piq
25.02.18, 00:41
...czyli były bankowiec przeciw dominacji prywatnej własności i za rozszerzonym interwencjonizmem państwa. Tomas Piketty postuluje zmniejszenie różnicy między dochodami jako podstawę wszystkiego poprzez zwiększenie fiskalizmu i większą siłę oddziaływania państwa na gospodarkę. Jego głównym konikiem jest "solidny i obfity dochód podstawowy" dla wszystkich na świecie finansowany progresywnym podatkiem od dochodów.
Podstawą manewrów Morawieckiego na podstawie Piketty'ego (poprzez na początek 500+ i podwyższenie płacy minimalnej) było, że rozwój Polski będzie napędzany zwiększeniem oszczędności Polaków. Tymczasem dla promowania oszczędności zrobiono ZERO czyli ziobro (haniebny podatek Belki nadal zabiera 1/5 dochodu z oszczędności), co czyni oszczędzanie nawet na lokatach nieopłacalnym, bo dosypanie publicznego pieniądza do rynku konsumpcyjnego wywołało dodatkowo impuls inflacyjny.
A żeby było pocieszniej, czytałem gdzieś, że efektem 500+ jest... większa skłonność ludzi do zaciągania kredytów. Co mnie bardzo ubawiło, ponieważ jest to cios w domniemania kryptokomunisty Piketty'ego - wszak to kredyty tuczą bogatych kosztem biednych.
Ponieważ ludzie nie oszczędzają, to skarb państwa powinien się przynajmniej zapełniać, żeby zapewnić źródła finansowania - nawet przez tę nieszczęsną redystrybucję. A Morawiecki i PiS dalej rozdają beztrosko kasę, myśląc jak frankowicze - że dogodna okazja będzie z czasem coraz dogodniejsza i tak już zawsze, czyli że koniunktura będzie trwać. Nie będzie, wywróci się globalnie w ciągu roku.
No cóż, wszak idol Morawieckiego Tomas Piketty jest lewakiem, pupilem "Krytyki Politycznej", "Liberation" i Eda Millibanda.