Prof. M.Matczak o sadownictwie - b. dobry art. :O)

08.07.18, 22:36
Sąd Najwyższy z perspektywy piwnego ogródka. To sąd, który troszczy się o frankowiczów, kasjerki, pacjentów, kibiców, studentów, emerytów

Ten sąd jest jak szpital, w którym pracują najbardziej doświadczeni lekarze. Tu trafiają szczególnie trudne, czasem beznadziejne przypadki, z którymi nie radzą sobie szpitale niższego rzędu


Marcin Matczakdoktor habilitowany nauk prawnych, specjalista w zakresie teorii prawa, profesor nadzwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

W powszechnym przekonaniu ludzie w Polsce nie chcą umierać za sądy. Traktują je jako abstrakcyjne instytucje, działające według tajemniczych reguł, posługujące się niezrozumiałym językiem. Rozumieją, co oznacza sprawnie działająca policja, szybkie pogotowie ratunkowe czy dobra szkoła, bo są to instytucje bliskie ich życiu. Nie do końca jednak wiedzą, od czego sądy mają być niezależne i dlaczego mają być wolne.

Dlatego łatwiej ich zmobilizować, gdy ktoś likwiduje szkołę lub stację pogotowia ratunkowego, niż wtedy, gdy ktoś likwiduje niezależne sądownictwo.

Spróbujmy jednak spojrzeć na sąd z perspektywy życia zwykłego człowieka. Puśćmy mu w ogródku piwnym transmisję mistrzostw świata w piłce nożnej. Nie ma chyba bardziej odległej perspektywy, z której można by rozważać rolę sądownictwa. Mimo to spróbujmy.

Wszystko jest prawem
I piwo, które pije nasz człowiek, i mecz, który ogląda, i danie, które zjada w przerwie, są regulowane prawem. Skład piwa i ilość alkoholu w nim zawarta są regulowane prawem. Reklama piwa, puszczana w telewizji, jest regulowana prawem – nie może kojarzyć się z tężyzną fizyczną, atrakcyjnością czy sukcesem (złośliwi mówią, że jedyna legalna reklama piwa to taka, w której brzydki staruszek wypija kufel i umiera).

Transmisja meczu jest regulowana prawem, obowiązek pokazywania meczów polskiej reprezentacji w telewizji publicznej to obowiązek prawny. Czystość restauracji jest regulowana prawem, także płatność kartą za naczosy. Jeśli nasz człowiek po meczu Polska – Kolumbia rzucił kuflem w telewizor, dopadnie go prawo.

Prawo jest jak powietrze – niezauważalne, choć wszędobylskie. Problem powstaje wtedy, gdy go brakuje.
Gdy ktoś pozbawia człowieka prawa do wypicia piwa, np. z powodu prohibicji albo zakazu picia w miejscach publicznych, lub kiedy pozbawia go prawa do oglądania meczu, np. z powodu monopolu transmisji uzyskanego przez płatną telewizję.

Mówi się, że z naszymi prawami jest jak z prawami fizyki – nie zdajemy sobie sprawy, jakie są ważne, dopóki nie uderzymy samochodem w drzewo. To głęboka prawda. Podobno część elektoratu obecnej władzy nie widziała nic złego w likwidacji niezależnego Trybunału Konstytucyjnego, ale uznała za duże przegięcie zakaz handlu w niedziele – konstytucja powinna przecież gwarantować przyrodzone prawo do kupienia papierosów nawet w dzień święty.

Spory, które nas obchodzą
Kiedy w tym tygodniu premier w Parlamencie Europejskim cytował Jana Pawła II, mnie także przypomniały się słowa papieża Polaka. Mawiał podobno, że ze wszystkich nieważnych rzeczy piłka nożna jest najważniejsza. Okazuje się, że nawet w tym zakresie, w jakim prawo reguluje rzeczy nieważne, mogą powstać spory o to, jak prawo rozumieć i stosować.

Przykład: ustawa o wychowaniu w trzeźwości mówi, że przed godz. 20 nie można reklamować piwa w „radiu, telewizji, kinie i teatrze”. A czy można ustawić stoisko reklamowe o godz. 16 w holu kina, przed ladą z popcornem? Czy „kino” to budynek, czy medium?

Taki z pozoru błahy problem czasami musi rozstrzygnąć sąd.

