piq
03.01.18, 11:34
...wątku o zabieraniu wolności. Sytuacja, którą linkuję, jest podobna do traktowania ludzi niewygodnych dla bolszewickiej władzy w sowietach - nie byli oficjalnie represjonowani, byli tylko objęci opieką organów Państwa jako niespełna rozumu. Rzecz dotyczy świadków wypadku PBS w Oświęcimiu, gdy limuzyna BOR pjerdólnęła w drzewo, za co Ziobra pachołkowie oskarżają smarkatego kierowcę seicento. Na szczęście sprawę smarkacza wziął Pociej, który jest dobrym adwokatem i nie da sobie w kaszę dmuchać.
www.tvn24.pl/wypadek-premier-szydlo-prokuratura-wypytywala-swiadkow-o-dziecinstwo,803154,s.html
PiS nie zabrał mi wolności, ale praktyka publiczna pędzi w kierunku Sowiecji. Następnym razem tym kierowcą seicento mogę być ja, bo istota tkwi nie w konkretnym "odebraniu wolności", tylko w praktycznym stworzeniu władzy takiej możliwości. A świadków można zastraszać albo zniechęcać. Bolszewizm w wydaniu soft.
Konstytucja CCCP była "wręcz przewspaniała" (cytując Zoszczenkę), a obok niej były psychuszki i wszechwładza służb oraz władzy wykonawczej. Człowiek sowiecki nie odczuwał aż tak bardzo ograniczenia wolności, dopóki nie wszedł w kolizję z władzą i jej interesami. Wtedy miał przesrane. I o to chodzi w PiSio-bolszewickiej koncepcji sprawowania władzy.