benek231
03.02.18, 16:44
Polski"
Wojciech Czuchnowski, Estera Flieger
03 lutego 2018 | 05:56
>>
Ton IPN-owi nadają dziś historycy o poglądach prawicowych. Tomasz Panfil ogłosił, że "po agresji Niemiec na Polskę sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle". W wydawnictwie Mariusza Bechty ukazywały się albumy neonazistowskich zespołów Honor i Konkwista '88. 88 to - od ósmej litery alfabetu - akronim HH, Heil Hitler.
Pod rządami PiS-u z Instytutu Pamięci Narodowej odeszli ostatni historycy specjalizujący się w tematyce Holokaustu. Ton nadają zwolennicy „nowej prawdy”. I zakłamywania historii Zagłady. Prezes IPN-u Jarosław Szarek swoją kadencję zaczął od zanegowania ustaleń w sprawie zbrodni w Jedwabnem. W lipcu 2016 r. jako popierany przez PiS kandydat na prezesa odpowiadał na pytania posłów komisji sprawiedliwości. Padło pytanie, kto 10 lipca 1941 r. dokonał zbrodni na żydowskich mieszkańcach miasteczka Jedwabne. - Wykonawcami tej zbrodni byli Niemcy, którzy w machinie własnego terroru wykorzystali pod przymusem grupkę Polaków - odpowiedział Szarek bez zająknienia.
Szarek skłamał i podważył ustalenia samego IPN-u sprzed 15 lat. W lipcu 2002 r. prokurator Instytutu Radosław Ignatiew zakończył śledztwo w sprawie spalenia w stodole kilkuset Żydów z Jedwabnego. „Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy sensu stricto, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic” - napisał w końcowym komunikacie.
Nie ma też żadnych przesłanek ku temu, by twierdzić, że sprawcy działali pod niemieckim czy jakimkolwiek innym przymusem. „Niemcy prawdopodobnie w małej grupie asystowali w akcji wyprowadzania pokrzywdzonych na rynek i do tego ograniczyła się ich czynna rola. Nie jest jasne, czy uczestniczyli w konwojowaniu ofiar na miejsce kaźni i czy byli obecni przy stodole” - czytamy w innej części komunikatu.
Polaków nie była „grupka”. Znane są nazwiska co najmniej 40 sprawców, mieszkańców Jedwabnego i okolic. Reszta była obojętna lub pilnowała Żydów, by nie uciekli. W jednym zdaniu Szarka znalazły się aż trzy kłamstwa.
To Żydzi wymusili
Zaraz potem Szarek zostaje prezesem IPN-u. Pod jego kierownictwem Instytut obiera kurs na przemilczanie kwestii współudziału Polaków w Zagładzie i eksponowanie wyłącznie postaw chwalebnych, czyli historii osób, które w czasie okupacji ratowały Żydów. Nazywa się to „odchodzeniem od pedagogiki wstydu”. „Pedagogika wstydu” - tak prawicowa propaganda określa badania i publikacje pokazujące skomplikowaną prawdę o zachowaniu Polaków podczas wojny.
Nowe szefostwo patronuje też pracom nad nowelizacją ustawy o IPN-ie. Tą samą, o którą teraz wybuchł spór między Izraelem a Polską. Nakłada ona na instytut obowiązek „ochrony dobrego imienia Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego”. Ta ochrona ma dotyczyć przypadków „publicznego i wbrew faktom przypisywania Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”.
Nowej polityce sprzyja skład Kolegium IPN. Kluczową rolę odgrywa w nim Sławomir Cenckiewicz, lustrator i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. Na Twitterze z pogardą pisze o „Tusku i jego kompanach z jedwabińskiej szkoły historycznej, rozsianych od IPN, przez PAN, aż po Muzeum II Wojny Światowej”. Jego zdaniem przez ostatnie lata w Polsce „na siłę szuka się wszelkiego rodzaju polskich przewin wobec »sąsiadów«, pomniejszając jednocześnie rolę Polski Podziemnej i rządu RP na uchodźstwie w procesie pomocy Żydom i informowania świata o Zagładzie”.
W Kolegium zasiada też Krzysztof Wyszkowski twierdzący, że w 2001 r. Żydzi „wymusili” na państwie polskim odstąpienie od ekshumacji stodoły w Jedwabnem. Inny członek tego organu to Bronisław Wildstein. Jego wypowiedzi o „pedagogice wstydu” i o tym, że w Polsce nie ma antysemityzmu, są często cytowane przez rządowe media. W rocznicę pogromu w Polskim Radiu Wildstein mówi, że „atmosfera i sensacja wokół pogromu w Jedwabnem miała upokorzyć Polaków”.