Nasz zwykły człowiek może znów powiedzieć: „co mnie to obchodzi?”. Choć dla niektórych darmowe piwo do popcornu to nie przelewki, trzeba mu przyznać rację. Są sprawy ważniejsze.
Jeśli nasz człowiek z ogródka jest np. studentem, to zarówno decyzja o przyjęciu na studia, jak i decyzja o skreśleniu z listy studentów (np. z powodu zbyt częstego przesiadywania w tymże ogródku) są decyzjami administracyjnymi. Takie decyzje można zaskarżyć do sądu i liczyć na ich uchylenie.

Kiedy student staje się absolwentem, sadzi drzewo, płodzi syna i buduje dom, to na dwie pierwsze czynności nie potrzebuje zgody państwa, ale już na budowę musi uzyskać administracyjne pozwolenie. Także ewentualne wycięcie posadzonego drzewa musi zostać poprzedzone zgodą państwa, chyba że kolejny minister środowiska uzna, że żyjemy w czasach nadmiernej wrażliwości w ochronie drzew i wymóg zezwolenia na wycinkę uchyli.

Jeżeli, nie daj Boże, naszemu bohaterowi nie ułoży się w małżeństwie i zdecyduje się na rozwód, będzie musiał poddać się wyrokowi sądu, który będzie dotyczył nie tylko jego małżeństwa, ale i jego majątku oraz prawa opieki nad wcześniej spłodzonym synem.

W odniesieniu do wszystkich tych spraw powstają spory nieporównanie bardziej doniosłe niż spory o reklamę piwa w kinie. Spory te rozstrzyga oczywiście sąd.

Prawo reguluje sprawy, które w sensie ścisłym są sprawami życia i śmierci. W Polsce, jak w wielu innych państwach, leki potrzebne obywatelom są finansowane z pieniędzy publicznych. W przypadku najnowszych leków onkologicznych bez tego finansowania leczenie nie jest możliwe. Gdyby zwykły człowiek chciał kupić taki lek bez refundacji, czekałby go wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych za jedną dawkę, a dawek potrzebowałby wielu.

Decyzja o finansowaniu leczenia jest czasami negatywna. W przypadku wielu pacjentów jest wtedy równoznaczna z wyrokiem śmierci. Jakkolwiek to brutalne, życie ludzkie w regulacjach, którymi kieruje się NFZ i Ministerstwo Zdrowia, ma ustaloną wartość. Jeżeli jego ratowanie kosztuje zbyt dużo, odmawia się leczenia, bo pieniędzy musi starczyć dla wszystkich. Nie zawsze jednak odmowa jest uzasadniona racjonalnie, czasami wynika z okrucieństwa bezmyślnych procedur. Wtedy jest szansa, że jej zaskarżenie do sądu uratuje komuś życie.

    • benek231 Prof. M.Matczak o sadownictwie - dobry art. :O)-2 08.07.18, 22:45
      Jak działają sądy
      Sądy wymyślono dokładnie po to, by rozstrzygały spory między niemogącymi się zgodzić stronami w sprawach błahych i tych o wadze niezwykle wielkiej. Spory między obywatelem a państwem w zakresie prawa karnego, administracyjnego i prawa ubezpieczeń społecznych, a także spory pomiędzy obywatelem a innym obywatelem w zakresie prawa cywilnego, gospodarczego i rodzinnego.

      Struktura sądów w Polsce jest dostosowana do typu sporów. Sądy karne, cywilne, rodzinne i gospodarcze (które rozstrzygają spory między przedsiębiorcami) wchodzą w skład kilkupoziomowej struktury – u dołu sądy rejonowe, nieco wyżej okręgowe, następnie apelacyjne. Na szczycie tej hierarchii stoi Sąd Najwyższy.

      Każdy z nas ma prawo do dwukrotnego rozpatrzenia swojej sprawy, więc najczęściej ma kontakt tylko z dwoma poziomami sądownictwa i rzadko trafia do Sądu Najwyższego. W skomplikowanych sprawach jest to jednak możliwe – i wtedy decyzja Sądu Najwyższego jest kluczowa.

      W Polsce nie mamy systemu precedensowego, znanego z krajów anglosaskich, w którym decyzja sądu wyższej instancji bezwzględnie wiąże sądy instancji niższych w podobnych sprawach. Mimo to autorytet Sądu Najwyższego powoduje, że inne sądy go naśladują.

