benek231
05.07.18, 16:15
Napisy na murach warszawskich kurii? "Kobiety już były grzeczne"
"Oto ciało moje, oto krew moja. Wara wam", "Mordercy kobiet" - takie napisy ktoś w nocy wymalował na siedzibach dwóch warszawskich kurii biskupich.
To reakcja na projekt zaostrzający przepisy antyaborcyjne, który wrócił do Sejmu. Zgodnie z nim zakazane ma być usunięcie ciąży, nawet gdy płód jest ciężko uszkodzony i umrze wkrótce po urodzeniu. Choć dziś takie zabiegi są teoretycznie legalne, to lekarze, powołując się na klauzulę sumienia, masowo odmawiają ich wykonania, tak jak zrobił to prof. Bogdan Chazan, którego pacjentka w 2014 r. musiała donosić ciążę i urodzić dziecko, które nie miało połowy głowy, więc na wierzchu był mózg z wiszącą gałką oczną. Dziecko zmarło po kilku dniach.
Kobiety przez lata były uprzejme
Za przepisami zmuszającymi kobiety do rodzenia otwarcie lobbuje Episkopat, domagając się od PiS „spełnienia wyborczych obietnic”. Takie naciskanie na władzę jest niezgodne z konkordatem – ale kto by takie drobiazgi wypominał Kościołowi katolickiemu. Łatwiej wypominać kobietom, które według komentatorów zawsze powinny być bez skazy. W odpowiedzi na napisy na kościelnych murach odezwali się publicyści, krytykując feministki za wulgarność i wandalizm oraz doradzając zmianę strategii. Tygodnik „Więź” na stronie internetowej nazywa akcję „przykładem emocjonalnego rozchwiania”.
Noszenie ciężko uszkodzonej ciąży i patrzenie na agonię noworodka to horror. Nakazywanie tego kobietom jest znęcaniem się nad nimi – one często chcą mieć dzieci i gdy dowiadują się o wadzie płodu, przeżywają wielką tragedię. Kobiety, wiedząc, że posłowie i hierarchowie kościelni szykują im takie piekło, rzeczywiście reagują emocjonalnie. Ale jak inaczej miałyby reagować?
Kobiety przez lata były uprzejme i otwarte na dialog. Ta strategia poniosła klęskę, bo od 20 lat pętla zaciska się coraz bardziej – dostęp do legalnej aborcji staje się coraz trudniejszy, zabiegi w podziemiu drożeją, kościelna nagonka na „morderczynie dzieci” nie cichnie, ale nabiera siły – kłamstwa na antykobiecych billboardach uzupełniają opowieści księży (na przykład że ciąży z gwałtu nie ma wiele, bo stres utrudnia zapłodnienie – to pomysł abp. Henryka Hosera).
Cierpliwość kobiet się kończy. Nie mówicie już, że mamy być grzeczne. Jeśli przedstawiciele Kościoła chcą być szanowani przez kobiety, niech także okażą szacunek.
warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,23635771,napisy-na-murach-warszawskich-kurii-kobiety-juz-byly-grzeczne.html
Nareszcie zaczeli ludzie myslec i oby takich napisow na kuriach bylo jak najwiecej. Bo tam wlasnie jest siedlisko zla - to tam ci zwyrodnialcy obmyslaja plany znecania sie nad kobietami i nad spoleczenstwem. Bo to oni sa glownymi macherami w antyaborcyjnych nagonkach oraz wyprowadzaniu Polski z demokracji i UE.
Od lat nawoluje do protestowania wlasnie pod kuriami i episkopatem, by te kanalie w sutannach nie myslaly ze sa takie sprytne i zawsze bedzie im sie udawalo ukrywac za plecami takich Godek, Markow Jurkow, czy innych religiantow na smyczach.