lubat
01.02.17, 17:15
Wczoraj TV Deutsche Welle nadała w wiadomościach ckliwy obrazek z powitania gdzieś w Nigerii uwolnionej z rąk islamistycznej bojówki Boko Haram panienki. Oczywiście to wielkie przeżycie dla rodziców, tylko dlaczego dla przywiezienie jednej panienki trzeba było użyć specjalnego samolotu (tak na oko na 30-40 pasażerów)? Towarzyszyło jej wprawdzie kilku oficjeli płci obojga z różnych organizacji, ale nawet to nie usprawiedliwia wynajmowanie tak drogiego sposobu transportu. No ale mniejsza z tym, zawodowi "naprawiacze świata" nie mają czasu włóczyć się pociągami czy samochodami.
Ale trochę "śmieszno" i trochę "straszno" zrobiło się, gdy ojciec dziewczyny (wtedy 12-letniej) zaczął opowiadać, jak się odbywało porwanie. Otóż bojówka wpadła do wsi, wszyscy uciekali i ukrywali się, nawet żołnierze, bojówkarze zabrali wszystko, co się dało zabrać i odeszli. Ludzie wrócili do wsi, a on i jego żona, bidule, przez pewien czas w ogóle się nie zorientowali, że brak jednego z 14 (czternaście) dzieci.