czy tylko tematy żydowskie?!

17.02.18, 09:40

no właśnie. Przecież mamy mnóstwo tematów poza-żydowskich, poza-obozowych, poza poza wink

Renty, emerytury, podatki, banki, bezdomni, bogaci, szara strefa, tematów jest - multum.
Pan Duda, kojarzy mi sie z rysunkiem w książeczce dla dzieci "plastusiowy pamiętnik". Nie mogę brać go serio, Plastuś. Morawiecki. Jego dość śmieszna wizytka w Berlinie choć podobno "wrażenie dobre zrobił". Prezes - dla mnie - chciałabym, żeby poczuł chłód jaki poczuł skuwany Frasyniuk. jak wino, im starszy tym przystojniejszy. Zona chyba 85 rocznik? wink Bywają takie związki, są absolutnie - fantastyczne.

A sprawa tych zwyrodnialców, którzy "nie wiedzieli co z psem zrobić" no to owinęli jego szyję drutem kolczastym przymocowali do samochodu i łepek mu urwali, rozległy się głosy samosądu. Nie mogę normalnie myślec, po przeczytaniu tego....

Sama pojechałabym do tych dwóch i dokladnie z nimi to samo zrobiła co oni z tym cudnym psem Husky, który "ufał ludziom". Bydlaki.

Jest tyle tematów. bardzo cenię prof. Tokarską_Bakir, która dziś w świątecznej Gazecie ma artykuł o Kielcach ale ja już mam przepełnienie stosu. Wy - nie?

Pozdro sobotnio-niedzielne bo uciekam troszkę (juz niedługo praktyka smile w klimaty Toskanii. Niebywałe. Nie miałam urlopu sto lat w ogóle i nagle znajduje się ktos, kto ma tam willę i - po prostu pomieszkaj. Bez opłacania, tylko własne "liczniki".

To samo zdarza mi sie w stolicy naszego pięknego kraju. Nieslychane. Pani w ogłoszenia zaprasza do willi, żeby "pomieszkać" bo ona po przeżyciu utraty - nie może mieszkać na razie. I Stary Żoliborz do dyspozycji. Pisze o tym dlaczego? dlatego, ze sku...syństwo przeplata się w moim zyciu z bardzo fajnymi gestami ze strony nieznajomych. I to jest świetne.

Pozdro !
    • cepekolodziej Re: czy tylko tematy żydowskie?! 17.02.18, 09:58
      Codziennie wystawiam na parapecie kawałki słoniny dla ptaków. Dziesiąte piętro, przylatują tylko mewy, od czasu do czasu zbłąkana sroka.

      To dobry, trwały punkt mojej codzienności.

      Chciałbym przeczytać Tokarską-Bakir (chyba ją kiedyś poznałem), ale nie mam prenumeraty GW. Poczekam na książkę.

      Dzięki, że jesteś,
    • gertuszka trudno... Tokarska-Bakir 17.02.18, 10:18


      może otworzy sie?

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23033613,joanna-tokarska-bakir-pogrom-kielecki-nie-byl-ubecka.html
      • cepekolodziej Re: trudno... Tokarska-Bakir 17.02.18, 10:20
        Dzięki,

        niestety nie.
        • t_ete Re: trudno... Tokarska-Bakir 17.02.18, 11:46
          Prosze Cepku - jesli masz ochote poczytac :

          Rozróżniłam dwóch Majewskich, którzy w śledztwie IPN-owskim zostali sklejeni w jedną postać. Jeden ratuje Żydów na Plantach, drugi zaciera ślady udziału milicjantów w pogromie. Potem "dobry" Majewski aresztował "złego", ale to nie skończyło się dla niego dobrze.

          Joanna Tokarska-Bakir – antropolożka kultury i religioznawczyni, profesor nauk humanistycznych w Instytucie Slawistyki PAN, autorka m.in. książek: „Rzeczy mgliste” (2004), „Legendy o krwi” (2008, wydanie francuskie 2015), „Okrzyki pogromowe” (2012). Ostatnia książka „Pod klątwą. Portret społeczny pogromu kieleckiego”, wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa, ukaże się 28 lutego.

