andrzejg
21.01.17, 22:12
Śmiejemy się z Przyłębskiej, że z egzaminu sędziowskiego miała tylko tróję, a mimo to wg PiS spełniła kryterium "wyróżniającej się wiedzą prawniczą". To nic niezwykłego. Zbigniew Ziobro (również magister prawa) także nie cieszył się dobrymi wynikami w karierze studenckiej i zawodowej.
To by wskazywało na to, że ich wszystkich łączy jedno: byli wcześniej prześladowani i upokarzani przez środowisko prawnicze. Nie byli aż tacy słabi - ich wyniki miały związek ze spiskiem ogółu przeciwko nim. Byli zwyczajnie nielubiani, za poglądy i charakter (np. jeden student obraził się, że jego kolega z ławki Zbigniew doniósł na niego, że ten ściągał podczas pisania kolokwium - dziwak!).
Właśnie tak wygląda konkurs na najwyższe stanowiska w Polsce urządzany przez PiS. Czym większe poczucie pokrzywdzenia w człowieku, tym jest lepszym kandydatem, który da się sterować przez Partię, a w zamian otrzyma możliwość niemałej zemsty na swoim środowisku, w którym czuł się niedoceniany. Taka mentalność pasuje też do elektoratu PiS, a dowody otrzymujemy codziennie rozmawiając z naszymi znajomymi, popierającymi PiS. Podział jest oczywisty. Ludzie wiecznie pokrzywdzeni to najczęściej PiS, rzadziej lewica i Kukiz'15. Ludzie z ułożonym życiem, nie mający pretensji do świata i innych ludzi o ich własne porażki, to najczęściej Nowoczesna albo PO. //mk
Czy kochani zwolennicy komuszków z PiSu też mają takie problemy z dzieciństwa i młodości?