      W razie wątpliwości co do interpretacji prawa sądy niższe mogą zadać Sądowi Najwyższemu pytanie, a udzielona odpowiedź jest dla sądów wiążąca. Sąd Najwyższy, wydając uchwały, pilnuje, aby prawo było stosowane w całej Polsce tak samo, aby w praktyce niższych sądów nie występowały rozbieżności.

      Jest więc Sąd Najwyższy podobny do centralnego, referencyjnego szpitala, w którym pracują najbardziej doświadczeni lekarze i do którego trafiają szczególnie trudne, czasami beznadziejne przypadki, z którymi nie radzą sobie szpitale niższego rzędu. Jak szpital uniwersytecki Sąd Najwyższy pełni także funkcję edukacyjną, tyle że nie w stosunku do studentów, ale do sądów niższych.

      Sąd Najwyższy odgrywa też kluczową rolę pozasądową – decyduje o ważności wyborów, a jego pierwszy prezes kieruje pracami Trybunału Stanu odpowiedzialnego za osądzenie polityków, kiedy łamią konstytucję.

      Mamy jeszcze pion sądów administracyjnych. Są to sądy wojewódzkie i Naczelny Sąd Administracyjny. Ich rolą jest pilnowanie, aby administracja państwowa nie nadużywała prawa wobec obywateli. Przed tymi sądami obywatel, zawsze słabszy od aparatu państwa, staje na równi z państwem i może je pokonać, jeżeli sąd stanie po jego stronie.

      Sądy administracyjne oceniają prawidłowość decyzji wydanych przez państwo wobec obywatela, np. decyzji podatkowych, o pozwoleniu na budowę, o wycięciu drzewa, zakazujących reklamy piwa czy decyzji o finansowaniu leczenia, które mogą dać lub odebrać komuś życie. W wielu sprawach wyroki sądów administracyjnych komuś życie uratowały.

      Tylko sąd niezależny szuka sprawiedliwości
      W sądach przewija się więc całe nasze życie – od urodzenia, poprzez życie dorosłe, aż do śmierci. Dlaczego sądy muszą być niezależne i od kogo, aby mogły rozstrzygać mądrze?

      Sprawy sporne w społeczeństwie powstają najczęściej w kwestii podziału dóbr. Wierzyciel ściga dłużnika o zwrot pieniędzy, a więc chce odzyskać swoje dobro. Państwo ściga obywatela o podatki, bo chce uzyskać i przekazać dobro w postaci pieniędzy komuś innemu, np. emerytowi w postaci jego emerytury. Emeryt ściga państwo, ponieważ uważa, że przekazane mu dobro w postaci emerytury jest zbyt małej wartości. Podział majątku między małżonkami jest sporem o podział dóbr materialnych, spór o opiekę nad dziećmi albo spór o przyjęcie na studia jest sporem o dostęp do dóbr niematerialnych.

      Sposób dystrybucji dóbr w społeczeństwie jest dla obywateli ważny, dlatego jest ważny także dla polityków, którzy marzą, by tę dystrybucję w pełni kontrolować. Czyż bowiem nie kochamy polityka, który nam coś daje? Czy nie kochamy go jeszcze mocniej, kiedy odbiera coś tym, których nienawidzimy? Mam nadzieję, że nie, ale obserwacja życia politycznego prowadzi do innej konkluzji.

      Politycy pragną dystrybuować dobra nie przez siebie wyprodukowane i często boli ich to, że o dystrybucji decydują niezależne sądy. Dlatego, zwłaszcza gdy dóbr zaczyna brakować, chcą kontrolować sądy, by kontrolować rozdział dóbr przez te sądy. Problem w tym, że rozdział dóbr kontrolowany przez polityka będzie zwykle korzystny dla tego polityka i tych, którzy go popierają. A powinien być sprawiedliwy, zależny nie od preferencji politycznych, ale od prawdziwych potrzeb i realnych zasług.

      Niezależność sądów, pewność zatrudnienia i płacy dla sędziów – zwłaszcza to, że nie muszą się podlizywać poszczególnym grupom wyborców, gdyż nie są przez nich wybierani – to kluczowe gwarancje tego, że będą sędziowie szukać bardziej sprawiedliwości niż poklasku.

