Róża Thun - intereujacy wywiad :O)

12.03.17, 08:36
Robie za kserokopiarke (nie jestes sam Wikul), dla tych ktorym nie wystarczy link.

Małgorzata Gołota vs Róża Thun

G ] Jacek Saryusz-Wolski miał zbudować nam nową Unię.

T ] - Szanse na to, żeby wybrano go na nowego przewodniczącego Rady Europejskiej zamiast - po raz drugi - Donalda Tuska, były żadne. Równie dobrze do rywalizacji o tę pozycję PiS mogłoby wytypować Bartłomieja Misiewicza.

Padło jednak na Saryusza-Wolskiego, wieloletniego polityka pani partii, Platformy Obywatelskiej.

- Ludzie się zmieniają. To, że posłowi Wolskiemu jest do PO coraz dalej, widać było już od jakiegoś czasu. Jego odejście z partii nie jest dla mnie zaskoczeniem. Bardzo zaskakujący jest natomiast styl, w jakim odchodzi. Ten człowiek jedną decyzją przekreśla dorobek całego swojego życia i przechodzi do historii - jeśli w ogóle do niej przejdzie - jako pomocnik populistów z PiS-u.

W wielu krajach populiści rosną w siłę.

- W kilku krajach środowiska populistyczne faktycznie działają bardzo prężnie. I to jest bardzo niebezpieczne dla utrzymania pokoju w Europie. Ale przyczyn takiego stanu rzeczy nie upatrywałabym w samej Unii Europejskiej.

Tylko?

- Przede wszystkim w tym, co się dzieje w państwach członkowskich UE. Tendencje do izolacji i silniejsze nastroje nacjonalistyczne nie dotyczą jednak wyłącznie Europy. Bo dlaczego wybory prezydenckie w USA wygrał Donald Trump, a nie Hilary Clinton? Trump, gdy tylko objął władzę, zaczął zrywać ważne międzynarodowe porozumienia: najpierw TPP [Transpacyficzna Umowa o Wolnym Handlu - przyp. red.], a potem negocjacje w sprawie TTIP [Transatlantycka Umowa o Wolnym Handlu - przyp. red.]! Trump, który nie chce wpuszczać do USA obcokrajowców!

Takie polityczne wybory są konsekwencją debaty publicznej w której mocno wybrzmiewa komunikat: sami sobie damy radę, a wszystko, co do nas przychodzi z zewnątrz, jest złe.

Nie ma pani wrażenia, że populiści doszli do głosu niejako w konsekwencji klęski takich instytucji jak właśnie Unia Europejska?

- Nie, wręcz przeciwnie.

A kryzys uchodźczy? A kwestie bezpieczeństwa, chaos w strefie euro i dramatyczny ratunek bankrutującej Grecji?

- W przypadku kryzysu uchodźczego nie może być mowy o unijnej klęsce. Tu Unia zachowała się w sposób nadzwyczajny! Jeśli na nasz kontynent, niezbyt wielki, rocznie przyjeżdżają trzy miliony osób i znajdują tu schronienie, dom, to to jest wielki sukces. To, że prą do Unii Europejskiej i chcą tu znaleźć swoje miejsce, pokazuje, jak dobrze się tu żyje! A przecież w Unii chcą być nie tylko uchodźcy, ale i kolejne państwa negocjujące członkostwo.

My w Europie często narzekamy na biedę. Ale niewielu z nas - włącznie z najbiedniejszymi krajami w Unii - wie, jak wygląda prawdziwa bieda. Bo my naprawdę żyjemy w spokoju i dobrobycie, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co nie znaczy, że nie ma tu ogromnych wyzwań i problemów - także socjalnych - którym stale musimy stawiać czoła.

