Dodaj do ulubionych

Narodowo-katolicka zaraza zniszczy Polske :O)

14.10.18, 07:25
Najgroźniejsza "dobra zmiana" przed nami: przejęcie instytucji publicznych przez wojujący nacjonalizm i narodowy katolicyzm

Paweł Krysiak
13 października 2018 | 06:00


Oburzamy się na Misiewiczów, ale oni są tylko śmieszni i pazerni. Ci, którzy ich zaraz zastąpią, są poważni, cierpliwi i ideowi. Długo czekali, żeby wejść do szkół, teatrów, domów kultury. W wysokich butach i z rzymskim pozdrowieniem.


Paweł Krysiak - redaktor naczelny Wyborczej Lublin

To było na KUL w 1987 r. Po sesji zimowej jako student I roku socjologii zdawałem w dziekanacie indeks. W gabinecie obok żywiołowa dyskusja. – Musimy sobie uświadomić, że największym wrogiem Kościoła nie jest komunizm, największym wrogiem Kościoła jest LI-BE-RA-LIZM – powiedział jeden z profesorów, akcentując ostatnie słowo. Indeks wypadł mi z ręki.

Dziś, kiedy się zastanawiam, dlaczego Kościół tak mocno poparł akurat PiS, skoro PO i PSL też mu zawsze sprzyjały, szukam odpowiedzi w tamtym wydarzeniu.

Antykomunistów było wielu, oni jedni przygotowywani

KUL to ważne miejsce. W czasach komuny mówiono, że to jedyny wolny uniwersytet od Łaby do Władywostoku. W latach 80., kiedy tam studiowałem, byłem zafascynowany różnorodnością życia naukowego i politycznego. Studenci historii podzieleni na piłsudczyków i endeków, młodzieżówka chrześcijańskich demokratów ściera się z młodymi narodowcami, na korytarzach fruwają broszury podziemnego PPS. Studiują tu Kazimiera Szczuka, Jan Hartman czy Janusz Palikot. Na wydziale ekonomii króluje liberalizm, wszyscy z wypiekami na twarzy czytają Hayeka i Friedmana. – Traktor to jest po prostu traktor, nie ma traktora narodowego. Kapitał nie ma narodowości – to jedno z ulubionych zdań moich kolegów z ekonomii. Przyjeżdża na KUL młody Balcerowicz i dyskutuje z Korwin-Mikkem o tym, czy da się zreformować socjalizm, a prof. Ireneusz Krzemiński wygłasza w auli pod obrazem Matki Boskiej wykład, w którym winą za marazm opozycji antykomunistycznej obarcza prymasa Glempa.

Rozdyskutowany klub wolnych ludzi. Taki był wtedy KUL. Tam też poznałem najostrzejszych antyklerykałów. Pamiętam, jak jeden ze studentów, dziś znany filozof, tłumaczył na korytarzu kolegom, że Kościół powinien być ścigany z kodeksu karnego, bo oszukuje ludzi i opowiada o Bogu, który nie istnieje.

Generalnie barwne towarzystwo, ale oni się wyróżniali – narodowcy. Podczas debat politycznych byli jak jedna pięść. Formowały ich nie tylko książki i wykłady, ale także założony w 1986 r. Akademicki Klub Myśli Społeczno-Politycznej „Vade Mecum”. Powstał po to, aby „w nowoczesny sposób kontynuować przedwojenną myśl narodową”. Studiowali zwykle po dwa kierunki i uczyli się języków, bo kiedy komunizm upadnie, trzeba być przygotowanym do przejęcia władzy. Na liście prezesów Vade Mecum są tacy szermierze jak Andrzej Szlęzak (narodowy harcownik pod sztandarami m.in. wczesnego PiS, Polski Razem, PSL, przez wiele lat prezydent Stalowej Woli), Artur Zawisza (ważna postać w ZChN, potem w PiS, współtwórca Ruchu Narodowego) czy Mieczysław Ryba (długo związany z LPR i PiS, wykładowca, stały bywalec mediów ojca Rydzyka, wpływowy członek Kolegium IPN).

Kolorowe towarzystwo z KUL rozpierzchło się po 1989 r. po różnych państwowych instytucjach, ale klub Vade Mecum działa do dziś. Do niedawna jego kuratorem naukowym był Przemysław Czarnek, obecny wojewoda lubelski. Na stronie klubu możemy przeczytać, jakie klub organizował ostatnio wydarzenia: „Ruch Narodowy w walce o Polskę”, „Spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem – demokracja czy sanacja?”, „Marksizm kulturowy – klucz do współczesności?” oraz „Czy Polska zdoła uratować Europę?”.

