"Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP" :O)

02.06.18, 16:49
Hierarchiczny polski Kościół w zdecydowanej większości wsparł siły polityczne zmierzające do destrukcji państwa, które w 1989 r. współtworzył i którego najważniejsze wybory za czasów Jana Pawła II wspierał. Dlaczego? Może dlatego, że od III Rzeczypospolitej, dostał już wszystko

Kościół prowadzi owieczki boże do „królestwa nie z tego świata” i oficjalnie nie zabiera głosu w polityce. Jednak każdy, kto mieszka w Polsce, nie ma złudzeń, jaki polityczny kierunek i jaką partię popierają polscy biskupi.

„Ulica i zagranica”
Gdy słyszy się słowa abp. Marka Jędraszewskiego podobne do fraz z propagandowych programów TVP o targowicy, która „stosuje taktykę ulicy i zagranicy”, nie ma wątpliwości, że duszpasterz chce uderzyć w opozycję i wesprzeć rządzący PiS.

Gdy bp Wacław Depo głosi, że w świecie i Europie „robi się wszystko, żeby Polskę osłabić, żebyśmy byli wszyscy na kolanach, upokarzanie złem i kłamstwem”, prezentuje podobną narrację.

Gdy w czasie grudniowego „puczu”, czyli głosowania w Sali Kolumnowej, bp Stanisław Stefanek na falach Radia Maryja straszył, że złe siły dążą do eliminacji katolików i partii rządzącej, nie było wątpliwości, o kogo chodzi.

Kiedy bp Antoni Pacyfik Dydycz odbywa przejażdżkę strojną karetą z ministrem środowiska Janem Szyszką, akt ten przypomina triumfalne ogłoszenie sojuszu ołtarza z tronem.

Zapewne teza o poparciu przez Kościół hierarchiczny rządzącej partii i o jego sympatii do ruchów nacjonalistycznych może być dla wielu biskupów i duchownych krzywdząca. Jednak głosy sprzeciwu, jak biskupa emeryta Tadeusza Pieronka, czy choćby umiaru są tak rzadkie, tak nieśmiałe, że stają się równie słyszalne jak pisk myszy w zakrystii. Zapewne więc grupa ta jest albo nieliczna, albo pozwoliła się zdominować przez biskupów i księży zdeterminowanych, by wspierać PiS oraz ideę narodową.

Zamiast nieustannie zadawać pytanie, czy Kościół wspiera PiS i dewastację systemu państwowego III RP, należy się zastanowić, dlaczego tak postępuje. Co sprawiło, że Kościół stanął po stronie ugrupowań zakładających zniszczenie państwa, które Kościół współtworzył, życzliwie wspierał i o którym współdecydował.

Akuszer i gwarant III Rzeczypospolitej

W lutym 2014 r. abp Tadeusz Gocłowski w „Dzienniku Bałtyckim” po raz kolejny przypomniał, że w trakcie rozmów w Magdalence i przy Okrągłym Stole żadnego spisku nie było. Wspominał swoje słowa podczas inauguracyjnego spotkania w Wilanowie strony opozycyjnej z gen. Czesławem Kiszczakiem 17 listopada 1988 r.: „Polska nie jest nasza ani wasza, przestańmy się obrażać, spróbujmy porozumieć”.

Kościół nie był uczestnikiem rozmów w Wilanowie ani w Magdalence, owej najsłynniejszej dyskusji 7 marca 1989 r. Był obserwatorem obrad przy Okrągłym Stole. Biskupi nie sygnowali porozumienia, ale Kościół odegrał ważniejszą rolę. Był gwarantem uczciwości porozumienia i akuszerem narodzin III RP.

Bez udziału biskupów Bronisława Dembowskiego, Tadeusza Gocłowskiego, Alojzego Orszulika porozumienie byłoby niemożliwe – zbyt wielkie były różnice między środowiskiem solidarnościowym a rządowym. Nie była to ich osobista inicjatywa, spełniali funkcję wyznaczoną im przez prymasa Józefa Glempa i samego Jana Pawła II, który uznał, że dla dobra Polski czas się porozumieć. O roli Ojca Świętego w kreowaniu „Solidarności”, ale także o jego roli w Okrągłym Stole wspomina niewielu, choć świadectwa duchownych – uczestników tego spotkania – są jednoznaczne.

Cóż, nie pasuje to do obecnej polityki historycznej, zgodnie z którą w Magdalence był spisek, a co najmniej doszło do fraternizacji elit solidarnościowych z PZPR i w efekcie powstała III Rzeczpospolita.