          Pełną wersję rozmowy opublikujemy 20 lutego w „Książkach. Magazynie
          do Czytania”

          Dorota Wodecka: Dlaczego antropolożka napisała książkę o pogromie kieleckim?

          Joanna Tokarska-Bakir: Zainspirowała mnie Diane Vaughan, etnografka, która badała katastrofę promu kosmicznego Challenger. Analizując dokumenty NASA, dowiodła, że przyczyną katastrofy nie był zamach ani spisek, ale kultura organizacyjna inżynierów, notoryczne zaniżanie standardów i lekceważenie procedur.

          W pewnym sensie podobnie było w Kielcach. Od jesieni 1945 narastał tam kryzys społeczny. Z jednej strony instalował się komunizm, z drugiej – zatrudnieni przez komunistów milicjanci, wczorajsi partyzanci NSZ, AK, BCh i AL, gorączkowo usiłowali zatrzeć ślady własnej przeszłości, w tym wojennych mordów na Żydach. Dołączała się do tego histeria dotycząca przejętej przez Polaków własności żydowskiej. A także panika demograficzna związana z powrotem żydowskich repatriantów z ZSRR. Pogrom kielecki można opisać jako samozapłon tych trzech czynników.

          Plotka, że Żydzi porywają dzieci, była raczej usprawiedliwieniem niż przyczyną pogromu.

          Skąd taki wniosek?

          – Zaczynałam pisać tę książkę z przekonaniem, że pogrom był ubecką prowokacją. Przypadkiem nawiązałam kontakt z Michałem Chęcińskim, człowiekiem otwartym i życzliwym, który udostępnił mi swoje zbiory. Jego wydana w 1983 r. książka „Poland. Communism. Nationalism. Anti-semitism” była podstawową przesłanką wskazującą w drugim śledztwie kieleckim na robotę ubecką. W latach 40. i 50. Chęciński pracował w kontrwywiadzie. W 1968 r. został wyrzucony z Polski, po czym zaczął nagrywać ciekawe insiderskie rozmowy ze swoimi kolegami na temat minionego systemu. Gdy umarł, jego rodzina poprosiła mnie, żebym uporządkowała jego archiwum. Tak zdobyłam bezpośredni dostęp do źródeł, na których oparto sugestie o prowokacji.

          Kiedy jednak przejrzałam materiały dotyczące pogromu, nie mogłam uwierzyć, że tak słabe dowody mogły się stać podstawą hipotezy rozważanej przez IPN. Dlatego też na parę lat „przeprowadziłam się” do archiwum IPN i zaczęłam szukać.

          Czego konkretnie?

          – Kieleckiej codzienności roku 1946, takiej przyziemnej, pozaideologicznej. Tego, gdzie kto mieszkał, co jadł i co myślał.

          Moment przełomowy nastąpił, gdy rozróżniłam dwóch Majewskich, którzy w śledztwie IPN-owskim zostali sklejeni w jedną postać. Tymczasem są to dwie osoby tak różne, jak to tylko możliwe. Jeden okazał się „aniołem”, a drugi „diabłem”. Na miarę kieleckiego środowiska i tamtych czasów oczywiście.

          Kto był „diabłem”?

          – Milicjant Tadeusz Laske-Majewski – oszust, erotoman, „amant i złodziej hotelowy”, endek, przed wojną uczestnik ekscesów antyżydowskich. Jest szefem wydziału śledczego w Komendzie Wojewódzkiej MO w Kielcach i prowadzi śledztwo w pierwszych dniach po pogromie, po czym dezerteruje. Zostanie aresztowany rok później i pójdzie siedzieć za szaber, z którego kielecka milicja żyła do lat 50.

          A co z Majewskim „aniołem”?

          – Częstochowski robotnik Zygmunt Majewski jest komunistą, który przed wojną ożenił się z towarzyszką partyjną, Żydówką. Razem z dzieckiem ukrywają się w czasie wojny. Pracuje w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie jest znany z prawości, ma zresztą pseudonim „Chrystus”. Stoi na czele wydziału do spraw funkcjonariuszy. W czasie pogromu pojawia się na Plantach jako jeden z nielicznych ubeków w mundurze i wyprowadza stamtąd 12-letniego Jakuba Średniego. Trzyma go na muszce, to jedyny sposób, by ocalić mu życie.

