wikul
07.09.18, 00:04
W maju 2014 roku, Andrzej Duda przyjechał specjalnie do Zembrzyc w Małopolsce, by spotkać się tam z niejaką Myrną Nazzour. Pani Myrna pochodzi oryginalnie z Syrii, ale jest obywatelką świata. Jej praca polega na tym, że jeździ po różnych krajach i poci się do foliowej torebki.
Serio, pani Myrna – a wraz z nią nasz pan prezydent – wierzy, że poci się Świętym Łojem, który zbiera do foliowego woreczka, takiego na kanapki. Pani Myrna jeździ po świecie i wciera tłuszcz, który wydala razem z potem, w chętne organizmy ludzi wierzących w czary.
W maju 2014 roku takim chętnym organizmem był Andrzej Duda, w którego Myrna wtarła wydzielinę z porów swojej skóry.
Ówczesny poseł Andrzej Duda tak bardzo pożądał Świętego Łoju, że załatwił swoimi sposobami wizę do Polski dla pani Myrny. Zdradził to nie kto inny, jak porażony cudem Błogosławionych Wydzielin przyszły poseł PiS Dominik Tarczyński. Wtedy był tylko anonimowym Tarczyńskim, organizatorem pielgrzymki pani Myrny.Ten sam co chwalił się że jego dziadek zakatrupił kilku żydów za dwa słoiki złota. Takim po prostu zwykłym Dominikiem chodzącym za kobietą zbierającą swój pot do woreczka po kanapkach.
Skoro mi się już włączyła ta migająca lampka pamięci, to chciałbym przypomnieć, że Andrzej Duda natarł się tym Magicznym Smalcem z ciała obcej kobiety w intencji wygrania wyborów.Duda został prezydentem. Tarczyński, organizator tournée z torebką pełną łoju, jest dziś posłem. Zaczynam się zastanawiać, na ile płyny ustrojowe pani Myrny mają realny wpływ na sytuację w naszym kraju.
Polska XXI wiek.