Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 2017

02.02.18, 09:09

<<Najstraszniejsze w dziejach ludzkości ludobójstwo, masakra kilku milionów Żydów w Polsce, obranej przez Hitlera jako plac straceń, krew i popioły tych ofiar, które wsiąkły w ziemię polską, stanowią istotną więź, która spoiła Polskę z narodem żydowskim i od której zwolnić się nie jest w naszej mocy. Polska jest obciążona jeśli nie odpowiedzialnością za zbrodnię, to odpowiedzialnością za jej zadośćuczynienie. Uczuciami solidarności ze skazanymi wtedy na śmierć ludźmi. ani podziwem dla walczącego ghetta (o czym p. Turowicz wspomina we wstępie do swego artykułu) nie mamy prawa się chwalić ani zasłaniać. Uczucia te nie były ani powszechne, ani nawet przeważające w narodzie.>>

Tu cały numer "Kultury" paryskiej z tekstem:
static.kulturaparyska.com/attachments/e2/64/5ac88e315d8dd27949d0861db031cc65c2e65ef7.pdf#page=28
    • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 10:06
      Jan Błoński, 1987:

      studioopinii.pl/archiwa/184656
      • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 10:10
        Grzegorz Broński, 2018:

        Podwójne życie zbrodniarzy

        Daniel M. zabił żonę, a później założył nową rodzinę. Przyjaciółka Piotra T. mówiła o nim „czuły mężczyzna”, ale nie wiedziała, że brutalnie zgwałcił i zabił nastolatkę. Rodzice Szymona udawali, że to nie ich dziecko znaleziono martwe w stawie. Oni i dziesiątki innych zbrodniarzy zrobili coś potwornego, ale przez lata pozostawali na wolności. Co w tym czasie robili? Nielicznych dręczyło sumienie, reszta prowadziła podwójne życie.

        gpcodziennie.pl/80126-podwojnezyciezbrodniarzy.html
        • xiazeluka Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 10:23
          Skoro to słup ogłoszeniowy, to proszę:

          laboratorium.wiez.pl/2017/08/01/krotka-historia-zydow-w-polsce/
          • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 13:45
            Dziękuję za Bratkowskiego.
          • babaobaba Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 16:18
            xiazeluka napisała:

            > Skoro to słup ogłoszeniowy, to proszę:
            >
            > laboratorium.wiez.pl/2017/08/01/krotka-historia-zydow-w-polsce/
            >
            >
            ==================
            Luka linkujący Bratkowskiego - skrajna prawica, do której zostałeś zakwalifikowany, z reguły opluwa Bratkowskiego...
            Niemniej dziękuję za ciekawy link. Przeczytałem tekst z przyjemnością bo mogłem zrozumieć pewne niejasne do tej pory dla mnie kwestie a głównie ich rys historyczny.

            • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 17:00
              Kto mnie zakwalifikował do skrajnej prawicy?
          • t_ete slup ogloszeniowy Polin 02.02.18, 19:57
            xiazeluka napisała:

            > Skoro to słup ogłoszeniowy, to proszę:

            Dziekuje za tekst Bratkowskiego.

            Wklejam link do historii pomocy, jakiej Polacy udzielali Zydom (mapa). Wystarczy klik - i mozna przeczytac.

            W wiekszosci historii, ktore opowiadaja Sprawiedliwi (lub ich rodziny)- historii, ktore czyta sie ze scisnietym gardlem - pojawiaja sie problemy sasiedzkich donosow, wysylanych anonimow z ostrzezeniami, nasylanych niemieckich zandarmow lub polskich - granatowych. Sa rowniez opowiesci o Zydach, ktorzy zgineli wydani przez Polakow Niemcom lub zgineli z 'polskiej reki'. Ale sa rowniez opowiesci - o solidarnosci sasiedzkiej, o tym, ze ktos uprzedzil - sasiad, soltys lub granatowy. O calym 'lancuszku' ludzi dobrej woli, ktorzy narazali zycie.
            Sa relacje uratowanychZydow i swiadectwa wdziecznosci za ocalenie zycia.

            Szkoda, ze relacje Sprawiedliwych - nie sa obowiazkowa lektura szkolna.
            Szkoda, ze 'specjalisci od dumy narodowej', ktorzy teraz rozpisuja sie w necie - nigdy tych relacji Sprawiedliwych - nie czytali....

            sprawiedliwi.org.pl/pl/historie-pomocy/mapa-pomocy
            tete
            • polski_francuz To jest o honorze 02.02.18, 20:10
              Sasiedzi mojej zony mieli za zle, ze sie ozenila z polskiem podczlowiekiem. I wyslali donos do urzedu podatkowego. Urzad sprawdzil nasze deklaracje podatkowe. I nam oddal kilkaset €. Bo sie kiedys pomylilem na nasza niekorzysc.

