xiazeluka
10.02.17, 09:21
Taka sytuacja: grupa rodziców w jednej z publicznych szkół postanowiła zorganizować dla dzieci zajęcia szachowe. Znaleźli odpowiednią osobę, uzyskali zgodę dyrekcji na użyczenie sali, zgromadzili odpowiednią ilość kursantów. Rodzice zażyczyli sobie, aby instruktor wystawiał fakturę (prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą). No i niestety pojawił się typowo socjalistyczny problem: jaką stawkę VAT zastosować? Czy tego typu zajęcia kwalifikują się do stawki "zwolniona" (jako zajęcia edukacyjne) czy nie?
Instruktor nie miał zielonego pojęcia. Rodzice twierdzili, że powinna być zastosowana stawka "zw". Księgowa instruktora, że 23%.
Sekretarka szkolna obdzwoniła wszystkie osoby, które już prowadziły w tej szkole zajęcia dodatkowe (szydełkowanie, garncarstwo, nauka gry na gitarze etc.).
Pierwsza osoba powiedziała, że zw. pod warunkiem, że firma instruktora nie ma dochodu rocznego powyżej 150 000.
Druga osoba, że 23%.
Trzecia, że zw.
Czwarta, że 23%.
Czyli dalej nic nie wiadomo. Telefonów ciąg dalszy:
- do sąsiedniej szkoły
- do księgowości gminy
- do księgowości wydziału edukacji
Mija godzina, tuzin zaangażowanych osób - i jednoznacznej odpowiedzi nadal nie ma.
Stop.
To jest patologia. To jest brutalne znęcanie się socjalfaszystowskiego państwa nad tzw. obywatelem. Obywatel nie potrafi dokonać wyboru, ponieważ opresyjne państwo mu to uniemożliwia skomplikowaniem przepisów. Ustawa o VAT nowelizowana była ponad 40 razy, a jej tekst liczy 890 stron (każdy, kto ma czelność przywoływać tutaj zasadę "nieznajomość prawa szkodzi" powinien być bez sądu natychmiast rozstrzelany). Jeśli zdezorientowany podatnik wybierze niewłaściwą stawkę, Urząd Złodziejski nie będzie miał litości. Obsługa detektywistyczno-księgowa pochłania ogromną ilość czasu i pieniędzy, a i tak nie ma gwarancji, że siepaczom fiskusa nie zechce się kogoś wziąć za twarz ("martwym zapisem jest reguła „in dubio pro tributario”, czyli rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatników. Przez pierwsze pół roku obowiązywania nowego prawa urzędy skarbowe ani razu z niego nie skorzystały. „W 192 przypadkach podatnicy we wniosku o interpretację wręcz wprost powoływali się na tę zasadę, jednak urzędy skarbowe zwykle to ignorowały – jedynie w trzech przypadkach urzędnicy odnieśli się do klauzuli, ale uznali, że nie ma ona zastosowania” [...]. Aż w co trzecim przypadku niezawisły sąd stwierdza, że podatnik płacił podatki zgodnie z prawem i od samego początku miał rację w sporze z organami podatkowymi, tymczasem został bez swojej winy wplątany w wieloletni spór sądowy").
Są dziwni ludzie, którzy nazywają ten stan rzeczy "liberalną demokracją" i ją zachwalają, jako szczytowe osiągnięcie ludzkości, choć przecież jest to zwykły obóz koncentracyjny o obniżonym rygorze (bo gra obozowa orkiestra, a esesmani na wieżyczkach strzelają nie seriami z cekaemów, lecz swoimi własnymi interpretacjami podatkowymi). Żeby zwykli ludzie nie mogli zorganizować czegoś tak banalnego jak szkolenie szachowe sami, na podstawie swojej wiedzy - to jest hańba i poniżenie.