piq
14.11.16, 15:08
Tawariszcz zdrajca bardzo skutecznie zapobiega skuteczności koncepcji obrony terytorialnej. Nie uchwalono jeszcze ustawy o OT, a tawariszcz zdrajca już promował na stopnie oficerskie kilkudziesięciu ptysiów po 6-tygodniowym przeszkoleniu (szkoła oficerska trwa 4-5 lat). Mają oni dowodzić brygadami i batalionami "obrony terytorialnej", z których trzy największe umieszcza się przy wschodniej granicy. Tawariszcz zdrajca doskonale wie, co robi: poprzez swoje działania skutecznie uniemożliwia powstanie efektywnego wojska terytorialnego.
Otóż system brygadowy lub batalionów samodzielnych jest nie tylko zaprzeczeniem wszystkich doświadczeń ostatnich ze 30 lat konfliktów na świecie, jest zaprzeczeniem rozsądku. Tak duże jednostki już szczebla operacyjnego wymagają scentralizowanego i kompetentnego dowodzenia przez prawdziwych oficerów, scentralizowanej logistyki i dużego skomplikowanego zaplecza, a ponadto ich szkolenie jest kosztowne i wymaga wydzielonych poligonów. Na dodatek są - przy bliskości wschodniej granicy - narażone na szybciutkie obezwładnienie jedną rakietą, wystarczy pozbawić brygadę/batalion samodzielny amunicji i sprzętu zmagazynowanych w miejscu dyslokacji centrum, i karabinki mają wartość kija od szczotki, jeśli w ogóle przetrwają.
Po to zresztą rozlokowuje się duże jednostki z daleka od możliwego przeciwnika, żeby było trudniej wykonać takie uderzenie, żeby trzeba było dolecieć jak najdalej i żeby rakieta taktyczna nie sięgała bez trudu ośrodków stacjonowania jednostek szczebla operacyjnego (a tu tawariszcz zdrajca niedawno chwalił się przesuwaniem jednostek na wschód).
WSZYSTKIE doświadczenia ostatnich konfliktów wskazują, że warunkiem skuteczności i istotą oddziałów ochotniczych jest ich rozśrodkowanie i rozproszenie centrów zaopatrzenia oraz ograniczenie wyszkolenia do trzech dziedzin: strzelanie, taktyka walki w niewielkich pododdziałach do wielkości kompanii maksymalnie oraz podstawowe przeszkolenie inżynieryjno-saperskie. Takim pododdziałem może dowodzić i go szkolić rezerwista-zawodowiec, niekoniecznie oficer.
Szkolenie batalionowo-brygadowe, zwłaszcza pod dowództwem harcerzyków "oficerów" po sześciotygodniowym kursie, jest nonsensem i wprowadza wyłącznie burdel, a ponadto takie wojsko w takich ugrupowaniach idzie zwartymi formacjami na rzeź, zamiast rozpłynąć się w znanym sobie doskonale terenie, siać terror wśród przeciwnika małymi i skutecznymi akcjami zaopatrując się we własnych niezależnych i rozproszonych magazynach. Bo istotą wojsk terytorialnych jest mała wojna, z którą nie radzą sobie nawet potężne armie, w tym amerykańska.
Jak już wspomniałem, nie ma ani jednej podstawy prawnej koniecznej do działania obrony terytorialnej, bo oprócz uchwalenia samej ustawy konieczna jest zmiana ustawy o broni i amunicji, czego nawet się nie przygotowuje (oprócz jakichś deklaracji posła Pięty), bo tawariszcz prezessimus już dawno ogłosił, że większe dopuszczenie obywateli do posiadania broni palnej jest wykluczone.
Tawariszczi zdrajcy doskonale wiedzą, co robią, bo jest granica niekompetencji: po prostu unieszkodliwiają w zarodku jakąkolwiek obronę terytorialną, grając na czas i odbierając tej formacji podstawowe atuty.
Chyba że tawariszcz zdrajca Macierewicz planuje istnienie OT w formie swoich własnych szturmabtajlungen do terroryzowania obywateli gorszego sortu. Wtedy obecna koncepcja będzie doskonale działać na zasadzie uzbrojonego ORMO w większych ośrodkach, gdzie trzeba będzie spacyfikować rozruchy.