benek231
28.01.18, 04:38
Mirosław Maciorowski
26 stycznia 2018 | 17:57
"Kilku idiotów w krzakach"? Czytam deklarację ideową ONR. I zachodzę w głowę, jakim cudem ta organizacja działa legalnie i bezkarnie.
Każdy ma prawo interpretować słowa polityków po swojemu. Ja z sejmowego wystąpienia szefa MSW Joachima Brudzińskiego w sprawie aktywności skrajnych organizacji wysnułem trzy wnioski. Po pierwsze, wbrew temu, co mówił, neofaszyści, neonaziści, nacjonaliści – czy jak ich tam zwał – to wcale nie jest „kilku wariatów w krzakach”, tylko spora grupa Polaków. Po drugie, Brudziński doskonale o tym wie. Po trzecie, świetnie wie o tym także Jarosław Kaczyński, bo swój przekaz Brudziński musiał z nim uzgodnić, wszak od lat łączy ich relacja przypominająca więź trenera Jarząbka z prezesem Ochódzkim.
Do takich wniosków skłania mnie to, jak Brudziński skonstruował swoją czwartkową wypowiedź. Gdyby potępił neonazistów i otworzył dyskusję nad tym, jak problem rozwiązać, nie miałbym wątpliwości, że ma dobre intencje. Ale z sejmowej mównicy zestawił „idiotów” czczących Hitlera z podpalaczami biur poselskich i blokowaniem legalnych zgromadzeń. Na wstępie już ustawił rzecz konfrontacyjnie. Musiało to doprowadzić do żenującej pyskówki z opozycją zamiast merytorycznej debaty.
Przydatny „margines”
Minister Brudziński świadomie zastosował zadziwiający symetryzm: naziści czczący swastykę kontra terroryści dybiący na życie posłów PiS. Zabieg sprytny i cyniczny. Niby wcześniej potępił neonazistów, ale zrobił to jak facet z reklamy piwa bezalkoholowego puszczający oko do odbiorców. Gdybym był naziolem, tak bym to odczytał. Uważam, że właśnie dlatego sięgnął po ten zabieg.
Brudziński, a w zasadzie jego pryncypał, doskonale zdaje sobie sprawę, że neonaziści to wcale nie jest margines. A jeśli nawet „idiotów” czczących Hitlera i swastykę jest rzeczywiście garstka, to nie brak ludzi, którym tlą się w głowie totalne pomysły, szczególnie w młodym pokoleniu. Dzisiejszych gimnazjalistów i licealistów łatwo pozyskać chwytliwą, choćby najbardziej utopijną czy bzdurną ideą, przy tym groźną.
Wyobrażam sobie takiego młodzieńca, jak słucha Brudzińskiego i myśli sobie: „Z tym Hitlerem, to może rzeczywiście przegięli, ale minister ma rację, lewactwo trzeba tępić, państwo budować silne, najlepiej wokół silnego wodza, bo naród ponad wszystko”. Zbyt to bliskie retoryce PiS – zbyt nieodległe od działań tej partii, która przekształca instytucje państwa w podporządkowane sobie atrapy – żeby z takiego „marginesu” zrezygnować.
Homogeniczność, więc innym wara
Czego bym oczekiwał po debacie na temat polskich neonazistów? Uważam, że najważniejsze jest szukanie odpowiedzi na pytanie, czy programy faszyzujących, a legalnie działających organizacji nie naruszają konstytucji. Czyli czy istnieją przesłanki do ich delegalizacji.
Sięgnąłem po deklarację ideową Obozu Narodowo-Radykalnego, dostępną na stronie internetowej tej organizacji. Zastanowiły mnie w niej co najmniej trzy zdania.
Pierwsze: „Potępiając rasizm biologiczny, postulujemy zachowanie stanu homogeniczności etnicznej, który sprzyja utrzymaniu pokoju społecznego i stabilności państwa” (punkt 2. Naród najwyższą wartością ziemską).
Homogeniczność – według Słownika Języka Polskiego PWN – to „jednorodność”, „należenie do tego samego rodzaju”; etnos zaś – „grupa o wspólnym pochodzeniu, kulturze, odczuwająca więź”.