          Dlaczego takie ważne dla pani było rozróżnienie tych dwóch Majewskich?

          – Bo to ostrzeżenie przed szablonowym myśleniem. Jeden ratuje Żydów na Plantach, a drugi zaciera ślady udziału milicjantów w pogromie.

          Co się dalej z nimi stało?

          – Jeden aresztował drugiego. Bo ten „zły”, ale obrotny Majewski po dezercji w lecie 1946 uciekł do Brzegu nad Odrą, gdzie nawet został przewodniczącym Miejskiej Rady Narodowej. Tam rok później aresztował go ów „dobry” Majewski, który po pogromie został przeflancowany z UB do MO w roli Herkulesa z zadaniem wyczyszczenia stajni Augiasza. Bo komuniści wstydzili się za to, co się stało w Kielcach, i wiedzieli, kto jest za to odpowiedzialny. Wytropił tam wielu eneszetowców, którzy utrwalali władzę ludową, czując się w MO jak ryby w wodzie. Ale to nie skończyło się dla niego dobrze. W maju 1948 został odwołany, a chwilę później zmarł w dość tajemniczych okolicznościach podczas operacji przepukliny.

          Komu mogło zależeć na śmierci tego dobrego Majewskiego?

          – Niemal wszystkim, którzy pracowali w KW MO w Kielcach, a których wojenne grzeszki wykrył. Poczynając od jej komendanta z okresu pogromu Wiktora Kuźnickiego, dąbrowszczaka, który nie lubił Żydów i otaczał się kompetentnymi fachowcami, oni zaś – tak się jakoś złożyło – przeważnie byli z Narodowych Sił Zbrojnych.

          Dalej w kolejce są wspomniani eneszetowcy, tacy jak personalny KW MO Stefan Latosiński czy porucznik Jan Mazur, w czasie pogromu dowódca Kompanii Operacyjnej MO, podejrzany o wojenne mordy na Żydach w Wilczycach.

          A poza tym jest jeszcze galeria milicjantów z Hilfspolizei czy Schupo, szmalcowników i szabrowników.

          W kieleckiej MO pracowali wojenni zabójcy Żydów?

          – Tak jest. Na przykład kwatermistrzem KW MO był ppor. Antoni Jarosz z Przewłoki, przedwojenny podoficer zawodowy, który w ramach Ludowej Służby Bezpieczeństwa Batalionów Chłopskich polował na Żydów na Sandomierszczyźnie. Stracił rękę w „zasadzce na Żydów”.
          Czy śledztwo IPN-owskie nie wpadło na te tropy?

          – Z jakichś przyczyn nie poświęcono im należnej uwagi. Nawet tak szokujący wątek jak rola, którą w rozpętaniu pogromu odegrał funkcjonariusz Służby Kryminalno-Śledczej komisariatu przy Sienkiewicza 45 Stefan Sędek, który 4 lipca 1946 wysłał trzy hałaśliwe patrole na Planty, nie została w odpowiedni sposób przebadana. A ów Sędek, inteligent po dwóch latach prawa na UW, to naprawdę ciekawa figura: współzałożyciel kieleckiego ONR, brat dwóch wysokich działaczy Organizacji Polskiej, określanej mianem „Zakonu Wewnętrznego” ONR... Czy to nie dziwne, że osoba z takimi powiązaniami nie zainteresowała historyków wyczulonych na wszelkie ślady prowokacji? Takich jak prof. Jan Żaryn, współautor „Wokół pogromu kieleckiego”, który Organizacji Polskiej poświęcił skądinąd opasły tom?

          Więc jednak to był spisek, tyle że NSZ-u?

          – Nie, coś znacznie ważniejszego: reguła przetrwania. Najciemniej jest pod latarnią. Wojenni bandyci ukrywali się w MO, w instytucji, która robiła oko do ludu, pod warunkiem skruchy chętnie wybaczała im grzechy płynące z „nieświadomości klasowej”, a jako bonus dawała prawo stosowania przemocy. Pracując w MO, można było skutecznie zastraszać świadków.

          A czy w Kielcach była jakaś lokalna „żydokomuna”?