'"Największe osiągnięcie UE - swobodny przepływ osób - przegrywa w starciu z napływem imigrantów i zamachami terrorystycznymi"- pisał brytyjski "Telegraph" po zamachach w Paryżu w 2015 r. 7 stycznia 2016 r. mężczyzna ubiegający się o azyl zaatakował przechodniów przed posterunkiem policji w Paryżu. 22 marca dwóch zamachowców zdetonowało ładunki na lotnisku Zaventem w Brukseli, trzeci wysadził się w wagonie metra. W lipcu w Nicei zamachowiec wjechał w tłum ludzi na Promenadzie Anglików, kilka dni później w pociągu regionalnym w Bawarii 17-letni Afgańczyk zaatakował nożem i siekierą pasażerów. 26 lipca dwóch dżihadystów wtargnęło do kościoła w Saint-Etienne-du-Rouvray...

- Unia Europejska nie ma wspólnego wojska, nie mamy wspólnej polityki obronnej. Bezpieczeństwo jest indywidualną kwestią poszczególnych państw. Jeśli mamy podnieść jego poziom we wszystkich krajach Wspólnoty - a powinniśmy to zrobić - to trzeba zacieśnić współpracę między państwami członkowskimi, do wspólnego worka oddać więcej suwerenności.

Warto jednak pamiętać, że gdyby nie było Unii, każdy z tych krajów z zagrożeniem terrorystycznym lub ze skutkami zamachów musiałby radzić sobie sam. A wojna w Syrii byłaby i tak. Państwo Islamskie atakowałoby i tak.

Czyli w kwestii bezpieczeństwa też nie było kryzysu?

- Nie nazywałabym tego kryzysem czy klęską Unii. Doszło do kilku zamachów terrorystycznych. Dochodzi do nich niestety w każdym miejscu na świecie. Musimy rozwinąć współpracę służb, a to znowu wymaga dzielenia się suwerennością na wyższym niż dotychczas poziomie.

Skąd więc tyle haseł o reformie Unii? O potrzebie zmian? O słabości całej instytucji?

- Jeżeli już miałabym wskazywać na słabość Unii, to powiedziałabym, że nie rozwija się ona dość szybko. Żyjemy w XXI wieku i - jako wspólnota - powinniśmy już być sfederalizowani, tymczasem są rządy państw członkowskich, które się federalizować nie chcą.

Dlaczego?

- Właśnie ze względu na ten nacjonalistyczny populizm w wielu krajach. Dziś ma on do wykorzystania lepsze kanały komunikacyjne, więc bardziej go słychać, ale był pewnie zawsze.

Ludzie się boją. A strach radykalizuje.

- Z pewnością, ale strach może być też skutkiem populizmu. Jeżeli widzi się świat czarno-biały, to się człowiek zamyka, wszystko, co nieznane i mało swojskie postrzega jako złe i groźne.

    • benek231 Re: Róża Thun - intereujacy wywiad :O) - 2 12.03.17, 08:45
      Upraszczając to w sposób nieprzyzwoity, powiedziałabym, że to też kwestia luk w systemie edukacji. Tam, gdzie ludzie są mało wykształceni, szukają prostych rozwiązań. Tam gdzie się szuka prostych rozwiązań, jest ogromne pole do działania dla populistów. Racjonalne argumenty są z reguły bardzo trudne i zawiłe, a te, które przedstawiają populiści, zwykle są proste jak drut. Tyle, że nieprawdziwe.

      Informacje, które podają unijne instytucje, nie są populistyczne. Są tak solidne, że aż nudne. Dużo przyjemniejszą lekturą niż serwis aktualności Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego jest jakieś kolorowe pisemko ze skandalami. A to, co mogłoby pomóc nam w walce z populizmem, czyli edukacja, nie jest domeną Unii. Unia może zajmować się tylko tym, co oddały w jej gestię państwa członkowskie. A te edukację i kulturę zostawiły dla siebie. Państwa, które współtworzą Unię Europejską, za mało przykładają się do informowania swoich obywateli o jej funkcjonowaniu. Polska dziś jest niestety wyraźnym przykładem zaniedbań na tym polu.

      Nie zaprzeczy pani więc, że Unia znalazła się w trudnym położeniu?

