotniczej, jest powodem okazywania tej klasie takiego
            szacunku. Jest prawdą, że marksizm uznaje rolę burżuazji w takim stopniu, w jakim
            jej przedstawiciele są pracownikami spółek, ale tym niemniej występuje w nim
            tendencja do uznawania klasy robotniczej za "rzeczywistych" twórców wartości.
            Często przypomina się, że gdy robotnicy przerwą pracę, kontynuowanie produkcji
            jest niemożliwe i że pokazuje to zasadniczą ważność klasy robotniczej. Ale jest
            to uznawanie tworzenia bogactwa za coś będącego w pierwszym rzędzie sprawą pracy
            fizycznej, podczas gdy to właśnie ludzki umysł jest jego źródłem. Robotnicy w
            fabryce samochodów rzucając narzędzia oczywiście wstrzymają produkcję, ale
            zapomina się, że ci robotnicy przede wszystkim nie byliby w stanie budować
            samochodów, gdyby nie było naukowców, matematyków, zawodowych inżynierów i
            projektantów, których praca jest tak samo istotna. "Burżuazyjni" pracownicy mogą
            na ogół żądać wyższych płac od robotników i otrzymywać je, ponieważ ich podaż
            jest stosunkowo rzadka i niewielu jest w stanie zdobyć ich pozycje.

            Tak więc wydaje się, że na wolnym rynku osoba o przeciętnych uzdolnieniach jest
            pokrzywdzona. Ale jest to niedostrzeżenie drugiej strony medalu. Jak pisze Ayn
            Rand:

            "Gdy żyjesz w racjonalnym społeczeństwie, gdzie ludzie mają swobodę handlu,
            otrzymujesz nie dającą się ocenić premię: materialna wartość twej pracy jest
            wyznaczana nie tylko przez twój wysiłek, ale także przez wysiłek
            najproduktywniejszych umysłów istniejących w otaczającym cię świecie (...) Praca
            fizyczna jako taka nie może rozszerzać się dalej niż na dany moment. Człowiek,
            który nie robi nic poza fizyczną pracą, konsumuje wartość materialną -
            równoważnik swego wkładu w proces produkcji - i nie zostawia żadnej dalszej
            wartości, ani dla siebie, ani dla innych. Ale człowiek, który wyprodukuje ideę w
            jakiejkolwiek dziedzinie racjonalnego wysiłku - człowiek odkrywający nową wiedzę -
            jest trwałym dobroczyńcą ludzkości. Jedynie wartość idei może być dzielona
            pomiędzy nieograniczoną liczbę ludzi, robiąc ich wszystkich bogatszymi bez
            niczyjego poświęcenia czy straty, podnosząc zdolność produkcyjną wszelkiej pracy,
            jaką wykonują. (...)

            Człowiek tworzący nowy wynalazek otrzymuje zaledwie niewielki, w stosunku do
            umysłowej energii, jaką wydał, procent swej wartości w kategoriach materialnej
            zapłaty, bez względu na to, jaką robi fortunę i ile milionów zarabia. Ale
            człowiek pracujący jako stróż w fabryce produkującej ten wynalazek otrzymuje
            zapłatę olbrzymią w stosunku do wysiłku umysłowego, jakiego wymaga od niego to
            zajęcie. I to samo jest prawdą dla wszystkich ludzi na wszystkich poziomach
            ambicji i zdolności. Człowiek na szczycie piramidy intelektualnej w najwyższym
            stopniu obdziela wszystkich poniżej, ale nie dostaje nic poza swą materialną
            zapłatą, nie otrzymując od innych żadnej intelektualnej premii, którą mógłby
            dodać do wartości swego czasu. Człowiek na dole tej piramidy, który pozostawiony
            sam sobie głodowałby w swej beznadziejnej głupocie, nie udziela niczego tym, co
            są ponad nim, ale otrzymuje premię wszystkich ich mózgów. Taka jest natura
            konkurencji między silnym i słabym intelektualnie" (31).


            --------------------------------------------------------------------------------

            PRZYPISY:

            1) Karl Marx, Capital, Charles R. Kerr, Chicago, 1919, Volume 1, Chapter 6;

            2) David McLellan, Marx, William Collins, Glasgow, 1975;

            3) Ayn Rand, "What is Capitalism?" w: Capitalism: The Unknown Ideal, New American
            Library, New York, 1967. Ta terminologia Rand jest myląca. "Społecznie obiektywna
            wartość" jest reprezentacją subiektywnych wartościowań społeczeństwa. Patrz
            dalej;

            4) Thomas Sowell, Marxism: Philosophy and Economics, Unwin Paperbacks, London,
            1986;

            5) Karl Marx, The Poverty of Philosophy, International Publishers, Moscow, 1963,
            str. 60-61;

            6) Frederick Engels, "Preface to the First German Edition", Karl Marx, The
            Poverty of Philosophy, str. 19;

            7) Frederick Engels, Herr Eugen Duhring's Revolution in Science (Anti-Duhring),
            International Publishers, Moscow, 1939, str. 339-340;

            8) Karl Marx, "Critique of the Gotha Programme", Karl Marx and Frederick Engels,
            Basic Writings on Politics and Philosophy, Anchor Books, 1959;

            9) Karl Marx, Capital, Volume 3, Charles R. Kerr, Chicago, 1919, str. 221;

            10) Karl Marx, Capital, Volume 1, str. 92;

            11) Patrz przypis 7, str. 338;

            12) Patrz przypis 5, str. 21;

            13) John Scott Shea, Exploitation, Libertarian Alliance, Political Notes No. 5;

            14) Tamże;

            15) Tamże;

            16) Adam Smith, The Wealth of Nations, Modern Library, 1937;

            17) Sowell, Marxism: Philosophy and Economics;

            18) V. I. Lenin, "The State and Revolution", Selected Works, Foreign Publishing
            Office, Moscow, 1952, Volume 2, Part 1, str. 243-244;

            19) Patrz przypis 17;

            20) V. I. Lenin, "The Fight to Overcome the Fuel Crisis", Selected Works, Volume
            2, Part 2, str. 290;

            21) V. I. Lenin, "The Role and Functions of Trade Unions Under the New Economic
            Policy", Selected Works, Volume 2, Part 2, str. 618;

            22) V. I. Lenin, "Ninth Congress of the Russian Communist Party (Bolsheviks)",
            Selected Works, Volume 2, Part 2, str. 333;

            23) Patrz przypis 21;

            24) Tamże;

            25) Patrz przypis 21, str. 616;

            26) Tamże, str. 617;

            27) Ludwig von Mises, The Anti-Capitalistic Mentality, Libertarian Press,
            Illinois, U.S.A., 1981;

            28) Jest to koncepcja, którą zasłynął Ludwig von Mises, zwłaszcza w swym
            pomnikowym dziele Human Action: A Treatise on Economics, Yale University Press,
            1949;

            29) Ayn Rand, patrz przypis 3;

            30) Tamże;

            31) Ayn Rand, Atlas Shrugged, New American Library, New York, 1957.


            --------------------------------------------------------------------------------

            Copyright © 1988: Kevin McFarlane, Libertarian Alliance. Tekst opublikowany za
            zezwoleniem Libertarian Alliance, 25 Chapter Chambers, Esterbrooke Street, London
            SW1P 4NN, Wielka Brytania. Poglądy przedstawione w tekście są poglądami autora,
            niekoniecznie poglądami Libertarian Alliance, jego Komitetu, Rady Doradczej czy
            subskrybentów. Tłum J. Sierpiński.


            ---------------------------------
Pełna wersja