          – To komiczne, ale w kieleckiej MO na kilkuset milicjantów, etnicznych Polaków, przez kilka miesięcy pracowało ledwie dwóch Polaków Żydów. Obaj zresztą szybko zdezerterowali. Jeśli zaś chodzi o całe Kielce, to w latach 1945-1946 we wszystkich urzędach, wszędzie, to znaczy w WUBP, PUBP, władzach miejskich i PPR, udało mi się wytropić nie więcej niż tuzin Żydów! Pomnóżmy to przez dwa, bo mogłam kogoś przeoczyć. I na te dwa tuziny Żydów w kieleckich insty
          • t_ete cd. 17.02.18, 11:54
            – Nie, coś znacznie ważniejszego: reguła przetrwania. Najciemniej jest pod latarnią. Wojenni bandyci ukrywali się w MO, w instytucji, która robiła oko do ludu, pod warunkiem skruchy chętnie wybaczała im grzechy płynące z „nieświadomości klasowej”, a jako bonus dawała prawo stosowania przemocy. Pracując w MO, można było skutecznie zastraszać świadków.

            A czy w Kielcach była jakaś lokalna „żydokomuna”?

            – To komiczne, ale w kieleckiej MO na kilkuset milicjantów, etnicznych Polaków, przez kilka miesięcy pracowało ledwie dwóch Polaków Żydów. Obaj zresztą szybko zdezerterowali. Jeśli zaś chodzi o całe Kielce, to w latach 1945-1946 we wszystkich urzędach, wszędzie, to znaczy w WUBP, PUBP, władzach miejskich i PPR, udało mi się wytropić nie więcej niż tuzin Żydów! Pomnóżmy to przez dwa, bo mogłam kogoś przeoczyć. I na te dwa tuziny Żydów w kieleckich instytucjach społeczeństwo zareagowało tak, jakby nastąpił najazd Hunów. Drażniła ich nagła widoczność, odpowiedzialne stanowiska.

            Czy na Plantach 7 mieszkali jacyś ubecy?

            – Z całą pewnością nie. Ubecy mieli znacznie lepsze poniemieckie mieszkania przy ulicy Focha (dziś Paderewskiego). Na Plantach 7 było dla nich za biednie i za ciasno. To było schronisko dla rozbitków i kibuc, w którym kolejne grupy młodzieży przygotowywały się do wyjazdu do Palestyny. Plus kilka mieszkań pracowników Komitetu Żydowskiego na drugim piętrze.
            Pisze pani, że w Kielcach grano figurą Innego: „posłużyła za parawan skrywający te aspekty grupy, do których nie chciała się ona przyznać sama przed sobą”.

            Co to za aspekty?


            – Najważniejszy wiąże się z wyobrażeniem, że tak zwani żołnierze wyklęci poszli do lasu, a Żydzi – do urzędów. Nieprawda. To etniczni Polacy instalowali i utrwalali władzę ludową. Jak wynika z zachowanych spisów obsady posterunków, przez MO przewinęła się niemal cała Kielecczyzna. Ludzie byli zmęczeni. O tym, jak wielkie to było zmęczenie, może świadczyć fakt, że po rozbiciu więzienia w Kielcach w nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. przez oddział Hedy-Szarego z uwolnionych 376 więźniów dziesięciu w ogóle odmówiło wyjścia, a 113 wróciło do więzienia dobrowolnie. Nawet jeśli część z nich stanowili Niemcy i folksdojcze, ta liczba ma swoją wymowę.

            Ludzie nie chcieli już walczyć?

            – Mieli dosyć śmierci, głodu i chaosu. Instytucje podziemne wyposażały ich w honor, ale nie dawały dachu nad głową, węgla na opał, sortów mundurowych i stołówki.

            Jak ustalenie, że w MO pracowali endecy, zmienia pani myślenie o pogromie jako prowokacji?

            – Przy takiej kadrze, jaką miała kielecka milicja, prowokacja nie była do niczego potrzebna. Milicjanci rwali się do bicia Żydów. Ubecy, choć też nieświęci, starali się jakoś przeciwdziałać masakrze. Ale byli pozbawieni radzieckiego wsparcia. Rosjanie odmówili przysłania posiłków, bo nie chcieli zostać wkręceni w polską awanturę – tak bali się tłumu, że nawet nie przyszli na Planty w mundurach.

