benek231
28.03.18, 12:41
Żadnych kompromisów. Albo mamy prawa, albo ma je Kościół
Pierwszą oznaką, że coś się w Polsce zmienia, że jest szansa na wyjście z czasów mrocznych, będzie spadek uczestnictwa w lekcjach religii, mszach, obrządkach. Kobiety są pozbawiane praw przez Kościół, więc by przywrócić im prawa, Kościół trzeba pozbawić władzy politycznej.
Magdalena Środa - filozofka, etyczka
To, co się liczy w „czarnym piątku”, to nie liczba protestujących, lecz ich determinacja sekularyzacyjna. Jeśli większość uczestniczek po powrocie do domu zacznie się zajmować szykowaniem sukienek i prezentów komunijnych, jeśli nie wypisze swojego dziecka z lekcji religii, a przed świętami będzie uważała, by kupić należytą palemkę sprzedawaną przez handlowca „zaprzyjaźnionego” z Kościołem, bo inna wszak „nie przyjmuje święconej wody” – to na nic strajki i protesty.
Nie zachęcam do porzucenia wiary czy relacji z Panem Bogiem, zachęcam do porzucenia postawy bezkrytycznego poddaństwa wobec Kościoła – instytucji, która w większym dziś stopniu ma charakter polityczny (partyjny) niż religijny, bardziej zajmuje się sprawami doczesnymi niż eschatologicznymi. Bóg jest wszędzie, w Kościele są księża, którzy nie traktują kobiet jako pełnoprawnych obywatelek.
Pierwszą oznaką, że coś się w Polsce zmienia, że jest szansa na wyjście z czasów mrocznych, będzie spadek uczestnictwa w lekcjach religii, mszach, obrządkach. Kobiety są pozbawiane praw przez Kościół, więc by przywrócić im prawa, Kościół trzeba pozbawić władzy politycznej, a na pewno wsparcia, które ma wśród wiernych. Kościół oparty na serwilizmie, wykluczający dialog i otwartość na krytykę, ulega degeneracji, co we współczesnej Polsce jest aż nadto widoczne. Gdzie na świecie Kościół może zmuszać kobiety do rodzenia zdeformowanych płodów, gdzie na świecie jego przedstawiciele mają czelność twierdzić, że mniej grzeszny jest gwałciciel niż kobieta, która po gwałcie przyjmuje pastylkę wczesnoporonną?
Kościół wie, że owieczki czasem sobie muszą pobrykać, dlatego nie sądzę, by „czarne protesty” miały jakiekolwiek znaczenie dla jego polityki – grunt, że zaraz wszystko wróci do normy. Dzieci gromadnie pójdą na religię, jedno pokolenie przyjmie za chwilę komunię, Wielkanoc zaobfituje gronami wiernych skupionych wokół kościołów, datkami, a przede wszystkimi uszami, w które wszystko wlać można i które wszystko zniosą, a nie zareagują. To głównie kobiety dają Kościołowi moc, która pozbawia je praw. I tę moc trzeba skierować gdzie indziej.
Polska stanie się niedługo piekłem dla młodych kobiet. Każda ciąża związana będzie ze strachem. Fanatycy będą triumfowali. Już triumfują. Kaja Godek nie ma wątpliwości, że kobieta – niezależnie od tego, czy wierzy w jej Kościół, czy nie – która nosi płód bez głowy albo z dwiema głowami, ma go urodzić i już. Strona liberalna tymczasem ciągle szuka jakiegoś kompromisu, bo – jak się słyszy – „trzeba dać satysfakcję tzw. obrońcom życia poczętego, ale nie przerażać Polaków radykalizmem”. To trochę tak, jakby powiedzieć, że trzeba dać Polsce trochę niepodległości, ale tak, żeby jej wrogów nie przerazić radykalizmem. Albo: dajmy prawa kobietom zgwałconym i chorym, ale te zdrowe i niezgwałcone to raczej kontrolujmy, bo uznanie ich praw do decydowania o swoim macierzyństwie przerazi Polaków swoim radykalizmem.
Żadnych kompromisów. Albo mamy prawa, albo ma je Kościół. Przed Wielkanocą to nie jest łatwa prawda, ale nie ma innej.
wyborcza.pl/7,75968,23198798,zadnych-kompromisow-albo-mamy-prawa-albo-ma-je-kosciol.html
Jedyny problem w tym, ze wyglada mi to ciagle na rzucanie grochem o sciane. Bo kobiety takie juz sa, zepojda na protest a dla swietego spokoju kupia palemke i wysla dziecko do komunii.
W przeszlosci ilekroc wspomnialem o kk uwiklanym w polityke, i trzesie nia, to natychmiast wyskakiwal Szkop, goraco zapewniajac, ze kk polityka sie nie zajmuje.