benek231
20.07.18, 05:29
>>
Prof. Sadurski dla "Wyborczej": Tzw. TK uznał, że prawem łaski prezydent może określić grupę osób całkowicie ponad prawem
Znaczy to, że prezydent może ogłosić, że będzie decydował o prawie łaski metodą rzutu monetą, ułaskawiał katolików, nie ateistów. Sędziowie tzw. TK mylą prerogatywę z nieograniczoną arbitralnością
Tzw. Trybunał Konstytucyjny przyzwyczaił nas już do tego, że w sporach między wszechwładzą PiS a prawami obywateli, kompetencjami sądów a treściami konstytucyjnymi zawsze staje po stronie PiS i – odwracając tradycyjne rozumienie roli sądu konstytucyjnego, będącego obrońcą konstytucyjnych treści przed zakusami polityków – broni antykonstytucyjnej rewolucji PiS. Nigdy jednak nie uczynił tego tak ostentacyjnie jak w rozstrzygnięciu z 17 lipca. Trybunał znów okazał się wiernym sprzymierzeńcem partii.
To wyrok pozbawiony legitymacji, bo choć w tym składzie akurat nie uczestniczyli dublerzy, to wszystkie składy wyznaczane są przez nieprawidłowo wybraną na funkcję prezesa TK mgr Przyłębską, więc żaden to wyrok i nie ma żadnej mocy konstytucyjnej. Ma jednak aspekt polityczny i prawny.
Aspekt polityczny jest łatwy do objaśnienia: w dniach, gdy rozstrzyga się nierówna walka między konstytucyjnymi umocowaniami sędziów Sądu Najwyższego a pozbawioną skrupułów władzą wykonawczą, Trybunał Konstytucyjny oznajmił, że Sąd Najwyższy jest niczym, a władza wykonawcza – wszystkim.
Prezydent może wszystko – w tym przypadku w zakresie prawa łaski – a ponieważ Andrzej Duda jest pozbawiony podmiotowości, oznacza to, że wszystko może Jarosław Kaczyński. Potrzebował Mariusza Kamińskiego do swojej rządowej układanki politycznej po wyborach, to go dostał, i żadne postępowania sądowe w tym nie mogły przeszkodzić. Sądy sprowadzone zostały do roli, jaką wyznacza im „centralny ośrodek dyspozycji politycznej”.
Aspekt prawny jest trochę bardziej złożony. Nobilitując ten wyrok ponad miarę, można powiedzieć, że opiera się on na trzech tezach – i wszystkie trzy są nonsensowne.
Teza pierwsza: konstytucyjne prawo łaski jest prerogatywą prezydencką, której zakres nie podlega żadnym ograniczeniom – ani opartym na interpretacji konstytucji, ani na zdrowym rozsądku. W oficjalnym komunikacie tzw. TK (pisemnego uzasadnienia jeszcze nie ma) napisano: „W konstytucyjnym pojęciu prawa łaski mieści się również akt abolicji indywidualnej, polegający na zakazie wszczęcia postępowania wobec określonej osoby albo na wstrzymaniu i umorzeniu postępowania już wszczętego”.
Proszę zwrócić uwagę na słowa o „zakazie wszczęcia postępowania”. Zdaniem jurystów z tzw. TK prezydent może zakazać nawet postępowania jeszcze niewszczętego! A zatem prezydent może profilaktycznie określić osobę lub grupę osób pozostających całkowicie ponad prawem.
To oczywisty nonsens, ale bardzo niebezpieczny – tak samo, jak niebezpieczne jest uznanie, iż skoro „prerogatywy Prezydenta mają charakter władczy i osobisty”, to żaden inny organ nie może dokonywać ich interpretacji.
Znaczy to, że prezydent może ogłosić, że będzie decydował o prawie łaski metodą rzutu monetą, ułaskawiał katolików, nie ateistów. Sędziowie tzw. TK mylą prerogatywę z nieograniczoną arbitralnością.
Teza druga brzmi: żaden sąd nie może doprecyzowywać treści kompetencji prezydenckich. Teoria ta zakłada, że znaczenie słów „prawo łaski” jest tak oczywiste, że nie wymaga ono dalszej interpretacji, gdyż ograniczałaby ona pozycję prezydenta.
Przypomnijmy o kontekście sprawy – Sąd Najwyższy musiał odpowiedzieć na pytanie prawne innego składu SN, który rozpatrując sprawę związaną z zarzutami potomków Andrzeja Leppera przeciwko Kamińskiemu, potrzebował odpowiedzi na pytanie, czy „prawo łaski” dla osoby nieprawomocnie skazanej jest prawnie skuteczne. Sąd Najwyższy od odpowiedzi nie mógł uciec, gdyż zależało od niej dalsze postępowanie sądowe.
Odrzucenie prawa – w istocie, obowiązku – Sądu Najwyższego do dokonywania takich rozstrzygnięć opiera się na przyjęciu, że skoro konstytucja mówi zdawkowo o „prawie łaski”, to nic jej nie może ograniczać.
Co ze zdrowym rozsądkiem? Czy prezydent RP jest jako jedyny uprawniony do interpretowania własnej prerogatywy? Czy może „ułaskawić” maturzystkę – swoją wielbicielkę z Twittera – która dostała dwóję w szkole? Przedsiębiorcę, który musi zapłacić karę umowną? Naukowca wyrzuconego z uniwersytetu za plagiat? To sprowadzanie rozumowania tzw. TK do absurdu – ale takim samym absurdem jest „prawo łaski” w odniesieniu do nieprawomocnego wyroku, bo osoba skazana nieprawomocnie nie jest winna.
Ułaskawienie niewinnej osoby jest równie sensowne, jak przywrócenie do pracy osoby, która nie została zwolniona. >>