Ileż ja się nasłuchałem w Lublinie pochwał od ludzi związanych z PO, jeszcze przed „dobrą zmianą”, że narodowcy są godni szacunku, bo to ideowcy, a nie karierowicze. Dopiero dziś, kiedy ideowcy dochodzą do władzy, takie głosy umilkły.

Czarnek idzie na wojnę

Trzy lata temu, na samym początku urzędowania, wojewoda Czarnek ostentacyjnie schował flagę Unii do szafy. A miesiąc temu, powołując się na znowelizowaną ustawę o IPN z tzw. ukraińską wstawką, oskarżył przewodniczącego Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorza Kuprianowicza o działanie na szkodę Polski. Doniósł na niego do prokuratury. Nie podobało mu się przemówienie Kuprianowicza na uroczystościach poświęconych pamięci kilkuset ukraińskich prawosławnych ofiar – w dużej mierze kobiet i dzieci – które zginęły w Sahryniu z rąk akowców.

Krytyka ze strony PO znów jak kulą w płot: ale mamy elity! Wojewoda to awanturnik, rozwala nam politykę zagraniczną!

A to po prostu endek. Nie robi niczego sprzecznego z programem przedwojennej Narodowej Demokracji, która w mniejszości ukraińskiej upatrywała zagrożenia, zapowiadała katolicyzację i polonizację Ukraińców.

Czarnek na konferencji tłumaczył, że zawiadamiając prokuraturę, „wykonał swój obowiązek jako Polak”. To niemal cytat z „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”.

Doktryna Giedroycia, wizja wzmacniających pozycję Polski i wobec Rosji, i na Zachodzie przyjacielskich stosunków z sąsiadami z dawnego ZSRR? Tego nie ma w ich książkach i w ich koncepcjach. Zachód gnije, jeśli z kimś warto trzymać, to z innymi narodami Europy Środkowo-Wschodniej, ewentualnie z Rosjanami. Ukraińcy to niższa kultura, prymitywny antypolonizm, chaos, ich państwowość to ślepa uliczka. Wypisz wymaluj główny nurt myślenia o zagranicy w PiS.

Na marginesie, autorem wstawki w ustawie o IPN, która umożliwia karanie za „zaprzeczenie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów”, jest Tomasz Rzymkowski. Dziś poseł Kukiz’15, ale w latach 2008-10 – prezes KUL-owskiego klubu Vade Mecum.

A kandydat Kukiz’15 w wyborach na prezydenta Lublina Jakub Kulesza firmuje akcję zmiany nazwy skweru Tarasa Szewczenki na skwer Sprawiedliwych Ukraińców. Robi to w stolicy regionu, w którym legalnie pracuje już około 100 tys. Ukraińców.

Spot promocyjny lubelskiej brygady ONR zaczyna się od słów młodego człowieka: „Wśród ogółu społeczeństwa króluje liberalizm, hedonizm i konsumpcjonizm. My jesteśmy awangardą. Nie ograniczamy się do górnolotnych haseł o miłości ojczyzny, tylko działamy dla Wielkiej Polski”.

I działają, mają struktury niemal w każdym powiecie na Lubelszczyźnie. Organizują prelekcje, wykłady. Nie tylko w lokalnych świetlicach, również w siedzibie lubelskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, któremu szefuje profesor Ryba.

Obserwuj wątek
    • benek231 Narodowo-katolicka zaraza zniszczy Polske :O) - 2 14.10.18, 07:35
      A przede wszystkim mają potężnego przyjaciela, najwyższego urzędnika państwowego na Lubelszczyźnie. – Mówimy to zarówno tym za granicą, jak również, i to jeszcze głośniej, tym w Polsce, pseudonaukowcom ukąszonym Heglem. Tym, którzy w mediach polskojęzycznych podsycają od lat ten antypolonizm. Nie macie prawa obrażać narodu polskiego! – wykrzykiwał wojewoda Czarnek 1 marca. Święto było państwowe – Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych – ale przemawiał pod flagami ONR.

      PiS vs. endecy: narodowcy zjadają przystawkę

      Ideologia endecka i ONR-owskie hasło „katolickiego państwa narodu polskiego” dostały drugie życie po 1989 r. Jedno po drugim powstawały ugrupowania z „narodowe” w nazwie nawiązujące do przedwojennej tradycji.

