benek231
18.12.17, 08:32
Stanisław Zabłocki - ur. w 1950 r., prawnik, karnista, sędzia Sądu Najwyższego, były członek Państwowej Komisji Wyborczej. W latach 1980-91 adwokat, w SN od 1991 r. Przez wiele lat członek komisji kodyfikacyjnych prawa karnego. W 1990 r. występował jako obrońca rotmistrza Pileckiego w jego pośmiertnym procesie kasacyjnym. Mówił wtedy: „(...) mam świadomość tego, iż przypadł mi w udziale prawdziwy zaszczyt wystąpienia w obronie człowieka, o którym pamięć trwa w legendzie, choć legendę tę chciano unicestwić, przydając mu mocą wydanych w mrocznych czasach wyroków sądowych znamię szpiega i płatnego agenta. (...) Mam świadomość tego, że adwokatura polska jest jego właśnie pamięci szczególnie wiele dłużna. Choćby dlatego, że człowiek, który zażądał dla rotmistrza Pileckiego nieodwracalnego rodzaju kary, figurował potem na liście adwokatów. Choćby dlatego, iż człowiek, który przewodniczył składowi sądzącemu, wydającemu nieludzki wyrok, figurował potem na liście adwokatów”.
Przyjdzie państwu zadecydować o dalszym obrazie organu konstytucyjnego, jakim jest Sąd Najwyższy, i to w roku, kiedy obchodzi stulecie. Jednocześnie przyjdzie państwu dać świadectwo wierności ideałom, wartościom, jakie od zarania dziejów legły u podstaw utworzenia Senatu.
Staję przed państwem z pewną dozą nadziei, że to, co w ustawie uchwalonej przez Sejm jest złe – dlatego, że jest niekonstytucyjne, albo dlatego, że co prawda nie jest sprzeczne z wzorcami konstytucyjnymi, ale jest nieracjonalne – państwo odrzucicie albo naprawicie.
***
Nie wierzę, aby ktokolwiek z państwa senatorów, będąc przekonanym o niekonstytucyjności jakiegoś rozwiązania, zagłosował za nim, a zatem – przeciwko konstytucji. Takie emocjonalne postawy mogą się zdarzać, chociaż nie powinny, w Sejmie, w którym kipią racje polityczne. To tam jedna z pań posłanek wygłosiła frazę: „Z powodu umowy politycznej będę głosowała tak jak mój klub. Natomiast podzielam w pełni pogląd pana ministra i uważam, że zapis jest wprost jaskrawie niekonstytucyjny w swoim brzmieniu. Sam fakt, że piszemy coś sprzecznego z konstytucją, jest niezwykle demoralizujący prawnie”.
Głęboko wierzę, że w Senacie prawo jest ważniejsze od umowy politycznej. Źródłem moich nadziei jest pamięć o słowach pana senatora prof. Aleksandra Bobki: „Niekonstytucyjność rozwiązania polegającego na przerwaniu kadencji pierwszego prezesa Sądu Najwyższego przed upływem sześciu lat jest w świetle art. 183 ust. 3 konstytucji tak oczywista, że jest w stanie to stwierdzić moja wnuczka”.
Istnieje pojęcie wykładni nieprzyjaznej konstytucji. Ta metoda polega na wyrywaniu jednego przepisu z całego kompleksu przepisów, z systemu wartości konstytucyjnych. Taka wykładnia jest prowadzona od miesięcy w związku z treścią art. 187 konstytucji i dyskusją, kto powinien wybierać 15 członków Krajowej Rady Sądownictwa. Ową wykładnię porównać można do tego, jakby po przeczytaniu pierwszego zdania „Popiołów”: „Ogary poszły w las”, stwierdzić, że Stefan Żeromski napisał sagę myśliwską.
Mam w pamięci pana senatora Jarosława Obremskiego, który w głosowaniu lipcowym również wyraził wątpliwości konstytucyjne. I mam w pamięci znakomity film, nakręcony dokładnie przed 60 laty, „Dwunastu gniewnych ludzi”. Na tych 12 przysięgłych wątpliwości dręczyły tylko jednego – i on przekonał pozostałych. Mam nadzieję, Panie Profesorze, Panie Senatorze, że gdy wysłuchacie tych argumentów, przekonacie wasz klub. Was jest dwóch, tamten był tylko jeden.
***
Szczegóły aktu przekazanego przez marszałka Sejmu na ręce pana marszałka Senatu muszą wzbudzać najwyższą obawę z punktu widzenia zasady trójpodziału władzy, a także niezależności Sądu Najwyższego i tego, co nazywamy obiektywnym odbiorem niezawisłości sędziów w tym sądzie orzekających – nie tej niezawisłości tkwiącej w sercu, ale niezawisłości w sensie obiektywnym, w sensie odbioru przez szerokie kręgi obywateli.
Polskie społeczeństwo chce zmian w sądownictwie, ale przede wszystkim przyspieszenia postępowań, a temu może służyć jedynie usprawnienie procedur. Konia z rzędem temu, kto wskaże mi w ustawie, która stanowi przedmiot dzisiejszej państwa debaty, choć jeden przepis służący temu celowi.
Skarga nadzwyczajna na pewno temu celowi nie może służyć. Dodanie jeszcze jednej quasi-instancji nie może spowodować przyspieszenia postępowania.
Konia z rzędem i temu z pań i panów senatorów, kto wskaże dane statystyczne przeczące tezie, że polski Sąd Najwyższy jest jednym ze sprawniej funkcjonujących sądów w Europie, ze średnią załatwienia sprawy na poziomie sześciu-siedmiu miesięcy. Czy zatem argument o przyspieszaniu postępowań w ogóle odnosi się do Sądu Najwyższego?
Społeczeństwo akceptuje ideę oczyszczenia sądownictwa z ludzi skompromitowanych, ja też podpisuję się pod tą ideą. Ale Sąd Najwyższy nie jest żadną stajnią Augiasza naszpikowaną komunistycznymi oprawcami. W latach 90. został gruntownie przebudowany kadrowo, a w jego składzie coraz częściej zasiadają ludzie, którzy okres komunizmu znają jedynie z książek. Od kilku miesięcy słyszymy, że wśród sędziów SN jest osoba, która w okresie stanu wojennego sporządzała raporty ze stanu orzecznictwa związanego z niesławnym dekretem. Tylko że nikt z nas nie wie, kto to jest, bo nie padają żadne personalia. I nikt z nas nie wie, dlaczego za ewentualne niegodne działania jednostki odpowiedzialność zbiorową miałby ponieść cały konstytucyjny organ.