              Od tej pory urzad juz nas pewnie nie sprawdza. Polscy podludzie sa niebezpieczni dla bilansu Francji.

              A moral? Tu chodzi o honor a nie o rasizm. Honor kaze pomagac gnojonym.

              PF
              • t_ete Re: To jest o honorze 02.02.18, 20:21
                polski_francuz napisał:

                > A moral? Tu chodzi o honor a nie o rasizm. Honor kaze pomagac gnojonym.

                Peefie - w relacjach Sprawiedliwych - najwiecej jest o wspolczuciu.

                To najprostsze, najbardziej ludzkie. Sprawia, ze ludzie sa w stanie zaryzykowac.

                tete
                • polski_francuz Re: To jest o honorze 02.02.18, 20:26
                  Jak dla kogo. Ja wspolczucia niezbyt odczuwam. Odbieram to jako - zawiniles to plac. Co innego honor - to miedzy toba a twoim sumieniem.

                  A z sumieniem lepiej nie zadzieracsmile

                  PF
                  • t_ete Re: To jest o honorze 02.02.18, 21:16
                    polski_francuz napisał:

                    > Jak dla kogo. Ja wspolczucia niezbyt odczuwam. Odbieram to jako - zawiniles to
                    > plac. Co innego honor - to miedzy toba a twoim sumieniem.
                    >
                    > A z sumieniem lepiej nie zadzieracsmile

                    Nie wiem czy zartujesz, czy mowisz serio ... ja pisalam o wspolczuciu, ktorym kierowali sie Polacy ratujacy zydowskie zycia.

                    tete
                    • polski_francuz Re: To jest o honorze 02.02.18, 21:44
                      Sam nie wiem.

                      Widzisz, w metrze paryskim co chwilie ktos apeluje do twoego wspolczucia. Bo chce jesc, bo jest glodny, bo jest Syryjczykiem...wysilek idzie w to by przebic innych godnych wspolczucia. Np. sa tacy, ktorzy sa na kolanach caly czas.

                      Jakos to wspolczucie zanika. Moze tu chodzi o ratowanie zycia? Ale takich wyborow dzisiaj juz nie mamy. Moze ci, ktorzy chca z Afryki do Europy sie przedostac. Ale przeciez oni nie chca ratowac swoje zycie. Chca lepiej zyc.

                      Jesli piszesz o ratowaniu zycia Zydow wiedzac, ze grozi ci kara smierci, to sa bardzo ekstremalne wybory. Ryzykujesz swoim zyciem. Dla wspolczucia?

                      Tu musi cos wiecej wchodzic w gre. Dlatego pisze o honorze. Ktory jest dla mnie fundamentalny.

                      PF
                      • t_ete Re: To jest o honorze 02.02.18, 22:22
                        polski_francuz napisał:

                        > Jesli piszesz o ratowaniu zycia Zydow wiedzac, ze grozi ci kara smierci, to sa
                        > bardzo ekstremalne wybory. Ryzykujesz swoim zyciem. Dla wspolczucia?
                        >
                        > Tu musi cos wiecej wchodzic w gre. Dlatego pisze o honorze. Ktory jest dla mnie
                        > fundamentalny.

                        Zasady moralne. Zlamiesz wlasne zasady - hanba. Wyrzuty sumienia.
                        Wspolczucie czyli emocje.

                        Ludzie nie ryzykowali 'dla wspolczucia' ... oni ryzykowali poniewaz wspol-czuli. Pewnie wynikalo to z ich zasad moralnych, religijnych.

                        tete


                        • polski_francuz Instynkt przezycia 03.02.18, 08:22
                          Wspolczuli czyli sie stawiali w ich sytuacji. Uzywanie tej semantyki mnie juz bardziej przekonywuje. Paryzanin ma niewielka szanse stania sie cyganem i zebrania w metrze. I trudno mu/jej sie czuc w takiej sytuacji.

                          Co innego Polak w czasie okupacji. Mogl bardzo latwo sie znalezc w takiej samej sytuacji co Zyd. I mogl bardzo latwo podobnie odczuwac czyli wspol-czuc.

                          Pomgali Zydom bo chcieli czy mieli nadzieje, aby inni pomogli im w analogicznej sytuacji.