Ustawa o IPN. Pożyteczny Wildstein i małpie żarty Wyszkowskiego
Teraz, gdy wybuchła sprawa nowelizacji ustawy o IPN-ie, Wildstein broni jej zapisów i wietrzy, że za protestami Izraela stoi coś więcej: - Należy się zastanowić, czy ta akcja nie jest wymierzona w obecnie rządzących Polską, a rykoszetem obrywają Polacy, bo wybrali niewłaściwy rząd i nie chcą podporządkowywać się światowym elitom lewicowo-liberalnym - mówił Wildstein w rozmowie z PAP.
Na Twitterze wzmógł się też Wyszkowski. Żąda m.in wydalenia Anny Azari - izraelskiej ambasador, która sprzeciwiła się nowelizacji ustawy - jako persona non grata. Pisze też: „Pomoc propagandy niemieckiej dla izraelskiego antypolonizmu jest dobra - mimo że wszyscy widzą, z kim mają do czynienia! A może amb. Azari/GW/TVN ujawnią rewelację, że to Polacy gazowali Żydów w samochodach marki Star?”.
By podkreślić, że to taki sarkastyczny żart, Wyszkowski podczepia do tego zdania zdjęcie rury wydechowej samochodu i artykuł o tym, że koncern VW testował szkodliwość spalin diesla na małpach. Podaje też wpisy o tym, że „Polska przegrywa wojnę o honor, pamięć i szacunek. Przegrywa na własne życzenie elit III RP, które występowały przeciw własnemu krajowi w służbie niemieckiej narracji historycznej” albo że „wstająca z kolan Polska nie podoba się kilku obcym państwom”.
Kwity na sędziów
Polityka przemilczania prawdy historycznej przez IPN nie zaczęła się wraz z prezesurą Szarka. Od momentu powstania IPN zdominowany był przez historyków o poglądach prawicowych. Odkąd weszli do archiwów komunistycznej bezpieki, zaczęli powtarzać, że „teraz historię trzeba będzie pisać od nowa”. Prof. Leon Kieres, pierwszy prezes IPN-u, próbował hamować ich zapędy.
Gdy w 2005 r. prezesem został Janusz Kurtyka, nastały nowe czasy. IPN wziął się do odkręcania historii. Na pierwszy ogień poszedł Lech Wałęsa. Pod patronatem Kurtyki powstała książka o jego współpracy z SB, ruszyła dzika lustracja, a do łask wrócił Wildstein, który w 2004 r. wsławił się wyniesieniem z IPN-u listy, na której przemieszane były nazwiska agentów, funkcjonariuszy i kandydatów na agentów.
W czasach pierwszych rządów PiS-u IPN otwarcie współpracował z władzą, dostarczając np. kwity mające skompromitować sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kurtykę cenił Jarosław Kaczyński. Po jego śmierci w katastrofie smoleńskiej prezes PIS-u powiedział, że widział w nim swego następcę.
Za czasów Kurtyki w Instytucie prym wiedli prof. Ryszard Terlecki (promotor naukowy i polityczny Szarka) i Jan Żaryn, który został szefem Biura Edukacji Publicznej. Przekierował on jego działania na promowanie historii narodowego podziemia spod znaku NSZ i zakończył program edukacyjny o stosunkach polsko-żydowskich w czasie wojny uruchomiony po wybuchu sprawy Jedwabnego.
W następnych latach ze współpracy z IPN-em zaczęli rezygnować tacy badacze jak Dariusz Libionka czy Andrzej Żbikowski, jedni z najwybitniejszych znawców tematyki Holokaustu. Po objęciu rządów przez prezesa Szarka z IPN-u odeszli ostatni historycy, którzy pisali prawdę o Zagładzie. Pracę stracił Krzysztof Persak, współautor wydanej w 2002 r. pracy pt. „Wokół Jedwabnego”. Symboliczne jest to, że zwolnienie Persaka było jedną z pierwszych decyzji Szarka. Dzisiaj w katalogu wydawnictw IPN-u na temat Holokaustu ta najważniejsza jak dotąd książka Instytutu jest wymieniona w kategorii „Varia” („Inne”).