      Wagę problemu z dystrybucją dóbr widać w takich sporach jak ostatnie między rodzicami osób z niepełnosprawnościami i lekarzami rezydentami a rządem. Pieniądze w budżecie są, ale o tym, na co są wydawane, chcą decydować wyłącznie politycy. Może się zdarzyć, że chcą wydać więcej na kosztowny program społeczny czy kolejną kampanię billboardową atakującą sędziów niż na potrzeby osób z niepełnosprawnościami czy na leczenie.

      Wtedy często jedyną szansą na otrzymanie tych pieniędzy jest pójście do sądu, który zdecyduje o podziale dóbr inaczej niż polityk. Ale żeby tak mógł orzec, musi być od polityka niezależny.
      Innymi słowy, musi móc myśleć innymi kategoriami – nie kategoriami chwilowego politycznego zysku, ale kategoriami długofalowej sensowności oraz kategoriami praw i wolności konstytucyjnych.

      Jeśli w sądzie zamiast niezależnego sędziego siedzi człowiek, który tego polityka się boi, którego los jest od widzimisię polityka zależny albo który zrobił karierę nie dzięki swoim umiejętnościom, lecz dzięki relacji z tym politykiem – na niezależność nie ma szans. Taki człowiek, w przeciwieństwie do niezawisłego sędziego, będzie zawsze myślał i działał tak samo, jak myśli jego dobrodziej – polityk. I będzie dzielił dobra nie według sprawiedliwości, ale według aktualnej politycznej potrzeby.

      Oznacza to na przykład, że jeśli poważnie zachorujesz ty albo twoje dziecko, a administracja państwowa odmówi ci leczenia, twoją jedyną szansą na życie jest to, że niezależny sąd oceni tę sprawę inaczej niż politycy.

      Gwarancją tego, żeby sąd mógł myśleć inaczej, jest podział władz. Bez tego podziału władza jest jednolita, jak w PRL, a więc ma jeden mózg i jedne usta. Sąd i administracja mówią jednym głosem, a ty umierasz. Między innymi dlatego niektórzy ludzie walczą o niezależność sądownictwa na śmierć i życie.

      Warto wstać i pójść
      Walka ta dotyczy ostatnio w szczególności Sądu Najwyższego. Wbrew narracji politycznej jest to sąd, który na co dzień troszczy się o zwykłego obywatela, także tego, który w ogródku piwnym ogląda mundial. Kiedy poprosiłem znajomych na Facebooku o podanie spraw rozstrzygniętych przez Sąd Najwyższy, a ważnych dla zwykłego człowieka, w ciągu kilku godzin dostałem ponad setkę przykładów.

      W przeciwieństwie do prezydenta Sąd Najwyższy realnie pomógł frankowiczom, wskazując, jak interpretować umowy kredytowe. Wskazał, że kiedy haker ukradnie pieniądze z konta, odpowiada za to bank, a nie klient. Ochronił pracownicę supermarketu, którą zmuszono do prowadzenia działalności gospodarczej i dlatego traciła świadczenia. Pomógł zwykłemu człowiekowi w ogromnej liczbie spraw.

      Sąd Najwyższy jest teraz zagrożony, bo politycy chcą przejąć nad nim kontrolę, aby samodzielnie rozdzielać dobra w społeczeństwie. Może więc warto nie dopić tego piwa, siedząc w ogródku, i przerwać oglądanie meczu – nasi i tak przecież odpadli. Może warto wstać i pójść pod sąd. Pomyśl.


      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,23644180,sad-najwyzszy-z-perspektywy-piwnego-ogrodka-to-sad-ktory.html
      • wikul Kościół zapisał się do PiS. Biskup Dydycz: ... 09.07.18, 12:23
        ... „sądownictwo się odradza”, a protesty są „faszystowskie”

        Bp Antoni Dydycz poinformował pielgrzymów Rydzyka, że przeciw PiS występują "zespoły i grupy, które w historii uderzały w przedstawicieli narodu, były przestępcze, zbrodnicze, pochodzenia faszystowskiego czy komunistycznego". Demokracja polega na tym, że zwycięzca wyborów ma rację, a wszelki sprzeciw to "straszliwe zakłamanie"...

        oko.press/kosciol-zapisal-sie-do-pis-bp-dydycz-sadownictwo-sie-odradza-a-protesty-sa-faszystowskie/

        Jeszcze jeden kłamie jak najęty. Obrzydliwa zakłamana purchawa.
        • benek231 Kościół zapisał się do PiS. Biskup Dydycz: .. 09.07.18, 21:02
          Jego klamstwa sa wyjatkowo obrzydliwe, gdyz uprawia on projekcje - sam bedac faszysta oblepia faszystami innych. PiS to narodowi-socjalisci. Wprawdzie nie nazisci ale z cala pewnoscia faszysci. Polscy faszysci, bialo-czerwoni. A ta menda przypomina mi ks. Tiso, ksiezy blogoslawiacych UPA, czy biskupow dowodzacych mordercami w Rwandzie. Bo jak przyjdzie co do czego, to nie miej zludzen, Wikul, ze to nie on stanie na czele wiekszosci wyrzynajacej wroga mniejszosc.