      - Unia to my. Unia to nie jest jakiś odrębny organizm. Jeśli w Polsce, szóstym co do wielkości kraju we wspólnocie, dochodzi do władzy Prawo i Sprawiedliwość, partia autorytarna, populistyczna i antyeuropejska, to to jest kryzys w Unii Europejskiej. Bo we wspólnocie znajduje się kraj, który zamiast ją wzmacniać, osłabia. Bo my - Polska, Węgry, Wielka Brytania czy Grecja - nie po to weszliśmy do Unii, żeby dostać tę osławioną kasę, tylko by budować coraz silniejszą i solidarną wspólnotę, która dąży do tego, żeby na całym kontynencie przestrzegano prawa, praw człowieka, wolności mediów i żebyśmy mogli oddychać coraz lepszej jakości powietrzem.

      Mamy wszelkie możliwości, by iść w tym kierunku. Mamy programy, które ułatwiają nam wymianę doświadczeń między krajami, regionami, środowiskami. Mamy wymiany studenckie, mamy partnerstwa miast. Można by tak wymieniać długo. I w końcu mamy też fundusze, które ułatwiają szybszy rozwój regionom i krajom biedniejszym od innych na kontynencie. Trzeba tylko chcieć i umieć w tym uczestniczyć.

      I mamy kłopotliwą strefę euro.

      - Są kraje, które źle gospodarują swoimi finansami. Oczywistym jest, że - jeśli mówimy o krajach strefy euro - długi Grecji czy Włoch częściowo uderzają w inne państwa wspólnoty. I to wymaga reform! Mam tu na myśli stworzenie urzędu unijnego ministra finansów. Powinno się go było powołać w momencie wprowadzenia euro, ale z różnych powodów tego nie zrobiono. Stworzono nową, wspólną walutę, ale nie wprowadzono mechanizmów kontrolujących. W konsekwencji w strefie euro są kraje w okropnych tarapatach finansowych, a cała wspólnota pracuje nad tym, żeby je z tych kłopotów wyciągnąć.

      Samo euro jest jednak silną walutą. Gdy zaistniało, było słabsze od dolara. Niedługo potem dolara przeskoczyło i trzyma się na poziomie wyższym niż on. I to bardzo mocno się trzyma. Unia poświęca teraz wiele wysiłków służących ustabilizowaniu, zabezpieczeniu i wzmocnieniu strefy euro. Ten proces będzie nabierał tempa i znaczenia.

      Jaka jest zatem przyszłość Polski w Unii, skoro nadal nie mamy euro?

      - Jeśli pyta mnie pani o zdanie, twierdzę, że Unia się podzieli. Pewna grupa krajów jeszcze bardziej i mocniej się zintegruje, pozostałe państwa zostaną na uboczu.

      A do ''pewnej grupy'' zaliczymy...?

      - Właśnie kraje strefy euro, mówiąc z grubsza. I być może te, które chcą wejść do strefy euro i pracują nad tym. Mam na myśli państwa, które oprócz wspólnej waluty chcą się też dzielić polityką bezpieczeństwa czy zagraniczną, które rozumieją, że budżet europejski powinien być większy a kompetencje unijnych organów szersze, tak by Komisja Europejska czy europarlament były faktycznymi instytucjami zarządzającymi.

      To są właśnie te reformy Unii, o których ostatnio tyle się mówi. Praca nad nowym obliczem wspólnoty scali wybrane kraje jeszcze bardziej i pogłębi podział, który częściowo już istnieje. W Parlamencie Europejskim coraz częściej słyszę, że mówi się o pełnym i niepełnym członkostwie. Za pełnych członków uznaje się tylko te państwa, które przyjęły wspólną walutę. A przypominam, że do tego - w traktacie akcesyjnym - zobowiązała się także Polska. Nie decydując się na to, pozostaniemy na zewnątrz tej ''nowej Unii'' i w konsekwencji utracimy suwerenność, o której tyle krzyczy Jarosław Kaczyński.

      A to jakim sposobem?

