benek231
31.01.18, 06:50
PiS ustawą o IPN buduje infantylną tożsamość.
„W Yad Vashem brakuje jednego drzewa, drzewa całej Polski”. To słowa premiera Mateusza Morawieckiego.
Prof.Barbara Engelking: Zęby mnie bolą, kiedy słyszę takie banały jak te, które premier Morawiecki miał do powiedzenia podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz-Birkenau.
Szczególnie w kontekście wystąpienia dyrektora muzeum, Piotra Cywińskiego, który wskazywał obszary wymagające refleksji, pracy, dyskusji, milczenia, zarysował projekt tego, co można zrobić z dziedzictwem Auschwitz.
Porcja banałów od premiera Morawieckiego - a we wcześniejszych latach premier Szydło - pokazuje, jak wiele mamy do zrobienia, jak dalecy jesteśmy od przemyślenia tego, że Holocaust wydarzył się właśnie w Polsce i co to dla nas znaczy.
Nie pomoże w tym ustawa o IPN, która właśnie trafiła do Senatu. Do trzech lat więzienia grozi temu, kto „publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (...) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni”. Cieszy się Reduta Dobrego Imienia, bo będzie mogła wytaczać pozwy cywilne. Ostatnio taki pozew spowodował, że sąd nakazał „Newsweekowi” prostowanie tytułu książki omówionej w artykule.
- To jest bardzo dobry przykład możliwości wykorzystania tej ustawy. Ustawodawca jest sprytny, bo wykluczając możliwość karania za badania naukowe i działalność artystyczną, liczy na to, że wszyscy się damy nabrać.
Przekazem PiS w najbliższych dniach będzie opowiadanie, że te przepisy absolutnie nie zakłócają naukowych, rzetelnych badań nad Holocaustem. Ale nie wiemy na przykład, co będzie z popularyzacją nauki.
Czyli bezpieczny będzie naukowiec piszący książkę, a jej wydawca już nie?
- Albo czy ja będę podlegać ustawie, kiedy opowiem panu o wynikach badań nad Holocaustem? Niedługo Centrum Badań nad Zagładą Żydów opublikuje dwutomowe opracowanie najnowszych badań nad żydowskimi strategiami przetrwania w latach 1942-45. Jest tam również mowa o współudziale Polaków w mordowaniu Żydów. Jeśli za mówienie o tym w wywiadzie prasowym będzie się odpowiadać karnie, to badania zostaną ograniczone do przestrzeni specjalistycznych publikacji, których nikt nie czyta.
2000 osób w Polsce.
- Nawet mniej. Nie bądźmy naiwni: wyłączenie historyków i artystów z karania to tylko zasłona dymna. W sytuacji destrukcji demokracji i tworzenia sądownictwa posłusznego władzy każdy przepis – i ten także – łatwo tak zinterpretować, rozciągnąć i nadużyć, by służył władzy.
Póki możemy rozmawiać o historii – jakie są fakty? Wypowiedź Mateusza Morawieckiego to nonsens podwójny, bo albo po 1939 roku Polska jako państwo nie istniała, więc nie może mieć żadnego drzewa, albo istniała – jako polskie społeczeństwo – ale tu postawy wobec Żydów nie są powodem do wielkiej dumy, więc drzewo również się nie należy.
- Tak, jeśli Polska miałaby mieć swoje drzewo, takie oparte na faktach, to pod nim nie tylko wianuszkiem musieliby stanąć szmalcownicy i donosiciele, ale musiałoby się znaleźć także miejsce dla polskiego mordercy Żydów.
Historia jest do pewnego stopnia nauką ścisłą. Można przecież ustalać fakty i dużą ich część już znamy. W Centrum Badań nad Zagładą Żydów badaliśmy ostatnio szczegółowo okres pomiędzy akcją "Reinhardt" (planowym, dokonanym przez Niemców wymordowaniem Żydów w obozach zagłady), która się toczyła od wiosny 1942 do jesieni 1943 roku, a końcem okupacji w Polsce. To było, zależnie od regionu Polski, dwa, dwa i pół, do trzech lat. To czas, kiedy już wszyscy wiedzieli, jaki los Żydom przeznaczyli Niemcy, a jednocześnie część Żydów szukała ratunku, chcąc uniknąć śmierci. Wówczas ich los zależał przede wszystkim od Polaków, nie od Niemców. Od tego, czy ich polscy sąsiedzi, znajomi lub nieznajomi, przełamią strach i zechcą pomóc. To okres kluczowy dla tego, co oznacza polską odpowiedzialność i współodpowiedzialność za zagładę Żydów.
Nie można też pominąć udziału policji granatowej, strażaków czy junaków z Baudienstu w likwidacji gett i wyłapywaniu uciekających Żydów. Działali pod rozkazami Niemców, ale czasami wykazywali także daleko idącą samodzielność.