Gość: siedem
IP: *.tgory.pik-net.pl
16.04.02, 08:30
"Chciałam je urodzić
"Gazeta Wyborcza" niespełna tydzień temu napisała, że jednym z nieoficjalnych
powodów zawieszenia w obowiązkach szefa Kliniki Ginekologii i Położnictwa
Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, prof. Bogdana Chazana, był brak jego
zgody na przeprowadzenie aborcji. Okazuje się jednak, że dziennik nie po raz
pierwszy nie napisał prawdy. Fakty są następujące: Lekarze z dwóch klinik
położniczych: warszawskiej i łódzkiej, namawiali matkę do zabicia swojego
nienarodzonego dziecka. Powodem miało być niewykształcenie nerek. Tymczasem
kobieta wręcz ich błagała, by pozwolili mu żyć. Jedynym lekarzem, który
umożliwił jej, tak jak chciała, urodzenie dziecka, był właśnie prof. Chazan.
10 kwietnia "Gazeta Wyborcza" napisała, iż nieoficjalnym powodem zawieszenia
Chazana, byłego krajowego konsultanta ds. położnictwa i ginekologii, było to,
że nie zgodził się na zabicie dziecka, mimo że badanie wykazało, iż pozbawione
jest ono nerek. Tymczasem Maria Starczewska, matka dziecka, której przypadek
fałszywie opisała "GW", uważa, że gazeta skłamała. - Od samego początku lekarze
byli przeciwni mojej ciąży i domagali się zabicia dziecka. Nie dawali mu
żadnych szans. A ja chciałam je urodzić - mówi Starczewska. Dodała, że wysłała
do gazety pismo z prośbą o sprostowanie. Dostała odpowiedź, że nie zostanie ono
opublikowane.
- Gazeta napisała, że odmówiłem aborcji. Tymczasem ja umożliwiłem tej kobiecie
poród, tak jak sobie tego życzyła. Dziecko umarło po godzinie. Rodzice zdążyli
się pomodlić i pożegnać z dzieckiem, tak jak chcieli - powiedział prof. Bogdan
Chazan. Dodał, że obecnie jest zawieszony w wykonywaniu swoich czynności.
Jednak nie przedstawiono mu na piśmie zarzutów, o których pisała prasa.
- Musiałam walczyć z lekarzami. Błagałam ich nawet, żeby pomogli mojemu
dziecku, nawet gdyby miało być chore czy też nawet gdyby miało po porodzie
umrzeć - mówiła łamiącym się głosem kobieta. Wyjaśniła jednocześnie, że
zrobione jeszcze w trakcie ciąży badania prenatalne i rezonans magnetyczny nie
wykazały jednoznacznie, iż dziecko nie będzie mogło żyć. Mimo to wielu lekarzy
namawiało ją do zabicia dziecka. Ponadto niemowlę zmarło nie dlatego, że
urodziło się bez nerek, lecz z powodu niewykształcenia się płuc. Matka zarzuca
lekarzom, że nie podjęli leczenia dziecka, gdy była w stanie błogosławionym,
tak by przyspieszyć dojrzewanie płuc. - Z góry założyli, że dziecko umrze -
powiedziała.
Tłumaczyła, iż aby ulżyć dziecku, zdecydowała się nawet na cesarskie cięcie,
mimo że mogło to zagrozić jej zdrowiu. - Lekarz z kliniki nie pozwolił na to.
Kazał mi rodzić naturalnymi siłami. Dopiero gdy przyjechał prof. Chazan,
umożliwił mi urodzenie dziecka, tak jak chciałam - relacjonuje Starczewska.
Posłowie Ligi Polskich Rodzin, którzy zorganizowali na ten temat konferencję,
obawiają się, że podobnych sytuacji, gdzie lekarze namawiają do zabicia
dziecka, jest wiele. - Jeszcze dzisiaj złożymy pismo do prokuratora
generalnego, aby wyjaśnił zaistniałą sytuację - mówił Roman Giertych. Ponadto
posłowie LPR domagają się, żeby minister zdrowia przedstawił raport o sytuacji
na oddziałach położniczych w Polsce. Zapowiedzieli również, że w najbliższych
tygodniach powstanie stowarzyszenie do walki o godność kobiety, które będzie
m.in. zbierać informacje dotyczące namawiania kobiet do zabijania ich
nienarodzonych dzieci. Przypomnieli jednocześnie, że za ten proceder grozi w
Polsce kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
LPR domaga się też przywrócenia do obowiązków zawieszonego szefa kliniki -
prof. Bogdana Chazana.
Anna Zalech
"
7,00