benek231
23.12.17, 17:43
>>
Artykuł 7 nie oznacza, że grożą nam jakieś sankcje. To mechanizm "naming and shaming", wytykania i zawstydzania. Sęk w tym, że zawstydzić można tylko tych, którzy mają poczucie wstydu.
Wojciech Sadurski jest profesorem filozofii prawa na Uniwersytecie Sydnejskim, profesorem w Centrum Europejskim UW i profesorem gościnnym na wydziale prawa Uniwersytetu Yale.
Zastosowanie łagodniejszej części artykułu 7 traktatu o Unii Europejskiej, która nie prowadzi do sankcji, ale sygnalizuje poważne ryzyko pogwałcenia wartości Unii, okazało się koniecznością – zarówno z punktu widzenia interesów Unii jako całości, jak i Polski. Tak naprawdę może tylko dziwić opieszałość Komisji Europejskiej, która zwlekała z decyzją dwa lata.
Historycznie, bezprecedensowe, nagminne i uporczywe łamanie praworządności przez jedno z większych państw członkowskich zbiegło się z przełomem w dziejach Wspólnoty, która musi przemyśleć na nowo swoją przyszłość. Po kryzysach finansowym, greckim, uchodźczym i po brexicie autorefleksja Unii musi splatać się z rozumieniem tego bytu jako społeczności opartej na wartościach, a nie tylko interesach. Do tych wartości należy właśnie praworządność – rozumiana jako przestrzeganie własnych reguł konstytucyjnych określających zasady podziału władz, sądowej kontroli konstytucyjności i prawa człowieka.
Państwo naruszające te zasady podważa wartości Unii. Ale także bardziej konkretnie: państwo, które poddaje sądy kontroli partyjnej, osłabia skuteczność stosowania prawa europejskiego - bo kluczowym instrumentem tego prawa są sądy krajowe. A spełniać mogą one swoją rolę, tylko jeśli są niezależne od władzy wykonawczej i ustawodawczej. Bez zaufania do tych sądów prawo europejskie przestaje funkcjonować - choćby w takich sferach jak ochrona inwestycji, niedyskryminacja w zatrudnieniu czy realizacja europejskiego nakazu aresztowania.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Połóżmy na jednej szali wszystkie unijne niedociągnięcia - przerost biurokracji, zbędne regulacje, dysfunkcjonalną politykę rolną, kryzys eurozony - a na drugiej bezprecedensowe 60 lat bez wojny. Co gorsze: płonące miasta czy spór o definicję oscypka?
*
Ale zastosowanie procedury sygnalizacyjnej jest również w interesie Polski. Jednym z podstawowych motywów akcesji do Unii było osiągnięcie korzyści cywilizacyjnych polegających na konsolidacji demokracji. Przyjęcie zobowiązań w sferze demokracji, praw człowieka i praworządności było czymś na kształt nałożenia sobie samym eurokaftana bezpieczeństwa.
Kolejne traktaty, a w szczególności nicejski i lizboński, rozciągnęły warunki kopenhaskie stosujące się początkowo tylko do państw kandydackich, także na państwa członkowskie. To gwarantuje obywatelom państw Unii, że ich rządy będą dyscyplinowane, jeśli zechcą za bardzo poluzować swe normy postępowania, wykraczając poza uznane minimalne standardy praworządności.
Tak właśnie się stało w Polsce po 2015 roku. Komisja w swej rekomendacji towarzyszącej aktywacji artykułu 7 przypomina rozmaite czerwone linie przekroczone przez Polskę:
* Wygaszenie konstytucyjnej kadencji I prezes Sądu Najwyższego i obniżenie wieku emerytalnego wszystkich sędziów SN, skutkujące ich przedwczesnym odejściem.
* Arbitralna władza prezydenta w odniesieniu do zezwolenia niektórym sędziom na dalsze pełnienie ich funkcji.
* Wprowadzenie skargi nadzwyczajnej w SN podważającej stabilność porządku prawnego.
* Wygaszenie konstytucyjnej kadencji członków Krajowej Rady Sądownictwa.
* Ustanowienie nowej metody wyboru sędziów członków KRS, nie przez samych sędziów, lecz przez parlament – czyli w praktyce przez partię rządzącą.
· Skrócenie okresu zatrudnienia sędziów sądów powszechnych przez obniżenie wieku emerytalnego i obdarzenie ministra sprawiedliwości władzą dyskrecjonalną - czyli opartą na jego woli, nieskrępowaną przepisami - dotyczącą ewentualnego prawa do dalszego sprawowania zawodu sędziego.
* Dyskrecjonalna władza ministra sprawiedliwości powoływania i odwoływania prezesów sądów powszechnych.
* Wątpliwości co do wyboru niektórych sędziów, prezesa i wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego.
Żadna z tych procedur czy instytucji nie jest zgodna ze standardami demokratycznego państwa prawa, a łącznie kumulują się w fundamentalnie zaprzeczenie ideału praworządności. Dlatego interwencja Komisji Europejskiej jest niezbędna w interesie samej Polski. Skoro nasza demokracja została zdeformowana przez partię rządzącą w imię zasady „zwycięzcy wolno wszystko”, a opozycja została zmarginalizowana i de facto wykluczona z procesu legislacyjnego – musi interweniować Unia.>>
*
To wszystko oczywiście przy założeniu, że Polska ma pozostać we Wspólnocie. Zdaniem niektórych Jarosław Kaczyński ma plan wyprowadzenia Polski z Unii. Nie sądzę; raczej jego zamierzeniem jest wyprowadzenie Unii z Polski. Chodzi o sprowadzenie jej roli do dojnej krowy i pozbawienie głosu w sprawie deformacji ustroju demokratycznego w Polsce. Ale to sprzeczne ze zobowiązaniami, jakie przyjęliśmy, wstępując do Unii.
Wbrew opiniom osób, które nie znają dobrze prawa europejskiego, aktywacja artykułu 7 nie jest procedurą, która w perspektywie może skończyć się sankcją w postaci pozbawienia Polski prawa głosu w Radzie pod warunkiem jednomyślności pozostałych państw członkowskich. Obecnie wszczęta procedura może co najwyżej doprowadzić do stwierdzenia - przez większość kwalifikowaną w Radzie - istnienia „ryzyka” pogwałcenia wartości unijnych. To wyłącznie mechanizm w stylu tzw. naming and shaming – czyli wytykania i zawstydzania.
Z zawstydzaniem wiąże się wszelako paradoks: zawstydzić można tylko tych, którzy mają poczucie wstydu, a oni zazwyczaj nie dają powodów do zawstydzania. Rząd PiS się nie zawstydzi. Prezydent Duda nie dostrzega pewnie groteskowości sytuacji, w której ogłasza podpisanie ustaw w kilka godzin po tym, jak Komisja ogłosiła proces sygnalizacyjny związany właśnie z perspektywą wejścia tych ustaw w życie. Niechcący głowa państwa potwierdza słuszność decyzji Komisji.
Artykuł 7 często określany jest jako „broń atomowa” Unii. Skuteczność tej broni polegała, jak wiadomo, na odstraszaniu, a nie na jej faktycznym użyciu. Z drugiej strony – jeśli druga strona wie, że broń na pewno nie zostanie użyta, efekt odstraszania nie nastąpi. Teraz przyszedł najwyższy czas na wyciągnięcie tej „broni” z traktatu unijnego. Bo jeśli nie teraz – to kiedy?>>
wyborcza.pl/7,75968,22819620,europa-kontra-kaczynski-czas-na-bron-nuklearna.html
Wprawdzie na ten temat mowiono tu juz sporo, ale co profesor to profesor