      Jednym z najbardziej aktywnych była Młodzież Wszechpolska, prężne zaplecze Ligi Polskich Rodzin. PiS wpierw ją oswoił, biorąc do rządowej koalicji w 2005 roku, potem połknął. Ale nie strawił do końca – dowodem jest rosnąca z roku na rok liczba uczestników Marszu Niepodległości – i dziś Kaczyński znów musi się przymilać do elektoratu narodowców.

      Ale taka operacja ma konsekwencje. PiS, żeby zachować stan posiadania, sam staje się coraz bardziej narodowo-radykalny. To już nie flirt czy taktyczne przefarbowanie, tylko internalizacja. Państwowców, urzędników z partyjnymi afiliacjami, ale zawodowców, od lat zajmujących się lokalnymi problemami, zastępują ideolodzy jak Przemysław Czarnek. Rząd coraz intensywniej gloryfikuje NSZ, które mają w zbiorowej wyobraźni zastąpić AK i Państwo Podziemne.

      Podlegli ministrowi sprawiedliwości prokuratorzy co rusz bagatelizują przestępstwa dokonywane pod szyldem narodowej prawicy, w tym propagowanie rasizmu. Bo tym właśnie jest hasło: „Europa będzie biała albo bezludna”, które otwierało Marsz Niepodległości rok temu. Ziobro nigdy nie zajął twardego stanowiska wobec działalności faszyzujących organizacji. Do dziś żaden z uczestników ostatniego organizowanego przez ONR Marszu Niepodległości nie usłyszał zarzutów propagowania faszyzmu.

      Jakby tego było mało, policja zdaje się chronić ONR, a nie obywateli, którzy mają odwagę blokować marsze faszyzujących narodowców. Tak było podczas marszu ONR 15 sierpnia w Warszawie. Policja usuwała ludzi siedzących na ulicy, wylegitymowała ponad 50 osób.

      Tak było też, kiedy przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia postawiono 19 osób, które w kwietniu ubiegłego roku blokowały marsz ONR. Na szczęście sąd ich uniewinnił, bo uznał, że działali w imię wyższego dobra.

      Ale zdarzają się też skandaliczne wyroki, jak ten z ostatnich dni. Po 200 zł grzywny mają zapłacić kobiety, które 11 listopada zeszłego roku na moście Poniatowskiego weszły w środek Marszu Niepodległości z transparentem: „Faszyzm stop”. Sąd skazał je za przeszkadzanie w legalnym marszu. A wcześniej prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie ich pobicia przez narodowców.

      Radykalni narodowcy czują, że państwo PiS roztoczyło nad nimi parasol ochronny.

      „Dojna zmiana”, „PiS wziął miliony”, „Misiewicze w spółkach” – te hasła obnażają pazerność, kumoterstwo, cynizm. Patologie oburzające w takim stężeniu i w partii zapowiadającej moralną odmowę, ale nieobce każdej władzy. Najgroźniejsza „dobra zmiana” dopiero przed nami: przejęcie nie tylko języka i publicznej wyobraźni, ale też instytucji publicznych przez wojujący nacjonalizm i narodowy katolicyzm.

      Możliwy jest najczarniejszy scenariusz. PiS wchłania wszystkich narodowców, potem staje się ich zakładnikiem, a na koniec to oni stają się PiS. Misiewicze są śmieszni i pazerni, endecy – poważni i ideowi. Jeśli wygrają najbliższe wybory, wejdą do szkół, teatrów i centrów kultury.

      Nie będzie sojuszu lewicy i ołtarza
      Książka Jana Józefa Lipskiego „Katolickie Państwo Narodu Polskiego” ukazała się po raz pierwszy w 1994 roku nakładem wydawnictwa Aneks. Autor nie żył już od trzech lat. W tym samym roku ukazał się w „Wyborczej” tekst Jacka Żakowskiego o erozji etycznej solidarnościowych elit pod tytułem „Coś pękło, coś się skończyło”.

      Ideowy uwiąd postsolidarnościowych partii, które nie potrafiły czy nie chciały się zajmować, mówiąc brzydko, „nadbudową” – wychowaniem obywatelskim, edukacją patriotyczną, szkolną wiedzą o społeczeństwie wykraczającą poza klepanie formułek o trójpodziale – spowodował, że teraz brak im atrakcyjnej wizji państwa. A „tamci” ją mają. Pod różnymi szyldami, od ZChN przez Młodzież Wszechpolską, LPR, ONR po Radio Maryja, pielęgnowali, szlifowali, dopasowywali do dzisiejszej wrażliwości i estetyki uśpione idee.