      - W dzisiejszym świecie suwerenność można zachować tylko we wspólnocie, łącząc się z krajami o podobnej kulturze politycznej. Jeśli jesteśmy częścią danej wspólnoty, bierzemy udział w procesie decyzyjnym, mamy wpływ na kreowanie polityki, świata, który nas otacza. Jeśli pozostajemy na zewnątrz, możemy jedynie dostosować się do tego, co dana wspólnota, bez naszego udziału, ustali. I to jest właśnie utrata suwerenności. Że już nie wspomnę, że za cienką ścianką stoi wiecznie głodny Putin, który z pewnością nie zaspokoił apetytu wschodnią Ukrainą.

      Przy tej polityce, którą dziś tworzy rząd Polski, przy Kaczyńskim i Waszczykowskim, nie mamy w UE przyszłości. A już na pewno nie w Unii A, tej, która lada moment zacznie się już formalnie kształtować. Bo będzie jeszcze taka Unia B, w której my zostaniemy z Węgrami...

      I Bułgarią.

      - Tak, i ewentualnie jeszcze z kilkoma krajami na marginesie Unii.

      W 2020 r. nowy budżet UE, jestem przekonana, że kraje strefy euro zrobią go po swojemu. Jak pani myśli, kto będzie brał Polskę pod uwagę?

      To, czym naprawdę jest dziś suwerenność, mógłby ludziom wytłumaczyć tylko rząd ''dobrej woli'' (a nie "dobrej zmiany"), ale my mamy rząd ''złej woli'', który kłamie w sposób ohydny, bredząc o wstawaniu z kolan. Polska nigdy nie miała tak dużego wpływu na to, co dzieje się w Europie, jak wtedy, kiedy intensywnie współpracowaliśmy w Unii! Tymczasem dziś wisi nad nami widmo utraty głosu w Radzie Europejskiej za łamanie praworządności. Jarosław Kaczyński liczy, że gdy zajdzie taka potrzeba, ostatecznie wybroni go głos węgierskiego premiera Wiktora Orbana, ale to wcale nie jest takie pewne. Nawet Orban nie chce się szczególnie dystansować od Unii, zwłaszcza w sytuacji, w której powoli do wszystkich dociera, ile Brytyjczyków będzie kosztował Brexit. Nie twierdzę, że Orban jest zagorzałym demokratą, ale jest o wiele sprytniejszy niż Kaczyński. A przede wszystkim: kiedy Orban jest wzywany do Brukseli, żeby wyjaśnić konkretne kwestie, to wiadomo, że się rozmawia z człowiekiem, który decyduje. A kiedy przyjeżdża pani Beata Szydło to wiadomo, że nie ma z nią po co rozmawiać. Takie jest dziś nastawienie do Polski i w taki właśnie sposób powoli sami doprowadzamy do tego, że zostaniemy na marginesie Europy, nieco nacjonalistycznym, populistycznym, słabo zarządzanym, powoli popadającym w biedę.

      Czarne wizje.

      - Najgorszą dla Polski wizją byłoby spełnienie marzeń Putina, tych o skłóconej Polsce i pozbawionej zdolności do integracji Europie. Nam nie grozi rozpad Unii, tylko jej podział na tę federalizującą się, idącą do przodu - oraz maruderów.

      W marcu, na szczycie UE w Rzymie, pojawi się dużo odniesień do tego, co działo się 60 lat temu. Mamy nadzieję, że to przypomni każdemu z państw członkowskich, jakie są podwaliny wspólnoty i po co ona w ogóle powstała. Frakcje europarlamentu przygotowują na ten szczyt dokumenty, w których pojawiają się sugestie większej i głębszej integracji. Właśnie ze względu na to, by lepiej sobie dawać radę z tym, co obecnie dzieje się na świecie. Bo - jak słusznie zauważył Donald Tusk - zagrożenie płynie już nie tylko ze Wschodu, od Putina. Dziś tak samo zdestabilizowane są Stany Zjednoczone. To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie i Południu, każdy widzi.

      • benek231 Róża Thun - intereujacy wywiad :O) - 3 12.03.17, 08:49
        Kandydatka w majowych wyborach prezydenckich we Francji, przewodnicząca nacjonalistycznego Frontu Narodowego, Marine Le Pen, chce ten kraj z Unii wypisać, już dziś zapowiada Frexit. Unia bez Francji ma szanse lepiej się zintegrować? Ma szansę w ogóle istnieć?

