oleg3
28.09.17, 10:35
prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1074135,reprywatyzacja-w-warszawie.html
Wystarczyło zostać kuratorem dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, następnie pójść do ratusza po decyzję zwrotową. A potem przejętą nieruchomość sprzedać zaufanej osobie.
9 grudnia 2011 r. Jakub R., zastępca dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami, w imieniu prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz wydał decyzję o zwrocie kamienicy przy ul. Łochowskiej 38 na warszawskiej Pradze. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że połowę praw do niej przyznano „nieznanemu z miejsca pobytu” Józefowi Pawlakowi. Mężczyzna urodził się w 1883 r. A zmarł w 1949 r.
Mówiąc wprost, stołeczni urzędnicy zwrócili kamienicę, w której mieszkały 24 rodziny, osobie mającej 128 lat. A właściwie prawnikowi, który uznał, że będzie reprezentował jej interesy.
Śmierć Pawlaka nie przeszkodziła jednemu z reprywatyzacyjnych kombinatorów najpierw pójść do sądu, by powołać kuratora dbającego o interesy majątkowe Pawlaka, a następnie do warszawskiego magistratu – by odzyskać kamienicę, która należała do nieżyjącego od ponad 70 lat mężczyzny.
Wystarczyło sprawdzić w miejskich archiwach, że wskazana w decyzji osoba nie żyje. Naszej prawniczce zajęło to kilka godzin. Dziwne, że ratusz nie był w stanie ustalić tego przez kilka lat – komentuje Wojciech Zabłocki, burmistrz dzielnicy Praga-Północ. Dodaje, że w sprawie pięciu nieruchomości złożył już zawiadomienia do prokuratury. I zapowiada kolejne.