Historyk obecnego obozu dr Sławomir Cenckiewicz hasło o zdradzie elit wykrzykiwane na wiecach już na początku lat 90. ubrał w szaty naukowej analizy, stwierdzając, że po Okrągłym Stole samozwańczy reprezentanci „Solidarności” dogadali się z przedstawicielami PZPR i utworzyli elity III RP. Niemal w przeddzień kanonizacji Jana Pawła II w 2014 r. tygodnik „wSieci” obwieścił na okładce: „Papież Polak byłby wściekły na III RP” – dla pewności papież wygrażał tej III RP pięścią.

Współgra z tym zdaniem historiograficzna teza abp. Jędraszewskiego, którą postawił w 2016 r. w Toruniu: w 1989 r. upadł reżim komunistyczny, ale niektórzy jego dawni przedstawiciele wraz z nowymi sojusznikami za jedyny cel życia społecznego zaczęli stawiać osiągnięcie wygody i materialnego dobrobytu oraz nachalnie, mając w ręku niemal wszystkie media, głosili idee demokracji pozbawionej wszelkich trwałych wartości; niepokojom wynikającym z takiego kierunku przemian Jan Paweł II dał wyraz w opublikowanej 1 maja 1991 r. encyklice „Centesimus annus”.

Prawda jest inna.

Kościół ideologicznie wsparł na początku istnienia III RP, starając się łagodzić konflikty i absorbować pozostałości ateistycznego reżimu PRL niczym pierwsi misjonarze pogańskie gontyny.
Naśmiewałem się z działalności biskupa generała Sławoja Leszka Głódzia w Wojsku Polskim, który zapędził generalicję i kadrę oficerską wraz z byłym Zarządem Politycznym LWP do Kościoła. Jednak bp gen. Głódź powtarzał wówczas, że „nie należy dzielić polskiej krwi”, miał taki sam szacunek dla partyjnych i bezpartyjnych, dla żołnierzy spod Lenino i Monte Cassino. Dziś, w czasach ustaw dekomunizacyjnych i dezubekizacyjnych, te słowa brzmią niczym herezja.

W kwietniu tego roku prezydent Andrzej Duda na spotkaniu „Wspólnie o konstytucji na Narodowym” tak skwitował uwagę krytykującą jego niskie oczekiwania co do frekwencji w planowanym przez niego referendum konsultacyjnym dotyczącym konstytucji: – A w waszym referendum, gdyby nie pomoc Ojca Świętego, nie byłoby 50 procent.

To prawda. Jestem do dziś dumny, że Jan Paweł II wsparł 19 maja 2003 r. nie „moje”, ale „polskie” referendum – dotyczące najważniejszego cywilizacyjnego wyboru Polski w ostatnim półwieczu. Odchodząc od przygotowanego tekstu, dodał jeszcze: „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”. Taki był tytuł wywiadu, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” jego przyjaciel i gość na kolacji poprzedzającej przemówienie – śp. prof. Jerzy Kłoczowski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Sukces referendum nie byłby też możliwy bez wsparcia wspaniałych duchownych, jak biskupi Alfons Nossol, Tadeusz Gocłowski, Henryk Muszyński.

Pamiętam też słowa papieża w Sejmie w 1999 r.: „Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian, za świadectwo godności i duchowej niezłomności tych wszystkich, których jednoczyła ta sama troska o prawa człowieka, ta sama świadomość, iż można życie w naszej Ojczyźnie uczynić lepszym, bardziej ludzkim”.

Jednak według prezydenta Dudy obecna Unia nie jest taką, „do jakiej nas chciał wprowadzić Jan Paweł II”. Nie wyjaśnił, skąd to wie.
    • benek231 "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP" - 2 02.06.18, 16:56
      Kościół triumfujący
      Gottfried Prantl, jeden z najwybitniejszych austriackich kucharzy, wspomina, jak parę lat temu gotował na wielkim przyjęciu w zamku w okolicach Wrocławia. Była polska i niemiecka arystokracja, miejscowe władze, wojskowi, policjanci, biznesmeni. W okolicy kręciła się burza, nagle bum, zgasło światło. Energetyka wyłączyła pobliski transformator. Panika, kucharze wpadli w rozpacz. Próby interwencji polityków nie dawały rezultatu. W końcu po telefon sięgnął biskup, zatelefonował gdzieś – i stała się jasność. Austriacki kucharz zrozumiał, jak wielka i rozjaśniająca jest moc polskiego Kościoła.

