benek231
08.07.18, 22:36
Sąd Najwyższy z perspektywy piwnego ogródka. To sąd, który troszczy się o frankowiczów, kasjerki, pacjentów, kibiców, studentów, emerytów
Ten sąd jest jak szpital, w którym pracują najbardziej doświadczeni lekarze. Tu trafiają szczególnie trudne, czasem beznadziejne przypadki, z którymi nie radzą sobie szpitale niższego rzędu
Marcin Matczak – doktor habilitowany nauk prawnych, specjalista w zakresie teorii prawa, profesor nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
W powszechnym przekonaniu ludzie w Polsce nie chcą umierać za sądy. Traktują je jako abstrakcyjne instytucje, działające według tajemniczych reguł, posługujące się niezrozumiałym językiem. Rozumieją, co oznacza sprawnie działająca policja, szybkie pogotowie ratunkowe czy dobra szkoła, bo są to instytucje bliskie ich życiu. Nie do końca jednak wiedzą, od czego sądy mają być niezależne i dlaczego mają być wolne.
Dlatego łatwiej ich zmobilizować, gdy ktoś likwiduje szkołę lub stację pogotowia ratunkowego, niż wtedy, gdy ktoś likwiduje niezależne sądownictwo.
Spróbujmy jednak spojrzeć na sąd z perspektywy życia zwykłego człowieka. Puśćmy mu w ogródku piwnym transmisję mistrzostw świata w piłce nożnej. Nie ma chyba bardziej odległej perspektywy, z której można by rozważać rolę sądownictwa. Mimo to spróbujmy.
Wszystko jest prawem
I piwo, które pije nasz człowiek, i mecz, który ogląda, i danie, które zjada w przerwie, są regulowane prawem. Skład piwa i ilość alkoholu w nim zawarta są regulowane prawem. Reklama piwa, puszczana w telewizji, jest regulowana prawem – nie może kojarzyć się z tężyzną fizyczną, atrakcyjnością czy sukcesem (złośliwi mówią, że jedyna legalna reklama piwa to taka, w której brzydki staruszek wypija kufel i umiera).
Transmisja meczu jest regulowana prawem, obowiązek pokazywania meczów polskiej reprezentacji w telewizji publicznej to obowiązek prawny. Czystość restauracji jest regulowana prawem, także płatność kartą za naczosy. Jeśli nasz człowiek po meczu Polska – Kolumbia rzucił kuflem w telewizor, dopadnie go prawo.
Prawo jest jak powietrze – niezauważalne, choć wszędobylskie. Problem powstaje wtedy, gdy go brakuje.
Gdy ktoś pozbawia człowieka prawa do wypicia piwa, np. z powodu prohibicji albo zakazu picia w miejscach publicznych, lub kiedy pozbawia go prawa do oglądania meczu, np. z powodu monopolu transmisji uzyskanego przez płatną telewizję.
Mówi się, że z naszymi prawami jest jak z prawami fizyki – nie zdajemy sobie sprawy, jakie są ważne, dopóki nie uderzymy samochodem w drzewo. To głęboka prawda. Podobno część elektoratu obecnej władzy nie widziała nic złego w likwidacji niezależnego Trybunału Konstytucyjnego, ale uznała za duże przegięcie zakaz handlu w niedziele – konstytucja powinna przecież gwarantować przyrodzone prawo do kupienia papierosów nawet w dzień święty.
Spory, które nas obchodzą
Kiedy w tym tygodniu premier w Parlamencie Europejskim cytował Jana Pawła II, mnie także przypomniały się słowa papieża Polaka. Mawiał podobno, że ze wszystkich nieważnych rzeczy piłka nożna jest najważniejsza. Okazuje się, że nawet w tym zakresie, w jakim prawo reguluje rzeczy nieważne, mogą powstać spory o to, jak prawo rozumieć i stosować.
Przykład: ustawa o wychowaniu w trzeźwości mówi, że przed godz. 20 nie można reklamować piwa w „radiu, telewizji, kinie i teatrze”. A czy można ustawić stoisko reklamowe o godz. 16 w holu kina, przed ladą z popcornem? Czy „kino” to budynek, czy medium?
Taki z pozoru błahy problem czasami musi rozstrzygnąć sąd.
Nasz zwykły człowiek może znów powiedzieć: „co mnie to obchodzi?”. Choć dla niektórych darmowe piwo do popcornu to nie przelewki, trzeba mu przyznać rację. Są sprawy ważniejsze.
Jeśli nasz człowiek z ogródka jest np. studentem, to zarówno decyzja o przyjęciu na studia, jak i decyzja o skreśleniu z listy studentów (np. z powodu zbyt częstego przesiadywania w tymże ogródku) są decyzjami administracyjnymi. Takie decyzje można zaskarżyć do sądu i liczyć na ich uchylenie.
Kiedy student staje się absolwentem, sadzi drzewo, płodzi syna i buduje dom, to na dwie pierwsze czynności nie potrzebuje zgody państwa, ale już na budowę musi uzyskać administracyjne pozwolenie. Także ewentualne wycięcie posadzonego drzewa musi zostać poprzedzone zgodą państwa, chyba że kolejny minister środowiska uzna, że żyjemy w czasach nadmiernej wrażliwości w ochronie drzew i wymóg zezwolenia na wycinkę uchyli.
Jeżeli, nie daj Boże, naszemu bohaterowi nie ułoży się w małżeństwie i zdecyduje się na rozwód, będzie musiał poddać się wyrokowi sądu, który będzie dotyczył nie tylko jego małżeństwa, ale i jego majątku oraz prawa opieki nad wcześniej spłodzonym synem.
W odniesieniu do wszystkich tych spraw powstają spory nieporównanie bardziej doniosłe niż spory o reklamę piwa w kinie. Spory te rozstrzyga oczywiście sąd.
Prawo reguluje sprawy, które w sensie ścisłym są sprawami życia i śmierci. W Polsce, jak w wielu innych państwach, leki potrzebne obywatelom są finansowane z pieniędzy publicznych. W przypadku najnowszych leków onkologicznych bez tego finansowania leczenie nie jest możliwe. Gdyby zwykły człowiek chciał kupić taki lek bez refundacji, czekałby go wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych za jedną dawkę, a dawek potrzebowałby wielu.
Decyzja o finansowaniu leczenia jest czasami negatywna. W przypadku wielu pacjentów jest wtedy równoznaczna z wyrokiem śmierci. Jakkolwiek to brutalne, życie ludzkie w regulacjach, którymi kieruje się NFZ i Ministerstwo Zdrowia, ma ustaloną wartość. Jeżeli jego ratowanie kosztuje zbyt dużo, odmawia się leczenia, bo pieniędzy musi starczyć dla wszystkich. Nie zawsze jednak odmowa jest uzasadniona racjonalnie, czasami wynika z okrucieństwa bezmyślnych procedur. Wtedy jest szansa, że jej zaskarżenie do sądu uratuje komuś życie.