      Idee narodowe przetrwały zatem także w Kościele. Katolicyzm „Tygodnika Powszechnego” to nie jest i nigdy nie był nurt dominujący. Kiedy zastanawiamy się, za co bogoojczyźniani biskupi i proboszczowie tak nie cierpią Platformy, która przecież ani nie wyrzucała religii ze szkół, ani nie zrywała konkordatu, ani nie przeganiała kardynałów z państwowych uroczystości – to właśnie za to, że PO nie była endecka i nie była antyliberalna. Z Kościołem, który uważa, że „największym ich wrogiem jest LI-BE -RA-LIZM”, żadna partia, która określi się jako liberalna, nie będzie miała łatwego życia.

      Obserwatorzy życia publicznego przejmują się krytyką liberalizmu, którą uprawia Partia Razem czy inne nurty nowej lewicy – ale to pół biedy, bo chodzi w niej o ekonomię. W krytyce endeckiej – o kulturę, coś stokroć ważniejszego dla formowania umysłów i dusz. Dlatego marzenia o jakimś mariażu polskiej lewicy z Kościołem można włożyć między bajki.

      Pocieszamy się, że są duchowni jak o. Ludwik Wiśniewski – też z Lublina – którzy potrafią powiedzieć: „Sprzężenie katolicyzmu z polskością uderza zarówno w polskość, jak i w katolicyzm. Założenie, że rdzeniem narodu jest katolicyzm, wyklucza z narodu niekatolików. Natomiast twierdzenie, że katolicyzm jest niejako naturalnym uposażeniem Polaków, godzi w samą istotę wiary religijnej, która jest prawdziwa wtedy, kiedy jest osobistym, wolnym wyborem”. I ocenić, że „odwracanie się od uchodźców nie byłoby tak chętnie przyjmowane przez nasze społeczeństwo, gdyby nie czyniono tego w imię obrony chrześcijaństwa i polskości”. Ale to głos z Kościoła, a nie Kościoła. Ważny, ale nie biskupów.



      • benek231 Narodowo-katolicka zaraza zniszczy Polske :O) - 3 14.10.18, 07:43
        Budujemy porządek nowy
        Nowe wydanie książki Lipskiego ukazało się w znamiennym momencie – na początku 2016 roku, tuż po wielkim zwycięstwie PiS. „Zapewne autor zadawał sobie pytanie, czy (...) w zmienionych realiach upiory tej przeszłości znów nie staną przed nami” – zastanawiał się Andrzej Friszke we wstępie zamówionym przez „Krytykę Polityczną”.

        I realia się zmieniły. Czy raczej zatoczyły krąg; profesor przytacza słowa jednego z przywódców Stronnictwa Narodowego Jędrzeja Giertycha, który w 1938 r. wołał: „Kto my jesteśmy? Jesteśmy polskim nacjonalizmem. Jesteśmy jedynym polskim nacjonalizmem. Jesteśmy jednym z tych ruchów, które – jak faszyzm we Włoszech, hitleryzm w Niemczech, obóz Salazara w Portugalii, karlizm i Falanga w Hiszpanii – obalają w poszczególnych krajach Europy stary system masońsko-plutokratyczno-socjalistyczno-żydowski i budują porządek nowy: porządek narodowy!”. Usuńmy słowa „masoński”, „żydowski”, Salazara i Hitlera – a dostaniemy pejzaż Europy drugiej dekady XXI wieku.

        Proste analogie historyczne często prowadzą na manowce, ale trzeba przyznać, że w klimacie kryzysu demokracji, w klimacie oczekiwania na nowy porządek nacjonaliści czują się najlepiej. Friszke: „Te systemy w latach 30. postrzegano jako maksymalnie sprawne w skupieniu dynamiki narodowej i stworzeniu siły jak jedna pięść , by ją obrócić w dynamiczny rozwój gospodarczy i zdolność ekspansji. Zastrzeżenia wynikające z praw jednostki czy norm prawa traktowano jako głupstwa wymyślone przez liberałów, ergo masonów. (...) Wszystkie te ideologie afirmowały prostego człowieka , który jest najwartościowszą częścią narodu, ale musi być prowadzony przez zwartą i świadomą celu elitę narodową. Aby to było skuteczne, należy zniszczyć konkurencyjne ośrodki oddziaływania, a więc zbudować państwo totalne. Pokusa ucieczki od wolności ku poddaniu się wodzowi była tym większa, im bardziej rozczarowywała demokracja swą niesprawnością, wielogłosem publicznych debat, brakiem odpowiedzi na dotkliwe problemy kryzysu, niepewnością jutra”.