        - Nie.

        Dlaczego?

        - Po pierwsze dlatego, że pokój na linii Paryż-Berlin jest gwarancją pokoju w Europie. Historycznie relacje obu tych krajów są bardzo trudne. Gdyby pokoju między nimi kiedyś, w przeszłości, nie udało się wypracować, my w dalszym ciągu bylibyśmy rozrywani potwornymi konfliktami.

        Po drugie dlatego, że współpraca francusko-niemiecka utrzymuje całą unijną konstrukcję. Te państwa, które my tak łatwo posądzamy o rozpychanie się łokciami w Europie, niosą na swoich barkach dużo większy ciężar i trud związany z utrzymaniem stabilności na całym kontynencie, niż mogłoby nam się wydawać. Wielu Francuzów, bez względu na wiek, ma dziś zresztą poczucie ogromnej odpowiedzialności za Unię Europejską. Oni wiedzą, że to jest w znacznym sensie ich twór. Z Niemcami jest podobnie. Dlatego - choć bywa to trudne - kanclerz Angela Merkel współpracuje z prezydentem François Hollandem i na odwrót.

        Ja jestem przekonana, że żadnego Frexitu nie będzie. Marine Le Pen zresztą raz już znalazła się w II turze wyborów regionalnych i ostatecznie przegrała [w 2015 r. Front Narodowy wygrał w pierwszej turze wyborów regionalnych, a jego kandydaci zajęli pierwsze miejsca w wyborach na prezydentów regionów; w drugiej turze partia uległa jednak centroprawicy i lewicy; ostatecznie nie wygrała w żadnym z regionów - przyp. red.]. To dowodzi, że Francuzi potrafią się zjednoczyć przeciwko szaleństwu i postawie typowej dla pionków Putina, bo to właśnie reprezentuje sobą Marine Le Pen.

        Brexitu też miało nie być.

        - (śmiech) Tak! Ale przypadek Wielkiej Brytanii był nieco inny. Brytyjczycy zawsze byli trochę satelickim państwem Unii. To było bardzo odczuwalne na przykład podczas prac w Komisji Europejskiej czy w Europarlamencie, gdy planowano budżet. Przy wszystkich możliwych okazjach premier David Cameron wiele rzeczy opóźniał, tam gdzie się dało wetować, wetował. Prawdę mówiąc, wiele osób miało tego odrobinę dość. Wiele podejrzewało też, że Brexit może dojść do skutku. Co nie zmienia faktu, że mnie osobiście jest Brytyjczyków zwyczajnie żal, bo teraz dopiero zaczynają rozumieć, jak strasznie sobie strzelili w stopę. Trudne czasy - pod względem gospodarczym, choć nie tylko - już się dla nich zaczęły.

        Tymczasem my musimy Unię uporządkować, jednocześnie nie robiąc z Europy twierdzy. Uporządkować to znaczy mocniej się zintegrować, ujednolicać prawo. Jeżeli jakieś kraje nie będą chciały w tym brać udziału, to trudno. Nie powinny jednak przeszkadzać innym w tworzeniu tej nowej, silniejszej Unii. Jak w końcu Polacy pójdą po rozum do głowy i wybiorą nowy, inny od obecnego rząd, będziemy mieli do kogo dołączać. Drzwi, również dla nas, są otwarte, ale nie będzie łatwo przez nie przejść, bo raz nadwerężone zaufanie bardzo jest trudno odbudować.


        Róża Thun. Ur. w 1954 r., posłanka do Parlamentu Europejskiego z listy PO. W latach 70. działała w Studenckim Komitecie "Solidarności" i KOR. Od 1992 r. wspierała integrację Polski z Unią Europejską jako dyrektor i prezes Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana. Córka działacza katolickiego i intelektualisty, założyciela wydawnictwa Znak Jacka Woźniakowskiego.