                          Religii bym w to nie mieszal. Ona moze pomagala semantycznie po fakcie. Jesli sie gra o zycie wchodza w gre bardziej fundamentalne instynkty.

                          Jak wlasnie instynkt przezycia.

                          PF
                          • t_ete Re: Instynkt przezycia 03.02.18, 23:12
                            polski_francuz napisał:

                            > Co innego Polak w czasie okupacji. Mogl bardzo latwo sie znalezc w takiej samej
                            > sytuacji co Zyd. I mogl bardzo latwo podobnie odczuwac czyli wspol-czuc.

                            Gdy ktos mial dzieci - a na progu domu pojawilo sie zaplakane, obdarte, glodne zydowskie dziecko - to jasne bylo, ze jesli tego dziecka nie przyjmie - to nie ma ono zadnej szansy na przezycie. Jesli przyjmie - zaryzykuje zyciem wlasnych dzieci. To byla decyzja pomiedzy pewna smiercia owego 'obcego' zydowskiego dziecka - a mozliwa smiercia czlonkow wlasnej rodziny. Trudna decyzja.

                            W czasie okupacji - smierc byla blisko. Grozila za wiele rzeczy. Nie tylko za przynaleznosc do 'podziemia' (a jednak Polacy angazowali sie na wiele sposobow w dzialania przeciwko Niemcom). Nie tylko za to, ze chlopi na wsi nie wywiazywali sie z kontyngentow (a jednak ryzykowali) .......... Nie tylko za pomoc Zydom..... Szmugiel (przydzialy kartkowe byly glodowe) byl powszechny. Dal zarobic - i dawal przezyc. Pedzenie bimbru.... a jednak Polacy to robili. Bimber 'pomagal przezyc'. Byl tez srodkiem platniczym.

                            Ludzie nie mieli poczucia bezpieczenstwa. Za wszystko mogla byc 'kulka' a jednoczesnie - kazdego dnia podejmowali ryzyko. Jasne, ze nie wszyscy podejmowali je 'na wszystkich frontach'.

                            > Pomgali Zydom bo chcieli czy mieli nadzieje, aby inni pomogli im w analogicznej
                            > sytuacji.

                            To byl tzw. ludzki odruch. Gdy czyta sie relacje Sprawiedliwych - mozna tam spotkac roznie motywowane postawy. Warto przeczytac choc te relacje, ktore sa na stronie Polin.

                            > Religii bym w to nie mieszal. Ona moze pomagala semantycznie po fakcie. Jesli s
                            > ie gra o zycie wchodza w gre bardziej fundamentalne instynkty.
                            > Jak wlasnie instynkt przezycia.

                            "Zapewne o momencie, kiedy w domu Czajkowskich znalazło się dziewięcioro Żydów, napisał w 1987 r. Andrzej: „W pierwszej chwili byłem wstrząśnięty ogromem odpowiedzialności i strachu przed karą śmierci, jaka zawisła nade mną i moją rodziną. [...] Po bezsennej nocy postanowiłem ich ratować”. Żydzi pozostali u Czajkowskich aż do wyzwolenia, które nastąpiło 8 września 1945 r. (...)

                            Babcia – Bronisława Czajkowska – piekła dla nich nocą chlep, gotowała fasolę i ziemniaki. W święto Jom Kippur pościła razem z Żydami, „aby post nam się wydał lżejszy”. W święto Pesach Bronisława piekła placki, „coś w rodzaju macy, aby nam w ten sposób okazać dobre serce. Stale mówiła, że każdy człowiek winien przestrzegać przepisów swojej religji, a Pan Bóg jest jeden dla wszystkich”, jak napisał Ignacy Lipiner w 1962 roku. Bronisława Czajkowska opiekowała się też chorymi, m.in. stawiając bańki. (...)

                            Czajkowscy ukrywali dziewięcioro Żydów bezinteresownie. W relacji Ignacego Lipinera dużą rolę odrywają motywy religijne – Bronisława Czajkowska była bowiem osobą głęboko religijną. Natomiast w 1987 r. Andrzej Czajkowski podkreślał: „Pomocy, jakiej im udzieliłem wraz z rodziną wypływała z pobudek humanitarnych. Znałem te osoby, było mi ich bardzo żal i nie mogłem obojętnie przechodzić obok ich losu”.

