benek231
18.11.17, 17:16
"Rafał Złotopolski z Antify: To wy rozwinęliście czerwony dywan faszystom. Z niektórymi podłościami się po prostu nie dyskutuje"
"Zrozum nasz żal: zabieramy im ulotki, żeby nie wyłazili z rasizmem do ludzi, i następnego dnia widzimy tych samych gnojków w telewizji. Z Rafałem Złotopolskim z Antify rozmawia Grzegorz Szymanik."
Nazwisko zostało zmienione
Idzie fala, ostrzegali 10 lat temu.
– Trzeba ją powstrzymać – mówili i stawali w blokadach.
„Młodzież Wszechpolska i ONR chcą stworzyć Ruch Narodowy, który zgarnie całą skrajną prawicę, potem przekształci się w partię, a za cztery lata wejdzie do parlamentu” – pisałem w artykule na jedynce „Wyborczej” w listopadzie 2011 roku. Powstał dzięki informacjom od antyfaszystów.
Narodowcy zaprzeczyli. Rok później powołali Ruch Narodowy, który zmienił się potem w partię i dzięki Kukizowi wszedł do parlamentu.
GRZEGORZ SZYMANIK: Mieliście rację.
RAFAŁ ZŁOTOPOLSKI, 41 LAT, W RUCHU ANTYFASZYSTOWSKIM OD KILKUNASTU: Cierpko się robi, gdy dziś dziennikarze odkrywają informacje, które wysyłaliśmy im wiele lat temu. Wołaliśmy, że nadchodzą, że łączą siły, mają plan, jak przyciągnąć masy.
A skąd to wiedzieliście?
- Jesteśmy antyfaszystami, więc zajmujemy się monitorowaniem i powstrzymywaniem skrajnej prawicy. Jak znasz ich na wylot, nazwiska, struktury, to nawet z oficjalnych informacji możesz dużo wyczytać.
W szeregi ONR-u przemycaliśmy naszych ludzi. Nie udało im się zbyt wysoko zajść w hierarchii, ale zakolegowali się, swoje wyciągnęli. Oenerowcy zaczęli podejrzewać, że są obserwowani, i były próby czystek, ale w panice wyrzucali swoich.
Podobne informacje mieliśmy od hakerów z Anonymous, którzy raczej sprzyjają ruchom wolnościowym. W jednym mieście, nie powiem, w jakim, udało się nam podsłuchać dwa ważne spotkania skrajnej prawicy.
Wszystko się układało. Dostrzegliśmy tendencję – dojrzało pokolenie nacjonalistów wychowane za poprzednich rządów PiS i LPR, Robert Winnicki został wtedy liderem Młodzieży Wszechpolskiej, Przemysław Holocher wodzem ONR. Zmieniali ambicje. Patrzyli dalekosiężnie, chcieli wejść do dużej polityki. Mieli pomysł, jak przeniknąć na trybuny piłkarskie.
Przez długie lata kibice byli impregnowani na mundurki oenerowskie, a oni postanowili ściągać ich na swoje marsze, żeby mogli się spotkać. Można było coś z tym zrobić, ale reakcja była najgłupsza z możliwych – rząd Tuska atakuje kibiców, a media używają zwrotów: chuligan, kibic, ultras, naziol, kibol, jak synonimów. Apolitycznych ultrasów wpychają w ramiona skrajnej prawicy.
Dla ludzi, którzy uparcie analizują dzisiejszą sytuację z perspektywy utartych dyskursów historycznych czy ekonomiczno-politycznych, to pewnie wątek poboczny, ale tak konstytuowała się dzisiejsza siła skrajnej prawicy. Dzięki tym umiejętnym zagraniom są dziś w parlamencie i maszerują przez Warszawę w liczbie 50 tysięcy, a ONR z marginalnej organizacji stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce. Jego flagi są wszędzie. Mówiliśmy o tym wszystkim zawczasu, ale byliśmy ignorowani.
Bo sami ignorowaliście media.
- Tak, wiem. Ludzie byli przyzwyczajeni, że Antifa to jakaś enigma, która załatwia sprawy z naziolami po swojemu, ludzie bez twarzy, bez głosu. I nagle przychodzą i twierdzą, że mają coś ważnego, co dotyczy całego społeczeństwa, jego przyszłości i trzeba się tym pilnie zająć.
Nie było tradycji rozmowy między społeczeństwem a Antifą, chociaż w wielu krajach europejskich antyfaszyści biorą udział w debatach, są słuchani. Co z tego, że od lat drukowaliśmy ulotki, prowadziliśmy blogi, skoro społeczeństwo nie czuło się zagrożone. Informacje, z którymi przyszliśmy w latach 2010-12, zostały więc zignorowane razem z antyfaszystami, bo nikt nie wiedział, kim w ogóle są.