Jak to się ma do zapisu w konstytucji, że „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”? Obywateli, a więc niekoniecznie ludzi czujących przynależność do etnicznej wspólnoty i mających wspólną z nią kulturę.
Jak to się ma do zapisu o zapewnieniu „obywatelom polskim należącym do mniejszości narodowych i etnicznych wolności zachowania i rozwoju własnego języka, zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury”?
W końcu – jak się to ma do zapisu o równości wobec prawa i do konstytucyjnego zapewnienia, że „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.
ONR nam zmierzy poziom moralny
Drugie zdanie: „W swojej istocie [ustrój Wielkiej Polski] będzie opierać się na autorytecie, zawierać suwerenność, HIERARCHICZNOŚĆ [podkreślenie moje], organicyzm, samorządność i zasadę pomocniczości. Czynnikami decydującymi o miejscu w hierarchii [będzie] (...) osiągnięty poziom moralny, zasługi na rzecz służby Ojczyźnie i poziom zdolności osobistych” (punkt 5. Ustrój gwarantem sprawiedliwości i solidaryzmu narodowego).
Nie mam złudzeń, świat jest hierarchiczny. W państwie demokratycznym hierarchię polityczną ustalają wybory. PiS jest na szczycie, bo je wygrał. Obsadza urzędy, decyduje, kto i co jest ważne, i choć narusza prawo, wie, że wielu Polakom się to podoba.
Ale jak hierarchia będzie wyglądać w świecie ONR? Zgaduję, że to przedstawiciele tej organizacji pomierzą „osiągnięty poziom moralny”, „zdolności” i „zasługi dla Ojczyzny”. W tym samym punkcie deklaracji odrzucają bowiem „liberalną demokrację” jako „formę totalitaryzmu” i reżim „skrajnie szkodliwy dla wspólnoty narodowej”.
Jak to się ma do zapisu w konstytucji, że „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym”? No i przede wszystkim – co się stanie z partiami politycznymi?
Odpowiedź znalazłem również w punkcie o ustroju.
Partie precz – to może i wybory?
Trzecie zdanie: „Ograniczona zostanie rola partii politycznych jako instytucji szkodliwych, stawiających interes ugrupowań ponad wspólny interes Narodu, doprowadzających do sztucznych podziałów i konfliktów w łonie wspólnoty”.
Co to znaczy, że rola partii zostanie ograniczona? Będą istnieć, ale nie brać udziału w wyborach, bo wyborów nie będzie? Nie będą miały żadnego wpływu na rządzenie? A może zostaną zdelegalizowane jak w 1925 r. we Włoszech i w 1933 r. w Niemczech?
Jeśli ONR wyklucza istnienie partii, to podąża zarówno drogą Mussoliniego, jak i Hitlera. Jak to się ma do konstytucyjnego prawa zrzeszania się i - przede wszystkim – do zakazu istnienia partii i organizacji odwołujących się do „praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu”, a także dopuszczających „nienawiść rasową i kulturową”.
Nie jestem prawnikiem i być może nie rozumiem niuansów, które – mimo powyższych sprzeczności z konstytucją – pozwalają legalnie działać takiej organizacji jak ONR. Ale to właśnie Brudziński, wraz z kolegami z partii i opozycją powinni rozwikłać ten rebus i wyjaśnić obywatelom, dlaczego można legalnie głosić takie hasła i bezkarnie nosić rasistowskie transparenty na największym święcie Polaków.
Tyle że Brudziński nie miał zamiaru się tym zajmować. Do Sejmu przyszedł po to, by sprowokować opozycję i puścić oko do „prawdziwych Polaków”.
wyborcza.pl/7,75968,22948398,ida-droga-mussoliniego-i-hitlera.html
No przeciez rodzime nazioly, z Kretynem wlacznie, to takze synowie i corki kk. W dodatku zawsze gotowi do tego by ich uzyc - dla dobra narodu, ma sie rozumiec. Na tym polu oddaja sie kosciolowi bez reszty.