            Ta historia zaczyna się zawsze tak samo. Od ucieczki z domu Henia Błaszczyka, który po powrocie zeznaje, że porwali go Żydzi. Próbuje pani dociec, dlaczego tak sobie wymyślił. Chociaż to w zasadzie tylko spekulacje, bo trudno dojść do prawdy.

            – Tak, nie mamy kompletu zeznań ani dużej części materiałów ze śledztwa. Ale gdy przeanalizujemy zeznania Henia, zobaczymy, jak dużo mówi w nich o jedzeniu: o kaszy, którą zjadł na śniadanie, o tym, że porywacz zwabił go obietnicą łakoci, i tak dalej. Stąd hipoteza, że Henio uciekł z domu, bo był głodny. Uciekł do wsi Pielaki, niedaleko miejsca, gdzie się urodził. Tam jedzenia było w bród: kartofle, mleko, chleb i wiśnie.

            Kiedy wrócił do domu 3 lipca wieczorem, w mieszkaniu zastał zgromadzenie sąsiadów i zapłakanych rodziców. Pytany, gdzie się podziewał, ma dwa wyjścia: powiedzieć prawdę i dostać lanie albo skłamać, że porwali go Żydzi, i przynajmniej na chwilę ocalić skórę. Od tego momentu nie ma już jednak odwrotu: dziecko opowiedziało bajkę, która pokieruje dorosłymi, ponieważ dorośli żyją w tej bajce od dawna.

            Skąd pewność, że i Henio ją znał?

            – Znał ją jak każde dziecko w Kielcach, o czym wyraźnie mówi w zeznaniach. Pogromowa bajka o złych Żydach, którzy czyhają na dziecięcą niewinność, znana jest w Europie od XII wieku i nadal jest eksponowana w niektórych kościołach, np. w Sandomierzu. Przywiózł ją ze stypendium w Rzymie Piotr Skarga w wersji trydenckiej – w 1475 r. oskarżono gminę żydowską o dokonanie takiego zabójstwa na Szymonie z Trydentu. W „Żywotach świętych pańskich” Skarga przytacza historię Szymona na podstawie hagiografii napisanej przez lekarza, który dokonywał sekcji jego ciała. „Żywoty” były najczęściej wydawaną książką polską poza Biblią, lekturą odczytywaną na głos w izbach, kuchniach i kościołach. Słowem: ta legenda należy do naszych sakraliów narodowo-religijnych i Henio także ją znał.

            Ale Henio kłamie. Po pogromie stwierdzi, że do kłamstwa zmusił go dozorca Antoni Pasowski.

            – Henio, a później Henryk Błaszczyk, zmienia swoją wersję w zależności od tego, z kim rozmawia. To częste zachowanie ludzi z klas ludowych w obecności dominującego rozmówcy: dla każdego coś miłego. Nie można się oprzeć na jego świadectwie.

            Czy z ocalałych z pogromu ktoś jeszcze żyje?

            – Kilka osób. Najmłodsza uczestniczka pogromu – Renée Levkovitch, która urodziła się we wrześniu 1946 – na Plantach była jeszcze w brzuchu mamy, Róży Opolskiej. Wyjechali do Kanady. Renée pracowała w dyplomacji, m.in. przygotowywała wizytę premiera Mazowieckiego w tym kraju. Całe życie zmagała się z posttraumatycznym stresem pourazowym. Dręczyło ją poczucie, że ktoś czyha na jej życie.

            W Nowym Jorku mieszka też dziewięćdziesięciokilkuletni Józef Fajngold, skrzypek i architekt, który przyjechał tamtego dnia do Kielc szukać śladów zamordowanej w Treblince matki i brata. Został ciężko pobity. Miał tak zmienioną twarz, że ojciec nie mógł go w szpitalu rozpoznać. Przez miesiąc nie mówił. Żaden z prokuratorów prowadzących i pierwsze, i drugie śledztwo nie próbował się z nim skontaktować.

            I żyje w końcu Niusia Borensztajn.

            Ta, która tego dnia wyszła na pierwszą randkę ze swoim narzeczonym Szmulem Nesterem. I na wieść o tym, że Polacy biegną na Planty, gdzie w piwnicy u Żydów znaleziono dziesięcioro polskich dzieci, wróciła do kibucu?

