polski_francuz
03.02.18, 10:37
czyli kilka slow na temat waznych w swiecie rozwierajach sie nozyc. Za inspiracje do jego podjecia dziekuje sage tête.
Jadam kilka razy w tygodniu w dobrej i taniej restauracji szykiej obslugi w supermarkecie i pogaduje z paniami i panami tam pracujacymi. Kilka dni temu ujrzalem tam mlodego czlowieka, trzydziestolatka chyba, ktory wygladal na bezdomnego. Ktory zasiadl gdzies w kacie ze swoim workiem. Zapytalem sie pani z bslugi czy juz go widziala tu. Powiedziala, ze kreci sie tam od kilku dni. Wychodzac z restauracji wyciagnalem portfel by mu dac jakis banknot.
Dosc czesto jezdze tez metrem paryskim i spotykam wielu bezdomnych szukajacych poparcia. Ale jakos nigdy nie odczuwalem checi im pomocy. Raczej mysle o tym, zeby sie lepiej zabral do roboty, ze sam bylem bezrobotnym itp.
Skad ta roznica? Ano chyba z niezwyklosci sytuacji. Nie widuje sie bezdomnych w restauracjach i ich widok jest na tyle niecodzienny, ze inspiruje wspolczucie. I ta niezwyklosc jest chyba jednym z mechanizmow wspolczucia.
PF