        Jan Józef Lipski zauważał, że ideologie radykalnych narodowców w latach 30. często określały się jako katolickie i czyniły to bezprawnie – ale sprzeciw Kościoła był rzadki i słaby.

        Endecki Lublin jest możliwy
        Lublin lubi o sobie mówić z dumą, że zawsze jest we wszystkim pierwszy, że tu dzieją się historie, które wyznaczają najważniejsze zmiany w dziejach Polski. To w Lublinie 7 listopada 1918 r. powstał postępowy socjaldemokratyczny Rząd Tymczasowy Ignacego Daszyńskiego, w Lublinie ogłoszono Manifest PKWN w 1944 r., w Lublinie wydarzył się w 1980 r. tzw. lubelski lipiec, fala strajków poprzedzająca wybuch „Solidarności”. I niewykluczone, że w 2018 r. w Lublinie odbędzie się pierwszy wielki eksperyment pod hasłem „Narodowcy u władzy”. Że stąd rozleje się rewolucja kulturalna.

        Jaki jest Lublin dzisiaj? Przez ostatnią dekadę pod rządami prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) stał się miastem nowoczesnym. Badania sondażowe zrobione w ramach projektu „Przystanek Miasto” pokazały, że pod względem dynamiki zmian zanotował największy skok spośród wszystkich dużych miast.

        Najbardziej charakterystyczną dziedziną życia, rzucającą się w oczy nawet bardziej niż ogólny dostatek czy siedziby wielkich firm, jest kultura. W Lublinie samorządowych instytucji kultury, które prezentują sztukę najwyższej próby i animują wydarzenia rangi międzynarodowej, jest bez liku: Centrum Spotkania Kultur, Centrum Kultury, Teatr Stary, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, który wzorcowo pracuje z pamięcią, między innymi o żydowskiej przeszłości. W Centrum Kultury odbywają się Konfrontacje Teatralne, przeglądy filmów kina kobiecego, kina LGBT, jest Teatr Provisorium Janusza Opryńskiego, neTTheatre Pawła Passiniego, Scena Prapremier „InVitro” Łukasza Witta-Michałowskiego, ale też Pracownia Sztuki Zaangażowanej Społecznie „Rewiry”. To w Lublinie znalazła miejsce galeria Labirynt, jedno z najbardziej znanych i cenionych w Polsce miejsc sztuki nowoczesnej (również ukraińskiej), ale też debat o kulturze i stanie demokracji. Lubelskie Warsztaty Kultury organizują trzy wielkie festiwale: Inne Brzmienia, Jarmark Jagielloński i Carnaval Sztukmistrzów. Ale to nie wszystko, Lublin to wielki oddolny ruch różnorodnych inicjatyw artystycznych.

        A co najważniejsze, to nie są dotowane przedsięwzięcia dla koneserów oraz krewnych i znajomych. Ambitna kultura znajduje tu odbiorców.

        Kraków, 14 kwietnia 2007 r., bojówkarze z Obozu Narodowo-Radykalnego świętują 73. rocznicę powstania swojej organizacji. Marsz narodowców przeszedł spod kościoła Na Skałce, obok Wawelu, na Rynek. Wznoszący ręce w faszystowskim pozdrowieniu bojówkarze zaatakowali m.in. uczestników kontrmanifestacji 'Krakowianie przeciw faszyzmowi'.

        Państwowe i samorządowe instytucje kultury mają zagwarantowaną autonomię. Ale tylko na papierze. Jak się przejmuje instytucje i wyrzuca kompetentnych ludzi, również tych, którzy nie chcą iść na żadne wojny, pokazał PiS na przykładzie Muzeum II Wojny Światowej.

        Co czekałoby Lublin pod nowymi rządami? Występ szefa klubu radnych PiS Tomasza Pituchy w Telewizji Trwam pokazuje pożądany przez władzę kierunek. Pitucha ubolewa, że lubelski model kultury „zasysa te zachodnie trendy, chociażby gender mainstreaming czy temu podobne”. Kultura lubelska jest w dużej mierze niechrześcijańska, unosi się nad nią duch Palikota. I nie można mówić, że wszystkie religie są równe. – Trzeba wrócić do tego, że jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Wszystko inne to są bożki z drewna albo ze złota – zapowiadał radny w telewizji o. Rydzyka.