            – Tak, a wchodząc do środka, usłyszała od stojących na placu: „Umrzesz”. Nie umarła. Ma teraz ponad dziewięćdziesiątkę, doczekała się wnuków i mieszka pod Tel Awiwem.

            Mogła ją pani zapytać, dlaczego wróciła na Planty, zamiast ratować życie.

            – Nie mogłam. Bo ona nie rozmawia z Polakami.

            Jej narzeczony nie wrócił z nią na Planty, tylko schronił się u rabina. Rozstali się z Niusią?

            – Nie. Spędzili ze sobą całe życie.

            • oleg3 Tete mam j e d n o pytanie 17.02.18, 12:50
              Gdzie antropolożka kultury mogła nabyć umiejętności krytycznej analizy źródeł?

              wiez.com.pl/2017/08/01/krotka-historia-zydow-w-polsce/
              Kompromitacji Polski wobec Zachodu posłużył pogrom kielecki w roku 1946. Nie wiadomo na pewno, czy był on wyłącznie spontanicznym wybuchem rozszalałego motłochu (próbowano wtedy wywołać podobne zajścia i w paru innych małych miastach Polski, tzw. szeptana propaganda szerzyła wieści o rytualnych żydowskich mordach na dzieciach, ale nigdzie indziej nie udało się sprowokować poważniejszych zajść). Parę dni wcześniej przywieziono do Kielc i zatrudniono w pobliskim Ludwikowie kilkudziesięciu „robotników”, którzy potem znikli i z fabryki, i z terenu Kielc; do miejsca zajść ich dowieziono. Chłopczyka, którego rzekomo porwali Żydzi, synka konfidenta bezpieki, miejscowy Urząd Bezpieczeństwa trzymał potem przez pół roku wraz z rodziną w kieleckim więzieniu, żeby nie znaleźli go zagraniczni dziennikarze. W zaatakowanym domu mieszkali szykujący się do emigracji Żydzi i paru żydowskiego pochodzenia oficerów kieleckiej bezpieki. Księży, którzy próbowali dotrzeć do sceny zajść, nie dopuścił otaczający ją kordon, którego sił starczyłoby, by w każdej chwili położyć kres pogromowi. Władze mogły go stłumić w zarodku, ale nie stłumiły. Nie sądzono potem najaktywniejszych sprawców. Procesy wytoczono ludziom niekiedy przypadkowym, winę za pogrom przypisując… polskiemu podziemiu. Zachód, wypada przyznać, uwierzył we wszystko. Chciał uwierzyć. Pogrom kielecki udowodnił, że Polacy zasłużyli na swój los i należało ich zostawić Sowietom.
              • cepekolodziej Re: Tete mam j e d n o pytanie 17.02.18, 18:21
                > Gdzie antropolożka kultury mogła nabyć umiejętności krytycznej analizy źródeł?

                Serio.

                A gdzie dziennikarz?
              • xiazeluka Re: Tete mam j e d n o pytanie 17.02.18, 23:28
                ipn.gov.pl/pl/publikacje/ksiazki/12311,Wokol-pogromu-kieleckiego.html

                Dzieło napisane przez historyków, a nie antropologów.
              • gertuszka Re: Tete mam j e d n o pytanie 17.02.18, 23:30
                Jak to gdzie... Antropologia obejmuje przedmioty Metodologia badań - metodologia nauk historycznych, społecznych etc - elementem metodologii - Krytyczna analiza źródeł naukowych. To jest przedmiot, który miałam przed pisaniem prac naukowych, na studiach humanistycznych po magr. sztuki - jako element doktoranckich. Dziwne wydaje mi sie powatpiewanie, gdzie - po studich Antropologia kultury - mogła nabyć. Już na studiach. Stopien naukowy jest wykładnią ilości badań jakie przeprowadzała. Tokarska_Bakir jest solidnym badaczem, naukowcem nie muszę z pewnością o tym zapewniać?
                • qwardian Re: Tete mam j e d n o pytanie 17.02.18, 23:44
                  A jak antropologia i metodologia zjawisk wyjaśnia te wydarzenia...

