benek231
14.10.18, 07:25
Najgroźniejsza "dobra zmiana" przed nami: przejęcie instytucji publicznych przez wojujący nacjonalizm i narodowy katolicyzm
Paweł Krysiak
13 października 2018 | 06:00
Oburzamy się na Misiewiczów, ale oni są tylko śmieszni i pazerni. Ci, którzy ich zaraz zastąpią, są poważni, cierpliwi i ideowi. Długo czekali, żeby wejść do szkół, teatrów, domów kultury. W wysokich butach i z rzymskim pozdrowieniem.
Paweł Krysiak - redaktor naczelny Wyborczej Lublin
To było na KUL w 1987 r. Po sesji zimowej jako student I roku socjologii zdawałem w dziekanacie indeks. W gabinecie obok żywiołowa dyskusja. – Musimy sobie uświadomić, że największym wrogiem Kościoła nie jest komunizm, największym wrogiem Kościoła jest LI-BE-RA-LIZM – powiedział jeden z profesorów, akcentując ostatnie słowo. Indeks wypadł mi z ręki.
Dziś, kiedy się zastanawiam, dlaczego Kościół tak mocno poparł akurat PiS, skoro PO i PSL też mu zawsze sprzyjały, szukam odpowiedzi w tamtym wydarzeniu.
Antykomunistów było wielu, oni jedni przygotowywani
KUL to ważne miejsce. W czasach komuny mówiono, że to jedyny wolny uniwersytet od Łaby do Władywostoku. W latach 80., kiedy tam studiowałem, byłem zafascynowany różnorodnością życia naukowego i politycznego. Studenci historii podzieleni na piłsudczyków i endeków, młodzieżówka chrześcijańskich demokratów ściera się z młodymi narodowcami, na korytarzach fruwają broszury podziemnego PPS. Studiują tu Kazimiera Szczuka, Jan Hartman czy Janusz Palikot. Na wydziale ekonomii króluje liberalizm, wszyscy z wypiekami na twarzy czytają Hayeka i Friedmana. – Traktor to jest po prostu traktor, nie ma traktora narodowego. Kapitał nie ma narodowości – to jedno z ulubionych zdań moich kolegów z ekonomii. Przyjeżdża na KUL młody Balcerowicz i dyskutuje z Korwin-Mikkem o tym, czy da się zreformować socjalizm, a prof. Ireneusz Krzemiński wygłasza w auli pod obrazem Matki Boskiej wykład, w którym winą za marazm opozycji antykomunistycznej obarcza prymasa Glempa.
Rozdyskutowany klub wolnych ludzi. Taki był wtedy KUL. Tam też poznałem najostrzejszych antyklerykałów. Pamiętam, jak jeden ze studentów, dziś znany filozof, tłumaczył na korytarzu kolegom, że Kościół powinien być ścigany z kodeksu karnego, bo oszukuje ludzi i opowiada o Bogu, który nie istnieje.
Generalnie barwne towarzystwo, ale oni się wyróżniali – narodowcy. Podczas debat politycznych byli jak jedna pięść. Formowały ich nie tylko książki i wykłady, ale także założony w 1986 r. Akademicki Klub Myśli Społeczno-Politycznej „Vade Mecum”. Powstał po to, aby „w nowoczesny sposób kontynuować przedwojenną myśl narodową”. Studiowali zwykle po dwa kierunki i uczyli się języków, bo kiedy komunizm upadnie, trzeba być przygotowanym do przejęcia władzy. Na liście prezesów Vade Mecum są tacy szermierze jak Andrzej Szlęzak (narodowy harcownik pod sztandarami m.in. wczesnego PiS, Polski Razem, PSL, przez wiele lat prezydent Stalowej Woli), Artur Zawisza (ważna postać w ZChN, potem w PiS, współtwórca Ruchu Narodowego) czy Mieczysław Ryba (długo związany z LPR i PiS, wykładowca, stały bywalec mediów ojca Rydzyka, wpływowy członek Kolegium IPN).
