benek231
19.01.18, 00:58
Magdalena Ostrowska
2018-01-14.
>>Rzecz dotyczy nieprawicowej części parlamentu, reprezentującej wyborców o poglądach liberalnych, będących (teoretycznie) zwolennikami świeckiego państwa, gdyż dla prawicowej części ‘sumienie i światopogląd’ są jednoznaczne, synonimiczne z wyznaniem rzymsko-katolickim i stanowią spoiwo ideowe.
*
W polskiej praktyce demokratycznej wyborcy, dokonując wyboru parlamentarzystów kierują się programami partii, głosują bowiem na listę, nie na poszczególnych posłów. Programy wyborcze nie opisują kryteriów sumienia ani światopoglądu parlamentarzystów, którzy będą partię reprezentować. Na listach wyborczych przy nazwiskach posłów nie wskazuje się jakie mają sumienie i światopogląd i czy będą się nim kierować przy stanowieniu prawa.
I tak oto, mandaty parlamentarne partii o programie opartym o wartości demokratyczne, liberalne, hołdującej zasadzie rozdziału państwa od kościołów otrzymują ludzie, o których sumieniu i światopoglądzie nie wiemy nic, lecz na decyzje podyktowane ich sumieniem jesteśmy zdani. Nie wiemy jak w krytycznym momencie będą głosować w sprawach dotykających lub związanych ze światopoglądem: religii, kościołów, edukacji seksualnej, aborcji, eutanazji, praw osób nieheteroseksualnych, itd. I wreszcie elementarnej wolności jednostki ludzkiej. A nawet w kwestii ochrony zasobów przyrodniczych i życia na Ziemi, w tym ochrony powietrza i zwierząt, bo dziś staje się to już elementem światopoglądu.
W dyskusjach parlamentarnych nad projektem prawa mało który nieprawicowy parlamentarzysta ma cywilną odwagę publicznie głosić swój liberalny światopogląd i obnażać swoje sumienie; tutaj tabu świętości i intymności sumienia jest bardzo przydatne, aby nie narazić się Kościołowi rz-kat. Do końca zatem, do momentu głosowania, pojęcia nie mamy – jak kto zagłosuje w sprawach, które mają jakiś związek ze światopoglądem.>>
Polecam.
studioopinii.pl/archiwa/184353
W przeszlosci wielokrotnie dziwowalem sie na tym forum nad niefrasobliwoscia polskich wyborcow, ktorzy bardzo czesto glosuja w ciemno. A pozniej dziwia sie gdy wyskakuja mu takie kwiatki jak Gowin, czy Czarnecki, lub wedrowki calych grup poslow - z partii do partii. Choc tego moglby uniknac gdyby domagal sie od danego kandydata ujawnienia nieco wiecej niz data urodzenia. Bo gdyby kandydat z ramienia partii podajacej sie za liberalna mial w kampanii okazac sei religiantem to na spotkaniu z wyborcami wygarnalbym mu w twarz co mysle o jego ewentualnym "reprezentowaniu" mnie. I pan religiant musialby szukac szczescia w pisie, na przyklad.