      W 1989 r. w Castel Gandolfo Adam Michnik powiedział Janowi Pawłowi II, że w Polsce nie ma ugrupowania, które zadeklarowałoby, że w stu procentach popiera naukę Kościoła. W odpowiedzi papież rzucił: „A mnie coś zupełnie innego powiedział Wiesław Chrzanowski”.

      Dzisiaj w Toruniu podczas uroczystości rocznicowych Radia Maryja wierność nauce Kościoła wyznają Antoni Macierewicz i inni dygnitarze. Jarosław Kaczyński deklaruje, że PiS pozostanie wierny nauczaniu Kościoła.

      Przypadek prezydenta Bronisława Komorowskiego pokazuje, co czeka głęboko wierzącego katolika, który miałby krytyczne zdanie o Radiu Maryja i chciałby w niektórych sprawach prowadzić politykę zgodną z wolą większości społeczeństwa, a nie z wolą Konferencji Episkopatu Polski. Akceptacja Komorowskiego dla procedury in vitro była przyczyną konfliktu z Kościołem, a nawet lekko tylko zawoalowanej groźby ekskomuniki ze strony abp. Andrzeja Dzięgi, który orzekł, że kto głosuje za in vitro lub podpisuje ustawę w tej sprawie, „podważa communio z Kościołem katolickim”.

      Niemal w przededniu kampanii wyborczej 2015 r. przed wieloma kościołami zbierano podpisy pod petycją, by rząd PO-PSL nie sprzedawał Lasów Państwowych. Akcję organizowały PiS i Radio Maryja. Księża tłumaczyli, że prezydent Komorowski chce sprzedać Lasy, by zaspokoić roszczenia żydowskie. Żadnemu z hierarchów nie przeszło przez gardło stwierdzenie, że to kłamstwo.

      Po klęsce Komorowskiego, lewicy z SLD, której część prowadziła koncyliacyjną politykę wobec Kościoła, i antyklerykalnej partii Janusza Palikota nie ma dziś w Sejmie żadnego ugrupowania gotowego narazić się na konflikt z Kościołem. Ba, niewiele wskazuje na to, że jakakolwiek siła polityczna, oprócz obecnego SLD, uczyni antyklerykalizm osią programu na kolejne wybory.

      Episkopat ogłasza, czego się po politykach spodziewa i czego nie spodziewa. Ostatnie komunikaty wyrażały zniecierpliwienie wobec niedostatecznie szybkiego postępu w zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej.

      Symbolem triumfu Kościoła jest sukces Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka. Choć, owszem, jego działalność była krytykowana przez prominentnych duchownych, a w 2002 r. powstał nawet Zespół Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja.

      W 2006 r. Jan Maria Rokita – po rekolekcjach polityków Platformy Obywatelskiej u kard. Stanisława Dziwisza, sekretarza Jana Pawła II – ogłosił istnienie Kościoła łagiewnickiego, który miał się przeciwstawiać Kościołowi rydzykowemu. Podział ten z grubsza odpowiadał podziałowi na Kościół zamknięty i otwarty z pracy Jarosława Gowina „Kościół w czasie wolności”.

      Jednak w 2014 r. podczas mszy z udziałem 30 tys. ludzi w Toruniu kard. Dziwisz składał już życzenia Radiu Maryja i Rydzykowi, odrzucając podział na Kościół „toruński” i „łagiewnicki”.

      Dziś można powiedzieć, że to nie polski Kościół Jana Pawła II ogarnął duszpasterską troską Radio Maryja, tylko Radio Maryja wszechogarnia polski Kościół, ze swoimi antyeuropejskimi fobiami, ledwie maskowanym antysemityzmem niektórych felietonistów i niechęcią do modernizacji. Dzieła o. Rydzyka zostały wsparte przez państwo. Sama fundacja Lux Veritatis i geotermia otrzymały 58,3 mln zł dotacji państwowej.

      Czy jednak zagadnienie zwane Radio Maryja jest przyczyną czy też objawem procesów w polskim Kościele? Albo dla wielu ludzi Kościoła usprawiedliwieniem ich niemocy? A może zwyciężył uosabiany przez to radio „katolicyzm ludowy”, który propagował kard. Stefan Wyszyński mający duży dystans do intelektualistów?

      Gdy Kościół spojrzał w studnię
      W styczniu 2007 r. do katedry warszawskiej w paliuszu arcybiskupim wstępował w otoczeniu duchowieństwa abp Stanisław Wielgus. Kościół był pełen wiernych, w pierwszym rzędzie siedział prezydent Lech Kaczyński. Blady jak śmierć kapłan, oskarżany od kilku tygodni o współpracę z tajnymi służbami PRL, zrezygnował ze stanowiska arcybiskupa warszawskiego. Było to pierwsze tego typu wydarzenie w dziejach polskiego Kościoła.

