benek231
16.02.17, 18:59
Wicepremier Mateusz Morawiecki, przyparty do muru przez dziennikarza Deutsche Welle, jednym zdaniem skwitował filozofię PiS: nie prawo jest ważne, lecz sprawiedliwość. A kto oceni, co jest sprawiedliwe? Prawo i Sprawiedliwość.
Dziękuję wicepremierowi za odwagę i szczerość. Z 26-minutowej rozmowy z Timem Sebastianem dowiedzieliśmy się, że polityk – którego propaganda PiS wykreowała na innowatora i wizjonera – gdy opisuje świadomym cudzoziemcom sytuację w Polsce, potrafi jedynie posługiwać się partyjnymi „przekazami dnia”. I to mocno wyświechtanymi. Na przykład figury retorycznej: „a gdzie była Komisja Europejska, kiedy Platforma...” – politycy PiS używają już od ponad roku.
Zdaniem polityka, który ma wprowadzić Polskę w erę nowoczesności i dobrobytu, każdy, kto krytykuje PiS, broni „starego establishmentu”; minione 25 lat to tylko „zamrożony postkomunizm”; Polska była na drodze ku oligarchizacji. Mówi to człowiek, który w tej postkomunistycznej epoce zrobił świetną karierę w bankowości.
A oligarchia, jaką na Węgrzech stworzył premier Orbán, Morawieckiego nie razi. Jego zdaniem „Orbán przywraca równowagę”. A Unia Europejska nie traktuje wszystkich równo. Dobrze to wiedzieć.
Kiepsko to wygląda, gdy polityk, który zapowiada milion aut elektrycznych, drony, szybkie pociągi i promy pasażerskie, nie umie przekonująco opowiadać o swoim kraju, daje się wytrącić z równowagi, irytuje się i domaga od dziennikarza, by dał mu się wypowiedzieć do końca. Ale w wywiadzie dla Deutsche Welle nie należy widzieć tylko kolejnej piarowskiej wpadki „dobrej zmiany”.
Morawiecki – zagoniony do narożnika pytaniem o słynną myśl swego ojca – przyznał bowiem, że nie prawo jest najważniejsze, tylko sprawiedliwość. Ujawnił tym samym podstawową zasadę, którą Prawo i Sprawiedliwość od ponad roku wciela w Polsce w życie.
Tak, prawo nie jest ważne. Partia i jej funkcjonariusze, w tym obecny prezydent RP, mogą łamać konstytucję, by zniszczyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego i obsadzić go swoimi sędziami. Złamane przy tym prawo nie odgrywa żadnej roli. Ważne, żeby ci sędziowie wydawali „sprawiedliwe”, czyli po myśli prezesa PiS, orzeczenia.
Tak, prawo nie jest ważne, więc partia mogła bezprawnie dokonać skoku na media publiczne, a wkrótce zrobi to samo z sądami, samorządami, organizacjami pozarządowymi. Ma być sprawiedliwie, czyli zgodnie z linią partii. „Stary establishment”, o którym mówił Morawiecki, zostanie pozbawiony wpływów. Bo prawo nie jest najważniejsze. Dobrze to wiedzieć.
Kornel Morawiecki, ojciec wicepremiera, jesienią 2015 r., gdy PiS rozpoczął demontaż polskiej demokracji, oświadczył w Sejmie, że „prawo to nie świętość”, że „nad prawem jest dobro narodu”, że jeśli „prawo nie służy narodowi, to jest to bezprawie”. Mateusz Morawiecki bronił tych tez, podając przykład III Rzeszy, gdzie według niego „prawo było skrupulatnie przestrzegane”. Wspomniał też nazistowskich zbrodniarzy, którzy w procesie norymberskim bronili się, że działali zgodnie z prawem.
Wicepremier Morawiecki jest w błędzie. III Rzesza – mimo że miała sądy i trybunały ludowe, mimo że działała administracja i wybierano parlament – była państwem stanu wyjątkowego rządzonym totalitarnie przez Hitlera i jego paladynów. A ich władzę umacniali posłuszni prawnicy, funkcjonariusze propagandy i aparatu represji. III Rzesza była państwem bezprawia.
Dobrze wiedzieć, że pan tego nie wie.
wyborcza.pl/7,75968,21381581,morawiecki-odmraza-zamrozony-postkomunizm.html