          Jak i co do tego, ze on doskonale wie z czym klamie - ze wie, iz wspolczesna demokracja to nie sa li tylko rzady wiekszosci, ktora rzadzi jak chce, lecz rzady wiekszosci w ramach prawa uwzgledniajacego interesy mniejszosci. On doskonale wie, ponadto, ze tzw. "rzady wiekszosci" to w istocie rzady sitwy manipulujacej ta wiekszoscia. Bo do tego sprowadza sie populizm. Jak i to wie, ze on sam jest czescia tej sitwy.
          • benek231 PS... Kościół zapisał się do PiS. Biskup Dydycz: 10.07.18, 05:47
            Swore droga ciekaw jestem gdzie podzialy sie te wszystkie koscielne qrwy ze Szkopem (Dachs, przedtem Borsuk), czy Kretyn (dawniej xiazeluka, przedtem Luka) zaciekle broniacy cnoty swego zlodziejskiego kosciolka. Klamliwe mendy, jak ten ich biskup, jeden z drugim, i podobnie wrednie zwalczajacy demokracje.
            • czuk1 Re: PS... Kościół zapisał się do PiS. Biskup Dydy 17.07.18, 08:08
              benek231 napisał: Swore droga ciekaw jestem gdzie podzialy sie te wszystkie koscielne qrwy ze Szkopem (Dachs, przedtem Borsuk), czy Kretyn (dawniej xiazeluka, przedtem Luka) zaciekle broniacy cnoty swego zlodziejskiego kosciolka. Klamliwe mendy, jak ten ich biskup, jeden z drugim, i podobnie wrednie zwalczajacy demokracje.

              Widzę , że brakuje Ci przeciwników i polemik światopoglądowych. smile
          • wikul Re: Kościół zapisał się do PiS. Biskup Dydycz: .. 18.07.18, 00:15
            polityczek.pl/uncategorised/8020-zdaniem-bp-dydycza-sadownictwa-w-polsce-sie-odradza-kuczynski-dran-i-duren-2
      • benek231 Matczak o klamstwach pisiackich prawnikow :O) 17.07.18, 03:43
        Interpretacja konstytucji według Forresta Gumpa [prof. Matczak]
        16 lipca 2018 | 22:08
        >>
        Bierzesz jeden przepis, pokazujesz, że działasz zgodnie z tym przepisem, i jesteś z siebie bardzo zadowolony, choćbyś przy tym łamał wszystkie pozostałe przepisy konstytucyjne.

        Najsłynniejszą frazą Forresta Gumpa jest ta o życiu jako pudełku czekoladek – nigdy nie wiadomo, na co trafisz, bo nigdy nie wiadomo, co z tego pudełka wyciągniesz. Znany amerykański konstytucjonalista Jack Balkin napisał swojego czasu artykuł zatytułowany „Konstytucja jako pudełko czekoladek”. Artykuł rozważał problem swobody interpretacyjnej prawników wobec tekstu konstytucji. Analizował, czy rzeczywiście jest tak, że prawnik może zinterpretować konstytucję na dowolny sposób, a więc czy może z niej, jak z pudełka czekoladek, wyciągnąć dowolną rzecz i nigdy nie wiadomo, co to będzie.

        Jest tradycją rządów prawicowych, że o taką dowolność oskarża się sędziów. W USA rolę takiego oskarżyciela przyjęli także niektórzy sędziowie – np. Antonin Scalia, twórca metody interpretacji konstytucji, nazywanej oryginalizmem, która w założeniach miała ograniczać swobodę interpretacyjną. U nas funkcję taką pełnił prof. Lech Morawski, który wskazywał, że art. 2 naszej Konstytucji, wyrażający zasadę demokratycznego państwa prawnego, jest studnią bez dna albo raczej kapeluszem magika, z którego sędziowie wyciągają ku zaskoczeniu widowni raz królika, raz twierdzenie, że lustracja jest niekonstytucyjna.