      Po latach Wielgus wydał wspomnienia „Tobie, Panie, zaufałem”, w których ponownie zaprzeczył faktowi współpracy. Były rektor KUL stwierdził, że stał się ofiarą intrygi politycznej (w tym prezydenta Kaczyńskiego, przeciwnika Radia Maryja) i wrogiej działalności publicystów, w większości katolickiej proweniencji.

      Sprawa abp. Wielgusa, zarzuty wobec dominikanina Konrada Hejmy, długotrwałe dyskusje o lustracji nuncjusza apostolskiego abp. Józefa Kowalczyka okazały się głębokim wstrząsem dla polskiego Kościoła.

      W wywiadzie rzece Tomasza Terlikowskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim „Chodzi mi tylko o prawdę” ksiądz mówi, jakim szokiem była dla niego teczka IPN. Przyznał, że wcześniej podzielał pogląd „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego” o konieczności zgody i zapomnienia, ale doszedł do wniosku, że Kościół jest instytucją zakłamaną. Co gorsza, uznał za zakłamany cały ład III RP. Nie pierwszy to przypadek opozycjonisty, który przeszedł podobną ewolucję.

      W końcu 2006 r. krakowska kuria i kard. Dziwisz próbowali zablokować książkę Isakowicza-Zaleskiego „Księża wobec SB”, wychodząc z założenia, że niszczy wizję Kościoła – instytucji, która w czasach PRL przeciwstawiała się komunizmowi.
      W zgodnej opinii wielu znajomych duchownych z tej lustracyjnej dyskusji wynurzył się zupełnie inny Kościół, w którym łamano struktury, autorytety, kręgosłupy. W 2016 r. w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Wiśniewska opisała postać bp. Wiesława Meringa. W przeszłości uważany za intelektualistę i zwolennika Kościoła otwartego został w 2007 r. oskarżony przez „Rzeczpospolitą” o współpracę z SB jako TW „Lucjan”. W ciągu kilku lat z biskupa europejskiego, otwartego stał się krytykiem współczesnej Europy, zwolennikiem Radia Maryja i chwalcą Prawa i Sprawiedliwości. Z jego punktu widzenia przemiana ta okazała się skuteczna. Biskupowi trudno było liczyć na wsparcie środowisk uważanych za liberalne, bo one w tej obronie nie byłyby uznane za wiarygodne.

      Kryzys lustracyjny oraz obyczajowy zbiegły się z potężnymi przemianami wewnątrz Kościoła. W ciągu kilku lat odeszli ludzie, którzy mieli nań decydujący wpływ. W 2005 r. zmarł Jan Paweł II, w 2006 r. odszedł były prymas Józef Glemp, traktowany jako namiestnik papieża. Urząd prymasa Polski, wyjątkowy w Kościele światowym, stracił znaczenie. Abp Kowalczyk był pierwszym biskupem gnieźnieńskim, który nie przyjął purpury – przynależnego prymasowi koloru kardynalskiego.

      Kolejnym przełomowym momentem stała się katastrofa smoleńska. Kościół okazał się sprawnym współorganizatorem żałoby narodowej i władcą narodowych uczuć. Jego autorytet jednak skruszał, gdy wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu zaczął się zbierać kontr-Kościół. 3 sierpnia 2010 r. duchowni, którzy chcieli przenieść w uroczystej procesji krzyż do kościoła św. Anny, zostali przepędzeni przez tych, którzy chcieli bronić krzyża od morza do Tatr.

      • benek231 "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP" - 3 02.06.18, 17:03
        Tadeusz Mazowiecki miał pretensje, że z ust hierarchów nie padły słowa potępienia kłamstwa smoleńskiego lansowanego przez Macierewicza i polityków PiS. Ale było gorzej – duża część duchownych zaangażowała się w jego głoszenie.
        Radykalizm, stanie po stronie tych, którzy wierząc w „objawienia smoleńskie”, „bronią wartości”, oraz tolerancja dla miesięcznic – przypominających obrzędy wudu z wbijaniem igieł w lalki politycznych przeciwników – stały się bardziej oczywistymi postawami księży niźli protest wobec kłamstwa.

