benek231
13.06.18, 04:07
"…porozumieli się odnośnie tego, że sobie nie zrobią krzywdy i będą się dalej porozumiewać. Bandyta Kim zawrze dowolne porozumienie, które złamie gdy uzna, że mu się to kalkuluje, a szaleniec Trump zrobi to samo pod wpływem chwilowej zachcianki. Lecz, póki co, jest powód aby być zadowolonym, choć euforia tu i ówdzie jest, jak zwykle, przesadna."
studioopinii.pl/archiwa/186669
Co z tego wyjdzie to dopiero zobaczymy. Jak na razie wyglada to optymistycznie. I oby tak dalej.
Trump potrzebuje Kima do propagandy sukcesu, bo notowania ma Trump slabe. A jeszcze bardziej potrzebuje Trump Kima do opowiadania o sukcesie. Co zamierza robic przynajmniej do konca kadencji - chocby mial to byc jedyne opowiadanie.
Kim i jego junta, natomiast, nie po to glodzili swoj narod, i budowali nuklearny potencjal, by teraz wyrzec sie go. Wiedzac jak Stany potraktowaly Libie czy Ukraine gdy juz pozbyly sie one broni masowego razenia. Czyli wiedzac, ze cos znacza tylko tak dlugo jak dlugo maja atomowki. A bez atomowek pies z kulawa noga nie spyta sie o nich. Przy czym majac na dodatek takze do czynienia z prezydentem ktory jest patologicznym klamca oraz oszustem. Prezydentem ktoremu absolutnie nie mozna ufac...
Ale zaczelo sie bardzo ladnie i obiecujaco. A co z tego wyjdzie - ziobaczymy.