benek231
24.04.18, 18:17
>>
Termin "rozdzielenie wizyt" był terminem publicystycznym czy politycznym i raczej służył zdyskredytowaniu mnie i mojego urzędu. Dość skutecznie przez te wszystkie lata pełnił funkcję propagandową w sprawie tego, co się wydarzyło. Nie planowałem i prezydent Kaczyński nie planował wspólnej wizyty prezydenta i premiera, dlatego też nie było okoliczności, które by pozwalały w ogóle używać takiego terminu jak "rozdzielenie wizyty".
Donald Tusk 23.04.2018
Sąd Okręgowy w Warszawie
Zeznanie przewodniczącego Rady Europejskiej jest prawdziwe: ukuty przez prawicę termin „rozdzielenie wizyt” nie znajduje żadnego oparcia w dokumentach zgromadzonych przez prokuraturę podczas śledztwa w sprawie odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Ze zgromadzonych i opisanych przez śledczych listów i notatek polskich urzędników wyłania się spójny obraz przebiegu wydarzeń.
Nigdy nie potwierdzono udziału obu polityków w jednym wydarzeniu. Tylko raz - 2 lutego 2010 r. - pułkownik Andrzej Śmietana przedstawił podczas spotkania roboczego w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa propozycję udziału obu polityków w obchodach 10 kwietnia. Do „połączenia wizyt” jednak nigdy nie doszło, ponieważ 3 lutego Władimir Putin w rozmowie telefonicznej złożył polskiemu premierowi propozycję wspólnego oddania hołdu ofiarom zbrodni w Katyniu. Donald Tusk się zgodził, a następnego dnia szef KPRM Tomasz Arabski ustalił ze stroną rosyjską, że spotkanie Tusk - Putin odbędzie się 7 kwietnia.
Oficjalne obchody 10 kwietnia zostały więc pozostawione do dyspozycji Lecha Kaczyńskiego... >>
wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,23311820,rozdzielenie-wizyt-nie-ma-potwierdzenia-w-faktach-tusk-zeznal.html
Polecam takze wywiad z Jerzym Millerem:
pt-br.facebook.com/wyborcza/posts/10155805171733557
Moze i Komisja Millera mogla zrobic wiecej i lepiej niz dokonala, ale zdecydowanie zrobila wiecej i lepiej od klamcow i oszustow dowodzonych przez Kaczynskiego i Macierewicza.