        Szatan intelektualizmu
        Wśród polskich egzorcystów niezwykle popularny jest ks. Piotr Glas przyjeżdżający do kraju z Wielkiej Brytanii. Według kurii płockiej nie jest formalnie egzorcystą, ale Episkopat nie zajmuje w tej sprawie oficjalnego stanowiska. Ks. Glas bywa na Jasnej Górze. Niedawno duże wrażenie wywołała jego opowieść o tym, jak wygnał szatana intelektualizmu z duszy pewnego teologa. Szatan intelektualizmu był szczególnie podstępny, wredny i wbijał teologa w pychę.

        Ks. Glas i inni egzorcyści oraz piewcy „cudów mniemanych” skutecznie wypędzają ducha intelektualizmu z polskiego Kościoła. Odeszli duchowni nastawieni na dialog, tacy jak abp Józef Życiński czy ks. Józef Tischner. Syndrom oblężonej twierdzy ma zastąpić Kościół z okresu, gdy Adam Michnik pisał książkę „Kościół. Lewica. Dialog”. Episkopat jest terroryzowany przez ruch intronizacji Chrystusa Króla, który zgodnie z widzeniem Rozalii Celakówny ma zbawić Polskę. I choć w 2016 r. pewien rodzaj „intronizacji” został w Łagiewnikach dokonany, część tego ruchu uważa, że jest ona niepełna.

        Dyskusję o relacji w rodzinie i o szacunku dla mniejszości, a także o przypadkach molestowania seksualnego przez księży mają zastąpić szalone galopady ks. Dariusza Oko przeciwko „ideologii gender”, która rzekomo prowadzi do seksualizacji dzieci i jest gorsza od marksizmu. A ta zgnilizna napływa do Polski z Unii Europejskiej. Jedynym uzasadnieniem głoszenia tego przedziwnego wytworu intelektualnego wydaje się próba propagandowego zagłuszenia wewnętrznych problemów Kościoła związanych z molestowaniem seksualnym.

        Na zasadzie: zapomnijmy o księżach pedofilach, bo „genderyści seksualizują nam dzieci i są gorsi od Stalina”. Jednak jak dotkliwy to problem, świadczy zapaść potężnego Kościoła w Chile, gdzie cały Episkopat złożył przed papieżem Franciszkiem dymisję po ujawnieniu tuszowania skandali seksualnych.

        Biała flaga
        Kościół może się czuć atakowany napływającą z Zachodu obyczajową „ponowoczesnością”, ale w odpowiedzi zastyga w wyniosłej twierdzy warownej, starając się unikać wszelkiej dyskusji i rzeczowego sporu. Debatę o roli Kościoła w państwie zastępuje pytanie, czy rzucony przez ONR i Młodzież Wszechpolską postulat „katolickiego państwa narodu polskiego” jest realny.

        W 2010 r. dominikanin o. Ludwik Wiśniewski przesłał do nuncjusza apostolskiego pełny gniewu list na temat stanu polskiego Kościoła. Twierdził, że jest dramatycznie skłócony, że propagowane są w nim postawy radykalne, że duża część duchowieństwa ogarnięta jest ksenofobią i antysemityzmem. List ten po ośmiu latach, zwłaszcza po kryzysie imigracyjnym i związanym z nim wybuchem nacjonalizmu, antyislamizmu i ksenofobii, okazał się proroctwem.

        Można się zastanawiać, jak to się stało, że młody człowiek o jawnie antysemickich poglądach, Jacek Międlar, mógł skończyć seminarium duchowne w Krakowie. Dlaczego ks. Roman Kneblewski z Bydgoszczy głosi, że polski katolik powinien być nacjonalistą. W świątyniach paraduje ONR, a duszpasterz kibiców ks. Jarosław Wąsowicz prowadzi kiboli na Jasną Górę. Nie widzi nic złego w haśle „Śmierć wrogom Ojczyzny”, wygłasza kłamliwe oskarżenia Leszka Kołakowskiego i Tadeusza Mazowieckiego o to, że zbrojnie walczyli z „żołnierzami wyklętymi”.


        Do seminariów wstępuje kolejne pokolenie młodych ludzi przesiąkniętych wizją narodowo-radykalną albo ogarniętych misją walki z islamem wedle „Deus vult” (Bóg tak chce) – hasła wypraw krzyżowych.

        Co się stało po publikacji listu o. Wiśniewskiego? Odezwał się bp Adam Lepa, protestując wobec „ataku na Radio Maryja” – i wszyscy położyli uszy po sobie. Wówczas o. Ludwik Wiśniewski twierdził, że szykowano wielką dyskusję na temat sytuacji w Kościele z udziałem wielu stron. Zaproszenia na debatę były już gotowe. Na dwa tygodnie przed terminem została jednak z niewiadomych przyczyn odwołana. Dominikanin, który miał odwagę w latach 70. bronić praw ludzi wierzących, opublikował kolejne teksty. Ale jedyną reakcją Kościoła na nie wydaje się próba ignorowania.