Kolorowe towarzystwo z KUL rozpierzchło się po 1989 r. po różnych państwowych instytucjach, ale klub Vade Mecum działa do dziś. Do niedawna jego kuratorem naukowym był Przemysław Czarnek, obecny wojewoda lubelski. Na stronie klubu możemy przeczytać, jakie klub organizował ostatnio wydarzenia: „Ruch Narodowy w walce o Polskę”, „Spotkanie z Rafałem Ziemkiewiczem – demokracja czy sanacja?”, „Marksizm kulturowy – klucz do współczesności?” oraz „Czy Polska zdoła uratować Europę?”.
Ileż ja się nasłuchałem w Lublinie pochwał od ludzi związanych z PO, jeszcze przed „dobrą zmianą”, że narodowcy są godni szacunku, bo to ideowcy, a nie karierowicze. Dopiero dziś, kiedy ideowcy dochodzą do władzy, takie głosy umilkły.
Czarnek idzie na wojnę
Trzy lata temu, na samym początku urzędowania, wojewoda Czarnek ostentacyjnie schował flagę Unii do szafy. A miesiąc temu, powołując się na znowelizowaną ustawę o IPN z tzw. ukraińską wstawką, oskarżył przewodniczącego Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorza Kuprianowicza o działanie na szkodę Polski. Doniósł na niego do prokuratury. Nie podobało mu się przemówienie Kuprianowicza na uroczystościach poświęconych pamięci kilkuset ukraińskich prawosławnych ofiar – w dużej mierze kobiet i dzieci – które zginęły w Sahryniu z rąk akowców.
Krytyka ze strony PO znów jak kulą w płot: ale mamy elity! Wojewoda to awanturnik, rozwala nam politykę zagraniczną!
A to po prostu endek. Nie robi niczego sprzecznego z programem przedwojennej Narodowej Demokracji, która w mniejszości ukraińskiej upatrywała zagrożenia, zapowiadała katolicyzację i polonizację Ukraińców.
Czarnek na konferencji tłumaczył, że zawiadamiając prokuraturę, „wykonał swój obowiązek jako Polak”. To niemal cytat z „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie”.
Doktryna Giedroycia, wizja wzmacniających pozycję Polski i wobec Rosji, i na Zachodzie przyjacielskich stosunków z sąsiadami z dawnego ZSRR? Tego nie ma w ich książkach i w ich koncepcjach. Zachód gnije, jeśli z kimś warto trzymać, to z innymi narodami Europy Środkowo-Wschodniej, ewentualnie z Rosjanami. Ukraińcy to niższa kultura, prymitywny antypolonizm, chaos, ich państwowość to ślepa uliczka. Wypisz wymaluj główny nurt myślenia o zagranicy w PiS.
Na marginesie, autorem wstawki w ustawie o IPN, która umożliwia karanie za „zaprzeczenie zbrodniom ukraińskich nacjonalistów”, jest Tomasz Rzymkowski. Dziś poseł Kukiz’15, ale w latach 2008-10 – prezes KUL-owskiego klubu Vade Mecum.
A kandydat Kukiz’15 w wyborach na prezydenta Lublina Jakub Kulesza firmuje akcję zmiany nazwy skweru Tarasa Szewczenki na skwer Sprawiedliwych Ukraińców. Robi to w stolicy regionu, w którym legalnie pracuje już około 100 tys. Ukraińców.
Spot promocyjny lubelskiej brygady ONR zaczyna się od słów młodego człowieka: „Wśród ogółu społeczeństwa króluje liberalizm, hedonizm i konsumpcjonizm. My jesteśmy awangardą. Nie ograniczamy się do górnolotnych haseł o miłości ojczyzny, tylko działamy dla Wielkiej Polski”.
I działają, mają struktury niemal w każdym powiecie na Lubelszczyźnie. Organizują prelekcje, wykłady. Nie tylko w lokalnych świetlicach, również w siedzibie lubelskiego Klubu Inteligencji Katolickiej, któremu szefuje profesor Ryba.