        I Scalia, i Morawski, kiedy sami interpretowali konstytucję, dalecy jednak byli od propagowanej przez siebie wstrzemięźliwości interpretacyjnej. Najwyraźniej trudno jest samemu praktykować ideę, którą się wszem i wobec głosi. Co więcej, same proponowane przez nich idee pozostawiają wiele do życzenia. Oryginalizm jest sprzeczny z istotą ludzkiej komunikacji, tak jak ją obecnie rozumie filozofia języka. W pracach Morawskiego trudno znaleźć inny pomysł na ograniczenie dowolności interpretacyjnej niż konsekwentna realizacja wartości uznawanych przez samego Morawskiego za słuszne.

        Na Zjeździe Katedr Teorii i Filozofii Prawa w 1997 roku w Kazimierzu Dolnym prof. Morawski dał temu wyraz w dyskusji z prof. Batorem. Stwierdził wtedy, że instrumentalizacja prawa jest w porządku, kiedy służy wartościom antykomunistycznym, zła wtedy, gdy służy innym. Innymi słowy, kiedy naginasz prawo do aksjologii, którą ja akceptuję, wtedy jest OK. W innym przypadku stosujesz metodę Forresta Gumpa.
        Jedynym sposobem ograniczenia samowoli interpretacyjnej prawników jest konsekwentna wykładnia systemowa albo nawet holistyczna, którą próbowałem opisać w książce „Summa iniuria. O błędzie formalizmu w stosowaniu prawa”. Polega ona na wykazaniu, że dane rozwiązanie interpretacyjne jest zgodne z jak największą liczbą przesłanek rozumowania prawniczego. Innymi słowy, że propozycja interpretacyjna jest zgodna ze znaczeniem językowym przepisów konstytucji rozumianych jako całość, a także z celem i funkcją tych przepisów oraz ich historycznym rozumieniem.

        W przeciwieństwie do takiego podejścia prawnicy wspierający rząd od ponad dwóch lat karmią nas kłamstwem, że jedyną słuszną interpretacją jest izolowana interpretacja konstytucji.
        Bierzesz jeden przepis, pokazujesz, że działasz zgodnie z tym przepisem, i jesteś z siebie bardzo zadowolony, choćbyś przy tym łamał wszystkie pozostałe przepisy konstytucyjne. Tak było z art. 197 Konstytucji, który był jedynym przepisem pozwalającym Parlamentowi regulować sytuację Trybunału Konstytucyjnego (przy złamaniu innych przepisów regulujących funkcjonowanie Trybunału). Tak jest teraz przy izolowanej interpretacji przepisu dającego Parlamentowi kompetencję do ustalenia wieku przejścia sędziów w stan spoczynku. Żaden inny przepis Konstytucji w tej interpretacji się nie liczy, zwłaszcza ten, który ustanawia niezależność sądów i niezawisłość sędziów jedną z podstawowych zasad konstytucyjnych. Argument, że można kompetencje Parlamentu w obu przypadkach pogodzić z całością Konstytucji, a więc że nie stoją one w żadnej sprzeczności z niezależnością sądów i trybunałów, władza puszcza mimo uszu. Jest to oczywiste – nie o stosowanie Konstytucji tu przecież chodzi, ale o jej złamanie przy zachowaniu pozorów legalności.

        Żeby wyjaśnić to, w jaki sposób wykładnia izolowana zwiększa swobodę interpretacyjną prawnika, daję moim studentom takie zadanie. Proszę, żeby umieścili długopis w sali wykładowej. Decyzja, gdzie go umieszczą, musi spełniać tylko jeden wymóg – długopis musi zostać umieszczony dwa metry od lewej ściany. Potencjalnych miejsc zgodnych z tym jednym wymogiem jest bardzo dużo, bo wymóg jest tylko jeden – mogą umieścić długopis na dowolnej wysokości i w dowolnej odległości od ściany prostopadłej. Każda taka decyzja będzie prawidłowa, a więc możliwych prawidłowych rozwiązań jest bardzo dużo. Podobnie jest w przypadku wykładni izolowanej: zgodność z jednym przepisem daje sporo swobody interpretacyjnej.


