benek231
05.02.18, 06:31
Ustawa o IPN. Historia Holocaustu należy do świata. Każdy zamach na niezależność badań spotka się z międzynarodowym potępieniem
Jan Grabowski
04 lutego 2018 | 05:52
W kakofonii dzisiejszej "optymistycznej" narracji ginie proste stwierdzenie, że Polacy ratujący Żydów w czasach Zagłady stanowili przerażoną mniejszość wystawioną nie tylko na terror okupanta, lecz również na wrogość polskiego społeczeństwa.
Nowelizacja ustawy o IPN wywołała na świecie oburzenie. Wielu Polaków nie ma pojęcia, skąd to zamieszanie: przecież obozy były dziełem Niemców! Trzeba być jednak naiwnym, by sądzić, że chodzi o nieszczęsny zwrot „polskie obozy koncentracyjne”. Władze uchwaliły kolejny paragraf, za pomocą którego chcą karać nieprawomyślnych historyków, dziennikarzy i nauczycieli, którzy podejmują źle widziane tematy związane z rolą Polaków w tragedii Żydów. Zapewnienie, że praca naukowa nie będzie karana, jest funta kłaków niewarte, bo o prawdzie historycznej decydować będą prokuratorzy i sądy kierowane przez ministra Ziobrę. Tymczasem historia Holocaustu jest jedynym fragmentem polskich dziejów, który równocześnie jest własnością świata. Dlatego właśnie każda próba zamachu na niezależność badań w tej dziedzinie spotyka się z międzynarodowym potępieniem. A dokąd prowadzi nacjonalistyczny triumfalizm w badaniach i w nauce o Zagładzie, to najlepiej widać na przykładzie polskich Sprawiedliwych.
Dwa lata temu podczas ogólnopolskich badań w szkołach ponadgimnazjalnych prawie połowa uczniów (46 proc.) na pytanie, co wydarzyło się w Jedwabnem, odpowiedziała, że Niemcy zamordowali tam Polaków ukrywających Żydów.
To nie żart! Takie były wyniki sondażu. Kolejne 26 proc. stwierdziło, że Niemcy, działając wespół z Rosjanami, wymordowali tam polskich jeńców wojennych. Jedynie niecałe 15 proc. odpowiedziało, że winnymi mordu na Żydach byli Polacy, zastrzegając jednak, że przy udziale Niemców.
To nie przejaw ignorancji w stylu „Kara Mustafa wielki wódz Krzyżaków” (ta byłaby łatwiejsza do zaakceptowania), lecz skutek nachalnej indoktrynacji, w której przebija serwowany przy każdej okazji kult Sprawiedliwych Polaków. Po dwóch latach można założyć, że w rytm hurrapatriotycznej narracji oraz narodowych zaostrzeń podstaw programowych w szkołach wyniki byłyby jeszcze ciekawsze. Ta okaleczona świadomość najbardziej cieszy nacjonalistów, którzy dzierżą dziś ster polskiej polityki historycznej. Furda, że odbywa się to kosztem gwałtu na własnej historii; istotne jest to, że narodowym mitom nic nie zagraża. Tyle zostało z dyskusji jedwabińskiej, która, jak się wielu łudziło, miała przeorać świadomość polskiego społeczeństwa. Nic bardziej błędnego – miejsce krytycznej refleksji nad historią stosunków polsko-żydowskich zajął rozdęty do niesłychanych rozmiarów mit Sprawiedliwych Polaków.
Ustawa o IPN. Wąska kładka samozadowolenia
Parafrazując raport Jana Karskiego z 1940 r., dochodzimy do „wąskiej kładki”, zapewne jedynego takiego miejsca w dzisiejszej Polsce, gdzie spotykają się w zgodzie faszyzujący nacjonaliści z centrystami aż po zaangażowaną lewicę. Kładką porozumienia jest właśnie problem żydowski, czyli niedokonane rozliczenie z dziedzictwem Zagłady. W szczególnym natężeniu widać go właśnie w nieustannym i nerwowym upamiętnianiu przez nich wszystkich Polaków ratujących Żydów. O ile przed 2015 r. można było to porównać do lekkiej psychozy, o tyle dziś to już niebezpieczna obsesja. Dość wspomnieć, że obok ludzi dobrej woli, często nieświadomych powagi sytuacji, polskimi Sprawiedliwymi podpierają się ludzie pokroju Tadeusza Rydzyka czy nacjonaliści związani z kuriozalną Redutą Obrony Dobrego Imienia. Na arenie państwowej mitotwórczym działaniom przewodzi Ministerstwo Kultury wspierane za granicą przez urzędników MSZ „uszczelniających” nacjonalistyczny przekaz instrumentalnie traktowanymi Sprawiedliwymi. Wszelkie próby dyskusji o polskim antysemityzmie, o postawach Polaków wobec Zagłady są automatycznie kontrowane „rekordową liczbą naszych drzewek w Yad Vashem”. Wymowne jest to, że nie sposób dziś się zbliżyć do Muzeum Historii Żydów Polskich bez potknięcia się o kordon sanitarny polskiej cnoty – ścieżkę Ireny Sendlerowej, pomnik Jana Karskiego czy wznoszony obecnie „pomnik Sprawiedliwych Polaków” wystawiony przez „wdzięcznych Żydów”. Nie można też nie wspomnieć o niedawno otwartym muzeum Sprawiedliwych Polaków w Markowej, którego twórcy w pośpiechu triumfalistycznej narracji zapomnieli wspomnieć o polowaniu na Żydów, które odbywało się w latach 1942-44 w okolicach tej wsi pod przywództwem lokalnych brygad Ochotniczej Straży Pożarnej...