benek231
04.01.18, 00:25
mowa o Geniuszu Kaczynskim. A artykul wart jest przypomienia, oraz omowienia.
>>
"Dostałem dzięki protekcji pracę w Zakładzie Badań nad Szkolnictwem Wyższym. Załatwił mi ją mąż przyjaciółki mamy, poseł ZSL, wtedy wiceminister oświaty. Przyjęto mnie tam źle.”
Ciekawe czemu go źle przyjęto? Może trafił na ludzi, którzy generalnie nie lubili pieszczoszków komuny. A może „podjął” tę pracę komuś, komu należała się bez protekcji? Takie rzeczy się zdarzają. Zwłaszcza w UKŁADZIE. Wychodzi na to, że mówiąc o UKŁADZIE, Jarosław wiedział, co mówi. Sam siedział w środku. W każdym razie ta protekcja przyszła w samą porę. Inaczej musiałby się określić:
„Drugą możliwością była praca z profesorem Święcickim od prawa pracy. Ale tego nie bardzo chciałem. Nie lubiłem prawa pracy, a poza tym bardzo związany z Kościołem profesor Święcicki z góry zapowiedział, że będę czytał w czasie mszy. To nie był czas szczególnego natężenia moich praktyk religijnych, a tym bardziej nie planowałem zostać aktywistą kościelnym z przymusu.”
Praktyki religijne nasiliły się dopiero w okresie, kiedy nie były już przeszkodą w karierze. Zresztą w tym czasie młody Jarosław wchodzi mocno do polityki światowej.
„Nikt w to nie uwierzy, ale marzyłem o wplątaniu Rosji w wojnę z Afganistanem. Myślałem też, że załamanie jej hegemonii nastąpi po załamaniu się dochodu narodowego”
No proszę, a sam Reagan w tym czasie jeszcze na to nie wpadł. Tymczasem rozgrzany intelektualnie Kaczyński w kraju spierał się z najtęższymi tuzami komunizmu:
„W grudniu 1976 roku nadzieje na zmianę pokoleniową w Rosji wyrażał na spotkaniu na Uniwersytecie Warszawskim nawet Mieczysław Rakowski – skądinąd był tam bardzo agresywny, także wobec mnie. Potraktował mnie jak studenta, choć obroniłem już doktorat.”
No i zadra siedzi do dziś. Taki Rakowski, miał po prostu czelność wejść na salę i… jak studenta!
>>
studioopinii.pl/archiwa/39046
Jak to dobrze, ze lewactwo ciagle moze publikowac, bo bez SO czy TVN musielibysmy polegac na "slusznych" wydawnictwach i stacjach.
Wczesniej mocno podejrzewalem, ze Kaczor byl jednym z "nich". Teraz nie mam najmniejszych watpliwosci, ze Kaczor byl czescia komunistycznego UKLADU. Wprawdzie na nizszym szczeblu, razem z prokuratorem Pawlowiczem, ale niemniej i bez watpienia.
Ciekawi mnie tylko jeszcze co on zrobil ze swoja partyjna legitymacja - zjadl(?)