benek231
02.06.18, 16:49
Hierarchiczny polski Kościół w zdecydowanej większości wsparł siły polityczne zmierzające do destrukcji państwa, które w 1989 r. współtworzył i którego najważniejsze wybory za czasów Jana Pawła II wspierał. Dlaczego? Może dlatego, że od III Rzeczypospolitej, dostał już wszystko
Kościół prowadzi owieczki boże do „królestwa nie z tego świata” i oficjalnie nie zabiera głosu w polityce. Jednak każdy, kto mieszka w Polsce, nie ma złudzeń, jaki polityczny kierunek i jaką partię popierają polscy biskupi.
„Ulica i zagranica”
Gdy słyszy się słowa abp. Marka Jędraszewskiego podobne do fraz z propagandowych programów TVP o targowicy, która „stosuje taktykę ulicy i zagranicy”, nie ma wątpliwości, że duszpasterz chce uderzyć w opozycję i wesprzeć rządzący PiS.
Gdy bp Wacław Depo głosi, że w świecie i Europie „robi się wszystko, żeby Polskę osłabić, żebyśmy byli wszyscy na kolanach, upokarzanie złem i kłamstwem”, prezentuje podobną narrację.
Gdy w czasie grudniowego „puczu”, czyli głosowania w Sali Kolumnowej, bp Stanisław Stefanek na falach Radia Maryja straszył, że złe siły dążą do eliminacji katolików i partii rządzącej, nie było wątpliwości, o kogo chodzi.
Kiedy bp Antoni Pacyfik Dydycz odbywa przejażdżkę strojną karetą z ministrem środowiska Janem Szyszką, akt ten przypomina triumfalne ogłoszenie sojuszu ołtarza z tronem.
Zapewne teza o poparciu przez Kościół hierarchiczny rządzącej partii i o jego sympatii do ruchów nacjonalistycznych może być dla wielu biskupów i duchownych krzywdząca. Jednak głosy sprzeciwu, jak biskupa emeryta Tadeusza Pieronka, czy choćby umiaru są tak rzadkie, tak nieśmiałe, że stają się równie słyszalne jak pisk myszy w zakrystii. Zapewne więc grupa ta jest albo nieliczna, albo pozwoliła się zdominować przez biskupów i księży zdeterminowanych, by wspierać PiS oraz ideę narodową.
Zamiast nieustannie zadawać pytanie, czy Kościół wspiera PiS i dewastację systemu państwowego III RP, należy się zastanowić, dlaczego tak postępuje. Co sprawiło, że Kościół stanął po stronie ugrupowań zakładających zniszczenie państwa, które Kościół współtworzył, życzliwie wspierał i o którym współdecydował.
Akuszer i gwarant III Rzeczypospolitej
W lutym 2014 r. abp Tadeusz Gocłowski w „Dzienniku Bałtyckim” po raz kolejny przypomniał, że w trakcie rozmów w Magdalence i przy Okrągłym Stole żadnego spisku nie było. Wspominał swoje słowa podczas inauguracyjnego spotkania w Wilanowie strony opozycyjnej z gen. Czesławem Kiszczakiem 17 listopada 1988 r.: „Polska nie jest nasza ani wasza, przestańmy się obrażać, spróbujmy porozumieć”.
Kościół nie był uczestnikiem rozmów w Wilanowie ani w Magdalence, owej najsłynniejszej dyskusji 7 marca 1989 r. Był obserwatorem obrad przy Okrągłym Stole. Biskupi nie sygnowali porozumienia, ale Kościół odegrał ważniejszą rolę. Był gwarantem uczciwości porozumienia i akuszerem narodzin III RP.
Bez udziału biskupów Bronisława Dembowskiego, Tadeusza Gocłowskiego, Alojzego Orszulika porozumienie byłoby niemożliwe – zbyt wielkie były różnice między środowiskiem solidarnościowym a rządowym. Nie była to ich osobista inicjatywa, spełniali funkcję wyznaczoną im przez prymasa Józefa Glempa i samego Jana Pawła II, który uznał, że dla dobra Polski czas się porozumieć. O roli Ojca Świętego w kreowaniu „Solidarności”, ale także o jego roli w Okrągłym Stole wspomina niewielu, choć świadectwa duchownych – uczestników tego spotkania – są jednoznaczne.
