wikul
30.12.17, 19:46
"Fakt" o kulisach prezydenckiego wylotu do Kuwejtu
"Ja bym chciał, żeby zajęła się tym prokuratura, albo jakaś komisja, żeby wszystko wyszło na jaw, póki nie dojdzie do tragedii" – mówi w "Fakcie" wysoki rangą oficer sił powietrznych. Chodzi o wydarzeniach sprzed Bożego Narodzenia, a dokładnie wylot prezydenckiej delegacji do Kuwejtu.
Na poniedziałek 18 grudnia zaplanowany był wylot tzw. grupy przygotowawczej, składającej się z oficerów BOR i pracowników BBN; taka jest procedura przed wizytami prezydenta. Ale do startu nie doszło, bo - jak się okazało - nie było sprawnej maszyny.
W tej sytuacji lot przeniesiono na wtorek – tyle, że z Poznania. Nie z Warszawy. Ale i tak maszyna i tak nie wystartowała. Powód? Wyciek z silnika.
Podczas wizyty w Londynie Duda poruszał się prywatną taksówką? Kancelaria prezydenta: Samochód zapewniły służby brytyjskie
"Sprawa zaczynała być kłopotliwa, bo prezydent miał lecieć w czwartek rano. To może inna maszyna? Nie ma! Obie sprawne CASY poleciały z szefem MON do Afganistanu!", podaje też "Fakt". "Minister zabrał też nowego Gulfstreama. Drugi ma niekompletną jeszcze załogę. Gdy w końcu Hercules został naprawiony okazało się, że... MON nie dało zgody na wylot!".
– Z resortu płynęły sprzeczne sygnały, to potęgowało chaos – mówi informator z sił powietrznych.
"W końcu nastąpił wylot. Wtedy jednak, na wysokości ok. 5000 m nastąpiło... rozszczelnienie drzwi samolotu! Pilot zaplótł je sznurkiem i zawrócił. Na lotnisku w Powidzu na maszynę czekała straż pożarna i karetki. Udało się bezpiecznie wylądować", informuje "Fakt". ...
wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/565620,fakt-o-kulisach-prezydenckiego-wylotu-do-kuwejtu.html