benek231
18.10.18, 08:09
Jak PiS wjechał na Kasprowy Wierch
Wojciech Maziarski
18 października 2018 | 06:00
Zmuszając zagranicznego właściciela do sprzedaży kolei linowej, PiS przekroczył kolejną z czerwonych linii oddzielających cywilizowane państwo prawa od mafijnego państwa bezprawia.
Sekwencja zdarzeń, których ukoronowaniem było odkupienie kolejki na Kasprowy Wierch przez Polski Fundusz Rozwoju od zagranicznego inwestora, przywodzi na myśl klasyczną operację gangsterską, w której właścicielowi lokalu – np. restauracji położonej w atrakcyjnym miejscu, na którą gang ma chrapkę – składana jest „propozycja nie do odrzucenia”, a dla wzmocnienia siły perswazji grupa opryszków z kijami bejsbolowymi demoluje mu lokal. Komunikat jest jasny: lepiej go sprzedaj, bo nie damy ci żyć.
Owszem, już wcześniej pisowskie państwo renacjonalizowało różne przedsiębiorstwa, np. banki, a ostatnio bydgoską Pesę, ale działo się to w sytuacji, kiedy prywatni czy zagraniczni właściciele mieli trudności finansowe i sami rozglądali się za chętnym do nabycia ich firmy. Jednak międzynarodowy fundusz Mid Europa Partners, który kupił kolejkę w 2013 r., wcale do sprzedaży się nie spieszył. Planował, że zrobi to w późniejszym terminie, wprowadzając akcje na giełdę.
Jednak już w kampanii wyborczej 2015 r. prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział, że Kasprowy Wierch musi „wrócić w polskie ręce”. W polskie – czyli pisowskie. W tym przypadku w ręce podhalańskiej elity biznesowo-politycznej, która jest klientem i wasalem PiS. Ona od dawna już ostrzyła sobie zęby na ten łakomy kąsek.
Po wyborach 2015 r. byliśmy więc świadkami bezprzykładnych nacisków i działań ze strony lokalnych bonzów kontrolujących samorządy i Tatrzański Park Narodowy, ażeby zmusić właścicieli do sprzedania atrakcyjnej kolejki. TPN formalnie zażądał nawet demontażu urządzeń i słupów, bo zdaniem władz parku narodowego wagoniki bezprawnie przejeżdżają nad jego terenami. TPN domagał się więc zawarcia umowy na korzystanie z powietrza nad parkiem, przez które przechodzą liny.
Ostatecznie właściciele dali za wygraną i sprzedali kolejkę. W trakcie obecnej kampanii samorządowej Mateusz Morawiecki mógł więc niczym ojciec chrzestny przybyć z gospodarską wizytą do swych podhalańskich wasali, by triumfalnie opowiadać androny, że „kolejne srebro narodowe, a nawet diament narodowy” wraca do Polski.
Nabywcą diamentu jest Polski Fundusz Rozwoju – ten sam, który kupił bydgoską Pesę. Ale oczywiście to tylko narzędzie, którego pisowska „rodzina polityczna” używa do przejmowania firm prywatnych. Już krążą spekulacje, że być może fundusz przekaże zarządzanie kolejką Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu – instytucji kontrolowanej przez zakopiańską elitę biznesowo-polityczną.
Węgierski socjolog Bálint Magyar w książce „Anatomia państwa mafijnego” nazywa taki model wywłaszczania „nacjonalizacją tranzytową”. Polega ona na tymczasowym wzięciu prywatnego przedsiębiorstwa „pod opiekę państwa”. „W ten sposób, poprzez przejściową fazę nacjonalizacji, majątki prywatnych firm przejmowane są przez adopcyjną rodzinę polityczną” – pisze.
Dotychczas PiS obsadzał instytucje państwowe i stanowiska w spółkach skarbu państwa, jednak zostawiał w spokoju prywatne firmy. To odróżniało Polskę od Węgier, gdzie władza podporządkowała sobie także gospodarkę prywatną, wspierając swoich ludzi i wypychając z rynku politycznych przeciwników. By dziś na Węgrzech prowadzić biznes, trzeba uzyskać nieformalną zgodę ludzi ojca chrzestnego, a czasem nawet formalną koncesję – choćby na prowadzenie kiosku z papierosami.
Historia kolejki na Kasprowy pokazuje, że zmierzamy w tę samą stronę.
wyborcza.pl/7,75968,24056027,jak-pis-wjechal-na-kasprowy-wierch.html#s=BoxWyboImg2
Czyli tak jak juz mowilem: nalezy tylko dokupic bananow bo malpy juz rzadza. To jest juz normalna bananówa.