        Następnie zwiększam liczbę wymogów: długopis musi być umieszczony dwa metry od lewej ściany i nie wyżej niż metr od podłogi. Druga współrzędna powoduje, że ilość prawidłowych rozwiązań się zmniejsza. Dodaję kolejny wymóg – nie dalej niż dwa metry od okna położonego na ścianie prostopadłej. Znowu prawidłowych rozwiązań jest mniej. Z dodaniem każdego kolejnego wymogu swoboda decyzyjna studentów się zmniejsza. Tak samo jest z wykładnią holistyczną – jeśli szukasz zgodności z wieloma przepisami naraz, twoja prawnicza wolność jest mniejsza. Idealna prawnicza interpretacja, jak wskazywał Dworkin, to taka, która szuka maksymalnej zgodności ze wszystkimi możliwymi przesłankami i której nie można postawić zarzutu pominięcia żadnego z wymogów. W takiej interpretacji na każde prawnicze pytanie istnieje tylko jedna prawidłowa odpowiedź, a prawnik nie ma żadnej wolności – po prostu ma obowiązek tę odpowiedź odnaleźć.

        W przeciwieństwie do wykładni holistycznej wykładnia izolowana, którą proponuje nam rząd, drastycznie zwiększa swobodę interpretacyjną. Co więcej, jej umysłowy poziom zbliża się do poziomu sympatycznego skądinąd Forresta Gumpa. Dlatego kiedy widzę kolejnego funkcjonariusza Ministerstwa Sprawiedliwości, który wykazuje zgodność działań rządu z Konstytucją przez wykazanie zgodności z jednym przepisem, jedyna rada, jaką chcę mu dać, brzmi: „Run, Forrest, run!”. >>
        ---

        wyborcza.pl/7,162657,23682089,interpretacja-konstytucji-wedlug-forresta-gumpa-prof.html
        Te bolszewicka tworczosc Kaczynskiego i Ziobry obserwuje od dwoch lat.
    • cepekolodziej Re: Prof. M.Matczak o sadownictwie - b. dobry art 17.07.18, 08:38
      Zaciekawiło mnie, brakuje rzeczowej oceny stanu polskich sadów. Słyszy się, że areał zajmowany przez grusze wciąż się kurczy.

      I tu rozczarowanie. Jakieś pseudo-uczone wywody o sądach i stanie sądownictwa. A nic o wycince starych owocowych drzew.

      E tam.
      • benek231 Re: Prof. M.Matczak o sadownictwie - b. dobry art 17.07.18, 17:30
        W latach 80ch, ktorys ze znanych w swiecie politologow zauwazyl, ze w demokratycznej transformacji ustrojowej jest taki etap na ktorym ustepujacy rezym ucina ze swoimi nastepcami deal zapewniajacy starym bezpieczenstwo, w zamian za ich czesciowe odejscie (te umowy zawierane sa na poszczegolnych etapach odchodzenia starego rezymu w niebyt). W dobie wielkiej niepewnosci jest to bardzo wazny moment gdyz bez tego dealu ancient regime bronilby sie nadal. Liderzy reformatorow rozumieja wage i nieodzownosc tego momentu, i zgadzaja sie na takie quid pro quo. Korygowac to bedzie kiedys trzeci garnitur reformatorow, teraz bez glosu i znaczenia, oraz chowajacy sie za plecami liderow, gdyz czasy nadal sa niebezpieczne.
        I PiS wlasnie koryguje to co zostalo zaklepane we wszystkich poprzednich umowach. Jedna z nich byla lustracja w sadownictwie, w wyniku ktorej udalo sie przetrwac ciezkie czasy takiemu Piotrowiczowi, Muszynskiemu czy Iwinskiemu, przy czym obecnej wladzy przeszkadza jedynie komuchowatosc Iwinskiego.
        Pytanie tylko czy tu rzeczywiscie o zlustrowanie komuchow idzie.

        Mom zdaniem ten ostatni powinien byl podac sie do dymisji jeszcze za rzadow PO ale liczyl na to, ze jemu sie uda. Bardzo byl w tym wytrwaly, co niewatpliwie swiadczy tez o sile jego charakteru.
        • wikul Prof. M.Matczak o konstytucji ... 17.07.18, 20:44
          wyborcza.pl/7,162657,23682089,interpretacja-konstytucji-wedlug-forresta-gumpa-prof.html
Pełna wersja