        Małgorzata Gołota. Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.
        • lont12 wikulwiasz mnie 12.03.17, 10:21
          ani myślę czytać tych dureństw
        • xiazeluka Re: Róża Thun - intereujacy wywiad :O) - 3 12.03.17, 15:31
          Kretyn52 anonsujący "interesujący artykuł", to jak Michnik wskazujący na kogo głosować.
    • benek231 Róża Thun - intereujacy wywiad :O) - Fragmenty 12.03.17, 22:01
      "Upraszczając to w sposób nieprzyzwoity, powiedziałabym, że to też kwestia luk w systemie edukacji. Tam, gdzie ludzie są mało wykształceni, szukają prostych rozwiązań. Tam gdzie się szuka prostych rozwiązań, jest ogromne pole do działania dla populistów. Racjonalne argumenty są z reguły bardzo trudne i zawiłe, a te, które przedstawiają populiści, zwykle są proste jak drut. Tyle, że nieprawdziwe."

      "- Unia to my. Unia to nie jest jakiś odrębny organizm. Jeśli w Polsce, szóstym co do wielkości kraju we wspólnocie, dochodzi do władzy Prawo i Sprawiedliwość, partia autorytarna, populistyczna i antyeuropejska, to to jest kryzys w Unii Europejskiej. Bo we wspólnocie znajduje się kraj, który zamiast ją wzmacniać, osłabia. Bo my - Polska, Węgry, Wielka Brytania czy Grecja - nie po to weszliśmy do Unii, żeby dostać tę osławioną kasę, tylko by budować coraz silniejszą i solidarną wspólnotę, która dąży do tego, żeby na całym kontynencie przestrzegano prawa, praw człowieka, wolności mediów i żebyśmy mogli oddychać coraz lepszej jakości powietrzem."

      "- Jeśli pyta mnie pani o zdanie, twierdzę, że Unia się podzieli. Pewna grupa krajów jeszcze bardziej i mocniej się zintegruje, pozostałe państwa zostaną na uboczu.

      A do ''pewnej grupy'' zaliczymy...?

      - Właśnie kraje strefy euro, mówiąc z grubsza. I być może te, które chcą wejść do strefy euro i pracują nad tym. Mam na myśli państwa, które oprócz wspólnej waluty chcą się też dzielić polityką bezpieczeństwa czy zagraniczną, które rozumieją, że budżet europejski powinien być większy a kompetencje unijnych organów szersze, tak by Komisja Europejska czy europarlament były faktycznymi instytucjami zarządzającymi.

      To są właśnie te reformy Unii, o których ostatnio tyle się mówi. Praca nad nowym obliczem wspólnoty scali wybrane kraje jeszcze bardziej i pogłębi podział, który częściowo już istnieje. W Parlamencie Europejskim coraz częściej słyszę, że mówi się o pełnym i niepełnym członkostwie. Za pełnych członków uznaje się tylko te państwa, które przyjęły wspólną walutę. A przypominam, że do tego - w traktacie akcesyjnym - zobowiązała się także Polska. Nie decydując się na to, pozostaniemy na zewnątrz tej ''nowej Unii'' i w konsekwencji utracimy suwerenność, o której tyle krzyczy Jarosław Kaczyński.

      A to jakim sposobem?

      - W dzisiejszym świecie suwerenność można zachować tylko we wspólnocie, łącząc się z krajami o podobnej kulturze politycznej. Jeśli jesteśmy częścią danej wspólnoty, bierzemy udział w procesie decyzyjnym, mamy wpływ na kreowanie polityki, świata, który nas otacza. Jeśli pozostajemy na zewnątrz, możemy jedynie dostosować się do tego, co dana wspólnota, bez naszego udziału, ustali. I to jest właśnie utrata suwerenności. Że już nie wspomnę, że za cienką ścianką stoi wiecznie głodny Putin, który z pewnością nie zaspokoił apetytu wschodnią Ukrainą."

      "W 2020 r. nowy budżet UE, jestem przekonana, że kraje strefy euro zrobią go po swojemu. Jak pani myśli, kto będzie brał Polskę pod uwagę?