                  www.youtube.com/watch?v=yf_4Hdl2ICE&feature=youtu.be
                  • gertuszka Re: Tete mam j e d n o pytanie 18.02.18, 00:01
                    Nie wyjaśnia niczego. Żydowska policja istniała w każdym getcie powoływana przez hitlerowcow. Musiała istnieć. M in Władysław Szpilman należał do niej. To o niczym w każdym przypadku nie świadczyło. Tak, jakbyś pisał, że Polacy, którzy pełnili w obozach koncentracyjnych jakieś funkcje - to zbrodniarze, którzy zgłaszali się na ochotnika.
                    • qwardian Re: Tete mam j e d n o pytanie 18.02.18, 10:55
                      Oczywiście, ja to rozumiem, stąd Niemcy biorą odpowiedzialność za konsekwencje ich decyzji. Tak długo jak tu prawdziwy Polak rządzi, takie rzeczy nie mają miejsca...
                • oleg3 Re: Tete mam j e d n o pytanie 18.02.18, 13:00
                  gertuszka napisała:

                  > Jak to gdzie... Antropologia obejmuje przedmioty Metodologia badań - metodologi
                  > a nauk historycznych, społecznych etc - elementem metodologii - Krytyczna anali
                  > za źródeł naukowych.

                  Pewna znajoma mojej żony z dumą opowiada, że zna się na psychologii, psychiatrii, fizjologii, socjologii ... . Wszystkiego tego uczyła się na bardzo trudnych studiach. Jest absolwentką AWF.


                  > To jest przedmiot, który miałam przed pisaniem prac naukowych, na studiach humanistycznych po magr. sztuki - jako element doktoranckich.
                  No to gratuluję! Dobrego samopoczucia.

                  > Tokarska_Bakir jest solidnym badaczem, naukowcem nie muszę z pewnością o tym zapewniać?

                  Zawsze warto pożartować.
                  Zajrzyj: Ebenezer Rojt, Kompromitacje. Nie mogę dać linka, bo system je blokuje.
            • cepekolodziej Re: cd. 17.02.18, 18:26
              Tete - dziękuję.

              A przy okazji: chciałbym mieć dostęp do angielskiego przekładu norwidowskiej "Rzeczy o wolności słowa" - ale nie mogę go odnaleźć.

              Musze jedynie zacytować wers: "Cóż Grek w Tartarii znajdzie, jeśli jak Grek szuka?"
              • cepekolodziej Re: cd. 18.02.18, 13:04
                Może ktoś mi pomóc?

                Proszę -
    • qwardian Stop Polocaust i Polonofobię... 17.02.18, 16:47


      Now or else...
    • benek231 My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 17.02.18, 17:03
      gertuszka napisała:

      Przecież mamy mnóstwo tematów poza-żydowskich, poza-obozowych, poza poza wink
      >
      Renty, emerytury, podatki, banki, bezdomni, bogaci, szara strefa, tematów jest - multum.
      ***
      No to dobrze sie sklada bo powrocil temat, ktory poruszylem tu jakies 10 - 15 lat temu. Na lamach Wyborczej powrocil. Tutaj bylem wtedy zakrzyczany, wyszydzany, oraz surowo pouczony, ze na ten temat absolutnie nie rozmawia sie publicznie.

      >>
      Clara Henry: Gdyby to mężczyźni krwawili co miesiąc, daliby sobie płatny urlop i rozdawaliby podpaski
      (...)
      Postanowiłam zrobić research, opowiedzieć o moich doświadczeniach, ośmielić inne kobiety, żeby zaczęły rozmawiać o tym, co przeżywają raz w miesiącu. Im bardziej czułam, że to temat tabu, tym bardziej dla dobra innych kobiet chciałam je przełamać. Gdy obalimy tabu, będziemy bliżej obalenia patriarchatu.
      (...)
      Ale nawet w szkole niewiele dowiadujemy się na temat menstruacji. Piszesz, że dziesięcioletnie dziewczynki wysłuchują na lekcji dziesięciominutowej pogadanki o tym, że przez większość dorosłego życia będą raz w miesiącu krwawić. I już, koniec. Są pozostawione same sobie. A chłopcy w tym czasie siedzą w innej sali, zakładając prezerwatywy na banana. Dlaczego utarło się, że mężczyzn okres nie dotyczy? >>

      weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,23024693,clara-henry-gdyby-to-mezczyzni-krwawili-co-miesiac-daliby.html
      Dekade temu chcialem rozmawiac na temat rozmow o menstruacji, gdyz uwazalem, ze jest to fizjologiczna funkcja nie mniej wazna niz bicie serca. Mialem tez podobny, do spojrzenia Clary, poglad na kwestie wyzwalania sie kobiet wraz z obalaniem przeroznych tabu. Zwlaszcza, ze pamietalem lata szkolne kiedy to dziewczeta wdeptywane byly w glebe tematem okresu, przez zlosliwych chlopcow. Czyli, ze i pod obecnosc tabu temat byl zywy nie tylko wsrod dziewczat. Tyle, ze wsrod chlopcow - w mocno powykrzywiany i zwulgaryzowany sposob.

      Zatem co z tym tabu(?)



      • wikul Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 20.02.18, 16:14
        https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/28055755_1942723569390818_7332900491336950231_n.jpg?oh=c53259d96934c062dc9290cf28def58d&oe=5B17281E
        • lont12 Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 20.02.18, 21:46
          z punktu widzenia władzy, czyli Judenratów, tak właśnie było
        • gertuszka Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 20.02.18, 22:15
          Pani Kurek została zgloszona przeze mnie i nie tylko - do Prokuratury. Wszystkie zdania wypunktowane, co powiedziała.
          Będzie miała kłopoty o ile wcześniej nie zostanie dla was świętą. Ale i tak będzie miałą. każdy łozbuz będzie kłopoty miał.
          • wikul Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 20.02.18, 23:34
            Gdyby nie czuła że ma za sobą wsparcie polityczne to by się nie wychylała. Taki tam klimat.
            • gertuszka Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 21.02.18, 20:27
              Nie takich jak ona da sie opamiętać, gdy uważają, że im wszystko wolno. Spoko.
          • xiazeluka Re: My tu na rozne tematy, wyobraz sobie :O) 21.02.18, 09:51
            "Pani Kurek została zgloszona przeze mnie i nie tylko - do Prokuratury. "

            A niby za co?
            • wikul Will 2018 Be as Revolutionary as 1968? 21.02.18, 18:17
              www.nytimes.com/2018/02/21/opinion/europe-natavism-conservatism.html
              • xiazeluka Re: Will 2018 Be as Revolutionary as 1968? 21.02.18, 19:58
                Co za głupek zadał to pytanie?
                • wikul Re: Will 2018 Be as Revolutionary as 1968? 21.02.18, 20:31
                  xiazeluka napisała:

                  > Co za głupek zadał to pytanie?


                  Ivan Krastev
                  • xiazeluka Re: Will 2018 Be as Revolutionary as 1968? 22.02.18, 11:40
                    Mylący tytuł. Analiza jak analiza, bardzo po łebkach i niezbyt ciekawa. Dlaczego jednak ten link przywołałeś?
    • maksimum Re: czy tylko tematy żydowskie?! 19.02.18, 23:19
      gertuszka napisała:

      > no właśnie. Przecież mamy mnóstwo tematów poza-żydowskich, poza-obozowych, poza
      > poza wink

      Gdy tylko zaczne nowy temat to niemal zawsze moj watek jest kasowany.No i masz to szambo jakie masz i poczytnosc GW systematycznie spada.
    • lont12 pora więc zmienić temat 21.02.18, 11:19
      jak dawno temu droga Gertuszko miałaś po raz ostatni aryjskiego chłopaka?
    • hymenos O rany! 21.02.18, 22:24
      gertuszka napisała:

      >
      > no właśnie. Przecież mamy mnóstwo tematów poza-żydowskich, poza-obozowych, poza
      > poza wink

      (...)

      Pewnie.

      > Jest tyle tematów. bardzo cenię prof. Tokarską_Bakir, która dziś w świątecznej
      > Gazecie ma artykuł o Kielcach ale ja już mam przepełnienie stosu. Wy - nie?
      >

      No i z gruszki czy gertuszki bach, pogrom... No bez tego, nie da się.

      > Pozdro !

      Pozdro
Pełna wersja