benek231
07.04.18, 22:04
Henryk Grynberg: Polscy chłopi zabili mojego ojca, bo był Żydem. Bo mógł przeżyć i odebrać to, co u nich zostawił na przechowanie
Wystarczyłoby nie donosić, nie wydawać, nie zdradzać, nie szantażować, nie rabować i - jak Pan Bóg przykazał - nie zabijać. Rozmowa z Henrykiem Grynbergiem
Henryk Grynberg (ur. w 1936 r.) – wielokrotnie nagradzany pisarz, poeta. Kronikarz losu Żydów polskich. Autor m.in. powieści: „Żydowska wojna”, „Zwycięstwo”, „Dziedzictwo”, „Memorbuch”; tomów opowiadań: „Szkice rodzinne”, „Drohobycz, Drohobycz”, „Ojczyzna”; zbiorów esejów: „Prawda nieartystyczna”, „Monolog polsko-żydowski”; beletryzowanych wspomnień: „Życie ideologiczne, osobiste, codzienne i artystyczne”, „Kadisz”, „Uchodźcy”; trzech tomów „Pamiętnika” („Pamiętnik 3” ukazał się jesienią ub.r. w wyd. Czarne). Mieszka w McLean pod Waszyngtonem
Donata Subbotko: Kiedy był pan najbliżej śmierci?
Henryk Grynberg: Gdy uciekaliśmy przed deportacją do Treblinki.
Gdy leżeliśmy na strychu obory i widzieliśmy przez szpary, jak Komisja Sanitarna, która głównie szukała Żydów, wyprowadza ze stodoły moją ciotkę Itkę i wujka Arona, a do obory nie wchodzi, bo tam było dużo gnoju. Aron jej się wymknął i uciekł, a Itka nie.
Gdy chłop, u którego mnie zostawiono, wyprowadził mnie na drugą i trzecią wieś i namawiał, żebym tam został, bo ludzie są tam dobrzy, jeden da mi zjeść, drugi przenocuje. Ponieważ nie chciałem zostać, uciekł ode mnie, gdy szliśmy przez las – lecz go dopadłem i zabrał mnie z powrotem.
Gdy miała przyjechać Komisja Sanitarna i ten sam gospodarz kazał mi leżeć w bruździe z dala od domu i nikomu nie mówić, że mieszkam u niego, tylko tak sobie tu odpoczywam.
Gdy zgubiłem się w Warszawie na niedzielnym spacerze, a pan, który się mną zainteresował, nie okazał się szmalcownikiem i doprowadził mnie na róg ulicy, którą wymieniłem, nie nalegając, żebym mu wskazał nasz dom.
I kiedy wypłoszono nas z mamą z mieszkania na krótko przed godziną policyjną i, nie mając gdzie pójść, jeździliśmy tramwajem tam i z powrotem przez most, a mama powiedziała, że chyba pójdziemy do Wisły. Nie chciałem iść do Wisły i przypomniałem mamie, że na Grochowskiej mieszka pani Taborowa, która przyjeżdżała do naszej Radoszyny. Nie wiem, jakim cudem mama trafiła pod właściwy numer tuż przed godziną policyjną. Pani Taborowa przyjęła i przechowywała nas parę tygodni, nie żądając żadnej zapłaty.
W zeznaniu dla Żydowskiej Komisji Historycznej mama twierdzi, że utrzymywała kontakt z panią Taborową po wyzwoleniu. Pamiętam, że zawsze z wdzięcznością ją wspominała i że także po wojnie o żadnym wynagrodzeniu nie było mowy. Nie znam danych osobowych pani Taborowej, nawet jej imienia, ale może moje świadectwo oraz zeznanie mojej matki złożone w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego i przedrukowane w moim „Pamiętniku 2” pozwolą zaliczyć ją do Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
Polski premier uważa, że cały naród polski powinien mieć drzewo Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
– Jestem pewny, że ta chucpa będzie zapisana w ”Księdze rekordów Guinnessa” i w historii Żydów.
Dlaczego?
– Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak „cały naród polski”. W Polsce mieszkają co najmniej dwa polskie narody.
Zarzucają panu czasem radykalizm, mówią, że nie jest pan bezstronny.
– Nie można być bezstronnym wobec zła, a pisarzowi wręcz nie wolno. Czy Mickiewicz był bezstronny? Albo Żeromski, Borowski, Nałkowska? Nie mówiąc o Sienkiewiczu. Dlaczego ode mnie wymaga się bezstronności? Ja wiem, a pani i czytelnicy się domyślają. I tak jestem dużo mniej radykalny od większości polskich i żydowskich historyków Holocaustu, którzy są z zasady swojego zawodu bezstronni.