                            sprawiedliwi.org.pl/node/6567
                            „Nie mieliśmy sumienia, żeby (...) wygnać ich, wybić. Tylko niech sobie żyją, one do jakiegoś czasu przeżyją. I tak, miesiąc po miesiącu, tydzień po tygodniu, przeszło dwa lata trzeba było jeść dać” – wspomina Edwarda Boś z domu Sikora w wywiadzie dla Muzeum Historii Żydów Polskich. Mówi też o przypadkach mordowania ukrywających się Żydów przez Polaków w okolicznych miejscowościach, ale również o wspierających gestach.

                            Sikorowie dbali o wszystkie potrzeby Edelsteinów. Rajzel przygotowywała posiłki dla swojej rodziny w kuchni Sikorów. Edwarda utrzymywała kontakt z ich znajomymi w getcie. Dzięki dostarczanym przez opiekunów gazetom ukrawający się Żydzi śledzili postępy frontu. Dom Sikorów został obrabowany przez partyzantów, którzy zabrali część rzeczy należących do ukrywanych Żydów, jednak samej kryjówki nie znaleźli. Sikorowie żyli w ciągłej obawie przed wizytami sąsiadów, niektórzy z nich domyślali się bowiem, że ukrywają się u nich Żydzi.

                            Wkrótce do znajdującej się w ukryciu rodziny dołączyło dwóch żydowskich zbiegów z kraśnickiego getta, Jankiel (Jakub?) Erlich i Yehiel Rolnik. Sikorowie przez kilka miesięcy w zabudowaniach gospodarczych ukrywali Mosze Sabutka i jego 8-letnią córkę.

                            Wszystkie osoby, którym Sikorowie udzielili pomocy, przeżyły wojnę. Po wyzwoleniu w lipcu 1944 r. Edelsteinowie wyemigrowali do Kanady, nie tracąc jednak kontaktu z Sikorami. Jakub Erlich wyjechał pod koniec lat 40. do USA, zaś Sabutek i jego córka do Izraela.

                            Tragiczny los spotkał jedynie Yehiela Rolnika, prawdopodobnie zamordowanego przez bandytów po opuszczeniu kryjówki. Skutków powojennego antysemityzmu nie ustrzegli się też Sikorowie, których gospodarstwo zostało obrabowane i podpalone."

                            sprawiedliwi.org.pl/node/6541
                            Nic tylko czytac. Czytac swiadectwa tych, ktorzy maja swoje drzewka w Yad Vashem. I mozemy sie wiele dowiedziec. O chwale i hanbie.

                            tete


                            • polski_francuz Re: Instynkt przezycia 04.02.18, 08:36
                              Cytaty i uwagi bardzo ciekawe i wzbogacajace. Jesli chodzi o nasze dyskusje, to mam taki zwyczaj, wynikajacy z lat emigracji w roznych krajach, ze tlumacze to o czym mowa na moj dzisiejszy jezyk i na moje dzisiejsze zycie. By pewnie moc odpowiedziec na pytanie: jakbys sie zachowal w takiej sytuacji? Bylbys czlowiekiem? Mialbys honor? Bylbys odwazny?

                              Ludzie sie nie zmieniaja i ich emocje sa ciagle podobne. Zmieniaja sie sytuacje w ktorych sie znajduja. I ich zachowanie i sie zmienia i pozostaje podobne.

                              Gdzies napisalas, ze Polacy powinni poznac swoja wlasna historie. Moglbym sie pod tym podpisac. I moze dodalbym, ze to poznanie dzieki rzadom PiSu bardzo sie poglebilo. Bo mamy polsko-polski rzad i mamy bohatera narodowego na Wawelu a jego bohaterstwo (znow slowo niepasujace do sytuacji jak wspolczucie powyzej) bylo efektem balaganu i niekompetencji. I pytanie sie nasuwa czy moze inni bohaterzy tez podobne zaslugi mieli. Mamy dzieki polityce tego rzadu juz samych wrogow na granicach. Czyz nie tak bylo w lecie 1939 roku? I przez analogie zgaduje, ze stan naszych sil zbrojnych jest podobny dzisiaj do stanu owczesneg, kiedy trabiono "zadnego guzika nie oddamy".

                              Dodajmy kilka slow o Zydach. Zaplacili wielka cene za niechec do integracji. I maja wlasne panstwo po dlugiej przerwie. I sami widza, jak i Polacy zreszta, ze miec wlasne panstwo to nie jest latwe. Ma sie sasiadow. Ma sie historie, ktora sie czesto kloci z historia innych panstw. Ma sie bomby, ktora moze przyczynic sie do konca ludzkosci. I to ostatnie napelnia strachem, ze klotnie, religie i zarozumialosc doprowadza za daleko.