        Prymas Polski abp Wojciech Polak, jeden ze światlejszych duchownych, w wywiadzie rzece z Markiem Zającem „Kościół katoludzki” poważył się na wstrząsające zdanie: „To jest nasz, jako Kościoła, grzech zaniedbania. Nie mamy ludzi, którzy byliby gotowi iść, stanąć przed nacjonalistami i odważnie zmierzyć się z wyzwaniem. Nie tak, jak niektórzy ich obecni duszpasterze, którzy często – muszę to powiedzieć szczerze, z wielkim bólem – tylko przyklaskują herezji”.

        Nie tylko w tej sprawie Kościół nie ma ludzi, którzy „gotowi byliby stanąć”. Ten tekst jest uczciwy, ale brzmi jak wystawienie białej flagi.
        • benek231 "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP" - 4 02.06.18, 17:10
          Autonomia szczególnie przyjazna dla Kościoła
          III Rzeczpospolita jest państwem europejskim, w którym Kościół odniósł największy sukces. Świątynie pełne, wychowanie dzieci poddane jego wpływowi od przedszkola, ceremonie państwowe splecione z kościelnymi, władze przedstawiają sprawozdania z działalności na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki mówi o konieczności katechezy dorosłych, aby ich postawa nie zniweczyła katechezy dzieci.

          Kościół tylko w wyniku działania Komisji Majątkowej otrzymał zwrot 66,5 tys. hektarów gruntu i 143 mln zł. Jest to – co słusznie wskazują duchowni – zwrot majątku nieprawnie zabranego w czasach PRL, ale – jak wynika z zachowanych dokumentów Komisji – często bez dbałości o reprezentowanie interesu państwa, by nie powiedzieć – w atmosferze skandalu.

          III Rzeczpospolita powstawała jako państwo „kompromisu z Kościołem”, który de facto był uwzględnieniem jego racji. W konstytucji RP nie ma zapisanego rozdziału Kościoła od państwa, ale jest zapis o przyjaznej autonomii. To autonomia szczególnie przyjazna dla Kościoła, a nie państwa.
          Ustawa o ochronie dziecka poczętego i zapisy w konstytucji z 1997 r., a nawet zapis w unijnym traktacie lizbońskim były z polskim Kościołem uzgadniane. Oczywiście Kościół nie podpisywał żadnego porozumienia, ale zasadą było doprowadzenie do formuły, w której nie będzie protestować, nie wyrazi swego non possumus. Dziś, obserwując całościową praktykę relacji państwo – Kościół, Stefan Frankiewicz, długoletni ambasador Polski w Watykanie, współtwórca konkordatu, odznaczony przez Jana Pawła II Orderem Piusa IX, stwierdza: „Zasada laickości państwa legła w grobie”.

          Tadeusz Mazowiecki twierdził, że Kościół jest państwu potrzebny jako oparcie aksjologiczne i właśnie ze względu na aksjologię jest instytucją samoograniczającą się. Nie przewidział, że Kościół jest wprawdzie szczególnym, ale interesariuszem państwa.

          Z tego punktu widzenia formuła III Rzeczypospolitej w oczach Kościoła się wyczerpała. Trudno bowiem sobie wyobrazić, co więcej mógłby on osiągnąć.

          W homilii na krakowskiej Skałce 13 maja (gdzie kwestia relacji państwo – Kościół splata się ze wspomnieniem średniowiecznego sporu król Bolesław Śmiały – św. Stanisław) przewodniczący Konferencji Episkopatu abp Stanisław Gądecki stwierdził, że Kościół jest zwolennikiem laickości państwa i poszanowania prawa, zaznaczył jednak, że państwo nie może pozostawać w aksjologicznej próżni.

          Homilii słuchał prezydent Duda, który dąży do „referendum konsultacyjnego w sprawie konstytucji”. Czy znajdzie się w nim pytanie „aksjologiczne” o obecność „Boga w Trójcy Jedynego” w preambule ustawy zasadniczej? Nie wiadomo. Rozwiązywałoby to jednak problem głowy państwa z frekwencją podczas referendum. Wprzęgnięcie Kościoła w propagandę referendalną dawałoby prezydentowi szansę na uniknięcie kompromitacji.