        Ktoś powie: to tylko radiomaryjne gadanie. Wyobraźmy sobie, że PiS wygrywa wybory i radny Pitucha zostaje szefem wydziału kultury w urzędzie miasta. Cała strategia wielokulturowego Lublina ląduje w koszu. Wszystko, co nie jest narodowo-katolickie, staje się podejrzane.

        Wśród lubelskich artystów, szefów instytucji, animatorów kultury jest niepokój, ale nie ma przerażenia. Przecież dziś udaje się wyszarpać z opanowanych przez PiS ministerstw jakieś pieniądze na wartościową kulturę, to może podobnie będzie w samorządzie. A może nawet łatwiej, skoro z resortami będzie rozmawiał „swój” ratusz?

        To złudzenia. Pod rządami endeków „zasysanie zachodnich trendów” nie przejdzie.

        – Zachód żyje jakimiś utopiami, wymysłami, które stoją na ateizmie, a więc nie są w stanie niczego zaproponować, co by motywowało ludzi do czegoś więcej niż walka o byt materialny. To jest bardzo prymitywna cywilizacja – uważa Mieczysław Ryba. Można wzruszyć ramionami: egzotyczny cytat egzotycznego działacza. Ale profesor KUL, felietonista „Naszego Dziennika”, Telewizji Trwam i Radia Maryja jest lokomotywą PiS w wyborach do lubelskiego sejmiku. Na pewno ma plan, w jaki sposób urządzi po nowemu, gdy już zostanie marszałkiem województwa, Centrum Spotkania Kultur, aby nie dochodziło tam do takich gorszących wydarzeń jak spotkanie z Janem T. Grossem czy wystawienie „Malowanego ptaka”, spektaklu Mai Kleczewskiej o wojennych przewinach Polaków wobec żydowskich sąsiadów.

        Endecy, szczególnie ci, którzy wywodzą się z klubu Vade Mecum, wiedzą dokładnie, co chcą zrobić z Polską i jaka ma być narodowo-chrześcijańska kultura. Zawsze to wiedzieli.

        • benek231 Narodowo-katolicka zaraza zniszczy Polske :O) - 4 14.10.18, 07:48
          Jan Bondyra, jeden z prezesów klubu, napisał tak: „I choć wydaje się, że aktualnie, po tragedii rozpoczętej w 1939 roku, Polacy wymagają co najmniej wskrzeszenia, a więc Boskiej ingerencji. Wiemy, że ktoś musi pracę nad tym trudnym zadaniem podjąć. Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31) Vade Mecum! Chodź ze mną! Chodź z nami!”.

          Szli po władzę na Lubelszczyźnie długo, bo od połowy lat 80. Ale warto było czekać. Już mają wojewodę, a jeśli PiS wygra, będą mieli i marszałka. Wreszcie będą mogli gładko wcielać w życie hasło swojego studenckiego klubu. „W nowoczesny sposób kontynuować przedwojenną myśl narodową”.

          A przedsmak tego, co nas czeka, dopiero co mieliśmy. Planowany na tę sobotę w Lublinie Marsz Równości został zakazany (w końcu sąd wyraził nań zgodę). Prezydent Żuk uznał, że nie może ręczyć za bezpieczeństwo lublinian, kiedy lewicy i liberałom zastąpi drogę narodowa kontrmanifestacja. Zwłaszcza po tym, jak wojewoda Czarnek określił Marsz jako promocję „zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24036528,najgrozniejsza-dobra-zmiana-przed-nami-przejecie-instytucji.html#nowyMTmagazyn
          Teraz przynajmniej znamy powody znikniecia niejakiego Perly, z Lublina. Mial organizacyjne zadanie nazbierac kamieni przeciwko "Marszowi Rownosci" - miala to byc tajna akcja.
          • czuk1 Re: Narodowo-katolicka zaraza zniszczy Polske :O) 14.10.18, 09:29
            benek231 napisał: Teraz przynajmniej znamy powody znikniecia niejakiego Perly, z Lublina. Mial organizacyjne zadanie nazbierac kamieni przeciwko "Marszowi Rownosci" - miala to byc tajna akcja.

            Pełnomocnicy PiS (admin. i IPN) na Lubelszczyźnie, zamiast ekscytować nas niepotrzebnie mordami na Wołyniu i brakiem zgody Ukraińców na grzebanie w ich ziemi, na wydobywanie kości polskich ofiar i obrońców ---

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka