benek231
19.01.17, 22:37
Tak, w Polsce możemy obawiać się Trumpa. Może słuchać bardziej Moskwy niż Warszawy czy Rygi
Największy koszmar Europy Środkowej może się zacząć na Twitterze. Na koncie @RealDonaldTrump przeczytamy: "Władimir i ja postanowiliśmy.". Wkrótce potem nowy prezydent USA spotka się z Putinem, np. w Reykjaviku. A później sprawy potoczą się szybko. Kosztem NATO, które Trump określa jako przestarzałe. Kosztem krajów takich jak Polska.
Każdy amerykański prezydent po upadku muru berlińskiego chciał poprawy relacji z Moskwą. Bill Clinton miał nadzieję, że pomoże zbudować w Rosji demokrację. George W. Bush łudził się, że Putin, w którego oczach zobaczył dobro, nie stanie się dyktatorem. Obama wierzył, że zmiana retoryki wystarczy, by Rosja była globalnym partnerem, a nie wrogiem. Wszyscy się sparzyli.
Donald Trump przejmuje władzę w momencie, gdy zamiary Rosji są jasne. Stratedzy w Białym Domu, Pentagonie i Kongresie powinni się zastanawiać nad tym, jak powstrzymać plany Moskwy i jak się na niej odegrać. Nowy prezydent nie przyjmuje jednak do wiadomości tego, że wygrał wybory również przy wsparciu rosyjskich hakerów i fabryk trolli, choć takie informacje przekazał mu wywiad. Jak w takim razie potraktuje np. informacje o koncentracji rosyjskich wojsk nad granicą z Ukrainą? Też je wyśmieje na Twitterze? Jak zareaguje, gdy z Moskwy nadejdzie propozycja spotkania z Putinem, by rozwiązać sporne kwestie?
Wydaje się, że Trump jest przekonany, że nie żmudne negocjacje, ale bezpośrednia rozmowa przywódców może zmienić oblicze świata. Politykę traktuje jak biznes – interesują go zyski, świętości nie szanuje. Gdyby było inaczej, nie mówiłby z taką niechęcią o NATO czy UE w wywiadzie dla „Timesa” i „Bilda” sprzed kilku dni.
Putin, którego manipulowania ludźmi uczono jeszcze w KGB, ogra go w kilku ruchach. Dostanie swoją nową Jałtę. A Trump wróci do USA i obwieści, że odbudował wielkość Ameryki. Krytyczne komentarze zignoruje.
To czarny, lecz prawdopodobny scenariusz. Tym bardziej dlatego, że w Białym Domu nie zasiadał jeszcze człowiek podejrzewany o to, że Rosjanie mają na niego całe dossier kompromitujących haków. Nie było szefa dyplomacji, który jako biznesmen zarabiał na współpracy z Rosją miliony. Nie było doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, który za pieniądze wystąpił na jubileuszu kremlowskiej telewizji propagandowej RT.
Trudno uwierzyć, że tacy ludzie mogą krytycznie patrzeć na Rosję i przedkładać nad nią interesy Polski, Litwy czy Estonii. Że w krytycznej sytuacji posłuchają głosu z Warszawy czy Rygi, a nie z Moskwy. Że amerykańskie czołgi w Polsce, które właśnie przyjechały, nie zaczną wjeżdżać na lawety i wracać do USA. A skoro wycofają się Amerykanie, to dlaczego mieliby zostać na wschodniej flance NATO Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi?
Zostaniemy sami wobec kraju, który ma imperialny apetyt. A potem? Wojna hybrydowa na Łotwie i w Estonii, prowokacje na granicy z obwodem kaliningradzkim, ataki hakerów na nasze systemy, zasypywanie mediów społecznościowych postprawdą, finansowanie populistów i rozbijanie w ten sposób UE. Wszystko przy obojętności nowego prezydenta USA.
Tak, w Europie Środkowej mamy się czego bać.
wyborcza.pl/7,75968,21267177,tak-w-polsce-mozemy-obawiac-sie-trumpa-moze-sluchac-bardziej.html