benek231
24.04.17, 01:19
Klauzula cudzego sumienia [ELIZA MICHALIK]
Zapisana w prawie klauzula sumienia to naga, ledwo zawoalowana przemoc, działanie obliczone na to, by wola nielicznych była Bogiem i stanowiła dla reszty najwyższy nakaz
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej
Do tego, by postępować w zgodzie z własnym sumieniem, nie trzeba przepisów prawa. Klauzule potrzebne są tym, którzy chcą rządzić innymi. Są tylko pretekstem, żeby przemocą zmuszać ludzi, by postępowali tak, jak chce władza. A jeśli władza, jak dziś, jest fanatyczna lub „choćby” bezideowa, cyniczna i nierozsądna – wszyscy mamy problem.
To takie proste: nikt nie potrzebuje klauzuli, by pozostać wiernym sobie. To nie przepisy, ale serce, rozum, wrażliwość, kultura i wartości decydują, jakich dokonujemy wyborów. Klauzula potrzebna jest wyłącznie politykom, do panowania nad sumieniami innych. W polskiej polityce jest wyłącznie narzędziem nacisku, szantażu i formą opresji.
Sumienie to przecież byt nieokreślony i subiektywny wymykający się kategoriom politycznym i prawnym – oznacza postępowanie tak, jak się uważa i czuje. Z definicji nikt nie ma prawa wtrącać się do naszego sumienia i mówić, jak mamy postępować, zwłaszcza w najtrudniejszych, najdelikatniejszych życiowych sytuacjach, pchać się z buciorami w naszą prywatność i intymność.
Przecież już na zdrowy rozum relacje między prawem i sumieniem to kwestia wymagająca namysłu i delikatności. Choćby dlatego, że prawo zbyt często – czego codziennie dowodzą rządy PiS – bywa traktowane instrumentalnie. Sumienie może być silniejsze od prawa, jak w przypadku krakowskiej lekarki leczącej bezdomnych za darmo, choć została za to ukarana przez urzędników. Lecz może być też parawanem, za którym fanatycy zmuszają większość społeczeństwa do postępowania zgodnie z własnym widzimisię.
Moim zdaniem zapisana w prawie klauzula sumienia to naga, ledwo zawoalowana przemoc, działanie obliczone na to, by wola nielicznych (aktualnie narodowców i socjalistów, populistów i religijnych fanatyków oraz wspierającego ich instytucjonalnego Kościoła katolickiego) była Bogiem i stanowiła dla reszty najwyższy nakaz.
Istotą klauzuli sumienia jest, że nieważne, jak się z tym czujesz, nieważne, czy tego chcesz, nieważne, czy to dla ciebie dobre i przyzwoite. Katolicy, biskupi i garstka krzykliwych, agresywnych, niezbyt mądrych i przyzwoitych polityków powie ci, jak żyć.
Komu doskwiera klauzula sumienia? Prawniczka o kłopotach kobiet
Czy nie taka jest właśnie definicja przemocy i gwałtu?
Wiedzieliście, że reżim w Korei Północnej wchodzi z butami w każdą sferę życia obywateli? Że ludzie mają tam do wyboru jedną z 28 dozwolonych przez rząd fryzur i pod groźbą kary nie wolno im uczesać ani obciąć się inaczej. Śmieszne? W rzeczywistości – pouczające. Mała lekcja na temat tego, dlaczego nie negocjuje się z terrorystami (czytaj: ludźmi, którzy w swojej pysze sądzą, że ich sumienie jest ważniejsze od waszego).
Nie negocjuje się, bo fanatycy i autokraci nigdy nie poprzestają na jednym ustępstwie, na rozpanoszeniu się w jednej dziedzinie życia, zawsze – zawsze, bez wyjątku! – posuną się dalej i dalej i będą żądać więcej i więcej, dopóki nie dojdą do absurdu.
Dlatego właśnie moralnym szantażystom od rozmaitych klauzul i zranionych religijnych uczuć nie wolno ustępować wcale, na krok. Nie wolno spełnić ich nawet jednego, choćby pozornie nieważnego, nierozsądnego, nieracjonalnego, bezsensownego albo zbyt daleko ingerującego w prywatność czy choćby nieuzasadnionego żądania.
Nie wolno machać ręką, myśleć: „Zgodzę się na ten drobiazg, to głupie, ale tym bardziej szkoda nerwów na wojnę o bzdury”.
Bo nigdy tak naprawdę nie chodzi o tę konkretną „bzdurę” (te „bzdury” to na przykład konwencja antyprzemocowa, dostęp do środków antykoncepcyjnych, germinacja ciąży czy niedziele, które mamy ochotę spędzać na zakupach, a nie w kościele), ale zawsze o to, kto ostatecznie będzie rządził, kto decydował.
Ten, kto to rozumie, wygrywa państwo.