xiazeluka
07.03.17, 14:07
Hipokryzja to współczesny konwenans towarzyski. Konwenans ocierający się o obłęd, jako że każdy chciałby się wyróżnić lub przeciwnie - wyrównać szereg. Jedni zarzucaja drugim "przemysł pogardy", drudzy zarzucają pierwszym "język nienawiści", a wszyscy razem są najzupełniej ślepi na to, że mówią tymi samymi słowami i odwołują się do tych samych emocji.
W którymś z warszawskich teatrów pewien bałkański hochsztapler dokonuje ordynarnego przewału: wystawia pseudosztukę, by zgarnąć za nia całkiem prawdziwe pieniądze. Środowisko Zalonu, co to nie ma cienia tolerancji dla Szopki noworocznej z pisowskiej telewizji reżimowej czy graffiti o zakazie pedałowania, z zachwytem donosi o odkrywczym, fascynującym, ważnym i wspaniałym spektaklu diagnozującym polskie społeczeństwo czy coś w tym rodzaju. No, hipokryci, niczego innego przecież nie należy się spodziewać. Ale Mła nie o tym chciał napisać.
Ten tak zwany reżyser to nie tylko oszust. To także tchórz. Ta cała jego prowokacja artystyczna jest żałosnym kopaniem tych, którzy na pewno nie odpowiedzą strzałami z kałasznikowów, ani nie wejdą na widownię wystrojeni pasami szahida. Mła uznaje swobodę każdego do wyrażania swoich uczuć i myśli w dowolny sposób i dlatego nie widzi powodów (no, może poza tym, że złośliwe prowokowanie katoli odbywa się za tych katoli pieniądze), by tego pokracznego hepeningu urzędowo zakazywać. Mła jedynie wyraża swoją pogardę wobec towarzysza kanciarza-reżysera i aktorzyn, biorących w udział w kopaniu leżącego. Nędzne kreatury odważne wobec słabszych. Tfu.