Cóż, nie pasuje to do obecnej polityki historycznej, zgodnie z którą w Magdalence był spisek, a co najmniej doszło do fraternizacji elit solidarnościowych z PZPR i w efekcie powstała III Rzeczpospolita.
Historyk obecnego obozu dr Sławomir Cenckiewicz hasło o zdradzie elit wykrzykiwane na wiecach już na początku lat 90. ubrał w szaty naukowej analizy, stwierdzając, że po Okrągłym Stole samozwańczy reprezentanci „Solidarności” dogadali się z przedstawicielami PZPR i utworzyli elity III RP. Niemal w przeddzień kanonizacji Jana Pawła II w 2014 r. tygodnik „wSieci” obwieścił na okładce: „Papież Polak byłby wściekły na III RP” – dla pewności papież wygrażał tej III RP pięścią.
Współgra z tym zdaniem historiograficzna teza abp. Jędraszewskiego, którą postawił w 2016 r. w Toruniu: w 1989 r. upadł reżim komunistyczny, ale niektórzy jego dawni przedstawiciele wraz z nowymi sojusznikami za jedyny cel życia społecznego zaczęli stawiać osiągnięcie wygody i materialnego dobrobytu oraz nachalnie, mając w ręku niemal wszystkie media, głosili idee demokracji pozbawionej wszelkich trwałych wartości; niepokojom wynikającym z takiego kierunku przemian Jan Paweł II dał wyraz w opublikowanej 1 maja 1991 r. encyklice „Centesimus annus”.
Prawda jest inna.
Kościół ideologicznie wsparł na początku istnienia III RP, starając się łagodzić konflikty i absorbować pozostałości ateistycznego reżimu PRL niczym pierwsi misjonarze pogańskie gontyny.
Naśmiewałem się z działalności biskupa generała Sławoja Leszka Głódzia w Wojsku Polskim, który zapędził generalicję i kadrę oficerską wraz z byłym Zarządem Politycznym LWP do Kościoła. Jednak bp gen. Głódź powtarzał wówczas, że „nie należy dzielić polskiej krwi”, miał taki sam szacunek dla partyjnych i bezpartyjnych, dla żołnierzy spod Lenino i Monte Cassino. Dziś, w czasach ustaw dekomunizacyjnych i dezubekizacyjnych, te słowa brzmią niczym herezja.
W kwietniu tego roku prezydent Andrzej Duda na spotkaniu „Wspólnie o konstytucji na Narodowym” tak skwitował uwagę krytykującą jego niskie oczekiwania co do frekwencji w planowanym przez niego referendum konsultacyjnym dotyczącym konstytucji: – A w waszym referendum, gdyby nie pomoc Ojca Świętego, nie byłoby 50 procent.
To prawda. Jestem do dziś dumny, że Jan Paweł II wsparł 19 maja 2003 r. nie „moje”, ale „polskie” referendum – dotyczące najważniejszego cywilizacyjnego wyboru Polski w ostatnim półwieczu. Odchodząc od przygotowanego tekstu, dodał jeszcze: „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”. Taki był tytuł wywiadu, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” jego przyjaciel i gość na kolacji poprzedzającej przemówienie – śp. prof. Jerzy Kłoczowski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Sukces referendum nie byłby też możliwy bez wsparcia wspaniałych duchownych, jak biskupi Alfons Nossol, Tadeusz Gocłowski, Henryk Muszyński.
Pamiętam też słowa papieża w Sejmie w 1999 r.: „Składam dzięki Panu historii za obecny kształt polskich przemian, za świadectwo godności i duchowej niezłomności tych wszystkich, których jednoczyła ta sama troska o prawa człowieka, ta sama świadomość, iż można życie w naszej Ojczyźnie uczynić lepszym, bardziej ludzkim”.
Jednak według prezydenta Dudy obecna Unia nie jest taką, „do jakiej nas chciał wprowadzić Jan Paweł II”. Nie wyjaśnił, skąd to wie.