W niedawno wydanym „Pamiętniku 3” zapisuje pan jako „sprawy umorzone i zawieszone” wiele przypadków donosicielstwa i morderstw, których dokonali Polacy na Żydach w czasie wojny. Co z pana punktu widzenia Polacy mogli zrobić w czasie wojny dla Żydów, a czego nie zrobili?
– Wystarczyłoby nie donosić, nie wydawać, nie zdradzać, nie szantażować, nie rabować i – jak Pan Bóg przykazał – nie zabijać. Bardzo wielu Żydów by się uratowało, gdyby im pozwolono się ratować.
Premier Morawiecki mówi, że tak jak byli polscy sprawcy, byli też żydowscy, rosyjscy, ukraińscy itd.
– Obciążanie ofiar winą za zbrodnie, które na nich popełniono, jest prymitywnym odruchem psychicznym, dawno skompromitowanym. Z pewnością byli zbrodniarze wśród Żydów. Pozostaje tylko obliczyć, ilu ich było w porównaniu z innymi i ile popełnili zbrodni – ale nowa ustawa o IPN nie pozwoli o tym mówić i pisać.
TA DAMA PROTESTUJE ZA MOCNO
Ta ustawa ma stać na straży teorii o niewinności narodu polskiego. Waszyngton trochę się na nas za nią obraził, a pan? Trump jest prawie pana sąsiadem.
– Przypomina mi to genialne zdanie Szekspira: „The lady doth protest too much” – ta dama protestuje za mocno. Nie ma czegoś takiego jak niewinny naród i chyba tylko w Polsce nie wszyscy o tym wiedzą. A powszechnego ratowania Żydów nie było nigdzie, nawet w Danii, której przypisuje się taki mit. Tylko społeczeństwo ze świadomym lub podświadomym poczuciem winy może się tak długo upierać przy swoim dziewictwie.
Polska nie jest dziewicą?
– Przed wojną i w czasie wojny antysemityzm był powszechnym zjawiskiem społecznym w prawie całej Europie, a w Polsce stał się katastrofalny, bo tu było najwięcej Żydów. Z tego samego powodu na drugim miejscu znalazły się sowieckie terytoria z Ukrainą na czele, na trzecim – Rumunia, na czwartym – Węgry.
Kiedy usłyszałem o tej ustawie, pomyślałem o zdaniu z Hagady recytowanym na każdej paschalnej wieczerzy: „W każdym wieku i pokoleniu powstawali przeciwko nam...”. I że oto odrodziło się kolejne pokolenie. Szmalcownicy nie umarli bezpotomnie.
Jak więc to, co się dzieje dzisiaj w Polsce, wygląda zza oceanu?
– Dużo gorzej niż w 1968 roku, bo nikt już nie może tego tłumaczyć rzekomym dyktatem z Moskwy.
Dlaczego to wraca?
– W Polsce od wieków działają przeciwstawne wektory: naprzód i wstecz, w górę i w dół. Teraz przewagę ma wektor wsteczny i dołowy. Jak pod koniec lat 30., gdy na zgubę Polski też uważano Żydów za najgroźniejszych wrogów. Przyczyną jest zwichnięcie psychiczne, które nie pozwala się cieszyć z tego, co się ma. Jeszcze nigdy w Polsce nie było tak dobrze jak po wstąpieniu – zresztą z wydatną pomocą „międzynarodowego żydostwa” – do Unii i NATO, ale oni muszą walczyć z wiatrakami i mieć żydowskich wrogów.
Mówi pan „oni”. Polska to pana kraj czy nie?
– Pochodzę z polskiej kultury i literatury. Piszę jak Polak, czuję jak Żyd, a myślę jak Amerykanin. Ameryka jest moim krajem i zawsze było mi tu lepiej niż w Polsce. Mam wyłącznie amerykańską rodzinę, która się powiększa. Moje wnuczę – nie znamy jeszcze płci – będzie miało ćwierć krwi polskiej, ćwierć żydowskiej i pół teksaskiej z jedną szesnastą indiańskiej.
A jak by pan odpowiedział na pytanie, kim jest?
– Coraz bardziej dzieckiem Holocaustu.
Co ma pan najcenniejszego z Polski?
– Mój polski język.