          Polski Kościół stoi przed ogromną pokusą – zaprzęgnięcia państwa w ewangelizację społeczeństwa. Duchownych przekonanych, że rozdział Kościoła od państwa służy i Kościołowi, i państwu, szybko ubywa.

          Zerwanie z pozornym rozdziałem ma służyć temu, by nie tylko Kościół, lecz także państwo prowadziły obywatela ku zbawieniu. A następnie Kościół, niczym irlandzcy mnisi po wędrówkach ludów w VI wieku, będzie mógł zgodnie z postulatem Jana Pawła II reewangelizować zateizowaną, zagrożoną islamem Europę.

          Wielkie zadanie. Czy jednak Polacy tego będą chcieli?

          Paweł Wroński
          2 czerwca 2018 | 06:00


          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23480424,dokad-zmierza-kosciol-ktory-zdradzil-iii-rp.html

          Ciesze sie niezmiernie, ze juz po prawie 30 latach pojawiaja sie obserwatorzy potrafiacy dostrzec na czym naprawde polega ten zlodziejski kosciolek.
          • babaobaba Re: "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP 02.06.18, 19:30
            Świetny artykuł, z pewnością się kolegom spodoba a może któryś nawet wskaże błędy? Kto wie wink
            • benek231 "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP" :O) 02.06.18, 20:47
              babaobaba napisał:

              Świetny artykuł, z pewnością się kolegom spodoba a może któryś nawet wskaże błędy? Kto wie wink
              ***
              O ktorych "kolegach" mowisz? Czy moze o tych ktorzy - jak Szkop vel Dachs vel Borsuk - wyniesli sie stad gdyz wstyd im i hanba po latach obrony tego zlodziejskiego kosciolka, przed takimi jak ja? Ktorych gryzl i zagryzal na tym forum gdy tylko wychylil sie ktory z krytyka tej swietej i nietykalnej instytucji?
          • lont12 Paweł Wroński - nasz chłopak 03.06.18, 01:23
            Od 1991 dziennikarz „Gazety Wyborczej”

            W 2014 prezydent Bronisław Komorowski odznaczył go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski
          • benek231 Re: "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP 04.06.18, 04:55
            Gdy w grudniu 1993r. analizowalem zapisy konkordatu doszedlem do szeregu wnioskow za ktore parafianie chcieli wydrapac mi oczy. Bardzo oburzeni byli na mnie za ten dosc dlugi wywod na temat ogromnych szkod jakie poniesie Polska, i jakie poniosa Polacy w wyniku zawarcia z klerem tej perfidnej umowy.
            Pisalem m.in. tak:

            >>
            ....Do najważniejszego, z punktu widzenia państwa, uzależnienia dochodzi na
            płaszczyźnie ustrojowej. Konkordat proponuje tu państwu wejście w formalne
            zobowiązania, które przynajmniej utrudnią (jeśli nie uniemożliwią)
            samorealizację (w założeniu) suwerennego państwa. Najistotniejszym obecnie
            (także z uwagi na intencje) skutkiem konkordatu musi być więc zablokowanie
            drogi do celu, który m.in. Sejm uznał za zgodny z polską racją stanu - do
            demokracji. Parafowana przez min. Skubiszewskiego treść konkordatu nie była
            pisana z myślą o zawarciu go z państwem demokratycznym!

            ....Przeforsowane przy pomocy konkordatu kościelne zrozumienie polskiej racji
            stanu, oraz kościelnej definicji demokracji - a nie może być już najmniejszych
            wątpliwości, że te pojęcia są różnie definiowane przez Kościół, i przez np.
            sejmową większość - niesie z sobą także usankcjonowanie nierówności podmiotów
            politycznych. Gdyż nie ma najmniejszych szans, na to, aby jakiekolwiek inne
            zrzeszenie obywatelskie (wyznaniowe) mogło zostać tak uprzywilejowane jak
            Kościół katolicki. Wynikająca z tego prawomocna przewaga Kościoła jest
            jednocześnie prawną gwarancją zachowania największego wpływu na kształt i
            funkcjonowanie państwa. W krajach uznanych za demokracje - np. Niemcy, Francja
            czy USA - tego typu przewagi są nie do pomyślenia. Z tej prostej przyczyny, że
            demokracja - jako system równomiernego rozłożenia wpływów, i ich ścierania się -
            jest bardzo wrażliwa na szczególne uzależnienie od jednego z podmiotów. W
            efekcie takiej przewagi przestaje bowiem być demokracją, i zaczyna funkcjonować
            jako oligarchia. >>