                              No to nara

                              PF
            • t_ete Wazna ksiazka 02.02.18, 21:44
              t_ete napisała:

              > Szkoda, ze 'specjalisci od dumy narodowej', ktorzy teraz rozpisuja sie w necie
              > - nigdy tych relacji Sprawiedliwych - nie czytali....

              'Specjalisci od dumy narodowej' chyba naprawde wierza, ze nikt wczesniej nie pisal o Polakach pomagajacych Zydom w czasie wojny. Nie czytali 'Ten jest z ojczyzny mojej' (pierwsze wydanie 1967) Lewinowny i Bartoszewskiego ?

              'W 1963 roku ogłosił (Bartoszewski) w "Tygodniku Powszechnym" apel o nadsyłanie wspomnień i świadectw o ratowaniu Żydów. Apel przedrukowała prasa emigracyjna i polskie gazety w Izraelu. Plon był nadspodziewanie obfity. Nadeszło kilkaset odpowiedzi, wiele z zagranicy, w tym z Izraela.

              Relacje kwalifikował do druku i weryfikował merytorycznie Bartoszewski. Napisał wstęp "Po obu stronach muru", wybrał i opracował dokumenty do aneksu źródłowego. Kontakty z autorami relacji, uzupełnienia i noty biograficzne wzięła na siebie Zofia Lewinówna. Podczas wojny ukrywała się ze względu na żydowskie pochodzenie i jako córka oficera straconego w 1940 roku w Palmirach; jej relacja weszła do książki. Nad dziełem pracował więc i ten, kto pomoc Żydom organizował, i osoba, która jej doznała; działacz "Żegoty" i podopieczna "Żegoty". Łączyło ich jeszcze coś: oboje za stalinizmu byli więźniami politycznymi. Nie ułatwiło to urzędowych zabiegów o zgodę na druk książki.

              Wydania podjął się krakowski Znak. Ministerstwo Kultury najpierw odmówiło zgody, potem długo zwlekało. W rezultacie dzieło trafiło do księgarń w kwietniu 1967 roku, a w czerwcu wybuchła wojna izraelsko-arabska. Polska zajęła wobec niej stanowisko antyizraelskie, a wobec własnych obywateli pochodzenia żydowskiego postawę antysemicką, nasiloną jeszcze po marcu 1968. Większość Żydów polskich emigrowała, życie żydowskie w kraju zamarło, opinia o Polsce na świecie została zszargana, a kontakty między PRL i Izraelem zerwane na dwa dziesięciolecia. Akcja zbierania świadectw o polskich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata przyszła w porę; kilka lat później spaliłaby na panewce.

              Książka miała żywy oddźwięk. Nadeszło tyle nowych relacji, że konieczne stało się nowe wydanie. Autorzy i wydawca mieli dylemat: czy w obliczu kampanii antysemickiej zabiegać o wznowienie. I władza była w rozterce, bo generalnie żydowskim tematom była wroga, ale ten akurat chętnie by wyzyskała propagandowo za granicą. Cenzura żądała zmiany tytułu, zaczerpniętego od "podpadniętego" Antoniego Słonimskiego. Bartoszewski nie zgodził się, dzieło wyszło z niezmienionym tytułem i całym wierszem Słonimskiego użytym jako motto.

              Drugie wydanie ukazało się w 1969 roku. Powiększone z 600 do 1100 stron. Pomieściło 280 relacji (80 przybyło) 265 autorów i dwukrotnie więcej: 100 dokumentów. Zostało uporządkowane, relacje pogrupowane w działy: pomoc zbiorowa; indywidualna; cena pomocy (o skazanych na śmierć za ukrywanie Żydów). W trzecim (Warszawa, 2007) dodano wywiad z Władysławem Bartoszewskim red. Mariana Turskiego, prezesa Stowarzyszenia "Żydowski Instytut Historyczny" (współwydawcy, ze Światem Książki), oraz wybór recenzji pierwszego i drugiego wydania.