      To, czym naprawdę jest dziś suwerenność, mógłby ludziom wytłumaczyć tylko rząd ''dobrej woli'' (a nie "dobrej zmiany"), ale my mamy rząd ''złej woli'', który kłamie w sposób ohydny, bredząc o wstawaniu z kolan. Polska nigdy nie miała tak dużego wpływu na to, co dzieje się w Europie, jak wtedy, kiedy intensywnie współpracowaliśmy w Unii! Tymczasem dziś wisi nad nami widmo utraty głosu w Radzie Europejskiej za łamanie praworządności. Jarosław Kaczyński liczy, że gdy zajdzie taka potrzeba, ostatecznie wybroni go głos węgierskiego premiera Wiktora Orbana, ale to wcale nie jest takie pewne. Nawet Orban nie chce się szczególnie dystansować od Unii, zwłaszcza w sytuacji, w której powoli do wszystkich dociera, ile Brytyjczyków będzie kosztował Brexit. Nie twierdzę, że Orban jest zagorzałym demokratą, ale jest o wiele sprytniejszy niż Kaczyński. A przede wszystkim: kiedy Orban jest wzywany do Brukseli, żeby wyjaśnić konkretne kwestie, to wiadomo, że się rozmawia z człowiekiem, który decyduje. A kiedy przyjeżdża pani Beata Szydło to wiadomo, że nie ma z nią po co rozmawiać. Takie jest dziś nastawienie do Polski i w taki właśnie sposób powoli sami doprowadzamy do tego, że zostaniemy na marginesie Europy, nieco nacjonalistycznym, populistycznym, słabo zarządzanym, powoli popadającym w biedę."

    • institoris2 oj Krzysiu 12.03.17, 23:32
      umieszczasz takie durne wywiady na forum, za ktore wlasciwie nalezaloby sie wstydzic.
      Ta Pani albo swiadomie klamie w wielu punktach, albo ma marne pojecie o Unii.
      I tak zle i tak tragicznie...
      • benek231 Czy ty jakis glupek jestes? :O) 12.03.17, 23:49
        Czy tez koniecznie pragniesz za takowego uchodzic?
        *

        institoris2 napisał(a):

        umieszczasz takie durne wywiady na forum, za ktore wlasciwie nalezaloby sie wstydzic.
        Ta Pani albo swiadomie klamie w wielu punktach, albo ma marne pojecie o Unii.
        I tak zle i tak tragicznie...
        **
        Jesli "klamie w wielu punktach" to nie powinienes miec problemu z wykazaniem powyzszego. Znacznie latwiej anizeliby klamala w np. jednym tylko. Innymi slowy, jesli zarzucasz klamstwo to postaraj sie je wykazac a nie - jak teraz - byc goloslownym. Gdyz wychodzisz na glupka.

        Ponadto niby dlaczego mialbym wstydzic sie za to forum? Jest jakie jest.



        • institoris2 alez Krzysiu 13.03.17, 00:44
          nikt nie wymaga, zebys akurat Ty wstydzil sie za to forum, wystarczy jak od czasu do czasu uderzysz sie we wlasna piers i przyobiecasz solennie, ze zanim cos napiszesz, to najpierw pomyslisz, a zanim zacytujesz, to sprawdzisz.
          To napisz jeszcze w ilu punktach mam wykazac ze ta Thum to wstretny, lewacki klamczuch jest?
          • benek231 Re: alez Krzysiu 13.03.17, 20:10
            institoris2 napisał(a):

            To napisz jeszcze w ilu punktach mam wykazac ze ta Thum to wstretny, lewacki klamczuch jest?
            ***
            Skoro wczesniej napisales, ze ona klamie w wielu punktach to wypadaloby wykazac przynajmniej 3 klamstwa.

            Ja nie zgadzam sie z nia we wszystkim ale zamiescilem ten wywiad przede wszystkim pod katem jej opinii dot. wyboru Tuska, funkcjonowania UE, oraz spodziewanych skutkow warcholstwa klero-faszystow.


            ----------
            benek231 napisał: Szkop to najbardziej wredne i tchorzliwe koscielne bydle.
Pełna wersja