            To co aktualnie wyprawiaja z ustrojem klero-faszysci jest wlasnie tym czego obawialem sie przed 25 laty, i co niejako przewidzialem.
            • benek231 Karkolomne slalomy Szkopa-narciarza :O) 05.06.18, 03:56
              W sosob jak zwykle pokretny, jak to Szkop-katolik na temat tego watku, ktorego glowna i najobszerniejsza czescia jest artykul Wronskiego, zalozyl sobie Szkop swoj wlasny watek. Dlaczego nie wpisal sie w tym watku, gdzie moglby rozwazac to co jest w nim powiedziane, niejako na miejscu - niech ktos sprobuje zgadnac.

              Ja zgaduje, ze Szkop nie chcial podbijac tego watku gdyz tresci w nim zawarte sa mu najwyrazniej niezbyt mile. A to dlatego, ze i Wronski przedstawia ten zlodziejski kosciolek w dosc ostrym swietle, czyli ze kk wypada w artykule dosc paskudnie - takim jakim jest. A Szkop nie ma zadnych! kontrargumentow, choc ten starannie zjechal ten Szkopa zlodziejski kosciolek.

              Fragment wypowiedzi Szkopa, w jego watku - ale dot. mojego wspomnianego wpisu:

              >>
              Wrońskiemu nigdy nie zdarzyło by się napisać:

              „Wynikająca z tego prawomocna przewaga Kościoła jest jednocześnie prawną gwarancją zachowania największego wpływu na kształt i funkcjonowanie państwa. W krajach uznanych za demokracje - np. Niemcy, Francja czy USA - tego typu przewagi są nie do pomyślenia”

              Bo Wroński wie, że tego typu przewagi są tam nie do pomyślenia, a to z prostego powodu, że kościół w Polsce spełniał w historii inną rolę niż kościoły w w.w. krajach. >>

              Ja juz wprawdzie od razu odnioslem sie do powyzszego, w watku Szkopa, niemniej sadze, ze powinienem byl takze dodac o zasadzie rozdzielenia demokratycznego panstwa od ideologii/religii - co jest faktem w demokracjach (zachodnich) a czego brakuje w Polsce.

              Bo omawiana przewaga kk mogla sie zmaterializowac dzieki temu, ze panstwo nie bylo oddzielone od religii - dlatego, ze nie bylo mechanizmow, ktore takiego rozdzielenia skutecznie moglyby bronic. Demokratyczne panstwo nie musi miec u swych podstaw jakichs zapazdzianych wartosci katolickiej religii. W zupelnosci wystarcza mu wartosci uniwersalne oraz wartosci liberalne. Zapazdziane religijne wartosci sa wartosciami grupowymi, ktore wraz z innymi wartosciami grupowymi mieszcza sie w ramach demokratycznego panstwa. Ktore preferuje wlasne wartosci - liberalne wartosci. Gdyz bez liberalnych wartosci demokratyczne panstwo nie moze istniec. Co juz teraz widac na przykladzie panstwa polskiego ktore powoli staje sie odmiana demokratury, zmierzajaca w kierunku oligarchii - dazy prosto w objecia Putina.
              A kupie baranow, ze Szkopem na czele, najzupelniej to nie przeszkadza.
              • benek231 Szkop wymiguje sie od dyskusji z Wronskim :O) 06.06.18, 06:04
                Glupia menda kontynuuje swoj watek w nadziei, ze i ja dolacze. Nie tym razem, obawiam sie. Chcesz koscielna qrwo dyskutowac z Wronskim to wejdz do tego watku. W tamtym nawet nie bede otwieral twoich postow.
                • benek231 Szkop wierzy, ze kk nie miesza sie do polityki :O) 16.06.18, 01:38
                  bo tak zapewniaja biskupi a Szkop wierzy. Bo takie oni maja zasady na swojej farmie, ze jak wol pierdzi to obora slucha. I przyjmuje bez zastanawiania sie.
    • benek231 Re: "Dokąd zmierza kościół, który zdradził III RP 07.06.18, 18:21
      "Hierarchiczny polski Kościół w zdecydowanej większości wsparł siły polityczne zmierzające do destrukcji państwa, które w 1989 r. współtworzył i którego najważniejsze wybory za czasów Jana Pawła II wspierał. Dlaczego? Może dlatego, że od III Rzeczypospolitej, dostał już wszystko"
      ***
      A temu zlodziejskiemu kosciolkowi nigdy nie bylo za duzo - zawsze musial miec wiecej.
Pełna wersja