              Żydowski historyk Michał Borwicz, animator pojednawczego dialogu polsko-izraelskiego, pisał w paryskiej "Kulturze": "Jaka szkoda, że - wskutek nadużycia - termin Złota Księga tak bardzo się zbanalizował i zdewaluował! Rzadko które dzieło zasługiwałoby bowiem w tym stopniu na tę nazwę". Stefan Kisielewski (pod pseudonimem Antoni Kowalski; miał zakaz druku) w miesięczniku "Znak" nazwał tę książkę "monografią cierpień i grozy, a zarazem poświęcenia, miłości do człowieka, bohaterstwa". Podkreślił też: "Nic tu nie zostało upiększone ani zatuszowane; obok bestialstwa sprawców bywa i bezmyślność czy zła wola otoczenia, nie ukrywa się faktów upodlenia społecznego". To, że obraz stosunków polsko-żydowskich, nakreślony w Ten jest z ojczyzny mojej jest prawdziwy, nieprzesłodzony ani nieprzeczerniony, zauważył też Józef Czapski. Nawiasem mówiąc, właściwością książek Bartoszewskiego było, że wzbudzały potrzebę zabrania głosu u luminarzy kultury; mało kto mógł się poszczycić podobnym zestawem recenzentów, a dyrektor wydawnictwa Znak Jacek Woźniakowski mawiał, że na promocje do "Bartosza" przychodzi "almanach gotajski inteligencji polskiej".

              culture.pl/pl/dzielo/wladyslaw-bartoszewski-zofia-lewinowna-ten-jest-z-ojczyzny-mojej-polacy-z-pomoca-zydom-1939-1944
              Czytalam drugie wydanie - z 1969. Bylo w bibliotece. Kolejka sie nie ustawiala - kto chcial, mogl przeczytac.

              tete
    • qwardian Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 10:51
      Cepku, jestem bardzo zajęty wiec proszę o chwilę oddechu, ale muszę Tobie zadać to ważne pytanie. Czy Ty jesteś Fidelito?
      • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 11:09
        Nie.

        Ani Fidelito, ani in-Fidelito, ani Castro.
    • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 19:22
      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21097043,markowa-zydowska-smierc-polska-wina-wspolny-strach.html
      • t_ete Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 02.02.18, 21:13
        cepekolodziej napisał:

        "W związku z ukrywaniem Żydów Setlikowie doznali po wojnie wielu przykrości ze strony sąsiadów. Uratowana Mania Sturm (później Knobler) pisała:

        „Po zakończeniu wojny, gdy mieszkańcy wsi dowiedzieli się, że Jego [Stanisława] rodzice uratowali Żydów, obrzucali nocą kamieniami dach domu, w którym mieszkali i ponieważ dom był kryty eternitem, rozbili na kawałki wielką część dachu”.

        sprawiedliwi.org.pl/node/17000
        'Po zakończeniu wojny Goskowie wrócili do swojego gospodarstwa. Kiedy ujawniony został fakt przechowywania przez nich Żydów, stali się obiektem pogróżek ze strony partyzantów i nieprzyjemności ze strony sąsiadów.'

        sprawiedliwi.org.pl/node/7076
        „Po wojnie– mówi– też Żydów mordowali. Mój Boże, bandziory, nie ludzie, chodzili i zabijali. Ojciec ukrywał Izraela i Chaima w stodole, zrobił deskę odsuwaną i kiedy te bandyty z karabinami przyszli do nas i kazali ojcu stodołę otwierać. Kluczem tak długo kręcił, że zdążyli uciec w kartofle“.

        sprawiedliwi.org.pl/node/6838
        "W 1942 r., w czasie likwidacji getta w Ciechanowcu, siedmioosobowa grupa tamtejszych Żydów przyszła do Złotkowskich z prośbą o przechowanie. Henryk, który miał wtedy 10 lat, niewiele pamięta: „Ja wiem, jak oni przyszli…? No, przyszli, no, bo jak tego, to Niemcy by ich rozstrzelali…” Jego żona uzupełnia: „prosili męża ojca, żeby kilka dni pobyć. No, i ojciec zgodził się. Jak już się zgodził na kilka dni, to coraz dłużej było i do końca tak”.

        Henryk pamięta, że „Ojciec wziął… Ale to nikt nie wiedział, z sąsiadów, nikt absolutnie nie wiedział. Bo jak byłyby sąsiady… to koniec. Donos i po nich”.

        sprawiedliwi.org.pl/node/7039
        'Żydowskie małżeństwo uciekło z getta w Wołominie tuż przed jego likwidacją w październiku 1942 r. Ukrywali się w lesie, głodowali. Nie posiadali żadnych oszczędności - wszystko przekazali człowiekowi, który jeszcze w Wołominie zgodził się przechować ich dziecko. Padli ofiarą oszustwa – człowiek ten oddał ich synka niemieckim żandarmom – na śmierć.

