benek231
10.10.18, 16:03
Kościół Świętej Hipokryzji
Magdalena Środa
10 października 2018 | 06:00
Kościół jako uprzywilejowany rynkowy gracz silniej niż doktryny wiary broni swoich finansowych przywilejów.
Jest jeden fundament, który scala polski Kościół w jego doczesnym wymiarze – pieniądze. Księża, biskupi, członkowie episkopatu różnią się – bywa – poglądami na kwestie polityczne i społeczne; znam nielicznych księży, którzy gotowi są nawet wysłuchiwać argumentów dotyczących obrony praw kobiet, pożytku z in vitro czy normalności homoseksualizmu. Rzadka to postawa, ale bardzo cenna, bo od czasów, kiedy Kościół ma pełnię władzy w Polsce, jego gotowość do dialogu jest zerowa.
Wszelako w kwestiach finansów, ich kontroli, prób naruszenia zasobów czy ograniczenia dostępu do zaiste cudownych źródeł bogacenia się – wszyscy księża bez wyjątku mówią jednym głosem. Świętego oburzenia. Mam wrażenie, że polski Kościół szybciej pogodziłby się z antytrynitaryzmem czy odrzuceniem dogmatu o dziewictwie Maryi niż z jakąkolwiek próbą okrojenia i kontrolowania jego bogactw. Biskup Pieronek, który z racji emerytury cieszy się większą wolnością niż inni i lubi prezentować mediom swoje liberalne oblicze, powiedział ostatnio oburzony: „Nie ma podstaw prawnych do tego, żeby Kościół płacił” (chodzi o odszkodowania za molestowania, pedofilię i gwałty dokonywane przez księży).
Gdy chodzi o pieniądze – moralne standardy Kościoła tracą na jakimkolwiek znaczeniu. Kościół nie jest w tym kontekście „societas perfecta”, „owczarnią”, „mistycznym ciałem Jezusa”, „narzędziem odkupienia wszystkich”, „widzialnym planem miłości Boga do człowieka”, „wspólnotą wiary, nadziei, miłości”, a już na pewno nie „ostoją odpowiedzialności”. Jest agresywnym potentatem finansowym, który chroniąc swoje interesy, gorliwie powołuje się na zasady państwa prawa, przepisy i autorytet świeckich prawników, choć mógłby przecież polegać na modlitwach, pielgrzymkach i różańcu, które leżą w domenie jego władzy a które usilnie zaleca ludziom w kłopotach.
Kościół jako uprzywilejowany rynkowy gracz silniej niż doktryny wiary broni swoich finansowych przywilejów (takich jak brak podatków, ceł i rozliczeń, wyłączenia z wielu ustaw, niejawne dotacje, brak przejrzystości i kontroli) w imię, oczywiście, obrony doktryny wiary. Zaiste cudowna to przemiana „wspólnoty wiary, nadziei i miłości” w kapitalistyczne przedsiębiorstwo, które chroniąc zasoby, nie chce ponosić odpowiedzialności za swoich „kontraktowych” pracowników, ich ekscesy i przestępstwa.
Tyle tylko, że przy takim świeckim podejściu każdy przypadek pedofilii czy molestowania powinien być natychmiast zgłaszany do prokuratury, a nie chroniony, uciszany i tuszowany przez zgrany zespół duchowych decydentów. W Kościele jednak wszystko jest możliwe: i wiara, i biznes, bogacenie się i pochwała ubóstwa, powoływanie się na Jedyną Moralność i kompletny brak odpowiedzialności za podwładnych. To prawdziwy cud permanentnej transformacji duchowo-finansowej. By jednak pozostać przy Prawdzie, której szafarzem jest Kościół, może powinien zmienić nazwę na „Świętej Hipokryzji”?
wyborcza.pl/7,75968,24022968,kosciol-swietej-hipokryzji.html
Obawiam sie, ze pozostane przy wlasnej nazwie, bo "hipokryzja" w przypadku kk moze byc tylko eufemizmem. To jest banda bezwzglednych przestepcow.