        Gdy Szczęśni zorientowali się, że w ich stodole leżą wycieńczeni ludzie, nakarmili ich i zgodzili się pomóc. 18-letni wtedy Kazimierz Szczęsny przytacza słowa, które do nich skierował: „Dostaniecie jeść to, co my dostajemy”. Decyzja Szczęsnych była według niego podyktowana współczuciem.

        Przez 1,5 roku, do momentu wkroczenia Armii Radzieckiej, Żydzi ukrywali się w schronie w stodole Szczęsnych.'

        sprawiedliwi.org.pl/node/6637
        'Do domu Haliny trafiła także siostra Chai, Nechama Flajszman, która jednak pozostała w ich domu tylko jedną noc, gdyż istniało zbyt duże zagrożenie, że zwróci uwagę i podejrzenia sąsiadów oraz członków podziemia nieżyczliwych Żydom.'

        sprawiedliwi.org.pl/node/6473
        „Na stałe ukrywał się u nas Abram Słomka, uczył mnie i brata grać na skrzypcach, oraz Frania Aronson, szesnastoletnia córka rymarza ze Stanisławowa. Tego wieczora była też Teresa Zylberberg i jej mąż Chaskiel Papier. Ukrywali się w stodole na polu, przy lesie”.

        Frania, Abram, Teresa i jej mąż natychmiast uciekli. Teresa się cofnęła, po kurtkę. Postrzelili ją. Przewróciła się i wtedy strzelili jej w głowę. Była w ciąży.

        „Któryś z żandarmów wybił szybę w oknie i zajrzał. Weszli. Mieli trupie czaszki na czapkach. Jeden z nich wziął mnie za rękę, myślałam, że wyprowadza na rozstrzelanie. Ale on tylko spytał, kto u was był. Żydzi – powiedziałam – przyszli, mówili, że są głodni, mama chciała ich poczęstować. Puścił. Powiedział do mamy: »Ratuj co możesz, bo was spalą«. Wybiegłam na podwórko.

        Wyprowadzili ojca, rzucili twarzą do ziemi i bili.

        Mama złapała Niutka z łóżeczka. Wyrzuciła go razem z pierzynką, krzyknęła: »pilnuj go« i wpadła do domu coś chwycić. Nie pozwolili. Niemiec wleciał za nią, krzyknął »weg« i karabinem podbił mamie oko.

        Mama zawołała: »Uciekaj do Gańków«.

        Bała się, że będą strzelać. Obejrzałam się. Dom był już w płomieniach.

        Ojca rozstrzelano po kilku dniach”.

        „Kobieta ze wsi na nas doniosła”. Po wojnie pojechali do niej. „Jak żeście wyrośli” – zdziwiła się. A kiedy jej powiedzieli, że wiedzą, ona rzekła: „Róbcie, co uważacie”.

        „I co mieliśmy jej zrobić? – pyta pani Jadwiga. – Zabić?”.

        sprawiedliwi.org.pl/node/7339
        I to sa prawdziwe historie - a nie jakas 'zadekretowana prawda obiektywna'.

        tete
    • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 03.02.18, 06:49
      Jedlicki: „Nienawiść do Żydów, pogarda i śmiech to część XX-wiecznej kultury środkowoeuropejskiej, w tym polskiej. Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy był gotów do zbrodni. Ale zagładzie Żydów towarzyszyła uciecha znacznej części ich polskiego otoczenia. Tę uciechę, ten śmiech, który towarzyszył Zagładzie, pamiętam, bo byłem wtedy po drugiej, aryjskiej stronie muru. Do dziś naszą postawą, moją też, była ucieczka od tego tematu, tchórzliwy lęk przed tym ciemnym, co się czai w naszej zbiorowej historii”.

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22972871,jerzy-jedlicki-nie-zyje-ty-to-chyba-zydek-jestes-nieznana.html
      • xiazeluka Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 03.02.18, 10:23
        Środkowoeuropejska -> polska. Od Jedlickiego można się uczyć sztuki manipulacji.

        Podkręćmy skalę.

        Czy w Europie występował antysemityzm? Występował. Czy było to zjawisko powszechne? Było.

        Zmniejszamy skalę.

        Czy w państwach europejskich występował antysemityzm? Występował. Parę przykładów : Niemcy - wiadomo, holokaust, grupy specjalne, Babi Jar, Białystok. Francja - najpierw wieki temu Żydów okradali, prześladowali i wypędzali, w czasie II wojny sprezentowali nazistom 75-80 000 Żydów, a obecnie nie ma miesiąca bez antysemickich ekscesów. Rumunia - największe po Polsce i ZSRS skupisko Żydów przed wojną, w czasie której bez pomocy Niemców zmasakrowali ich może nawet 600 000. Łotwa - pogromy. I tak dalej.

        PO wstaje więc pytanie: dlaczego Polska i Polacy mają się kajać za postawę, która wówczas była powszechna w całej Europie? Jest jakaś różnica?

        Jedna różnica jest - tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła śmierć wraz z całą rodziną.

        Weźcie to racjonalnie złóż cie w jedno, kawiarniani moraliści.
        • t_ete Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 04.02.18, 00:14
          xiazeluka napisała:

          > PO wstaje więc pytanie: dlaczego Polska i Polacy mają się kajać za postawę, któ
          > ra wówczas była powszechna w całej Europie? Jest jakaś różnica?
          > Jedna różnica jest - tylko w Polsce za pomoc Żydom groziła śmierć wraz z całą r
          > odziną.
          > Weźcie to racjonalnie złóż cie w jedno, kawiarniani moraliści.

          W odroznieniu od 'calej Europy' w czasie niemieckiej okupacji w Polsce istnialo Panstwo Podziemne. I to Panstwo Podziemne podjelo decyzje o karaniu szmalcownictwa smiercia. Kiedy ? W marcu 1943 - gdy po deportacjach, likwidacjach gett - wlasciwie pozostali tylko ukrywajacy sie Zydzi. Ile wyrokow wykonano na szmalcownikach ?
          Przypomne, ze szmalcownik - to byl osobnik szantazujacy, domagajacy sie okupu. Ten, ktory wysylal donosy o ukrywajacych sie Zydach - z przyczyn 'ideologicznych' lub ze strachu - nie byl szmalcownikiem (zgodnie z definicja).
          Ile wyrokow wykonano ?
          Bo ja wyczytalam, ze 9. W ciagu calego roku. Sprostuj jesli sie myle.
          Panstwo Podziemne likwidowalo konfidentow gestapo, przede wszystkim. Ale nie wszyscy szmalcownicy byli konfidentami gestapo.

          Polacy nie 'musza kajac sie za postawe'. Polacy powinni znac wlasna historie.

          tete
          • xiazeluka Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 06.02.18, 15:51
            Rzeczywiście, w innych okupowanych krajach nie istniało polskie Państwo Podziemne. Może dlatego, że np. we Francji słuchano albo rządu Vichy, albo generała Degola. Niemniej w każdym okupowanym kraju istniały organizacje podziemne, ściśle powiązane z rządami emigracyjnymi. I w każdym z tych krajów istnieli szmalcownicy. I w żadnym z tych krajów, o ile Mła wiadomo, władze podziemne nie wydały rozkazu zabijania szmalcowników. Tylko w Polsce ich karano gardłem, oczywiście także dlatego, że stanowili śmiertelne zagrożenie (dla Żydów i Polaków).

            Dlaczego w 1942/43 zainteresowano się na poważnie tym problemem? Dlatego, że właśnie w tym czasie żaden Żyd nie mógł już w zasadzie liczyć na schronienie w getcie. Zostali tylko ci, którzy musieli się ukrywać, korzystając z pomocy Polaków. A tacy byli znacznie łatwiejszym celem od tych w murach gett.

            Nie wiadomo, ile wyroków wykonano. Bartoszewski mówił coś o 3,5 tys. zlikwidowanych bandytów, więc Mła nie wie, skąd wytrzasnęłaś "9 w ciągu roku". W poszukiwaniu odpowiedzi Mła zerknął do Idiotopedii - i tu zaskoczenie. Hasło "szmalcownik" jest bardzo dobrze opisane, a przy tym wyjaśnia wszystkie Twoje wątpliwości i ignoranckie znaki zapytania.

            " Polacy powinni znac wlasna historie. "

            Ten apel powinnaś wziąć sobie do serca.
    • cepekolodziej Re: Maria Czapska komentuje w 1957 dyskusję z 201 11.02.18, 07:47
      Joanna Szczepkowska

      "Poczucie wspólnoty"

      www.rp.pl/Plus-Minus/302089901-Poczucie-wspolnoty.html

      Zdanie, które wypowiedział dziadek Szczepkowskiej, słyszałem sam, wiele razy, dziesiątki razy. Wygłaszane z przekonaniem, jako wywiedzioną ze strasznego doświadczenia ostateczną, gorzką mądrość.
Pełna wersja